Nasze recenzje

stat

Wściekłe psy znów gryzą. Recenzja filmu "Pitbull. Ostatni pies"


Przygarnięty przez Pasikowskiego "Pitbull" warczy i ujada jak za starych, dobrych czasów! "Ostatni pies" stanowi dowód na to, że można jeszcze w Polsce kręcić porządne kino sensacyjne bez reżyserskiej fuszerki i nachalnego efekciarstwa. Udany powrót Despera i jego sfory to najlepsze, co mogło przydarzyć się fanom oryginału, których rozczarował poziom dotychczasowych kontynuacji.


 
Pasikowski bezceremonialnie spuścił "Pitbulla" z diamentowej smyczy, na której uwiązał go w ostatnim czasie Patryk Vega. Wściekły zawadiaka stał się niemal salonowym pieskiem, któremu pierwotny właściciel założył kaganiec, by przypadkiem nie zrobił nikomu krzywdy. Autorskie, nasycone surowym klimatem i oszczędnością środków kino rozochocony komercyjnym sukcesem Vega przemienił w przeładowane wątkami widowisko firmowane obsceniczną golizną, prostackim żartem i bałaganiarską akcją. Pasikowski tymczasem pozbawił "Ostatniego psa" zbędnych błyskotek, odpuścił efekciarstwo i podarował nowemu podopiecznemu bezcenną wolność. "Pitbull" dzięki temu znów hasa i raz po raz kąsa, choć zdarza mu się nawet dość często gubić właściwy trop.
 
Drogę do stołecznego "pałacu" odnaleźli natomiast po latach "Despero", "Metyl" i "Nielat". Pierwszy wraca z prowincjonalnej banicji. Drugi z życiowego i zawodowego niebytu. Trzeci z amerykańskiego szkolenia pod okiem agentów FBI, skąd przywozi nie tylko nowe umiejętności, ale i nową ksywkę - "Quantico". Dawna sfora ponownie łączy siły, by znaleźć zleceniodawcę zamachu na kolegę po fachu, "Soczka". "Despero", podszywając się pod poszukiwanego bandziora, rozpoczyna infiltrację mafijnego środowiska, w którym główną rolę odgrywa "Gawron". Pruszkowskiego bossa w walce z "wołomińskimi" wspiera brat "Junior" oraz dużo młodsza żona, Mira.

Zobacz także: Kundelek w kagańcu. Recenzja filmu "Pitbull: Nowe porządki"
 
W "Ostatnim psie" po 13 latach na wielki ekran ponownie wracają kultowe postaci "Pitbulla": "Despero", "Metyl" i "Nielat" ("Quantico"). W wydaniu kolejno Dorocińskiego, Stroińskiego i Mohra stanowią największy atut filmu.
W "Ostatnim psie" po 13 latach na wielki ekran ponownie wracają kultowe postaci "Pitbulla": "Despero", "Metyl" i "Nielat" ("Quantico"). W wydaniu kolejno Dorocińskiego, Stroińskiego i Mohra stanowią największy atut filmu. fot. Maciej Hachlica/Ent One Investments
Główny zamysł fabularny do spektakularnych oczywiście nie należy i z trudem można doszukać się świeżych konceptów. Nie to jednak stanowiło o świetności oryginalnego "Pitbulla", który przyciągał przede wszystkim swobodną narracją i wyrazistymi postaciami. A kto jak kto, ale Pasikowski doskonale wie przecież, w jaki sposób wykorzystać wspomniane atuty.

"Ostatni psem" uznany reżyser powraca do stylistyki kina sensacyjnego lat 90. - ponure, warszawskie meliny przesiąknięte papierosowym dymem i odorem gorzały, stanowią surowe tło policyjno-gangsterskich pojedynków. Akcja krąży również po ekskluzywnych rezydencjach i modnych klubach, choć i tak prędzej czy później ląduje w kolejnym opuszczonym magazynie. Skojarzenia z "Psami" są nieraz oczywiste, czasami wręcz zamierzone.
 
Pasikowski czerpie więc garściami ze swego największego dzieła, ale nie zapomina także, pod jakim szyldem powstał "Ostatni pies". Twórca "Krolla" czy "Pokłosia" wzorowo odrobił lekcję i znakomicie odtworzył na ekranie każdy niemal element "pitbullowskiego" rzemiosła. Usłyszymy więc soczysty, podkręcony przestępczym slangiem język, w którym wulgaryzmy wcale nie odgrywają nadrzędnej roli. Są nieźle skręcone strzelaniny (ciekawy pomysł szczególnie z akcją na bazarze), czasami szokujące, ale nie tak dosłowne jak w poprzednikach, akty przemocy ("trzepanie dywanu" i rozpuszczanie zabitego zakapiora) i kilka luźnych linijek zgrabnego dowcipu, choć nie zawsze trafionego. Nikt jednak z rasowego "sensacyjniaka" nie robi przestępczej parodii i kiczowatej komedyjki wypełnionej monotematycznymi gagami.
 
Nikt także nie udaje, że od 2005 roku nic się nie wydarzyło. Pomimo że część aktorów, i co za tym idzie również postaci, pozostała przy Vedze, to "Gebels", "Majami", a nawet "Cukier" przewijają się w dialogach i pomimo fizycznej nieobecności inicjują pewne zdarzenia. Pasikowski nie ocenia, tym bardziej nie neguje tego, czego dokonał w kontynuacjach "Pitbulla" jego poprzednik. Niczym wyrachowany dyplomata unika komentarza, choć nie zabiera sobie drobnej przyjemności i poprzez jeden króciutki tekst "Metyla" delikatnie podśmiewa się z "Nowych porządków" i "Niebezpiecznych kobiet".

Zobacz także: Śmiech głośniejszy od kul. Recenzja filmu "Pitbull. Niebezpieczne kobiety"

Władysław Pasikowski doskonale potrafił wykorzystać będącego ostatnio w wysokiej formie Adama Woronowicza ("Junior"), a i Cezaremu Pazurze ("Gawron") umożliwił powrót do świetnego aktorstwa. Jedynie eksperyment z Dodą (Mira) trzeba uznać za nie do końca udany, aczkolwiek nie tak opłakany w skutkach, jak wielu wieściło przed premierą filmu.
Władysław Pasikowski doskonale potrafił wykorzystać będącego ostatnio w wysokiej formie Adama Woronowicza ("Junior"), a i Cezaremu Pazurze ("Gawron") umożliwił powrót do świetnego aktorstwa. Jedynie eksperyment z Dodą (Mira) trzeba uznać za nie do końca udany, aczkolwiek nie tak opłakany w skutkach, jak wielu wieściło przed premierą filmu. fot. Krzysztof Wiktor/Ent One Investments
Dobry humor Pasikowskiego nie dziwi. Dysponując tak znakomitą obsadą, wszelkie reżyserskie obowiązki można traktować już jako czystą przyjemność. Marcin Dorociński udowadnia, że jest jednym z najlepszych polskich aktorów, a postać Despera jest szyta na jego miarę. Oszczędny w ekspresji, kąśliwy w słownych utarczkach, pozornie apatyczny, ale zaangażowany emocjonalnie w policyjną misję, którą rozlicza jedynie w kategoriach moralnych, a nie jako "dodatek 780 zeta raz". "Ostatni pies" udowadnia, że "Pitbull" bez Sławka Desperskiego nie istnieje. Tak samo jak "Despero" nie istnieje bez Dorocińskiego.

Świetnemu aktorowi z powodzeniem kroku dotrzymuje równie rewelacyjny Krzysztof Stroiński jako "Metyl". Wycieńczony nałogiem glina starej daty, który nie mając nic do stracenia, próbuje mozolnie odbudowywać nadwyrężony upadkami moralny kręgosłup. Dodatkowo celnymi ripostami przewietrza gęstą atmosferę i wprowadza gdzieniegdzie element komediowy. Wypowiedziany w kulminacyjnym momencie opowieści tekst "Wchodzę na dancing" ma z kolei szansę trafić do kanonu najbardziej zapamiętanych filmowych kwestii w polskim kinie.

Znakomicie prezentuje się ponadto reszta obsady. Cezary Pazura w roli "Gawrona" pod okiem Władysława Pasikowskiego odzyskuje dawną charyzmę i świeżość. Adam Woronowicz ("Junior") wydaje się kolejny raz potwierdzać, że jest stworzony do roli drugoplanowych czarnych charakterów. Nienagannie w klimat filmu wkomponowuje się Rafał Mohr ("Nielat" vel. "Quantico"), doskonale w epizodycznych rolach odnajdują się Zbigniew Zamachowski (rewelacyjny "Gawełek"), Kasia Nosowska (humorystyczna perełka tego filmu!) i duet Kiersznowski/Sulej (tak, tak, pan od "wyrywania chwastów"). Kropkę nad "i" stawiają niezawodny Marian Dziędziel i niejednoznaczna Izabela Kuna.

Kto zajmuje się aktorstwem, a kto się w aktorstwo tylko bawi zgadnąć nietrudno. Obsadzenie Dody w roli Miry finalnie należy jednak ocenić jako nietrafiony artystycznie, acz skuteczny marketingowo zabieg. Nie jest jednak tak źle, jak mogłoby się wydawać, ale Rabczewskiej wyraźnie brakuje ogłady, wyczucia tempa i wyrafinowania. Przekonuje co prawda jako kelnerka z niewyparzonym językiem, ale w roli demonicznej gangsterki jest zwyczajnie infantylna, niespójna i często irytująca manierą i sposobem mówienia. Nie wyrządza płaską kreacją filmowi zbyt dużej krzywdy, ale zdecydowanie jest jego najsłabszym elementem.

"Ostatni pies" to rasowe kino sensacyjne, doskonale nakręcone, przemyślane i zainscenizowane, okraszone świetnym aktorstwem i niezłym scenariuszem, któremu nie brak jednak uchybień, a czasami odwagi i przełamania schematów.
"Ostatni pies" to rasowe kino sensacyjne, doskonale nakręcone, przemyślane i zainscenizowane, okraszone świetnym aktorstwem i niezłym scenariuszem, któremu nie brak jednak uchybień, a czasami odwagi i przełamania schematów. fot. Krzysztof Wiktor/Ent One Investments
Wzlotów i upadków "Ostatniemu psu" nie brakuje, ale na szczęście pierwsze z nich przewyższają znacznie drugie. Stąd też można przymknąć oko na znów zbyt mocno przeładowaną wątkami fabułę (słaby szczególnie wątek a'la Amber Gold), gubione nieraz tempo opowieści (tu akurat Vega poradził sobie lepiej od Pasikowskiego), scenariuszowe uproszczenia w drugiej części filmu i dość chaotyczne zakończenie. Słabsze elementy tuszują jednak świetnie zrealizowane i przemyślane sceny akcji, pierwszorzędna praca kamery, doskonałe aktorstwo, powrót do pierwotnej ścieżki muzycznej (!), porządnie napisane postaci oraz kilka naprawdę zgrabnych i chwytliwych dialogów. Nad całością unoszą się natomiast łatwo wyczuwalne opary moralnej zgnilizny rodem z "Psów".

"Pitbull" wrócił do domu, a Pasikowski stworzył film niedoskonały, pełen jeszcze uchybień, nietrafionych wyborów i może zbyt asekuracyjny, ale z pewnością kilka poziomów lepszy od tego, co serwował ostatnio Vega. Być może sentymentalne tęsknoty za kinem lat 90. i surowa opowieść pozbawiona ozdobników dla fanów dotychczasowych "Pitbulli" okażą się przeterminowanym smakołykiem. Wszak eleganckich "gangusów" zastępują pospolite "zbóje", zamiast fruwających dronów są mozolnie zaplanowane kadry, a drastyczne bijatyki zastępują pojedynki rodem z westernów. Z taką różnicą, że rewolwerowcy walczą nie na tle zachodzącego słońca, a w obskurnej podwarszawskiej ruderze, gdzie kodeks honorowy nie obowiązuje, a strzał w plecy jest czymś normalnym.

Najnowszym filmem Pasikowski na szczęście nie strzelił sobie w stopę. Rykoszetem nie trafił również ani Vegi, ani jego fanów. Pokazał im po prostu, że kino sensacyjne można nakręcić w inny sposób, równie ciekawy, a już na pewno lepiej zrealizowany i zainscenizowany. Mam nadzieję, że nie jest to jednak, zgodnie z sugerowanym tytułem filmu, ostatni pies spuszczony ze smyczy wirtuoza polskiego rasowego "sensacyjniaka".

OCENA: 7/10

Film

Pitbull. Ostatni pies

Pitbull. Ostatni pies (29 opinii)

5.9
produkcja
Polska
gatunek
Akcja, Kryminał
premiera
15 marca 2018

Opinie (76) 3 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Gdynia

Rumia

DKFy

Premiery

18.10.2019 r.

11.10.2019 r.

Zapowiedzi