Nasze recenzje

Orzeł (i to jak) wylądował. Recenzja filmu "Pierwszy człowiek"


Twórca "Whiplash" i "La La Land" filmową rakietę z napisem "Pierwszy człowiek" wyniósł na tak odległą artystyczną orbitę, iż większość uziemionych hollywoodzkich reżyserów może jedynie z zadartymi głowami spoglądać w górę. Damien Chazelle z pewnością nie musi raportować, że ma jakikolwiek problem. Jego najnowsze dzieło to bezawaryjny i w pełni kontrolowany lot w otchłań kosmosu oraz w głąb psychiki człowieka konfrontującego ambicję z wewnętrzną traumą.



Gdy Neil Armstrong stawiał stopę na Księżycu, Damiena Chazelle'a jeszcze nie było na świecie. Przewrotny los sprawił, że gdy reżyser podjął się filmowej wyprawy w komos, na świecie nie było już tego, który jako pierwszy eksplorował powierzchnię Srebrnego Globu. Obaj panowie prawdopodobnie nigdy się nie spotkali. To jednak nie przeszkodziło autorowi przebojowych "Whiplash""La La Land" stworzyć kameralny, minimalistyczny wręcz, bardzo osobisty portret najsłynniejszego astronauty wszech czasów.

"Pierwszy człowiek" przekornie wymyka się standardom współczesnych widowisk. Efekty specjalne służą tu jedynie dopracowaniu tła, a nie wybijają się na pierwszy plan. Filmowa opowieść skonstruowana jest tak, aby precyzyjnie odmierzać widzowi emocje. Bez histerycznego pośpiechu i nienaturalnie podkręconego tempa. Nawet aktorów Chazelle, czasami aż zbyt kurczowo, trzyma w ryzach i nie pozwala na próżno epatować emocjami. Rozedrgana i niemal ocierająca się o twarze bohaterów kamera również nie przekłamuje, nie tuszuje scenariuszowych wpadek, nie zakłóca sedna filmu, nie musi niczego dopowiadać.

W "Pierwszym człowieku" twórcy filmu prezentują portret Neila Armstronga, astronauty, który jako pierwszy postawił stopę na Księżycu. Nie jest to jednak w żadnym razie kino akcji według hollywoodzkich standardów i aktualnych trendów, co nie znaczy, że brakuje mu widowiskowości.
W "Pierwszym człowieku" twórcy filmu prezentują portret Neila Armstronga, astronauty, który jako pierwszy postawił stopę na Księżycu. Nie jest to jednak w żadnym razie kino akcji według hollywoodzkich standardów i aktualnych trendów, co nie znaczy, że brakuje mu widowiskowości. mat. prasowe/ UIP
To aż nieprawdopodobne, by ledwie 33-latek wykazywał się nieprzyzwoicie wręcz intuicyjnym reżyserskim zmysłem, który bez problemu pozwala mu przestawiać filmowe odważniki tak, by odpowiednio równoważyć proporcje w "Pierwszym człowieku". Tym bardziej, że mamy przecież do czynienia z historią powielaną w różnych formach od prawie 50 lat. Finał wyprawy "Apollo 11" jest oczywisty, a mimo tego podczas niespełna półgodzinnego lotu na Księżyc można tak mocno zagryzać paznokcie, że nawet najlepsza manikiurzystka nie ogarnie po seansie ogromu zniszczeń.

Kapitalna sekwencja startu, lotu i lądowania "Apollo 11" jest zresztą soczystą i dorodną wisienką na filmowym torcie. "Pierwszy człowiek" już w scenie otwarcia wgniata w fotel i przyspiesza tętno, gdy wraz z Armstrongiem (Ryan Gosling) próbujemy opanować testowy X-15 i bezpiecznie wylądować na ziemi. Zaledwie kilka minut spędzonych w kokpicie rakietowego samolotu wystarczy, by poczuć klaustrofobiczną atmosferę, którą podbijają złowrogie dźwięki awarii, migocące lampki, wirujący za malutką szybką kosmos i spocona, wytężona od wysiłku twarz głównego bohatera. Ta i wiele podobnych scen sprawiają, że podczas seansu "Pierwszego człowieka" można poczuć się jak w symulatorze lotów kosmicznych.

Filmu Chazelle'a znakomicie się też słucha. Od ubiegłorocznej "Dunkierki" nie było w kinie tak perfekcyjnego w drobiazgach dźwięku będącego w stanie, akurat tutaj, odzwierciedlić każdy ruch astronauty i każdy element kosmicznej rakiety. Werdykt akademii przyznającej przyszłoroczne Oscary w tej kategorii już właściwie jest oczywisty. Równie efektownie wybrzmiewa też muzyka Justina Hurwitza - zróżnicowana emocjonalnie, świetnie wkomponowana w historię, fenomenalna zwłaszcza w scenie lądowania na Księżycu. Ciarki na plecach pojawiają się mimowolnie. Nawet w momentach, gdy owa muzyka się urywa. Cisza bowiem jest w "Pierwszym człowieku" równie sugestywna jak dźwięk. To naprawdę unikalne połączenie, zwłaszcza, gdy Armstrong i Aldrin (Corey Stoll) otwierają właz lądownika.

Chazelle prezentuje Armstronga (Ryan Gosling) jako człowieka zamkniętego wewnątrz własnych lęków, traum i ambicji, któremu nieraz rodzinne obowiązki sprawiają większy wysiłek niż najcięższe testy w ćwiczebnych rakietach.
Chazelle prezentuje Armstronga (Ryan Gosling) jako człowieka zamkniętego wewnątrz własnych lęków, traum i ambicji, któremu nieraz rodzinne obowiązki sprawiają większy wysiłek niż najcięższe testy w ćwiczebnych rakietach. mat. prasowe/ UIP
Wszystko to, co widać i słychać jednoznacznie ma uświadomić widza, że wyprawa w kosmos nie jest radosną przejażdżką Sokołem Millennium, a śmiertelnie niebezpieczną, pełną ryzyka i obaw misją podboju tego, co nieznane i niegościnne. I jest to w "Pierwszym człowieku" ukazane w tak niesamowicie wiarygodny sposób, że gdy tylko na ekranie zaświeci się czerwona lampka lub zawyje syrena, to panika błyskawicznie pojawia się nie tyle w oczach bohaterów, co samych widzów.

Droga na Księżyc to także kosmiczny trakt usłany ofiarami, jakich wymaga każde tak karkołomne przedsięwzięcie i również temu poświęcony jest film Damiena Chazelle'a. Tytułowy bohater, poza bolesną rodzinną traumą, musi także na co dzień radzić sobie z nieodłącznym towarzystwem śmierci zabierającej raz po raz kolegów po fachu. Strach zresztą ściera się tu z ambicją. Ambicja jest sposobem walki z bólem. Komos i Księżyc jedynie arenami tych wewnętrznych konfrontacji. Bo aby postawić stopę tam, gdzie nikt tego nie dokonał, najpierw trzeba uporać się ze samym sobą.

W psychologicznie niejednoznacznych rolach Ryan Gosling odnajdywał się już niejednokrotnie. W "Pierwszym człowieku" minimalizm, oszczędność środków i pewna alienacja są dość skutecznym patentem na postać Neila Armstronga, choć nie zawsze. Gosling zalicza kapitalne epizody, lecz równie często gaśnie i poniekąd staje się ofiarą własnego stylu. W wielu scenach aż chce się wykrzyczeć mu twarz, aby wreszcie dał upust emocjom. Na szczęście Chazelle znalazł ten odpowiedni i zarazem piękny moment. Energii nie brakuje niezwykle za to charyzmatycznej Claire Foy, wcielającej się w panią Armstrong, która co prawda na podbój Księżyca nie wyrusza, ale ma nie mniej ważną misję utrzymania rodziny w jedności. Na uwagę zasługuje też ekranowy Buzz Aldrin, czyli Corey Stoll, który z wycinków scenariusza tworzy krwistą i wyrazistą postać astronauty z niewyparzonym językiem.

Kosmos u Chazelle'a wygląda nieco inaczej niż choćby w "Grawitacji". Tu zamiast pięknych, malowniczych kadrów dominuje atmosfera napięcia i niepewności mężczyzn upchanych w metalowej kapsule wystrzelonej w mroczny wszechświat. Czuć to w niemal każdym kadrze.
Kosmos u Chazelle'a wygląda nieco inaczej niż choćby w "Grawitacji". Tu zamiast pięknych, malowniczych kadrów dominuje atmosfera napięcia i niepewności mężczyzn upchanych w metalowej kapsule wystrzelonej w mroczny wszechświat. Czuć to w niemal każdym kadrze. mat. prasowe/ UIP
Podobnie jak Goslingowi, tak i Chazelle'owi można wytknąć kilka słabszych momentów. Reżyser przez cały film świadomie i konsekwentnie unika patosu i gloryfikowania. Ba, na Księżycu widać powiewającą amerykańską flagę, ale nie ma już pompatycznego momentu jej wetknięcia (czego na pewno nie omieszkaliby pokazać choćby Eastwood czy Bay). Nadęta nieco wzniosłość wkrada się jednak w epilogu. Epilogu zbędnym, bo Chazelle najwidoczniej przegapił idealny moment (a jest takowy) na spuszczenie kurtyny. Zbyt mocno też fragmentami trzymał się schematu kina biograficznego i czasami mało wyraziście zarysował relację pomiędzy Armstrongami.

Nie ma powodów, by rozpaczliwie krzyknąć podczas seansu "Chazelle, mamy problem!". "Pierwszy człowiek" z pewnością nie jest historycznym krokiem na filmowy Księżyc, ale nie umniejsza to faktu, że mamy do czynienia z filmem momentami genialnym, autentycznym, oddziałującym na wszystkie niemal zmysły i hołdującym (jak to ma w zwyczaju reżyser) marzeniom. Choć do ich realizacji w tym przypadku nie dochodzi się śpiewnym krokiem, a morderczym wysiłkiem fizycznym i psychologicznym. Warto to zobaczyć na własne oczy.

OCENA: 8,5/10

Film

Pierwszy człowiek
6.0 36 ocen

Pierwszy człowiek (14 opinii)

produkcja
USA
premiera
19 października 2018
czas trwania
2 godz. 21 min.

Opinie (97) 2 zablokowane

  • Zgadzam się z autorem. (1)

    Film ma ciekawa formę, tempo raczej wolne, co oczywiście jest plusem, ilość wrażeń wynikających z przeróżnych prób rakietowych jest idealnie zbalansoana, tak aby widza nie zmeczyc

    • 14 5

    • Cieszę się, że film cię nie zmęczył...

      • 0 1

  • (9)

    Pierwszy człowiek na księżycu? Biografia Morawieckiego

    • 59 29

    • Lecz ten chory łeb

      • 15 23

    • zanim Bell

      Wynalazł telefon, morawiecki miał już trzy nieodebrane SMS :-)

      • 31 5

    • Polacy (2)

      zawsze wcisną polityke do każdego tematu

      • 14 7

      • (1)

        Nie tyle Polacy co idioci

        • 14 11

        • jak Matołusz

          • 6 3

    • Ten drugi kurdupel jeszcze nie wylądował bo dalej na stoi na stołeczku... (1)

      • 15 6

      • Kolejny POgięty

        • 8 8

    • (1)

      nie! tuska

      • 0 3

      • Matołusz był pierwszy

        • 5 1

  • Ciekaw, dobra napisana relacja

    A film chętnie obejrzę

    • 15 6

  • (16)

    Haha każdy wie ze to lądowanie na księżycu to mistyfikacja,ciekawe czemu ostatnie 50 lat zero lądowań) O zdjęciach odcisku buta na księżycu robionych w studio nie wspomne.

    • 22 63

    • Niech zrobią film o Kukuczce czy Kurtyce,to byli kozacy a te loty w kosmos to bajeczki.

      • 11 15

    • każdy to wie (7)

      Płaski ślad buta można było zrobić tylko na płaskiej Ziemi.

      • 24 2

      • (6)

        swoją drogą, pomijając teoryjki spiskowe i prześmiewcze prowokacje
        kolejny dowód że cywilizacja i kultura ludzka zwijają się,
        że nie ma postępu tylko regres, inwolucja

        ludzie kiedyś latali na księżyc
        dziś robią o tym filmy historyczne, biograficzne

        komputery były wtedy lampowe, ludzie liczyli ręcznie i w pamięci
        dziś mój telefon ma więcej "rozumu" niż całe ówczesne NASA i NORAD
        i gram nim w kulki

        my też,
        mieliśmy kiedyś rzad Mazowieckiego i od cholery nadziei
        a teraz mamy rząd Morawieckiego i ponure PiS

        ale to nie tylko współczesność się zwija
        kiedyś zrobiono Venus z Milo
        dziś robimy focie chudym wieszakom

        ludzie degenerują. czas nam do piachu.

        • 31 5

        • Co za chory d**il z KOD-smrod (2)

          • 4 31

          • (1)

            jesteś komuchem jak twój idol czerwony prokurator towarzysz Piotr Owicz

            • 3 2

            • Nie Pioter tylko Adi...

              • 0 1

        • Rzdą Mazowieckiego pozwolił na liczne patologie w gospodarce (1)

          To właśnie wtedy rozpoczęto aferę FOZZ, zlikwidowano wiele dochodowych przedsiębiorstw, a szalejąca inflacja zrobiła biedę wszędzie zwłaszacza na wsi. Wielu rolników się powiesiło. A ilu ludziom banki odebrały ich biznesy żądając natychmiasteowej spłaty kredytu...

          Morawiecki i Szydło doprowadzili do poprawy w gospodarce walcząc z wyłudzeniami VAT, oraz wspomagając polski przemysł. Popatrz choćby na zamówienia w armii czy budowę dróg, oraz planowaną rozbudowę koleji.

          Co do komputeryzacji - to że masz smartfona nic nie znaczy. Kiedyś ludzie też dzielili sie na inteligentych i takich co nic nie rozumieli. Komputery były słabsze to więcej testowano rzeczywistych modeli.
          Venus z Milo jest brzydsza niż dzisiejsze modelki - nie wszystkie to wieszaki.

          • 5 7

          • FOZZ

            no no... to niech ktos wreszczie wyjasni idział blizniakow w tej aferze.. moze vel "wszyscysawinniZiobro"? a ze pisowi trafilo sie rzadzic w czasach swiatowego boomu gospodarczego to jeszcze nie znaczy ze to ich zasluga.

            • 4 1

        • Jest odwrotnie

          Właśnie dzięki rozwojowi techniki nie trzeba już wysyłać człowieka w takie misje. Człowiek na księżycu to najsłabszy i najbardziej wymagający element "systemu pomiarowego" i jeden wielki kłopot.

          Omówię to na innym przykładzie. W 1969 roku, żeby sfilmować sobie miasto z powietrza, trzeba było długo dogadywać się z wojskiem, potem długo stać w kolejce za odpowiednią taśmą filmową. Wreszcie wsiadało się z kamerą do Kukuruźnika, modląc się, żeby nie ogłuchnąć i żeby łba nie urwało. Na koniec, kolejne modły, żeby zakład nie spieprzył filmu podczas wywołania. Dzisiaj takie same albo lepsze efekty zapewnia dron ze sklepu "Toys for Boys". Wyobraź sobie, że w dziedzinie badań kosmosu postęp jest jeszcze większy.

          • 2 0

    • Chory troll w natarciu od rana

      • 4 3

    • hehe (1)

      w sumie mogles sie od razu podpisać idiota. Teraz zaden twoj post nie bedzie nigdy brany na powaznie po tej wypowiedzi :)

      • 3 2

      • MIał się podpisywac Sven Idio...ten

        • 1 3

    • Napisz przy okazji ile był wybuchów na pokładzie TU 154 w Smoleńsku (1)

      • 7 7

      • wg. wszystkich - tylko cichacz po grochówce
        wg. pisss sześćset sześćdziesiąt sześć trylionów

        • 1 7

    • Ojej....

      A Ziemia jest płaska

      • 1 0

    • Sven żona pozdrawia

      • 0 0

  • Sven krytyk filmowy :-)

    Jest i jego komentarz,no inaczej nie może być

    • 9 1

  • Przecież on nigdy nie był na księżycu (2)

    • 16 24

    • Tak tak ziemia jest płaska a szczepionki to samo zło...

      • 20 3

    • prawda,tę całą mistyfikacje lądowania na Księżycu pokazali na filmie pt Koziorożec 1

      • 1 3

  • refleksyjny film z osobistą tragedią w tle

    • 3 2

  • Dziwię się, że ludzie łykają, że ktokolwiek kiedykolwiek poleciał i wrócił z księżyca :) (10)

    To technicznie i technologicznie niemożliwe nawet dziś, a co dopiero wtedy

    • 19 43

    • Ciekawe...ziemia dalej jeat płaska ? (7)

      • 25 5

      • Zapomniałeś się podpisać, reptalianinie.

        • 5 5

      • Serio wierzysz, że w latach 70 dali radę polecieć ( i co trudniejsze, wrócić) na księżyc? (4)

        I w to, że przez kolejne niespełna 50 lat nikt tego nie powtórzył?

        • 12 21

        • widziałem miejsce lądowania przez teleskop. Tam zostało trochę sprzętu (1)

          i widać to z Ziemi. Między innymi łazik księżycowy.

          • 16 4

          • Bzdura!

            Te Twoje pozostałości po misjach to resztki bazy transformersów. Reszta jest po ciemnej stronie.
            Ale takie matoły jak ty nie oflądają filmów i nic nie wiedzą o otaczającym ich świecie.
            Szkoda słów

            • 2 0

        • a po co to powtarzac? nie ma już zimnej wojny i wyścigu. gdyby była wola to by polecieli ale po co teraz wydawać na to pieniądze?

          • 15 3

        • Bo nie ma potrzeby

          Zbadali co było do zbadania. A jak stwierdzą, że jednak nie wszystko, to wyślą łazik bezzałogowy.

          • 1 0

      • rozejrzyj się ...nie jest ?

        • 0 0

    • A na którym lovie program Apollo zatrzymano? (1)

      Bo każdy następny wynikał z poprzedniego. Czy misje bezzałogowe, amerykańskie a także radzieckie też nie dotarły do Księżyca? Czy Rosjanie wypuścili Gagarina? von Braun zniknął po 1945 roku? Ani jeden Saturn V nie był wystrzelony?

      • 1 0

      • von Baun w ogóle nie żył

        a ii wojna Światowa to mistyfikacja.

        • 0 0

  • Wyśmiewana teoria o tym że żaden człowiek nie był na księżycu jest prawdziwa

    Ja też kiedyś kpiłem z ś.p. Leppera i jego słów o talibach na Mazurach

    • 16 21

  • film nie zachwyca, 7/10 (6)

    Zona Armstronga gra na nerwach i badzmy powazni i nie piszmy ze utrzymanie jej rodziny bylo tak samo wazne jak ladowanie na ksiezycu, bo oczywiscie nie bylo. Film wpisuje sie w obecne politycznie poprawne klimaty, tak samo jak ten artykul. Buzza Aldrina przedstawiono w skandaliczny sposob, a z Armstronga zrobiono jakiegos mazgaja.

    • 10 10

    • Biorąc pod uwagę, że obaj synowie Armstronga byli konsultantami przy tym filmie i są z przedstawienia ich ojca i w ogóle rodziny zadowoleni (są już w Internecie wywiady) to... myślę że grubo przesadzadz.

      • 3 3

    • To właśnie jest cel kręcenia takich filmów - wyśmiać i oczernić ludzi, którzy coś dokonali.

      Kiedyś człowiek dążył do osiągnięcia niemożliwego często ryzykując życie. Dzisiejsze gendery nawet do prowadzenia wózka w hipermarkecie zakładają kaski i ochraniacze. Takimi filmami muszą się dowartościować.

      • 7 4

    • nie dla kazdego ....

      Ten film zdecydowanie przerósł Pana/Pani możliwości intelektualnej i emocjonalnej percepcji...

      • 2 5

    • (2)

      Kompletnie nieprzemyślany komentarz. Żona Armstronga gra na nerwach, bo ma grać. Żadna kobieta nie byłaby zadowolona z faktu, że jej mąż dobrowolnie ryzykuje życie i może zostawić rodzinę samą biorąc udział w misji, która może zakończyć się katastrofą. W filmie ukazana jest także jej perspektywy i bardzo dobrze. "Pierwszy człowiek" stoi w opozycji do politycznej poprawności. w usa został potępiony przez Trumpa i amerykańskich patriotów, ponieważ nie zawierał sceny wbicia amerykańskiej flagi na księżycu, nie ukazywał amerykanów jako narodu bohaterów, a Neila jako superbohatera bez skazy i wewnętrznych traum. Z Armstronga nie zrobiono mazgaja tylko człowieka z krwi i kości, który nawet dokonując historycznego czynu nie jest w ten sposób w stanie wymazać traumy, która przeżył po śmierci córki.

      • 0 1

      • :D przemyslany (1)

        tylko go nie zrozumiales. Jesli uwazasz, ze Trump jest "politycznie poprawny" to dalsza dyskuaja nie ma sensu.

        • 0 1

        • Niby dlaczego nie zrozumiałem? Dlatego, że mam czelność mieć inne zdanie niż ty? Zgodnie ze słownikiem PWN poprawność polityczna to «unikanie wypowiedzi lub działań, które mogłyby urazić jakąś mniejszość, np. etniczną, religijną lub seksualną". Poprawność polityczna jest, więc czymś pozytywnym, świadczy o obiektywizmie, kulturze i szanowaniu zdania innych ludzi przez osoby, które się nią posługują. Tak więc robienie zarzutu twórcom filmu "Pierwszy człowiek" z poprawności politycznej jest głupotą. Na pewno tak jak już pisałem wyżej "Pierwszy człowiek" nie wpisuje się w typowy dla amerykańskiego kina triumfalizm, nie próbuje robić z Amerykanów zbawców ludzkości, pokazuje że nawet dokonanie przez Armstronga historycznego czynu, jakim było pierwsze w historii lądowanie na Księżycu nie uczyniło go człowiekiem szczęśliwym, nie zmazało jego traumy po utracie córki, a można by nawet stwierdzić, że sprawiło, że wyalienował się ze społeczeństwa i zamknął w sobie. Już to nietypowe przedstawienie tego wydarzenia i jego wpływu na "bohatera" sprawie, że ten film jest ciekawy i godny uwagi.

          • 0 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Gdynia

Rumia

DKFy

Premiery

23.10.2020 r.

16.10.2020 r.

Zapowiedzi