Nasze recenzje

stat

Murowany kandydat do Oscara? Recenzja filmu "Dunkierka"


Poprowadzona z rozmachem filmowa opowieść, odsłaniająca kulisy ewakuacji ponad 300 tysięcy aliantów z francuskiej plaży okupowanej przez Niemców, na nowo definiuje kanony współczesnego kina wojennego. Oszałamiające wizualnie widowisko, a zarazem sugestywny i intymny portret osaczonych żołnierzy tak mocno wgniata w kinowy fotel, że ten może okazać się zbyt ciasny. Nolan zdecydowanie urwał się konkurencji w wyścigu po przyszłorocznego Oscara.



"Zobaczyć dom nie znaczy wrócić" - słowa filmowego komandora Boltona precyzyjnie oddawały sytuację tysięcy brytyjskich żołnierzy uwięzionych na plaży francuskiej Dunkierki. W oddali, na mglistym horyzoncie, mogli dostrzec zarysy upragnionej ojczyzny, za ich plecami tymczasem czyhał niemiecki okupant. Pozbawieni logistycznego wsparcia żołnierze znaleźli się w potrzasku pomiędzy naszpikowanym siłami wroga lądem a otchłanią wód Morza Północnego. 400 tysięcy wojskowych utknęło na skądinąd malowniczej plaży, która jednak z każdym dniem zwłoki zamieniała się w smętne cmentarzysko spowite dymem. Na ratunek z brytyjskiego wybrzeża wyruszyły setki statków i łodzi, głównie cywilnych, wspieranych przez nieliczne wojskowe myśliwce i morskie niszczyciele.
Nie spodziewajmy się drugiego "Szeregowca Ryana", bo nie znajdziemy tu tak obrazowej eskalacji przemocy. Łatwiej wyłapać niuanse nawiązujące do "Cienkiej czerwonej linii" przy jednoczesnym odcięciu się od choćby "Plutonu" czy "Czasu apokalipsy".


W ten sposób zapoczątkowano "Operację Dynamo", przeprowadzoną na przełomie maja i czerwca 1940 roku, którą na filmowy warsztat wziął Christopher Nolan. Wirtuoz współczesnego kina, który widowiskowość jak mało kto potrafi połączyć z nieszablonowym konceptem, również i tym razem nasączył swoje dzieło niepowtarzalnym autorskim stylem. Widać go już choćby na etapie narracji.

"Dunkierka" nie jest bowiem typowym linearnym dramatem wojennym. Nolan kreśli opowieść równolegle na trzech płaszczyznach czasowych, które w charakterystyczny dla siebie sposób spina w finałowej sekwencji. Trzy perspektywy to trzej bohaterowie: pilot Spitfire'a (Tom Hardy), żeglujący prywatną łajbą na ratunek uwięzionym żołnierzom patriota (Mark Rylance) i walczący o przetrwanie na nabrzeżach Dunkierki szeregowiec (Fionn Whitehead). Losom każdego z nich przypisany jest odrębny wycinek czasu: odpowiednio godzina, dzień i tydzień. Wspólnym mianownikiem jest tykający zegar (słyszany niemal przez cały film) skracający czas na powodzenie ratowniczej misji.

W "Dunkierce" Christopher Nolan przedstawia wycinek "Operacji Dynamo", podczas której setki statków i łodzi, również cywilnych, wypłynęło z brytyjskich portów, by ratować uwięzionych na francuskiej plaży aliantów. Życie udało się ocalić ponad 300 000 żołnierzy.
W "Dunkierce" Christopher Nolan przedstawia wycinek "Operacji Dynamo", podczas której setki statków i łodzi, również cywilnych, wypłynęło z brytyjskich portów, by ratować uwięzionych na francuskiej plaży aliantów. Życie udało się ocalić ponad 300 000 żołnierzy. mat. prasowe/ Warner Bros
Narracyjne rozbicie "Dunkierki" pozwoliło Nolanowi kompleksowo obudować wokół samej operacji indywidualne historie jej uczestników. Miotający się wśród poległych kolegów Tommy rozpaczliwie próbuje dostać się na jeden z okrętów wypływających z francuskiego mola w kierunku rodzimej Anglii. Prowadzi nie tylko fizyczną walkę z wrogiem i wyczerpanym organizmem, ale musi stłumić w sobie wojenną traumę potęgowaną widokiem piętrzących się zwłok na podziurawionej eksplozjami plaży.

Zupełnie przeciwny kurs obiera Dawson (Mark Rylance), który bezpieczne nabrzeża rodzinnego Dover zamienia na niespokojne fale Morza Północnego. Żeglując na prywatnej łajbie, zupełnie przez nikogo nieprzymuszony, wyrusza na wrogie wody, by ratować tych, którzy akurat takiej formy pomocy się nie spodziewali. Ryzykuje przy tym nie tylko swoje życie, ale dwóch młodych podopiecznych, których zabiera w wydawałoby się bezsensowną misję. Wszystkiemu w podniebnych przestworzach przygląda się pilotujący myśliwca Farrier, tracący z każdą minutą nie tylko paliwo, ale i wsparcie towarzyszy. W ułamkach sekund musi decydować: wrócić do bazy, czy za wszelką cenę osłaniać misję ratunkową.

Konstruowanie tak zawiłej narracji mogłoby zniweczyć wysiłki nawet najlepszych specjalistów od kina wojennego. Nie dotyczy to jednak Christophera Nolana, dla którego przestawianie wątków, czasoprzestrzeni i bohaterów przypomina zabawę dziecięcymi klockami. Brytyjczyk kapitalnie potrafi zapanować nad kontrolowanym chaosem, unikając jednocześnie egzaltacji, pretensjonalności i dramatyzowania. Debiutujący w wojennej stylizacji reżyser ani myślał powielać utartych schematów. W "Dunkierce" próżno szukać machania flagą, heroicznych salw czy metafizycznych monologów o horrorze wojny. Ten widać bez zbędnych słów.

Tych zresztą w "Dunkierce" jest zaskakująco mało. Niewiele ponad półtoragodzinny film w zasadzie przypomina kameralny dramat opierający się na sugestii aktorów. Fionn Whitehead wypowiada raptem kilka zdań. Tylko nieco więcej linijek tekstu do dyspozycji ma posadzony w kokpicie samolotu Tom Hardy. Milczenie i skromne dialogi fenomenalnie jednak uzupełnia głębia obrazu odpowiednio skoncentrowana na mimice bohaterów. Emocje nie są uwięzione w sztampowych hasłach, tak górnolotnie przecież recytowanych w kinie wojennym, a znajdują ujście w zwykłym spojrzeniu (schowany za maską Hardy dosłownie gra tylko oczami) czy pojedynczym geście.

"Dunkierka", pomimo skromnej warstwy dialogowej, ograniczonej ekspozycji bohaterów i dość oszczędnych środków w ukazaniu ekranowej przemocy, kapitalnie oddaje klimat osaczenia i wojennej pułapki, w jakiej znaleźli się uwięzieni na plaży żołnierze.
"Dunkierka", pomimo skromnej warstwy dialogowej, ograniczonej ekspozycji bohaterów i dość oszczędnych środków w ukazaniu ekranowej przemocy, kapitalnie oddaje klimat osaczenia i wojennej pułapki, w jakiej znaleźli się uwięzieni na plaży żołnierze. mat. prasowe/ Warner Bros
Jeżeli jednak ktoś tak jak Nolan opanował sztukę operowania kadrami, może sobie odpuścić dopisywanie nawet jakichkolwiek dialogów. Nakręcona z wykorzystaniem imaxowych kamer "Dunkierka" to wizualna symfonia detali, która fenomenalnie oddaje nastrój chwili. Szerokie plany postrzępionej i poszarzałej plaży powodują, że sami mamy ochotę dołączyć do żołnierzy i uciec z tego wojennego piekła. Zamknięci z grupką bohaterów w rybackim kutrze możemy niemal poczuć klaustrofobiczne osaczenie. Natomiast podróż w przestworzach i batalistyczne sceny z wykorzystaniem myśliwców to czysta poezja dla oczu. Tak realistycznych podniebnych pojedynków i pościgów kino wojenne jeszcze nie uświadczyło, a poszczególne kadry przypominają lot symulatorem brytyjskiego Spitfire'a.

"Dunkierka" powala na kolana również precyzją i głębią dźwięku (murowany Oscar), którego czystość oraz dopracowanie słychać w każdej świszczącej kuli czy odgłosie nadlatującego niemieckiego samolotu. Rewelacyjne zdjęcia Hoyte van Hoytemy (Szwajcar z dyplomem łódzkiej "filmówki") dopełnia niepokojąca muzyka Hansa Zimmera z przenikliwym zegarowym tykaniem, które niczym metronom pilnuje filmowego tempa. Fascynującym i innowacyjnym zabiegiem jest również fakt, że Nolan ani razu nie pokazuje żadnego niemieckiego żołnierza, a mimo tego nieustannie czuć bliskość wroga. Wszak tego, czego nie widzimy boimy się najbardziej. Podobnie jak żołnierze spod Dunkierki.

"Operację Dynamo" Nolan ukazuje z trzech perspektyw: lądu (gdzie wróg dziesiątkuje uwięzionych żołnierzy), wody (z której nadchodzi wyczekiwana pomoc) i powietrza (które służy brytyjskim myśliwcom do osłony misji ratunkowej). Jednocześnie to pretekst dla Nolana do ulubionej zabawy czasem i porządkiem ekranowych faktów.
"Operację Dynamo" Nolan ukazuje z trzech perspektyw: lądu (gdzie wróg dziesiątkuje uwięzionych żołnierzy), wody (z której nadchodzi wyczekiwana pomoc) i powietrza (które służy brytyjskim myśliwcom do osłony misji ratunkowej). Jednocześnie to pretekst dla Nolana do ulubionej zabawy czasem i porządkiem ekranowych faktów. mat. prasowe/ Warner Bros
Twórcy "Incepcji" czy "Interstellar" bodajże od premiery "Bezsenności" nie udało się zejść poniżej dwóch godzin filmowego metrażu. Być może właśnie tych dodatkowych kilkunastu choćby minut zabrakło, by nieco szerzej ukazać bohaterów "Dunkierki". Postaci grane przez Toma Hardy'ego, Marka Rylance'a, Fionna Whiteheada, Cilliana Murphy'ego czy Harry'ego Stylesa (znany z popowego "One Direction" wokalista wypadł całkiem nieźle) niekoniecznie u każdego widza wzbudzą odpowiednią sympatię. Jeśli jednak zgodnie z założeniem Nolana przyjmiemy, iż jednym głównym, zbiorowym bohaterem filmu są uczestnicy historycznej operacji, zarzut ten można puścić w niepamięć.

Nie spodziewajmy się drugiego "Szeregowca Ryana", bo nie znajdziemy tu tak obrazowej eskalacji przemocy. Łatwiej wyłapać niuanse nawiązujące do "Cienkiej czerwonej linii" przy jednoczesnym odcięciu się od choćby "Plutonu" czy "Czasu apokalipsy". To bardziej czas elipsy, która wyrzuca z filmowej taśmy, to co oczywiste, zostawiając miejsce w "Dunkierce" na podpatrywanie tego, co ukryte jest między pięknymi kadrami. Christopher Nolan "Dunkierką" otworzył nowy rozdział w portretowaniu wojennego horroru. Stworzył wizualne arcydzieło wypełnione surowymi elementami kina artystycznego, nad którym ręce same składają się do oklasków. Jeśli po seansie będziemy mieli jeszcze siły je unieść.

OCENA: 9/10

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (92)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
13.10.2017 wprowadzono zmiany w regulaminie.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

Premiery

20.10.2017 r.

13.10.2017 r.

Zapowiedzi