Nasze recenzje

stat

Chucky znów rozrabia. Recenzja filmu "Laleczka"


Najnowszy artukuł na ten temat

Cudów nie trzeba. Recenzja filmu "Boże Ciało"

Nie tylko strach, ale i tytułowa laleczka mają wielkie oczy, w które można spojrzeć bez gęsiej skórki i zjeżonych włosów. Odświeżona wersja klasyki horroru podkręcona jest skromną, ale dość pikantną szczyptą grozy, którą da się przegryźć zaskakująco pokaźną porcją humoru. "Laleczka" serwuje niejedną krwawą jatkę, ale w konfrontacji z oryginałem przypomina bardziej kino familijne. Koszmar dzieciństwa (dla wielu) raczej się ponownie nie przyśni.



Upiorna lalka w ogrodniczkach i z rudą czupryną dla wychowanego w latach 90. pokolenia do dziś jednoznacznie kojarzy się z dziecięcą traumą, której można było się nabawić od choćby przypadkowego spojrzenia w ekran telewizora, w którym wyświetlano akurat słynną produkcję Toma Hollanda. Opowieściami o Chuckym przerażone, ale i zafascynowane dzieciaki straszyły się nawzajem na szkolnych biwakach, choć żaden z maluchów ani myślał stanąć kiedykolwiek oko w oko z budzącą grozę zabawką. Z hollywoodzkiej szafy zakurzoną już lalkę postanowił po latach wyciągnąć Lars Klevberg, który w swoim filmie udanie bawi się konwencją horroru, mimo, że niejednokrotnie przekracza wszelkie możliwe granice absurdu.

Wspomniane wyciąganie z szafy należy potraktować dość umownie, bowiem oryginałowi z 1988 roku na przestrzeni lat doklejono już sześć kolejnych części (dwie ostatnie ukazały się całkiem niedawno). W natłoku coraz bardziej niedorzecznych scenariuszowych rozwiązań (w jednym z epizodów Chucky'emu dorzucono do towarzystwa nawet ... narzeczoną), niewielu już jednak przejmowało się dalszym losem morderczej zabawki. Z otchłani filmowego niebytu lalkę wykreowaną przed 30 laty przez Dona Manciniego wydostał mało doświadczony jeszcze reżyser, który - nomen omen - nie bał się opowiedzieć znanej historii w autorskiej interpretacji.

Buddi to humanoidalna lalka nowej generacji, która pozwala odciążyć domowników od codziennych obowiązków. Chucky jest jednak zabawką z potężnym defektem, który celowo wprowadził jeden z jej twórców. Lalce zdjęto wszelkie blokady bezpieczeństwa, a o jej morderczym instynkcie wkrótce przekonają się Karen i jej 12-letni syn, Andy.
Buddi to humanoidalna lalka nowej generacji, która pozwala odciążyć domowników od codziennych obowiązków. Chucky jest jednak zabawką z potężnym defektem, który celowo wprowadził jeden z jej twórców. Lalce zdjęto wszelkie blokady bezpieczeństwa, a o jej morderczym instynkcie wkrótce przekonają się Karen i jej 12-letni syn, Andy. mat. prasowe/ Kino Świat
Klevberg przede wszystkim wypędził z Chucky'ego haitańską klątwę voo doo, za pomocą której w oryginalną lalkę wtargnął duch seryjnego mordercy, Charlesa Lee Raya. W nowej wersji demoniczne oblicze zabawki jest celowym defektem wprowadzonym przez zdesperowanego wietnamskiego informatyka. Właśnie w tym azjatyckim kraju mieści się bowiem fabryka popularnych na amerykańskim rynku humanoidalnych lalek, które potrafią wchodzić w interakcję z właścicielem, zarządzać domową elektroniką, zamówić auto czy jedzenie na dowóz. Buddi - bo tak nazywa się model inteligentnej zabawki (a może już robota) - to marzenie wielu dorosłych i nastolatków, w tym 12-letniego Andy'ego (Gabriel Bateman).

Chłopak wymarzoną zabawkę dostaje z okazji zbliżających się urodzin, które - jak się okaże - zapamięta na bardzo długo. Już pierwszy kontakt z lalką napawa Andy'ego pewnymi obawami i frustracją związaną z faktem, iż nowy domownik nie reaguje na imię... Han Solo, a samowolnie nazywa siebie Chuckym. Ani nastolatek, ani jego matka (Aubrey Plaza) nie są jednak w stanie przewidzieć, że początkowe nieporozumienie doprowadzi do wielu krwawych zbrodni w kamienicy, którą zamieszkują. Chorobliwie zazdrosny o Andy'ego i pozbawiony wszelkich blokad Chucky stara się odizolować opiekuna od najbliższych, których zbyt wielu akurat chłopak po swojej stronie nie ma.

Uwspółcześniona wersja "Laleczki" definiuje więc zło w bardziej racjonalnych niż duchowych kategoriach. Zbrodnicza działalność tytułowej zabawki zainicjowana poniekąd przez udręczonego psychicznie i fizycznie Wietnamczyka, stanowi konsekwencję nie tylko bezmyślnego konsumpcjonizmu, ale i bezgranicznej wiary w nowe technologie. Klevberg kreśli niejako apokaliptyczną wizję nadmiernej digitalizacji codziennego życia. W tym przypadku nawet zmianę telewizyjnego kanału czy zamówienie jedzenia chcemy zrzucić na elektroniczny gadżet, co akurat w filmie niesie ze sobą nadzwyczaj przykre konsekwencje.

"Chucky" poza klasycznym slasherem jest też dość sprawnie nakręconą... komedią. Jednocześnie twórcy filmu dają wyraźnego prztyczka w nos wszystkim miłośnikom nowych technologii, które - jak pokazało już wiele filmów - potrafią urwać się spod kontroli człowieka. W "Laleczce" prowadzi to do katastrofalnych konsekwencji.
"Chucky" poza klasycznym slasherem jest też dość sprawnie nakręconą... komedią. Jednocześnie twórcy filmu dają wyraźnego prztyczka w nos wszystkim miłośnikom nowych technologii, które - jak pokazało już wiele filmów - potrafią urwać się spod kontroli człowieka. W "Laleczce" prowadzi to do katastrofalnych konsekwencji. mat. prasowe/ Kino Świat
Jak to bywa nie tylko w horrorze, ale i w życiu, to, co jest bardziej wytłumaczalne, wywołuje mniejszy strach. I w tym tkwi spora bolączka "Laleczki", po której obejrzeniu z pewnością nie zaczniemy baczniej obserwować zabawek w dziecięcym pokoju lub sklepowej witrynie. Tytułowy bohater, którego genezę poznajemy w pierwszych minutach, nie wywołuje zwyczajnie strachu. Co innego jego brutalne czyny, które lawinowo zaczynają narastać w połowie filmu. Do tego momentu niestety wieje przeraźliwą nudą. Pokaźną rekompensatą zdecydowanie jest druga połówka, w której Klevberg serwuje już nam klasyczny slasher - przepełniony nadnaturalną ilością sztucznej krwi i przesadzoną przemocą horror z pogranicza kina klasy B (jatka w hipermarkecie - klasa).

I jeśli specyficznego filmowego gatunku nie jesteśmy w stanie choćby zaakceptować, to ubaw na "Laleczce" będzie nijaki. Im więcej fabularnego absurdu wchłoniemy, im głośniej zaczniemy się śmiać podczas naprawdę wielu komicznych scen, im więcej dystansu wykażemy w stosunku do nowej wersji Chucky'ego, tym po prostu zabawa będzie lepsza. W przeciwnym razie już po paru minutach nadejdzie ogromne rozczarowanie, które może być potęgowane z każdą kolejną sceną. "Laleczka" nie jest wierną kopią oryginału i nie jest klasycznym horrorem. Bardziej niż w klimat nowego "Halloween" wpisuje się w trend horroru z elementami komedii i przygody - patrz: nowe "To".

Z filmem Andresa Muschiettiego "Laleczkę" łączą jeszcze dwa istotne elementy stanowiące bodaj największe atuty "nowego Chucky'ego". Świetnie prezentuje się młodociana część obsady. Andy tworzy zgraną paczkę przyjaciół z Falyn (Beatrice Kitsos) i Puggiem (Ty Consiglio) i aż szkoda, że twórcom filmu zajęło dobre kilkadziesiąt minut zanim całe trio lepiej się pozna i stworzy koalicję wymierzoną w Chucky'ego. Drugim niezaprzeczalnym atutem produkcji jest rewelacyjnie dubbingujący laleczkę Mark Hamill - dla wielu człowiek jednej roli, dla bardziej wyrafinowanych kinomanów jeden z najlepszych współcześnie aktorów podkładających głosy (Chucky to równie udany projekt co Joker w animacjach o Batmanie). Głos Luke'a Skywalkera pozostanie wam długo w głowie, choć tym razem będzie jednoznacznie kojarzył się z ciemną stroną mocy.

Świetna obsada, żwawe tempo (choć dopiero od połowy filmu), czarny humor i solidna jatka w końcówce to największe zalety nowej "Laleczki". Plus rewelacyjny Mark Hamill i jego głos Chucky'ego. In minus na pewno słaba pierwsza połówka filmu, mizerny scenariusz, masa nielogiczności i... mała dawka grozy.
Świetna obsada, żwawe tempo (choć dopiero od połowy filmu), czarny humor i solidna jatka w końcówce to największe zalety nowej "Laleczki". Plus rewelacyjny Mark Hamill i jego głos Chucky'ego. In minus na pewno słaba pierwsza połówka filmu, mizerny scenariusz, masa nielogiczności i... mała dawka grozy. mat. prasowe/ Kino Świat
Nawet świetnie dobranej obsadzie nie udaje się zatuszować potężnych chwilami scenariuszowych absurdów, przewidywalnej do bólu akcji i masy nielogiczności. Jakim cudem na rynek trafia tak szkaradna lalka? Kto do licha kupuje takie ohydztwo sobie lub, o zgrozo, własnym dzieciom? Dlaczego matka chcąca odciągnąć syna od telefonu i zachęcić go do kontaktu z rówieśnikami kupuje mu kolejny gadżet, który zamyka chłopaka we własnym pokoju? Dlaczego po raz kolejny samotną matkę przedstawiono jako nieudacznicę, która zamiast problemów syna woli towarzystwo ignorującego ją konkubenta, którego zdaje się interesować tylko schłodzone w lodówce piwo? I po jakiego grzyba, Andy'emu aparat słuchowy, skoro scenarzyści zupełnie tego nie wykorzystali w fabule? Wiele podobnych pytań postawicie sobie po seansie. Szkoda, że przed premierą nie zadali ich sobie twórcy filmu.

Choć głupstewek i nieścisłości tu sporo, a strachu i grozy niewiele, to trudno jednak nowej "Laleczce" odmówić po prostu dobrej zabawy, o ile oczywiście przyjmiemy konwencję filmu i docenimy czarny humor ("arbuzowy prezent" - rewelacja!). I o ile słowo "zabawa" jest tu adekwatne. Nie jest to na pewno najlepsza reinterpretacja klasyki horroru, ale niezła próba, która sprawić może sporo frajdy zarówno tym, którzy oryginału nie widzieli, jak i tym, którzy chcą go skonfrontować z nowym Chuckym. Na tę "Laleczkę" paragonu brać nie trzeba. Zwrot nie będzie konieczny.

OCENA: 6/10

Film

Laleczka

Laleczka (5 opinii)

3.8
produkcja
USA
premiera
21 czerwca 2019
czas trwania
2 godz.

Opinie (13) 1 zablokowana

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Gdynia

Rumia

DKFy

Premiery

11.10.2019 r.

04.10.2019 r.

Zapowiedzi