Nasze recenzje

stat

Cukierek z psikusem. Recenzja filmu "Halloween"


Michael Myers, niczym przygasła gwiazda rocka po latach grania chałtury w przydymionych spelunach, rusza w światowe tournée. I choć skroń przykryła siwizna, a powietrza w płucach coraz mniej, to nadal potrafi elektryzować tłumy i zdzierać fanowskie gardła. W nowym "Halloween" sentymentalizmu i hołdowania legendzie jest więcej niż świeżej energii, co nie znaczy, że powrót z zaświatów się nie udał.



Czterdzieści lat minęło, a zamaskowany zabójca wciąż tak samo sprawnie żongluje nożem, młotkiem i łomem. Michael Myers, gdyby tylko nareszcie łaskawie wydobył z siebie choć skrawek dźwięku, mógłby ochoczo zanucić przebój Andrzeja Rosiewicza i dziarsko szlachtować przy tym kolejne ofiary. Tak psychodelicznej makabry w nowym "Halloween" na szczęście nie ma, ale w rozleniwionym Haddonfield niewiele się zmieniło. Strach i spustoszenie sieje ten sam facet. Wytrzymały jak Nokia 3310, opanowany jak rosyjski szachista, destrukcyjny jak rządowe limuzyny.

Zobacz także: Halloween w Trójmieście. Gdzie pobawimy się w mrocznym klimacie?

Stojący za kamerą David Gordon Green bardzo słusznie puścił w niepamięć pogrążające się wzajemnie sequele, a reżyserską energię skupił na oryginale z 1978 roku. Nowe "Halloween" pomija więc całą masę absurdów, w które umoczony był chcąc nie chcąc Michael Myers, a stanowi właściwie drugi akt krwistego dramatu, który przed 40 laty rozegrał się w jednym z amerykańskich miasteczek. Sprawca rzezi na cztery dekady trafił do zamkniętego ośrodka dla obłąkanych, gdzie niczym buddyjski mnich pielęgnował śluby milczenia i cierpliwie czekał na nieplanowaną przepustkę. Kto jak kto, ale Michael Myers okazję potrafi wykorzystać, dlatego w końcu udaje mu się czmychnąć na wolność. A tam robi już to, co do niego należy.

Bezwzględny morderca, Michael Myers, wraca do Haddonfield, by zamknąć sprawy sprzed 40 lat. Ponownie jego celem jest Laurie Strode. Tym razem jednak kobieta jest świetnie przygotowana na konfrontację z prześladowcą.
Bezwzględny morderca, Michael Myers, wraca do Haddonfield, by zamknąć sprawy sprzed 40 lat. Ponownie jego celem jest Laurie Strode. Tym razem jednak kobieta jest świetnie przygotowana na konfrontację z prześladowcą. mat. prasowe/ UIP
Pod kątem konstrukcji filmu jego twórcy idą poniekąd na skróty, ale jednocześnie starają się dokładnie stąpać po śladach zostawionych przez autora niedoścignionego oryginału, Johna Carpentera. Fani kinowego klasyka właściwie od pierwszych scen z każdym krokiem Myersa natrafiają na mniej lub bardziej oczywiste pamiątki z 1978 roku. Wiele pomysłów inscenizacyjnych (np. motyw ducha, scena w szafie, upadek z dachu) przypomina te sprzed 40 lat. Brutalny schemat działania mordercy również pozostaje niezmienny (mamy też nareszcie powrót do oryginalnej maski). Nawet w nowych postaciach (nierozgarnięty policjant, tropiący mordercę doktor) da się dostrzec sylwetki bohaterów pierwszego "Halloween".

Takie stylistyczne zabiegi oczywiście roztaczają przyjemną (o ile to słowo można zestawić z postacią Myersa) aurę wspomnień, ale zarazem powodują, iż film Greena staje się gorszej jakości kopią zapasową projektu Carpentera. Zwolennicy filmowego sentymentalizmu zapewne z entuzjazmem przyjmą narastające z każdą minutą odniesienia do oryginału, lecz bardziej wymagający widzowie, przebierając palcami, wypatrywać będą kreatywnych rozwiązań i świeżych pomysłów. Na te jednak mogą się nie doczekać.

Więcej halloweenowych wydarzeń znajdziesz w naszym Kalendarzu imprez


Nie jest do końca tak, że nowe "Halloween" nie oferuje nic autorskiego. Nieporównywalnie większy niż w przypadku pierwowzoru budżet pozwolił twórcom współczesnej wersji na dopracowanie szczegółów. A to przede wszystkim przekłada się na metodykę działań samego Myersa, który jest znacznie bardziej brutalny, bezwzględny i efektowny niż 40 lat temu. Szczególnie jedna ze scen może przywołać na twarzach widzów grymas skrzywienia. Znów jednak kłania się kunszt oryginału, bo nawet najlepiej zaaranżowane sceny nie wywołałyby większych emocji bez niezapomnianej muzyki Johna Carpentera, po którą sięgnął Green.

Nowe "Halloween" w dużej mierze bazuje na potencjale oryginału i na szczęście unika w większości błędów nietrafionych sequeli. Miłośnicy filmu z 1978 roku powinni być usatysfakcjonowani. W nieznających tej serii film Greena raczej nie zaszczepi ciekawości poznania dzieła Johna Carpentera. Odstraszać może przewidywalny i pełen nielogicznych dziur scenariusz oraz specyficzna konwencja slashera.
Nowe "Halloween" w dużej mierze bazuje na potencjale oryginału i na szczęście unika w większości błędów nietrafionych sequeli. Miłośnicy filmu z 1978 roku powinni być usatysfakcjonowani. W nieznających tej serii film Greena raczej nie zaszczepi ciekawości poznania dzieła Johna Carpentera. Odstraszać może przewidywalny i pełen nielogicznych dziur scenariusz oraz specyficzna konwencja slashera. mat. prasowe/ UIP
Największe bodaj zmiany zaszły jednak w głównej antagonistce głównego bohatera. Laurie Strode (powracająca w dobrym stylu Jamie Lee Curtis) w niczym zupełnie nie przypomina rozdygotanej i kruchej nastolatki. Czterdzieści lat to wydawałoby się wystarczający okres, aby uporządkować życie po brutalnym ataku psychopaty i zwalczyć traumę. Laurie jednak spisała na straty dwa małżeństwa, zatraciła kontakt z córką, a dom na odludziu zamieniła w fortecę z arsenałem pułapek, których projektowaniem mógłby zająć się niejaki Kevin, niegdyś pozostawiony samopas w domu.

Kobiety w nowym "Halloween" wyręczają zresztą mężczyzn i stają naprzeciw zbiegłego mordercy. Laurie wraz z córką (Judy Greer) i wnuczką (Andi Matichak) tworzy dość ciekawy charakterologicznie tercet, a wszystkie panie ogląda się z nieskrywaną przyjemnością. Z ich pomocą Green portretuje również rozbitą wewnętrznie rodzinę, której członkowie nie rozliczyli się należycie z dawną tragedią. Świadoma tego Laurie, na wieść o zbiegłym Myersie, reaguje wręcz euforycznie, bo wie, że tylko bezpośrednia konfrontacja może jej przynieść spokój i pozwoli odzyskać rodzinne szczęście. To poboczny, acz niezwykle intrygujący wątek nowego "Halloween" i pozostaje jedynie żałować, że filmowcy ograli go w pewnym momencie wręcz karykaturalnie.

Żadnych półśrodków nie znajdziemy natomiast w finałowym, pełnym napięcia kwadransie, który tak naprawdę stanowi esencję rasowego slashera - krwistej odmiany horroru rozpropagowanej na dobre właśnie oryginalnym "Halloween". I trzeba w tym przypadku udźwignąć cały bagaż wad i zalet tej unikalnej konwencji. Dlatego w natłoku obowiązkowych niemal absurdów, niedorzeczności i braku logiki zupełnie przyjemność z seansu zagubią ci, którym dotychczasowe towarzystwo Michaela Myersa nie szło na rękę. Znakomicie bawić się powinni zaś ci, którzy poprzednim pobytom w Haddonfield przyznali pięć gwiazdek.

Filmowy powrót Michaela Myersa nie wymaga raczej od widza znajomości oryginału (choć wówczas wyłapać można mnóstwo smaczków), dlatego sprawdzi się jako opcja na halloweenowy wieczór. Nie należy jednak mieć zbyt wygórowanych oczekiwań.
Filmowy powrót Michaela Myersa nie wymaga raczej od widza znajomości oryginału (choć wówczas wyłapać można mnóstwo smaczków), dlatego sprawdzi się jako opcja na halloweenowy wieczór. Nie należy jednak mieć zbyt wygórowanych oczekiwań. mat. prasowe/ UIP
Nowa wersja "Halloween" z pewnością nie przynosi ujmy dziełu Carpentera i bezapelacyjnie jest najlepszym z dotychczasowych sequeli, co nie jest niebotycznym wyczynem. To poprawnie zrealizowane kino, które pozostaje wierne klimatowi oryginału i regułom gatunkowym. Jednocześnie czasami zbyt kurczowo trzyma się wytycznych pierwowzoru i trąca tanim sentymentalizmem. Brakuje świeżości, kreatywnej odwagi i mniej przewidywalnego scenariusza. Wyczekująca Myersa publiczność zapukała do drzwi filmowców i sprawę postawiła jasno: cukierek albo psikus. W zamian dostała... miętówkę. Niby cukierek, ale mało słodki.

OCENA: 6/10

Film

Halloween

Halloween (1 opinia)

3.7
produkcja
USA
premiera
26 października 2018
czas trwania
1 godz. 49 min.
Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (52)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Gdańsk

Sopot

Gdynia

Rumia

DKFy

Premiery

09.11.2018 r.

02.11.2018 r.

Zapowiedzi