• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

"Strażnicy Galaktyki 3": wrócił stary dobry Marvel

Tomasz Zacharczuk
6 maja 2023 (artykuł sprzed 1 roku) 
Opinie (42)

Energetyczna muzyka w tle i dostojnie maszerujący w zwolnionym tempie bohaterowie. Podobnych scen-wizytówek w kinie czerpiącym z komiksów było już wiele. W nowej produkcji Jamesa Gunna ekipa Star-Lorda do jednej z potyczek wychodzi przy dźwiękach "We care a lot". I właśnie pojawiający się w kawałku Faith No More wers "it's a dirty job but someone's gotta do it" mógłby stać się mottem tytułowych postaci. Strażnicy Galaktyki już niejednokrotnie wykonywali czarną robotę, by ocalić wszechświat. Tym razem ratują całe filmowe uniwersum, którego magia wyparowała po "Końcu gry" jak po pstryknięciu palcami przez Thanosa. Fani Marvela, po czterech latach tułaczki, wracamy do domu!



Repertuar kin w Trójmieście


Nieoczywista jest to misja ratunkowa, podobnie jak zaskakujący są jej uczestnicy, bo kto choćby jeszcze dziesięć lat temu wyobrażał sobie, że najbardziej dochodowa franczyza w historii kina kiedykolwiek popadnie w kryzys, z którego Marvela wyciągać będą musieli Strażnicy Galaktyki. Nie Iron Man, nie Kapitan Ameryka, nie Thor, a bohaterowie, których przed zekranizowaniem spora część miłośników komiksów nawet nie kojarzyła. Dziś to pokręcona ferajna Star-Lorda próbuje posklejać to, co porozpadało się po "Końcu gry". Bo choć niezłych momentów w ostatnich czterech latach nie brakowało, to jednak trudno takie produkcje jak "Czarna Pantera: Wakanda w moim sercu" czy "Doktor Strange w multiwersum obłędu" zestawiać z tytułami złotej ery Marvela.

Strażnicy muszą ruszyć w kolejną galaktyczną misję. Tym razem stawką jest życie jednego z nich, choć przy okazji mogą też uratować znacznie więcej istnień z opresji demonicznego Ewolucjonisty. Strażnicy muszą ruszyć w kolejną galaktyczną misję. Tym razem stawką jest życie jednego z nich, choć przy okazji mogą też uratować znacznie więcej istnień z opresji demonicznego Ewolucjonisty.

Wróciły emocje, wrócił stary dobry Marvel



Właściwie nie do końca wiadomo, czy producentów w końcu naszła słuszna refleksja, czy zadziałała kolejny raz artystyczna odwaga Jamesa Gunna, ale "Strażnicy Galaktyki" odzyskali to, czego w ostatnich projektach ewidentnie brakowało: emocje. Można oczywiście multiplikować efekty specjalne, zaciągać bohaterów w różne alternatywne wymiary i konfrontować ich z coraz większą liczbą niebezpieczeństw, ale bez charakterystycznego ucisku w gardle, zaciskania palców na kinowym fotelu czy żywiołowego reagowania na ekranowe sytuacje widzowie nigdy się z takim filmem nie zidentyfikują. Wszystko to natomiast poczują podczas seansu nowych "Strażników", którzy bawią do łez i wzruszają do łez, bo poza humorem i przygodowym luzem tym razem jest tu sporo smutku, bólu i cierpienia.


Powyższe zdanie nie jest tym, co do niedawna jeszcze określano mianem drukarskiego chochlika. Faktycznie trzecia część przygód tej kosmicznej bandy od samego początku uderza w poważne tony, co zwiastuje pobrzmiewający już w scenie otwarcia "Creep" zespołu Radiohead (tym razem na playliście lata 90.). Nie jest to przypadkowa muzyczna ilustracja, bo przecież siłą Strażników Galaktyki jest ich odmienność. Bandę tworzą m.in. porwany za młodu ziemianin, który nigdy nie wrócił na rodzimą planetę, nafaszerowana elektroniką wojowniczka wygnana przez własnego ojca, chodzące drzewo, pozbawiony rodziny i pobratymców osiłek oraz gadający szop. To właśnie przerażająca i naprawdę dojmująca przeszłość Rocketa (Bradley Cooper) stanowi główną oś fabuły.

Po ataku Adama Warlocka (Will Poulter) spec od broni i główny nawigator Strażników zostaje poważnie ranny. Uratować może go jedynie operacja, ale nie da się jej przeprowadzić bez zdjęcia blokady, którą w ciele Rocketa przed wieloma laty zainstalował Wielki Ewolucjonista (Chukwudi Iwuji) - szef koncernu, który poprzez eksperymenty na różnych rasach stara się opracować formułę na istotę idealną. Strażnicy muszą więc opuścić swoją bezpieczną przystań na planecie Knowhere i ruszyć na ratunek swojemu przyjacielowi. Przebieg tej misji śledzimy naprzemiennie z retrospekcjami z dzieciństwa Rocketa i to właśnie te fragmenty opowieści są bodaj najbardziej mrocznym i depresyjnym rozdziałem w całym dotychczasowym MCU.

Największą zaletą "Strażników", i to już od pierwszej części, była świetnie skomponowana obsada i wyraziste postaci, które charyzmą, humorem i zaangażowaniem tuszują każdy mankament filmu Jamesa Gunna. Największą zaletą "Strażników", i to już od pierwszej części, była świetnie skomponowana obsada i wyraziste postaci, które charyzmą, humorem i zaangażowaniem tuszują każdy mankament filmu Jamesa Gunna.

Bywa smutno i mrocznie, ale humor i przygoda wszystko równoważą



Nie będzie chyba zbytnią przesadą, jeśli w tym momencie uczulę miłośników i posiadaczy zwierząt, iż seans najnowszych "Strażników Galaktyki" może być dla nich przeżyciem nie tyle ciężkim i bolesnym, co wręcz traumatycznym. Trudno bowiem przyglądać się okropnościom, jakim Wielki Ewolucjonista poddaje nie tylko małego Rocketa, ale i jego przyjaciół. Widok zmodyfikowanych zwierzaków, których ciała nafaszerowane są kółkami, śrubami i drutami jest porażający, lecz bez ukazania okrucieństwa nie dałoby się opowiedzieć tej historii w tak precyzyjny i dosadny sposób. W prostym, przygodowym, dla niektórych banalnym kinie może momentami niezdarnie, ale z jakże wielką mocą wybrzmiewa proekologiczny manifest połączony z apelem o humanitaryzm. I to nie tylko wobec zwierząt.


Strażnicy, a wraz z nimi ich naczelny dowódca w osobie reżysera Jamesa Gunna, nie byliby jednak sobą, gdyby tego ciężkawego chwilami patosu (a są sceny, gdy twórcy balansują już na granicy kiczu) nie potrafili rozładować żartem i niezawodnymi docinkami. Pod tym względem bryluje duet Drax (Dave Bautista) i Mantis (Pom Klementieff), którego potencjał mieliśmy już okazję poznać choćby przy okazji specjalnego, świątecznego wydania "Strażników Galaktyki". Tutaj dostają jeszcze więcej pola do popisu, ale ich relacja nie ogranicza się jedynie do wzajemnego dogryzania. Szczególnie po tych postaciach widać, jak cała galaktyczna drużyna emocjonalnie dojrzewa.


To zresztą bohaterowie filmu Jamesa Gunna stanowią trzon tej produkcji. W innej konfiguracji chyba nie miałoby się to prawa udać, bo fabuła potyka się nie raz i nie dwa, kompozycja filmu też kuśtyka poprzez dość machinalnie wtrącane retrospekcje, a i samej akcji również można odczuć pewien niedosyt. Charyzma poszczególnych postaci, ale i wartość całej aktorskiej obsady sprawiają jednak, że drobne mankamenty "trójki" absolutnie nie zaburzają świetnej zabawy. Nawet infantylny wątek wzdychającego do oziębłej Gamory (Zoe Saldana) Quilla (Chris Pratt) nabiera pod koniec filmu zupełnie innego znaczenia. Wszyscy, łącznie z trochę marginalnie traktowaną do tej pory Nebulą (Karen Gillan), mają w nowych "Strażnikach" swój czas i swoje miejsce.

Sprawdzają się na dalszym planie zarówno doskonale znane już postaci jak choćby Kraglin (Sean Gunn), który zyskał zaskakującego kompana w postaci przezabawnego psa Cosmo, jak również nowi bohaterowie. Przed Warlockiem (Poulter) jest przyszłość w MCU, doskonale jako czarny charakter wypadł też Iwuji w roli despotycznego, ale przekonującego i wyrazistego Ewolucjonisty. Już przy okazji poprzednich części "Strażników" mogliśmy się przekonać, że właściwie każdy nowy patent zastosowany w tej serii po prostu się sprawdza. Trzecia odsłona jest pewnego rodzaju "the best of Guardians of Galaxy", ale nie jest to jednak granie na sentymentalną nutę, a propozycja nowej przygody w uwielbianej przez widzów formule.

"Strażnicy Galaktyki" to nie tylko opowieść o humanitaryzmie, empatii i rodzinie, ale nadal widowiskowe kino akcji, której mogłoby być jednak kapkę więcej. "Strażnicy Galaktyki" to nie tylko opowieść o humanitaryzmie, empatii i rodzinie, ale nadal widowiskowe kino akcji, której mogłoby być jednak kapkę więcej.

Nikt nie prosił, każdy potrzebował



"Strażnicy" ratują renomę Marvela, ale jednocześnie wcale nie rozświetlają przyszłości studia i jego kolejnych projektów. Narracyjne i fabularne nowinki zastosowane w IV Fazie MCU nie do końca się sprawdziły, a otwarcie V Fazy nowym "Ant-Manem" jeszcze bardziej obniżyło notowania komiksowego potentata. Film Jamesa Gunna był więc niezbędnym krokiem wstecz, ale cofać się w nieskończoność też nie można. Tym bardziej, że formuła "Strażników" w tym wydaniu już się wyczerpała, a i sam reżyser będzie teraz rozwijał współpracę z konkurencyjnym DC.


Nie warto jednak zaprzątać sobie głowy niepewną przyszłością Marvela, bo to już bolączka nadzorującego filmowe uniwersum Kevina Feige'a. Cieszmy się na razie z wielkiego powrotu Strażników, bo w całej tej franczyzie nie było i nie ma bardziej niezgranej i zgranej zarazem paczki galaktycznych świrów, których przygody dostarczają tak wielu emocji, że podczas seansu przydadzą się dwa opakowania chusteczek. Do ocierania łez od śmiechu i ze wzruszenia. Fakt, to wszystko już było, ale bardzo tego potrzebowaliśmy.

OCENA: 8/10

Film

8.4
35 ocen

Strażnicy Galaktyki: Volume 3 (8 opinii)

(8 opinii)
akcja, sci-fi

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (42)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Wydarzenia

NYE. NT live w Helios na Scenie

44,90 zł
projekcje filmowe

NYE. NT live w Helios na Scenie

44,90 zł
projekcje filmowe

Filmowe Poranki: Barbapapa, cz. 1

28,90 zł
impreza filmowa, projekcje filmowe