• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

Recenzja filmu "Biała odwaga". Bez patosu o niewygodnych faktach

Tomasz Zacharczuk
9 marca 2024, godz. 14:00 
Opinie (155)

Osadzony wśród masywnych szczytów i zakorzeniony w zakopiańskiej historii film Marcina Koszałki przypomina trochę krajobraz samego Podhala. Są więc w "Białej odwadze" fragmenty monumentalne i zapierające dech w piersiach niczym połyskujące w słońcu góry, ale nie brakuje też momentów, w których opowieść snuje się jak mgła po dolinach i pozbawia nas pięknych widoków. Nawet jednak w tych niskich partiach nowe dzieło autora "Czerwonego pająka" prezentuje się okazale, a sam reżyser udowadnia, że można w naszym kraju bez histerii i sztucznego patosu opowiadać o niewygodnych faktach.



Nie był to z pewnością najłatwiejszy projekt w reżyserskiej karierze Marcina Koszałki. O skali trudności świadczy choćby to, że w wysokie partie Tatr trzeba było kilkukrotnie wnosić ważący po kilkadziesiąt kilogramów sprzęt służący realizacji scen wspinaczkowych. Znacznie większym ciężarem było chyba jednak podjęcie przez twórców "Białej odwagi" wyzwania, jakim okazało się opowiadanie o Goralenvolk. Była to nazwa ideologicznej operacji nazistów, którzy za pomocą manipulacji, ale przede wszystkim poprzez metody zastraszania i pod groźbami wysiedlenia chcieli nastawić ludność Podhala przeciwko Polsce.



Góralom wmawiano więc ich rzekome pokrewieństwo z Gotami i obiecywano terytorialną niezależność pod szyldem III Rzeszy. Niemieckiemu okupantowi zależało w ten sposób na wspomaganiu ich krwawych działań, a docelowo chodziło po prostu o germanizację całego regionu. Temat kolaborujących górali dla Marcina Koszałki wydawał się intrygującym materiałem na filmową opowieść. Dla lokalnych środowisk na Podhalu już niekoniecznie. Nie obyło się więc bez protestów, skarg i wciągnięcia w okołofilmowy spór polityków (i to tych z najwyższych szczebli). Zamieszanie wokół "Białej odwagi" skutkowało choćby trudnościami ze znalezieniem specjalizującego się w tańcu góralskiego zespołu, który wziąłby udział w nagraniu niektórych scen.

I jak to w naszym kraju często bywa w ostatnim czasie większość oskarżeń i zarzutów pod adresem filmowców kierowano jeszcze przed oficjalną premierą ich dzieła. Spodziewano się lawiny komentarzy i zażaleń, a tymczasem jedyną lawiną jest ta, która w jednej ze scen przysypuje bohaterów "Białej odwagi". Trzymając się faktów, a przede wszystkim tworząc z Goralenvolk jedynie tło głównej opowieści, Marcin Koszałka po prostu nie dostarczył argumentów za tym, by negować jego pracę i artystyczną wizję.

"Biała odwaga" porusza wstydliwy fragment wojennej historii Podhala. Film Marcina Koszałki opowiada o kolaborujących z Niemcami góralach, choć tak naprawdę przede wszystkim to obraz o ludzkich słabościach i namiętnościach. "Biała odwaga" porusza wstydliwy fragment wojennej historii Podhala. Film Marcina Koszałki opowiada o kolaborujących z Niemcami góralach, choć tak naprawdę przede wszystkim to obraz o ludzkich słabościach i namiętnościach.

"Biała odwaga" bez przekłamań i oceniania



Przede wszystkim jest to bowiem film o ludzkich namiętnościach, słabościach i trudach radzenia sobie z ekstremalną sytuacją, jaką jest wojna. Głównymi bohaterami "Białej odwagi" są bracia Jędrek (Filip Pławiak) i Maciej (Julian Świeżewski). Obaj wywodzą się z jednej z bardziej wpływowych rodzin na Podhalu. Ich ojciec, licząc na zyski wynikające z połączenia swojej rodziny z innym znamienitym rodem, nakazuje starszemu synowi poślubienie Bronki (Sandra Drzymalska). Problem w tym, że dziewczyna już kocha młodszego Zawrata. I to z wzajemnością. Bunt młodych na niewiele się zdaje. Do zaślubin ostatecznie dochodzi, a zrozpaczony Jędrek wyjeżdża do Krakowa.

Tam mężczyzna poznaje Wolframa (Jakub Gierszał) - Niemca, który dzieli z polskim góralem tę samą pasję do wspinaczek. Gdy wybucha wojna, Jędrek za namową przyjaciela coraz mocniej zaczyna wierzyć w to, że jego lud naprawdę ma niemieckie korzenie, a prawdziwym wrogiem górali nie są okupanci, lecz Polacy. Właściwie nie do końca wiadomo, czy młody Zawrat dał się zmanipulować nazistowską doktryną czy we współpracy z Niemcami faktycznie upatrywał jedynej szansy na ocalenie swoich pobratymców. A może po prostu chciał w ten sposób odegrać się na Macieju, który kategorycznie odrzucił koncepcję kolaboracji.

W rzeczywistości idea Goralenvolk nie trafiła na zbyt żyzny grunt. Co prawda nie brakowało tych, którzy niemieckie listy lojalnościowe podpisywali, ale w przeważającej większości czynili to pod groźbami wysiedlenia lub aresztu. Świadomych kolaborantów była tak naprawdę garstka i na ten aspekt Koszałka w swoim filmie zwraca szczególną uwagę. Jednocześnie konsekwentnie wzbrania się przed ferowaniem wyroków i ostracyzmem. Korzystając ze swojego imponującego doświadczenia w roli dokumentalisty, po prostu obrazuje widzowi decyzje poszczególnych postaci i wynikające z tego konsekwencje. Ocenę moralną pozostawia już nam. Nie ma tu mowy o jakimkolwiek szantażu emocjonalnym, podbijaniu ekranowej prawdy niepotrzebnym patosem czy budowaniu czarno-białej narracji.

Ozdobą filmu z pewnością są znakomicie nakręcone sceny wspinaczkowe. Zresztą cała warstwa realizacyjna (łącznie z muzyką i dźwiękiem) sprawiają, że "Biała odwaga" na tym polu dystansuje wiele polskich produkcji ostatnich lat. Ozdobą filmu z pewnością są znakomicie nakręcone sceny wspinaczkowe. Zresztą cała warstwa realizacyjna (łącznie z muzyką i dźwiękiem) sprawiają, że "Biała odwaga" na tym polu dystansuje wiele polskich produkcji ostatnich lat.

Imponujące otwarcie, potem już coraz większy chaos



Takie surowe i dokumentalne podejście Koszałki do tematu sprawia, iż "Biała odwaga" nie ugina się pod ciężarem podręcznikowej historii i nie stanowi jedynie pretekstu na ściągnięcie do kin szkolnych wycieczek. A to dlatego, że góralska kolaboracja jest tu jedynie tłem o wiele bardziej emocjonujących międzyludzkich zatargów. Oczywiście głównie na linii Jędrek - Maciej. O ile jednak wspomniane doświadczenie Koszałki z kina dokumentalnego świetnie sprawdza się pod kątem porządkowania i eksponowania historycznych faktów, o tyle pozostawia spory niedosyt pod względem dramaturgicznym.

W znakomitym pierwszym akcie jeszcze te emocje gdzieś podskórnie buzują. Konflikt braci intensywnie narasta, metafizyka gór zgrabnie koreluje z realizmem postaci i ich zachowań, napięcie jest niemal namacalne i czuć już podświadomie nadchodzące widmo wojny. Niestety w drugiej części filmu ta fabularna i wizualna spójność po prostu się rozjeżdżają. Koszałka nie potrafi już uporządkować i doprowadzić do końca zbyt wielu wątków. Nadmiar treści spłyca także samych bohaterów, których postawy (a właściwie ich ciągła zmiana) stają się dla widza zagadkowe i niekonsekwentne. A nader wszystko wymuszone.

Marcin Koszałka bezbłędnie trafił z obsadą. Szczególnie zachwyca Filip Pławiak. Marcin Koszałka bezbłędnie trafił z obsadą. Szczególnie zachwyca Filip Pławiak.

Imponują nie tylko górskie plenery, ale też aktorzy



Koszałce z pewnością więc brakuje dramaturgicznego zacięcia, ale na pewno nie można mu odmówić realizacyjnej wprawy. Zresztą nie mogłoby być inaczej, skoro autor "Czerwonego pająka" oprócz tego, że jest sprawnym reżyserem, to przede wszystkim jest niezwykle cenionym operatorem. I widać to choćby w sposobie ilustrowania piękna i mistycyzmu polskich gór. "Biała odwaga" to jeden z tych tytułów, które oddają zniewalający hołd nieokrzesanej naturze Tatr. Szerokie plany prezentują się w niektórych momentach wręcz wspaniale. Równie imponująco wyglądają sceny wspinaczkowe. Do tego dochodzi jeszcze bezbłędne operowanie muzyką i dźwiękiem, co pod tym względem wywyższa "Białą odwagę" ponad większość rodzimych produkcji ostatnich lat.

Za maestrią obrazu nadąża też znakomita gra aktorska. Julian Świeżewski jest wręcz wybitny w swoim ascetyzmie. Sandra Drzymalska bezbłędnie oddaje dramat kobiety uwikłanej w rodzinną waśń, a jednocześnie pragnącej niezależności. Najmocniej jednak błyszczy Filip Pławiak. Jego Jędrek to postać niemal wyciągnięta z greckiej tragedii. Człowiek stojący na emocjonalnej i moralnej krawędzi. I właśnie ten wewnętrzny konflikt młodemu aktorowi udało się oddać na ekranie z celującą wręcz wiarygodnością. Warto jeszcze podkreślić ogromny wysiłek, jaki Pławiak włożył w proces przygotowań do filmu. Aktor wspinania się po górach uczył się od podstaw i w przeszło rok osiągnął poziom, który umożliwił nagrywanie większości scen wysokościowych.



Samemu filmowi raczej tych najwyższych szczytów zdobyć się nie udało. Po świetnym otwarciu "Biała odwaga" pozostawia widza z pewnym niedosytem. Z piękną symboliką ostatnich scen, ale jednak zarazem z poczuciem emocjonalnego niedokarmienia. Koszałka po raz kolejny okazał się pobudzającym wyobraźnię (głównie za pomocą obrazu) gawędziarzem, ale dość przeciętnym dramaturgiem. Mimo wszystko warto jednak na tę filmową wspinaczkę się wybrać, choć trzeba się nastawić na to, że w pewnym momencie pozbawieni zostaniemy przydatnej asekuracji.

6.5/10   Ocena autora
+ Oceń film

Film

6.4
70 ocen

Biała odwaga (20 opinii)

(20 opinii)
dramat, wojenny

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (155)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Wydarzenia

Art Beats | Tycjan: Imperium barw - Wielka Sztuka w Kinie | Kino Kameralne Cafe

27 zł
impreza filmowa, projekcje filmowe

Kino Seniora w Kameralnym

12 zł
impreza filmowa, projekcje filmowe

Lupin Trzeci: Zamek Cagliostro w Helios ANIME

29,90 zł
projekcje filmowe