Nasze recenzje

stat

Pierwszy dzień Festiwalu Filmowego w Gdyni i pierwszy faworyt do Złotych Lwów

Zjednoczone stany miłości - zwiastun:


Nagroda na festiwalu w Berlinie za najlepszy scenariusz nie okazała się wygórowanym wyróżnieniem w przypadku najnowszego obrazu Tomasza Wasilewskiego. Chociaż "Zjednoczone stany miłości" to film trudny w odbiorze i skomplikowany w warstwie emocjonalnej, z pewnością plasuje się w ścisłym gronie tegorocznych faworytów Festiwalu Filmowego w Gdyni.



"Być kobietą, być kobietą - marzę ciągle będąc dzieckiem" śpiewała w swoim słynnym przeboju Alicja Majewska. Bohaterkom "Zjednoczonych stanów miłości" daleko jednak do realizacji niewinnych pragnień z lat dzieciństwa. Przesiąknięte nieznośną rutyną, zamknięte w silnie hermetycznym blokowisku przedstawicielki czterech różnych pokoleń, grzęzną w codziennych obowiązkach zawodowych i rodzinnych. Zdominowane przez mężczyzn i uwikłane w społeczne stereotypy, bohaterki Wasilewskiego desperacko podejmują ryzykowną próbę wyłamania się z emocjonalnej pułapki. Tytułowa miłość jest tu jedynie impulsem do przerwania stagnacji. Na tle wydostającej się spod okowów komunizmu Polski obserwujemy, jak mocno wolności pragną również matki, żony i kochanki.

Wasilewski bardzo starannie, wręcz mozolnie, kreśli na ekranie portret każdej ze swoich bohaterek. Ustatkowana Agata (Julia Kijowska) pracuje w wypożyczalni kaset video, a zawodowe obowiązki dzieli z wypełnianiem funkcji kochającej matki i wiernej żony. Rodzinna harmonia zaczyna jednak coraz mocniej uwierać i popychać ostatecznie do irracjonalnych zachowań. Agatę ogarnia obsesyjne wręcz zainteresowanie młodym wikarym, przeradzające się w erotyczną fantazję. W podobną emocjonalną pułapkę wpada emerytowana nauczycielka, Renata (Dorota Kolak). Skazana na samotną starość coraz mocniej fascynuje się dużo młodszą sąsiadką, choć podświadomie doskonale wyczuwa ograniczające ją bariery społeczne. Obiekt westchnień Renaty, Marzena (Marta Nieradkiewicz), wydaje się być przebojową instruktorką tańca i fitness, przed którą świat stoi otworem. Zgubne marzenia o karierze w modelingu i niekończąca się rozłąka z mężem, dorabiającym na Zachodzie, skutecznie niestety zamazują jej system wartości. W jeszcze większe tarapaty wpada jej siostra, Iza (Magdalena Cielecka). Szanowana dyrektorka miejscowej szkoły beznamiętnie wdaje się w romans z żonatym mężczyzną. Szaleńcza wręcz miłość niebezpiecznie przeradza się w destrukcyjną obsesję.
Bohaterki "Zjednoczonych stanów miłości" niemal całkowicie podporządkowane są mężczyznom, choć same przykładają do tego rękę. Chęć przełamania rutyny i pogoń za wolnością wcale nie muszą oznaczać oczekiwanej zmiany.
Bohaterki "Zjednoczonych stanów miłości" niemal całkowicie podporządkowane są mężczyznom, choć same przykładają do tego rękę. Chęć przełamania rutyny i pogoń za wolnością wcale nie muszą oznaczać oczekiwanej zmiany. mat. prasowe/ AP Manana
Destrukcja jest tu zresztą najbardziej namacalnym zjawiskiem, które towarzyszy zakazanej miłości. Uczucie kojarzone z eksplozją endorfin wyrządza bohaterkom niemal same krzywdy, skazuje je na emocjonalną izolację, z której nie potrafią się wydostać. Wasilewski, świetnie, za pomocą najprostszych zabiegów oddaje totalne zagubienie swoich bohaterek. W filmie nie słowa, lecz starannie wypielęgnowane gesty i niedopowiedzenia odgrywają kluczową rolę. Niemal wszystkie postaci właściwie nie mówią o tym, co skrywają głęboko w sobie. Pomimo to beznadziejność ich sytuacji jest aż nadto namacalna, a reżyser bez ceregieli obnaża nam swoje bohaterki pod każdym kątem, również tym fizycznym.

Główna w tym zasługa fantastycznie dobranych aktorek. Dorota Kolak, Marta Nieradkiewicz, Magdalena Cielecka i Julia Kijowska fenomenalnie uzupełniają się na ekranie, niejako zasługując na zbiorową nagrodę za najlepszą rolę żeńską tegorocznego festiwalu. Każda z nich tytułową miłość perfekcyjnie oddaje za pomocą najdrobniejszego intymnego gestu i nawet niewypowiedzianego słowa. Ascetyczna Kijowska idealnie odwzorowuje jałową pustkę rodzinnego życia swojej bohaterki. Demoniczna Cielecka rozkręca się z minuty na minutę. Znakomita Dorota Kolak w bardzo wyrafinowany sposób wprowadza niezbędny powiew świeżości i wysublimowanego humoru. Optymizm i zaangażowanie Marty Nieradkiewicz skutecznie zaś przełamują ekranowy pesymizm płynący ze "Zjednoczonych stanów miłości".

Właśnie takim filmem jest dzieło Tomasza Wasilewskiego. Dość ponurym, naszkicowanym szarymi odcieniami, portretem kobiet po przejściach, dla których impuls do zmian w Polsce zgubnie dał nadzieję na możliwość przezwyciężenia rutyny i wszechobecnego patriarchatu. Bohaterki filmu nie potrafią przekuć żądzy zmian w zrealizowany projekt, który całkowicie wywróci ich dotychczasowy, względnie uporządkowany świat. Agacie i Renacie brakuje odwagi, bez której przełamanie społecznego tabu w małej miejscowości nie może skończyć się pozytywnie. Marzenie ewidentnie nie sprzyjają brak życiowego doświadczenia i nieznośna naiwność.

Film Tomasza Wasilewskiego może być dość znaczącym faworytem do Złotych Lwów, zwłaszcza w kategoriach aktorskich lub w przypadku nominacji za najlepszy scenariusz. Bo niewątpliwie to są dwa główne atuty "Zjednoczonych stanów miłości".
Film Tomasza Wasilewskiego może być dość znaczącym faworytem do Złotych Lwów, zwłaszcza w kategoriach aktorskich lub w przypadku nominacji za najlepszy scenariusz. Bo niewątpliwie to są dwa główne atuty "Zjednoczonych stanów miłości". mat. prasowe/ AP Manana
Klaustrofobiczną sytuację swoich bohaterek Wasilewski umiejętnie podsyca szaroburymi kadrami zapyziałej polskiej prowincji początku lat 90., w której codzienne życie krąży między depresyjnym blokowiskiem a prowizorycznym kościołem. Niewiele jest tu barw, niewiele wszechstronności, dużo zaś obecnej niemal w każdym kadrze monotonii i stagnacji. I choć kolorystycznie wszystko w "Zjednoczonych stanach miłości" odpowiednio współgra, to eksperymenty z nieruchomą lub karkołomnie gnającą za bohaterami kamerą nie wydają się już być tak dobrym pomysłem. W filmie Wasilewskiego za dużo jest niestety realizacyjnej sztampy i przeciągniętych kadrów z niemiłosiernie dłużącymi się w niektórych fragmentach scenami. Z drugiej jednak strony, emocje głównych bohaterek nie są niczym zmącone. Przerost treści (znakomity scenariusz) nad formą jest aż nadto widoczny, aczkolwiek nie jest to znaczący przytyk do dzieła Wasilewskiego.

Gdzieś w tym pesymistycznie skrojonym obrazie tli się niepozornie ekranowy humor, który znakomicie widać choćby w scenie wodnego aerobiku czy zebrania nauczycieli. Przede wszystkim "Zjednoczone stany miłości" to skrupulatnie złożona mozaika kobiecych sprzeczności i zbyt głęboko tłumionych (bądź - jak w przypadku jednej z bohaterek - zbyt mocno eksponowanych) emocji. Znakomity scenariusz okraszony świetnymi kreacjami aktorskimi winduje film Wasilewskiego na sam szczyt tegorocznych faworytów do nagród Złotych Lwów. Pierwszy dzień w Gdyni zaczął się więc od mocnego tąpnięcia.

OCENA: 7.5/10

Film

Zjednoczone stany miłości

Zjednoczone stany miłości (25 opinii)

4.0
produkcja
Polska
gatunek
Fabularny
premiera
29 lipca 2016
czas trwania
1 godz. 44 min.

Opinie (36) 1 zablokowana

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Gdynia

Rumia

DKFy

Premiery

15.11.2019 r.

08.11.2019 r.