Nasze recenzje

stat

Krok wstecz. Recenzja filmu "X-Men: Apocalypse"


"Trzecia część jest zawsze najgorsza" - ironizuje na ekranie filmowa Jean Grey. Nie trzeba telekinetycznych zdolności bohaterki, aby niestety zgodzić się z tym stwierdzeniem, które mimowolnie streszcza najnowszą odsłonę sagi X-Men. Bryan Singer zdecydowanie docisnął pedał gazu. W "Apocalypse" wszystko dzieje się szybciej, mocniej i w większych ilościach. O ile prędkość tego filmowego bolidu zadowala, to z komfortem podróży jest już różnie.



W "Przeszłość, która nadejdzie jutro" udało się Singerowi odpowiednio zbalansować przedstawienie bohaterów z wartką akcją, która mogła zadowolić nawet największych malkontentów. Reżyser wciąż jednak pozostawał w tyle za swoim poprzednikiem, który w "Pierwszej klasie" nadał komiksowym bohaterom bezcennej świeżości, pieczołowicie tkał fabularną pajęczynę, a przy okazji umiejętnie rozwijał prezentowane postaci. W kolejnym podejściu Singer bardzo szybko porzucił stonowaną narrację na rzecz widowiskowej jatki, dość brutalnie odarł swoich bohaterów z moralno-osobowościowych pułapek i postawił na masowość przekazu.

Po upływie tysiącleci do świata żywych powraca pierwszy i najpotężniejszy mutant - En Sabah Nur. Traktowany przez starożytnych Egipcjan jak bóstwo i zawsze wiernie wspierany przez swoich czterech pomocników, snuł ambitne plany podboju świata. Nieoczekiwana zdrada momentalnie zgładziła zapędy mutanta, a właściwie odroczyła jego plan na bardzo daleką przyszłość. Posiadający niemal wszystkie moce Apocalypse jeszcze raz pragnie podporządkować świat sobie i najsilniejszym, którzy przetrwają globalny kataklizm. Sojusznika znajduje w osobie Magneto, który próbę prowadzenia normalnego życia przeciętnego zjadacza chleba okupuje rodzinną tragedią. Zemsta po raz kolejny jest więc idealnym mechanizmem nakręcającym spiralę zła.

Podobnych uproszczeń jest w filmie niestety znacznie więcej. Właściwie wszystko dzieje się wedle utartego i przewidywalnego schematu. Zły gość szybko organizuje sobie przyboczną gwardię zbuntowanych mutantów, a w odległej Ameryce nieśmiało nawiązuje się koalicja walki z mocarnym przeciwnikiem. Brakuje ewidentnie elementu zaskoczenia i złamania pedantycznego filmowego porządku. Tam, gdzie można dodać kilka smaczków i niuansów, reżyser tego nie robi, ale tam, gdzie przydałoby się zdjąć nogę z gazu, reżyser na siłę wprowadza chaos. Dotyczy to przede wszystkim niepotrzebnego nawarstwiania efektów wizualnych, które prowadzą ostatecznie do finałowego delirium. W sekwencji walk jest bowiem więcej karkołomnej komputeryzacji niż artystycznej maestrii, przez co w efekcie wieje po prostu nudą.

Blado wypada też czarny charakter, w którego wciela się Oscar Isaac. Ukryty w tandetnym kostiumie i zakamuflowany kiczowatą charakteryzacją aktor nie jest w stanie rozwinąć skrzydeł. Postać początkowo budząca nie tylko antypatię, ale i ciekawość, szybko staje się monotonna i jednowymiarowa.

Prawdziwym kuriozum jest jednak ta część fabuły, która paradoksalnie powinna podbić serca polskiej publiczności. Część akcji twórcy filmu umieszczają bowiem w... Pruszkowie lat 80., gdzie potężny Magneto, pod swojsko brzmiącym imieniem Henryk, trudni się pracą w jednej z fabryk. Ciesząca oko sielanka trwa jednak do czasu, gdy bohaterowie łapią się za polski język. Z katastrofalnym skutkiem, czego właściwie można było się spodziewać, jeżeli zamiast np. polskich aktorów do scen wykorzystuje się amerykańskich statystów, którzy nijak nie potrafią sobie poradzić z nadwiślańską mową. Dotyczy to niestety samego Michaela Fassbendera, który będąc notabene doskonałym aktorem wypada komicznie, a wręcz żałośnie w scenach z użyciem "pseudopolskiego" języka.

Zamysł był jednak nie najgorszy i tu pojawia się pierwszy duży plus, bowiem akcja najnowszych X-Menów nie ogranicza się bynajmniej do Stanów Zjednoczonych. Bohaterowie odwiedzają Egipt, zaglądają do Niemiec, a w każdym z tych miejsc można usłyszeć (oby z lepszym skutkiem niż w polskim fragmencie) tamtejszy język. Znakomicie po raz kolejny prezentuje się obsada. Singer umiejętnie wyważył doświadczone gwiazdy (Fassbender, McAvoy, Lawrence) z młodymi wilkami światowego kina. I przyznać trzeba, że w tym zestawieniu lepiej wypadają pretendenci niż mistrzowie. Fassbender i McAvoy są już na tyle wyrobionymi artystami, że nie schodzą poniżej pewnego pułapu. Aczkolwiek im bliżej finału, tym coraz bardziej ma się wrażenie, że obaj panowie i obie postaci Magneto i Profesora Xaviera nie mają wiele do zaoferowania publiczności.

Nie musi jednak oznaczać to zmierzchu X-Menów, bo świetnie wypadli młodzi następcy mistrzów. Sophie Turner jako Jean Grey ma wielki potencjał, by kolejną część sagi zagarnąć dla siebie. Rozbrajająco naturalny Kodi Smit-McPhee stawia Nightcrawlera w roli kandydata na ulubieńca widowni. Poprawnie prezentują się też nowe odsłony Storm i Cyklopa. Kapitalną szarżę zalicza jednak przede wszystkim Evan Peters jako Quicksilver. Scena z jego udziałem i przy akompaniamencie "Sweet Dreams" Eurythmics to najlepsze, co spotkało "X-Men: Apocalypse". Jeżeli w ostatnim "Kapitanie Ameryka" Spiderman skradł show, to Quicksilver w nowych "X-Menach" zagarnia spektakl razem z widownią, garderobą, szatnią i portierem. Takiego luzu brakowało od kiedy nową trylogię o mutantach opuścił Wolverine. A propos. Spektakularnym epizodem Hugh Jackman narobił dużego smaku tym, którzy niecierpliwie czekają na kolejny (oby w końcu udany) spin-off z udziałem Logana.

Nie da się ukryć, że swoim najnowszym filmem Singer zrobił duży krok wstecz, nawiązując do dość przeciętnej pierwszej trylogii z udziałem X-Menów. Nie umniejsza to jednak faktu, że wciąż mamy do czynienia z solidnym kinem akcji, aczkolwiek spory niedosyt mimo wszystko pozostał.

OCENA: 6/10

Film

X-Men: Apocalypse

X-Men: Apocalypse

3.9
produkcja
USA
gatunek
Akcja, Fantasy, Przygodowy
premiera
20 maja 2016
czas trwania
2 godz. 23 min.

Opinie (9) 3 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Gdynia

Rumia

DKFy

Premiery

13.09.2019 r.

06.09.2019 r.