Nasze recenzje

Hakuna matata na bis. Recenzja filmu "Król Lew"


Koty chadzają ponoć własnymi drogami, aczkolwiek ten filmowy wprost z afrykańskiej sawanny dość wiernie podąża ścieżką utorowaną przez Disneya ćwierć wieku temu. Nowa wersja "Króla lwa" łączy oszałamiającą wizualną wirtuozerię z odtwórczym fabularnym rzemiosłem, co finalnie składa się na zapierające dech w piersiach widowisko, któremu brakuje nieco emocji towarzyszących oryginałowi. To, czy rzeczywiście poczujemy, że miłość znów rośnie wokół nas, będzie uzależnione od tego, z jakim nastawieniem wejdziemy na salę kinową.



Czy pójdziesz do kina na nową wersję "Króla Lwa"?

tak, z sentymentu 41%
tak, z ciekawości 22%
tak, bo chcę pokazać dziecku tę piękną bajkę 14%
po co, skoro oryginał jest doskonały? 23%
zakończona Łącznie głosów: 1224
Hakuna matata! - wykrzykują radośnie z ekranu Timon i Pumba i beztrosko zapewniają, że przeszłość się nie liczy. Przekornie można stwierdzić, że dla Disneya liczy się podwójnie, bo w milionach dolarów. Stąd intensywna strategia słynnego studia, opierająca się na odświeżaniu kasowych przebojów sprzed lat w nowych, aktorskich wersjach.

Mniej lub bardziej stonowane interpretacje "Aladyna", "Dumbo" czy "Pięknej i bestii" nie niosły ze sobą tak potężnego emocjonalnego bagażu, jak w przypadku ubóstwianej klasyki z 1994 roku.

Czy stawiana przez wielu na najwyższym stopniu podium obok "Toy Story" i "Shreka" animacja wszech czasów naprawdę wymagała odświeżenia? Jon Favreau udowodnił, że... nie.

"Król Lew": gdzie i kiedy grają w kinie?


Nowy "Król Lew" potwierdza bowiem, jak wiele uniwersalnych, mądrych i ponadczasowych wartości posiadał oryginał, który nawet u dorosłych potrafił wycisnąć niejedną łzę. Reżyserujący remake Jon Favreau nie śmiał zakłócać idealnego emocjonalnego balansu, a studio najwyraźniej nie miało odrębnego pomysłu na odświeżenie doskonale znanej przecież historii. W efekcie "Król Lew" 2.0 jest dosłowną kopią pierwowzoru. I nie chodzi już o porządek fabularny, postaci i akcję, lecz nawet o gesty bohaterów, sposób ich poruszania się, dialogi czy najdrobniejsze detale dalekiego planu.

"Król Lew" to klasyczna opowieść o walce dobra ze złem, rodzinnej miłości, zaskakującej nieraz przyjaźni i magii przyrody, której naczelnym hasłem jest starannie wyartykułowane w filmie: "Wszyscy jesteśmy złączeni w wielkim kręgu życia".
"Król Lew" to klasyczna opowieść o walce dobra ze złem, rodzinnej miłości, zaskakującej nieraz przyjaźni i magii przyrody, której naczelnym hasłem jest starannie wyartykułowane w filmie: "Wszyscy jesteśmy złączeni w wielkim kręgu życia". mat. prasowe/ Disney
Wydłużono co prawda o kilkanaście minut metraż filmu, ale dodatkowe sceny stanowią właściwie jedynie uzupełnienie głównej fabuły i nie mają większego wpływu na losy bohaterów. Nowy "Król Lew" stanowi więc sentymentalne deja vu w cyfrowej jakości obrazu i dźwięku. Wierne kalkowanie pomysłów Roba Minkoffa i Rogera Allersa, twórców oryginalnej animacji, ogranicza się do odhaczania kolejnych fabularnych rozdziałów. A to już może popsuć przyjemność oglądania szczególnie tym, dla których produkcja z 1994 roku była jednym z symboli dzieciństwa, a słynna scena w wąwozie do dziś stanowi traumę, z którą trudno się ponownie zmierzyć. Ostrzegam, nie będzie łatwo.


I tym razem wodospadu łez nie sposób zawrócić, aczkolwiek wszystko to przeżywamy niejako z odtworzenia. Pozostaje jedynie pozazdrościć maluchom, które z "Królem Lwem" dotąd nie miały styczności. Dzieci będą zachwycone nie tylko urzekającymi lwiątkami, barwami afrykańskiej sawanny i dowcipkującym duetem Timon/Pumba, ale we wciąż zwiewnej i wciągającej produkcji odkryją największe walory, jakie niosą ze sobą przyjaźń, wierność, miłość i chęć naprawiania własnych błędów. Edukacyjnej magii jest tu całe mnóstwo, lecz w przypadku dorosłych to na sentymentalizmie oparte jest czerpanie przyjemności z seansu.

Niezależnie od średniej wieku na widowni, w równie dużym stopniu zachwycają efekty specjalne. Technika live-action wydaje się być idealnie dostosowana właśnie do tego typu produkcji, w których animowane zwierzęta zostają urealnione, a otaczająca ich flora wprost ożywa. Wystarczą pierwsze sekundy filmu, by poczuć się jak na planie przyrodniczego dokumentu, gdzie za chwilę głos Krystyny Czubówny zaprowadzi nas w najdalsze zakątki Afryki. Dbałość o szczegóły - powiewające na wietrze grzywy i źdźbła trawy, oświetlenie natury i postaci, sceny pościgów i finałowej walki - robią nieprawdopodobne wrażenie.

Jon Favreau postanowił bardzo kurczowo trzymać się animowanego oryginału, dlatego w fabule nowego "Króla Lwa" znajdziemy dokładnie to samo,co 25 lat temu. Przewaga nowej wersji nad poprzednią ogranicza się tylko lub aż do możliwości technologicznych i oszałamiającej warstwy wizualnej.
Jon Favreau postanowił bardzo kurczowo trzymać się animowanego oryginału, dlatego w fabule nowego "Króla Lwa" znajdziemy dokładnie to samo,co 25 lat temu. Przewaga nowej wersji nad poprzednią ogranicza się tylko lub aż do możliwości technologicznych i oszałamiającej warstwy wizualnej. mat. prasowe/ Disney
Od toczącego swój dobytek żuczka po króla sawanny - wszystko wygląda fenomenalnie, co czasami może nawet... odstraszyć. Szczególnie maluchy, które będą zmuszone wpatrywać się w wyjątkowo realistyczne i niezbyt urodziwe hieny. Nie wspominając już o wyliniałym, anorektycznym i posępnym Skazie, z którym na konfrontację nie miałby ochoty z pewnością żaden dorosły nawet widz.

Szczegółowe odwzorowanie postaci dostarcza też kolejnych drobnych komplikacji - naturalna facjata lwa niestety jest dość ograniczona pod kątem ekspresyjności. To, co w animacji można oddać za pomocą grymasu, oczu, uśmiechu czy łez, tu po prostu nie funkcjonuje. I również dlatego nowy "Król Lew" nie potrafi generować podobnych emocji, jakie towarzyszyły oryginałowi. Rozpaczający nad utratą ojca Simba w bajce budzi o wiele większe współczucie niż w komputerowo wykreowanym filmie.

Przewagą animowanej wersji nad aktorską jest także fakt, iż w tej pierwszej o wiele łatwiej jest zaakceptować przemawiające ludzkim głosem zwierzęta. Pospolity guziec sypiący żartami i zanoszący się śpiewem wygląda dość dziwacznie. Do tego również trzeba się przyzwyczaić. Tak jak do polskiego dubbingu, który na szczęście stoi na niezłym poziomie, choć jest to kolejny element filmu, który blednie w porównaniu z oryginałem. Wiktor Zborowski (jedyny z dawnej obsady), Jerzy Stuhr czy młody Paweł Szymański (mały Simba) to bez dwóch zdań strzały w dziesiątkę.

Bardziej dyskusyjny jest choćby wybór Artura Żmijewskiego na Skazę. Wydaje się, że głos Marka Barbasiewicza z animowanej wersji lepiej oddawał naturę podstępnego lwa (co nie znaczy, że jego następca sobie nie radzi). Podobnie jak niedoścignionymi wzorami są Krzysztof Tyniec (Timon) i Emilian Kamiński (Pumba). Ich następcy - Maciej StuhrMichał Piela - radzą sobie na ogół nie najgorzej, ale pierwszemu ewidentnie brakuje charyzmy, a drugiemu nieco niższej barwy głosu. Niedociągnięcia (a być może po prostu zbyt utrwalone już w naszej głowie oryginalne głosy) nadrabiają świetne dialogi - uzupełnione o kilka nowych gagów dodają nieco świeżości, której tak mocno brakuje wersji live-action. Bez zarzutu prezentują się także przearanżowane piosenki, których teksty podświadomie będą nam się wyświetlać przed oczami podczas seansu.

Wycieczka po afrykańskiej sawannie znów dostarcza wielu wzruszeń i humoru, ale tym razem emocje wydają się być nieco wyblakłe w porównaniu z oryginałem. Nie ma efektu świeżości i zaskoczenia, co doskwierać będzie dorosłym widzom, którzy znają już tę opowieść. Ratunkiem może okazać się sentyment do kultowej już produkcji Disneya.
Wycieczka po afrykańskiej sawannie znów dostarcza wielu wzruszeń i humoru, ale tym razem emocje wydają się być nieco wyblakłe w porównaniu z oryginałem. Nie ma efektu świeżości i zaskoczenia, co doskwierać będzie dorosłym widzom, którzy znają już tę opowieść. Ratunkiem może okazać się sentyment do kultowej już produkcji Disneya. mat. prasowe/ Disney
Odświeżonego wizualnie "Króla Lwa" można nazwać wycieczką po wirtualnym zoo, po której dzieci zapałają jeszcze większą miłością do wszystkiego, co porusza się na czterech łapach. W przypadku starszych widzów odbiór filmu już tak oczywisty nie będzie. To trochę tak jak z kolejnym koncertem ulubionego zespołu. Kupując bilet spodziewamy się albo świeżego materiału z nowej płyty i odważnych aranżacji, albo liczymy na wysłuchanie na żywo po raz enty klasycznego repertuaru z nieśmiertelnymi hitami. Nie da się tego uogólnić. Podobnie jest z filmem Jona Favreau.

Nowy "Król Lew" z pewnością nie zdetronizuje poprzednika, choć góruje nad nim zaawansowaniem technologicznym i odświeżoną szatą graficzną. Warto jednak się zastanowić, czy naszkicowana prostą kreską, ale bogata w emocje klasyczna bajka w połączeniu z rodzinnym seansem w domowym zaciszu nie sprawi więcej frajdy niż nawet najlepsze i najdroższe efekty specjalne. Bilans "lwiego" filmowego pojedynku tymczasem: VHS > CGI, choć "nowe" wygląda obłędnie.

OCENA: 7/10

Film

Król Lew
6.1 38 ocen

Król Lew (12 opinii)

produkcja
USA
premiera
19 lipca 2019
czas trwania
1 godz. 58 min.

Opinie (68) 9 zablokowanych

Wszystkie opinie

  • Nie sądzę żeby film przebił tę cudowną bajkę (6)

    z reklam widzę, że film jest słowo w słowo skopiowany.. nawet piosenki identyczne..po co iść do kina na to co już było? poczekam aż będzie na cda, wtedy MOZE obejrze.. z ciekawości. Dobrze, że nie byłam w kinie na Pięknej i Bestii, pozostałby tylko niesmak...

    • 33 40

    • jesteś już zbyt stara i zgorzkniała to Ci się nie podobało. (2)

      • 12 8

      • nie, po prostu mam gust ;) i tej bajki nic nie pobije

        • 2 2

      • żadna kopia nie dorówna tej bajce

        • 1 1

    • Ano po to, że to nie jest film dla ciebie, tylko dla dzieci (1)

      A dorosły tym chętnie weźmie swoje pociechy na KL, że zna jego fabułę.

      • 5 1

      • KL

        To zdanie przez skrócenie nazwy do pierwszych liter brzmi dość strasznie :) KL to skrót od Konzentrationslager czyli obóz koncentracyjny :D np. KL Auschwitz

        • 0 0

    • Akurat piosenkę ostatnio jedną słyszałam w radio... miałam ochotę się schować, tak koszmarnie brzmiała w odświeżonej aranżacji (polskiej).

      • 5 1

  • Wg mnie rewelacja. (4)

    Wychowałem się na pierwszym Królu Lwie. Teraz córa 10 lat zachwycona jak ja 25 lat temu. W ogólnie nie przeszkadza mi "kalka". Efekty wgniatają w fotel, a historia, mimo że każdy zna, jest cudowna, urocza i znowu wywołuje emocje.
    Pierwszy seans z napisami (żaden, nawet najlepszy dubbing) nie dorówna oryginałowi z USA.
    Za tydzień pójdziemy na wersję z dubbingiem :)

    • 38 16

    • tylko ludzi infantylnych rusza taki film. tyle w temacie. (2)

      • 4 22

      • Ale Ty Ania hardkorowa jesteś. (1)

        Umów się ze mną to pokaże Ci hakunas matatas.

        • 10 1

        • Umówię się z Tobą i wyjdzie Timon. Nie dziękuję.

          • 7 4

    • pracujesz na pensji dystrybutora ze tak śmiesznie chwalisz?

      • 1 5

  • Czyli to tak zwany remastered wiec nie warto

    • 9 21

  • Opinia została zablokowana przez moderatora

  • Super film (2)

    Grażynka aż zaniemówiła, powiedziała "jak oni wytresowali te wszystkie zwierzaki w tak krótkim czasie" ? Aż mnie wstyd było,biedna nie wie, że zwieźli je ze wszystkich cyrków w USA na potrzeby filmu.

    • 73 15

    • Przecież to są pacynki - tak jak Muppety czy Fraglesy (1)

      • 6 0

      • Każdy wie ,ze za tym stoi Robocop.

        • 4 0

  • Przestańcie marudzić! (1)

    Jeśli ktoś myślał, że nowy Król Lew będzie totalnie inną historią to gratuluję.
    Bardzo dobrze, że starą wersję "ubrali" w nowe szaty. Jak dla mnie to i mogli dać i starą obsadę dubbingu (chyba wszyscy jeszcze żyją).
    Zobaczyć tą baję zrobioną w taki sposób jakby to się działo naprawdę to jest coś niesamowitego i prawdę mówiąc, gdyby zrobili całkiem inną historię albo nawet powtórzyli wątki z pierwowzoru ale w zmienionej formie to dopiero byłaby tragedia i byście wszyscy narzekali po co coś tak dziwnego zrobili.

    Nikt nie chciał tego zmieniać ani też przebić pierwowzoru tylko pokazać w nowej odsłonie.

    • 52 4

    • Głos

      I to jest głos rozsądku

      • 9 1

  • Stuhr zamiast Tyńca (4)

    to nie Timon!

    • 39 7

    • masz coś do Żydów? (1)

      • 3 8

      • mam to, że Timon to Tyniec i kropka

        tak jak Pumba to E.Kamiński ( btw czy do każdej dyskusji trzeba wbijać polityczno historyczne szpile? wyobraź sobie, że nie każdy tym żyje.

        • 28 1

    • Stuhr...znowu ten autorasista...

      • 5 3

    • niestety ale się zgadzam

      Jak dla mnie dużym minusem jest brak oryginalnej obsady. Zwłaszcza że p. Tyniec świetnie zagrał Timona i do dziś uważam, że jest rewelacyjny w tej roli.

      • 3 0

  • (1)

    Jak czytam opinie plebsu to się krew gotuje , pewnie golfy I kupujecie zamiast 7 przecież to samo!!!!

    • 3 8

    • Porównałeś dość grubo.

      Plebs i golfy 1 i 7... hmmm...
      Plebs to VW synu ale kiedyś do tego dojdziesz...:-)

      • 3 2

  • Oryginał nie był "naszkicowany prostą kreską" (5)

    Był wówczas technologicznym szczytem, a scena w wąwozie komputerowym majstersztykiem. To co dziś wydaje się oczywistą oczywistością możliwą do realizacji na domowym komputerze, była efektem nowatorskich prac. Podobnie zresztą jak wczesne filmy Disneya, z ruchomymi tylnymi planami, czy personifikacją pysków zwierząt. Pniętam, bo Króla Lwa oglądałem pod kątem realizacji animacji, podczas gdy córka obok zagryzała palce z przejęcia fabułą.

    • 29 3

    • ponoć ludzie bardziej inteligentni wola krola lwa (2)

      • 4 4

      • tak, inteligentni zawsze wolą to co woli cytujący takie złote myśli

        • 9 0

      • z tego wynika, że jestem mniej inteligentny

        choć oczywiście to wpis był ułożony tak, aby insynuować. Ale pozostań przy tym oczywistym wniosku, jeśli ci z nim lepiej.

        • 2 0

    • Słownik (1)

      Personifikacja pysków, warto znać pojęcia, którymi operujesz.

      • 0 0

      • może antropomorfizacja byłaby lepsza

        ale nie popełniłem wielkiego błędu. Disney od zarania istnienia pracował nad nadaniem ludzkich cech "twarzom" zwierząt, bo ludzie doskonale odczytują emocje z ludzkich tearzy, a ze zwierzęcych słabo. Podobnie młode zwiedzęta, odróżniają się w filmach rysunkowych nie w taki sposób jak w naturze, ale tak, jak twarze dzieci odróżniają się od twarzy dorosłych ludzi. Te zabiegi ułatwiają percepcję młodemu widzowi.

        • 5 0

  • A ja nigdy nie oglądałem oryginału. (5)

    I teraz mam dylemat...
    Co zrobić?

    • 19 4

    • Obejrzyj Ojca Chrzestnego...

      ...przynajmniej się życia nauczysz.

      • 14 2

    • Re

      Obejrzyj oryginał, a potem film
      Ja zrobię to z przyjemnością

      • 9 3

    • Ja tez nie ogladalam oryginalu, nie lubie takich bajek.

      • 5 3

    • Obejrzyj "Smoleńsk" (1)

      • 3 1

      • ogladalem

        • 1 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.