Nasze recenzje

Droga wojowniczki. Recenzja filmu "Mulan"

Disney konsekwentnie stawia na kino aktorskie w oparciu o kultowe już bajki, lecz w tym czysto komercyjnym zamyśle nareszcie widać zalążek artystycznej wizji, z którego mogą wykiełkować ambitne i zupełnie autonomiczne projekty. "Mulan" do takich jeszcze się nie zalicza, choć niewątpliwie jest to krok w dobrym kierunku. W filmie Niki Caro znacznie więcej znajdziemy odniesień do starej chińskiej legendy niż popularnej animacji z 1998 roku. Przede wszystkim to olśniewająca wizualnie opowieść o burzeniu konwenansów i życiu w zgodzie z własnym sumieniem.



Opowieść o przebojowej dziewczynie, która w tajemnicy przed ojcem zaciąga się do chińskiej armii, by stawić czoła najeźdźcom z północy ponad 20 lat temu urzekła najmłodsze pokolenie kinomanów. Czy równie oczarowani poczują się mali widzowie aktorskiej wersji disneyowskiego przeboju? Z tym może być spory problem, bo nowa "Mulan" to kino znacznie dojrzalsze, bardziej stonowane, przypominające długimi fragmentami historyczne widowisko niż wdzięczną baśń. Fani animowanego oryginału mogą więc poczuć pewien niedosyt.

Należy jednak pamiętać, że "Mulan" z 1998 roku, podobnie jak jej aktorska wersja, która właśnie wchodzi na ekrany kin, w dużej mierze bazuje na chińskiej legendzie z czasów dynastii Song. I właśnie tropem "Ballady o Mulan" postanowili podążać twórcy najnowszej produkcji spod znaku wytwórni Myszki Miki. Dość śmiałe przedsięwzięcie, biorąc pod uwagę fakt, że w odświeżonym "Aladynie", a zwłaszcza w nowym "Królu Lwie", mieliśmy do czynienia z fabularną kalką animowanych pierwowzorów. W "Mulan" tymczasem nie tylko zinterpretowano główną historię na nowo, lecz także podziękowano niektórym postaciom (smok Mushu) i zrezygnowano z musicalowej konwencji.

Hua Mulan (Yinfei Liu) w tajemnicy przed ojcem dołącza do chińskiej armii i rusza na wojnę. Przed towarzyszami broni oczywiście nie zdradza swojej prawdziwej tożsamości i płci. Dla nich jest Hau Junem, walecznym wojownikiem gotowym do poświęceń w imię rodziny i przyjaciół.
Hua Mulan (Yinfei Liu) w tajemnicy przed ojcem dołącza do chińskiej armii i rusza na wojnę. Przed towarzyszami broni oczywiście nie zdradza swojej prawdziwej tożsamości i płci. Dla nich jest Hau Junem, walecznym wojownikiem gotowym do poświęceń w imię rodziny i przyjaciół. mat. prasowe/ Disney
Ryzykowne zabiegi częściowo się opłaciły. Reżyserka Niki Caro mocno urealniła znaną już opowieść, dzięki czemu z filmem identyfikować się może także nieco starszy widz. Z wyjątkiem jednej z postaci, niemal całkowicie pozbyto się elementów magicznych, a filmowa narracja przede wszystkim miała skupiać się na głównej bohaterce - charakternej dziewczynie, która ma dość tego, że każdy za nią podejmuje decyzję. Niespodziewanie jednak zrobiło się bardzo poważnie, bo rezygnacja z lekkiej, dowcipnej i przaśnej formuły dodała "Mulan" gatunkowych kilogramów.

Historia głównej bohaterki jest na tyle sprawnie poprowadzona, że raczej nie ma większego problemu ze śledzeniem jej karkołomnych nieraz popisów - zarówno na polu walki, jak i na wojskowym poligonie, gdzie za pomocą przeróżnych forteli próbuje ukryć swoją płeć przed niczego niepodejrzewającymi towarzyszami broni. I choć sceny akcji cechuje niezłe tempo, olśniewające panoramy chińskich plenerów wywołują tęsknotę za podróżami, a efekty specjalne nie pozostawiają wiele do życzenia, to ewidentnie "Mulan" brakuje humoru i elementu dziecięcej rozrywki.

Dorosłym widzom (szczególnie tym, którzy jako kilkulatkowie oglądali z zapartych tchem animację) zapewne to nie będzie przeszkadzać. Najmłodsi widzowie mogą jednak długimi fragmentami przebierać nogami z nudy. W "Aladynie" wabikiem był rezolutny i zabawny Dżin, w "Jumbo" przesympatyczny słonik, w "Królu Lwie" magicznie wręcz wykreowane na ekranie zwierzęta. Takiego elementu brakuje natomiast "Mulan". Zbyt nachalnie nieraz eksponowany feniks takiej roli na pewno nie spełnia. Opowieść wydaje się być sprofilowana bardziej pod nastoletnią widownię, która samodzielnie wyłowi płynące z ekranu wartości, a jednocześnie nie pogardzi rozrywkową konwencją samego filmu.

"Mulan" to przede wszystkim niesamowita feeria barw na ekranie i urokliwe szerokie kadry chińskich plenerów. Nieźle wyglądają też sceny akcji, choć można było pokusić się o lepszą choreografię walk i lepsze ich skadrowanie. Nie zawodzi oprawa muzyczna. Wysokich lotów jest także gra aktorska.
"Mulan" to przede wszystkim niesamowita feeria barw na ekranie i urokliwe szerokie kadry chińskich plenerów. Nieźle wyglądają też sceny akcji, choć można było pokusić się o lepszą choreografię walk i lepsze ich skadrowanie. Nie zawodzi oprawa muzyczna. Wysokich lotów jest także gra aktorska. mat. prasowe/ Disney
Nową "Mulan" górnolotnie można byłoby określić disneyowskim manifestem feminizmu, lecz to zbyt sztampowe słowa. To bardziej filmowy poemat niż manifest, a feministyczne mogą być tu wartości, nie ideologia. Zresztą film Niki Caro można (a może nawet należy) potraktować bardziej uniwersalnie. Jako opowieść o konsekwentnym realizowaniu marzeń, łamaniu stereotypów, samodzielnym wybieraniu życiowej drogi i realizowaniu siebie. Mulan nie pragnie jednak egoistycznie podążać własną ścieżką z powodu własnego widzimisię, bo do największych poświęceń napędza ją miłość do rodziny. Zakłada szaty wojownika i sięga po miecz, bo pragnie pielęgnować honor schorowanego ojca, który sam nie może już spełnić obowiązku wobec ojczyzny.

Wyeksponowaniu tych wszystkich wartości sprzyja z pewnością sprawnie napisany scenariusz, któremu co prawda brakuje momentami oryginalności i przełamania schematu, ale jednocześnie porządkuje opowieść w czytelny i zrozumiały sposób. Świetnie natomiast papierowe założenia na ekranie w życie wcielają aktorzy. Ze znakomitą Yifei Liu na czele. Odtwórczyni tytułowej roli kapitalnie łączy w sobie dziewczęcą grację z kobiecą walecznością. Dzięki czemu prezentuje się tak samo dobrze zarówno w bitewnych, jak i bardziej statycznych scenach.

Otoczona jest zresztą świetnym aktorskim zespołem. Na dalszym planie w roli ojca Mulan błyszczy Tzi Ma, a postać grana przez Li Gong pokazuje tę drugą drogę, którą teoretycznie mogła podążyć główna bohaterka. Z pewnością lepiej można było rozwinąć czarny charakter, w którego wciela się Jason Scott Lee. Angaż Jeta Li do roli cesarza można z kolei potraktować jako sympatyczny ozdobnik, szczególnie dla widzów zaznajomionych z dotychczasową filmografią aktora znanego przede wszystkim z kaskaderskiego kina akcji.

Aktorskiej "Mulan" momentami daleko do popularnej animacji, która na pewno będzie punktem wyjścia dla wielu widzów. Film tymczasem przypomina bardziej takie widowiska jak "Hero" czy "Przyczajony tygrys, ukryty smok". A smok rzeczywiście jest ukryty, bo w filmie zabrakło Mushu, jednej z głównych postaci animacji z 1998 roku.
Aktorskiej "Mulan" momentami daleko do popularnej animacji, która na pewno będzie punktem wyjścia dla wielu widzów. Film tymczasem przypomina bardziej takie widowiska jak "Hero" czy "Przyczajony tygrys, ukryty smok". A smok rzeczywiście jest ukryty, bo w filmie zabrakło Mushu, jednej z głównych postaci animacji z 1998 roku. mat. prasowe/ Disney
"Mulan", pomimo wyraźnego rozstroju pomiędzy oryginałem a kopią oraz wielu niedopracowanych elementów, potrafi oczarować. Przede wszystkim charyzmą tytułowej bohaterki i niesamowitą paletą barw, które sprawiają, że film po prostu się chłonie. Nadal jednak trzeba brać poprawkę na disneyowską, zmanierowaną nieco wizję filmowego świata oraz sporą liczbę uproszczeń. Wydaje się jednak, że producenci w końcu zrozumieli, że nie wystarczy jedynie kopiować animowanych schematów, a rysunkowych postaci zastępować aktorami, by mamić w ten sposób widza rzekomo nową jakością. To daje nadzieję na to, że kolejne aktorskie filmy mogą być bardziej niezależne i odrębne od tego, co już przecież znamy.

"Mulan" jest jak wizyta w sklepie z chińskimi bibelotami. Każdy znajdzie coś dla siebie, choć przecież doskonale wiemy, że te drobiazgi nie pozostaną z nami zbyt długo. Podobnie jak pamięć o aktorskiej "Mulan", która animowanej legendy nie przebije, ale niejednemu widzowi umili z pewnością wizytę w kinie.

OCENA: 7/10

Film

Mulan
6.2 39 ocen

Mulan (4 opinie)

produkcja
USA
premiera
11 września 2020
czas trwania
1 godz. 55 min.

Opinie (38) 10 zablokowanych

  • Zanim obejrzycie ten film weźcie pod uwagę że: (7)

    Odtwórczyni roli Mulan - jest komunistyczą maskotką, występowała w filmach propagandowych i w wielu wywiadach niesłychanie pogardliwie wypowiadała się o obywatelach Hong-Kongu broniących się przed represyjnym reżimem.

    Co więcej, zdjęcia filmu odbywały się w prowincji Sinciang która jest okupowana przez Chińczyków, którzy gnębia i wręcz ekstreminują lokalną ludność (Ujgurów) w sposób, który kojarzy się jednoznacznie z trzecią rzeszą. Urządzają tam obozy koncentracyjne, odbierają dzieci od rodziców i przeprowadzają czystki etniczne w oparciu o sfabrykowane oskarżenia o terroryzm.

    Jedną z form represji jest praca przymusowa.

    Z wielu źródeł wynika, że podczas prac nad filmem wykorzystywano więźniów politycznych wywodzących się z narodu Ujgurskiego.

    Sam film został w porównaniu z animowanym pierwowzorem okrojony z elementów, które podpadły chińskiej cenzurze.

    Dla mnie są to wystarczające powody by ten film zbojkotować. Wolę animowaną Mulan. Ten film to ukłon Disneya w kierunku reżimu totalitarnego.

    • 108 15

    • No może... (2)

      Fakt. Animowana wersja jest super. Tego o czym piszesz nie miałam świadomości..... warto przemyśleć............

      • 24 1

      • a wladze miasta, ktore wynajmuja helios w swoim budynku? (1)

        • 2 2

        • wyrałeś

          jestes głupszy niż pissowski niedorzecznik praw dziecka

          • 3 1

    • To trochę tak jakby zachwycać się produkcjami Leni Riefenstahl z lat 30/40.

      Spektakularne? Zapewne, ale Holocaust w tle psuje trochę atmosferę.

      • 19 2

    • Karol

      Ależ bojkotuj sobie co uważasz za słuszne - Ni popieram natomiast bojkotu filmu który polega na wystawieniu mu pały nawet go oglądając, ponieważ nie stawia to bojkotu w poważnym świetle.

      • 0 10

    • do autora (1)

      No i co z tego?

      • 0 11

      • I tak nie zrozumiesz.

        • 10 0

  • recenzja nierzetelna (4)

    Cały świat wzywa do bojkotu tego filmu a recenzji o tym ani słowa?
    Film jest elementem chińskiej propagandy, warto o tym poczytać.

    • 85 8

    • Nierzetelna z jakiego powodu? :D (3)

      :D Rzetelna nierzetelna? ponieważ? Nie mam prawo pozytywnie czy też bardziej negatywnie ocenić film i nie wzywać do bojkotu filmu który to sprowadza się na razie do oceniania filmu którego się nie oglądało, w ten sposób osoby bojkotujące sami swatają siebie w niepoważnym świetle.

      • 2 7

      • Przecież wyjaśnił z jakiego powodu. Dwóch krótkich zdań nie potrafisz zrozumieć?

        • 6 0

      • Tomek naucz się pisać po polsku.

        Made in China, z konsulatu?

        • 6 0

      • Nierzetelna, bo...

        ...na przykład Mulan z legendy nie pochodzi z dynastii Han, a wręcz przeciwnie, pochodzi z regionu, który w tym filmie jest przedstawiony jako źródło zła i zagrożenia. Ale w filmie musi być Han, jako że to "jedyna i słuszna" dynastia według obecnego chińskiego reżimu.

        • 2 0

  • Na Zachodzie bojkotują ten propagandowy film. (2)

    Trójmiasto, jako portal z aglomeracji szczycącej się dorobkiem Solidarności również powinien.

    • 72 7

    • raczej cenuzrą sie szczycą (1)

      podobnie jest z wladzami miasta. To przeciez w ich pominku leci ten propagandowy film.

      • 11 0

      • ? :)

        Luuuuudzie! Co wy bierzecie? Bierzcie połowę! To jest bajka dla dzieci! A Śpiąca Królewna i 7 krasnoludków to propaganda poligamii? xddddd

        • 0 3

  • Wy tak na serio?

    Po co to recenzowac w ogole?

    • 50 3

  • Hanna Shen
    ,,Film został nakręcony w Xinjiangu, gdzie KPCh stworzyła obozy koncentracyjne dla Ujgurów...trafiają tam już nie tylko muzułmanie, ale i chrześcijanie. Sceny do filmu były kręcone blisko obozów.
    bojkotujcie ten film. Apel do mediów nie publikujcie recenzji filmu, nie promujcie go".

    • 57 5

  • 7/10? To są jakieś jaja, naciągane 4/10.

    • 28 1

  • Mulan (1)

    Szkoda czasu i pieniędzy ... film kręcony w kanwie lat 80! Latają i fruwają jak w pierwszym kinie o Shaolin ! Nawet kura lata jak orzeł w początkowej scenie filmu ! Moja ocena to 4/ 10.

    • 21 0

    • Tyle tylko ze kino sztuk walki z lat 80-tych było robione z polotem i to za grosze, tutaj wydano kupę kasy a sceny walk nie robią żadnego wrażenia.

      • 0 1

  • Niestety ale Disney nie jest już tą miłą rodzinną firmą z którą wiążemy wiele sentymentów.

    Obecnie jest to wielka korporacja która bardzo miesza się w politykę, a dodatkowo niestety jest przesiąknięta pedofilią. Wystarczy poczytać ilu pracowników, a także managerów zostało skazanych za to właśnie przestępstwo. I chora ideologia dotyka także ich pracy twórczej.

    • 35 1

  • (7)

    Jestem już dobrze starszym panem (no wiecie takim z zakolami i siwymi włosami), więc pamiętam (a jakże) animację "Mulan". Moje pokolenie (gdybym się mocno postarał mógłbym już być dziadkiem) darzy wielkim sentymentem bajki Disneya (m.in. "Król lew", "Pocahontas", "Mała syrenka", "Dzwonnik z Notre Dame" - notabene przypominam Quasusia, "Rogate ranczo", "Zaplatani"). Tak, tak stare dobre czasy. Hmm, kobieta udająca mężczyznę, to jak w "Yentl" w reż. Ms. Streisand na podstawie opowiadania I.Bashevisa Singera. Pasja, wojownicza natura, ambicja, upór, przekora, miłość. Różnie się plecie w życiu. Wiem coś o tym, gdyż jestem stsrszym panem. Ciekawa recenzja. Pójdę na ten film do kina. Pozdrowienia ze Stężycy, gdzie regeneruje slabnace siły (starość nie radość).

    • 5 11

    • Postscriptum (2)

      Pamiętacie piosenkę z animowanej "Mulan" pt. "Dzisiaj mężczyźn zrobie z was"? Przypomniał mi się WF w podstawówce. Boże, ale byłem (ba wciąż jestem) łajza i oferma. Pozdrawiam :)

      • 1 5

      • P.S. 2 (1)

        Lubię też "Aladyna" i "Herkulesa", ale chyba najbardziej "Pocahontas". Tak sobie myślę... tak chyba jednak "Pocahontas". Pozdrawiam!

        • 1 5

        • Pocahontas

          A propos Pocahontas, przypomniała mi się wypowiedź sierżanta Espery z Generation Kill:

          "You cannot say that you like Pocahontas. The genocide of my peoples turned into a cartoon musical with a singing raccoon. I mean, think about it, dog. The real story of Pocahontas is about a bunch of white boys who come to my land, bribe the corrupt Indian chief, kill off all the warriors and f... the Indian princess silly. Would the white man make a story about Auschwitz? Where the inmate falls in love with the guard? And they go off singing love songs, with dancing swastikas?"

          Wpasowuje się w zarzuty wobec Mulan... Tylko czekać, aż Disney zrobi coś o Oświęcimiu.

          • 1 0

    • (3)

      Ty i kilku twoich znajomych to jeszcze nie całe pokolenie. Ja np. w życiu nie obejrzałem żadnego z tych disneyowskich klasyków, królów lwów itp. Powiem więcej, strasznie mnie irytuje ten współczesny disneyowski styl rysowania twarzy. Wszyscy wyglądają tak samo tylko kolory skóry mają inne.

      • 3 0

      • (2)

        Lubię też baśnie z rysunkami Szancera. Pozdrawiam :)

        • 2 1

        • (1)

          No ok, przeczytałem wszystkie komentarze i już chyba nie pójdę. Nie zdawałem sobie sprawy z całej otoczki wokół filmu, ale że Disney na to poszedł... Dziwne to.

          • 4 1

          • Lubię też "Mojego brata niedźwiedzia" :)

            • 0 1

  • Chnskie sluzby u Disneya.

    • 8 1

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.