Nasze recenzje

Życie na podglądzie. Recenzja filmu "The Circle. Krąg"


Wychowana w Hogwarcie i pięknie resocjalizująca Bestię Emma Watson tym razem bez magicznej różdżki i wykutych na blachę zaklęć musi stawić czoła przyziemnej korporacyjnej rzeczywistości kreowanej przez enigmatycznego Toma Hanksa. Stylizowana na moralizatorski korpo-thriller opowiastka o ciemnej stronie mediów społecznościowych zbyt mocno jednak ociera się o autoparodię, żeby w to ekranowe czarnowidztwo można było uwierzyć.



Czy pokazujesz prywatne życie w mediach społecznościowych?

tak, dzielę się wszystkim: problemami, sukcesami, sprawami rodzinnymi 1%
tak, ale intymne sprawy zachowuję dla siebie 6%
tak, ale nie pokazuję swoich dzieci 1%
uważam na to, co publikuję w internecie, ale bez przesady 21%
nie, to głupota, nie wiem, czy to mi kiedyś nie zaszkodzi 29%
nie korzystam z mediów społecznościowych 42%
zakończona Łącznie głosów: 221
"Sharing is caring", czyli "dzieląc się, troszczysz się o innych" - tę regułę jak mantrę powtarzają pracownicy gigantycznego koncernu informatycznego i doskonale streszcza ona filozofię firmy zarządzanej przez postać Toma Hanksa. W "The Circle" udostępnianie, postowanie i relacjonowanie na żywo niemal każdych treści ma być kluczem do ludzkiej szczęśliwości, politycznej zgody i społecznego kompromisu, a ułatwić mają to wszechobecne kamery. Nie relacjonujesz śniadania, korporacyjnej imprezy, romantycznej randki? Nie istniejesz, a co gorsza nie zasługujesz na miejsce w "The Circle".

Nowicjuszka, która na marketingowe salony dostaje się z prowincjonalnego call-center, jest początkowo zbyt zachłyśnięta zawodowym awansem, by dostrzec podskórną obłudę i manipulację szefów koncernu. Mae Holland (Emma Watson) wydaje się, że chwyciła za nogi samego Boga. Młoda i atrakcyjna dziewczyna w okamgnieniu dostaje świetnie płatną posadę, nowoczesne stanowisko pracy, dostęp do najnowszych technologii, a nawet pełną opiekę medyczną dla chorego na stwardnienie rozsiane ojca (świetny w swej ostatniej niestety roli Bill Paxton). Współpracownicy są nadzwyczaj uprzejmi, uśmiechnięci i skorzy do imprezowania po godzinach, a iście bajkowe zaplecze firmy wręcz uzależnia i stwarza iluzję nowoczesnego raju.

Tom Hanks tylko w krótkich migawkach przypomina aktora z najwyższej półki. Uziemiony przez scenarzystów poza motywacyjnymi regułkami nie ma w zasadzie nic do przekazania. Jego postać potraktowano bardziej jako personifikację konkretnych cech niż człowieka z krwi i kości, co w efekcie daje niewyraźną, miałką kopię Steve'a Jobsa.
Tom Hanks tylko w krótkich migawkach przypomina aktora z najwyższej półki. Uziemiony przez scenarzystów poza motywacyjnymi regułkami nie ma w zasadzie nic do przekazania. Jego postać potraktowano bardziej jako personifikację konkretnych cech niż człowieka z krwi i kości, co w efekcie daje niewyraźną, miałką kopię Steve'a Jobsa. mat. prasowe/ Kino Świat
Systematyczny progres, jaki z dnia na dzień czyni ambitna dziewczyna to jednak za mało. Samotne rejsy kajakiem czy weekendowe wypady do rodziców nijak współgrają z filozofią firmy. W myśl złotej zasady, Mae ma relacjonować w sieci każdy swój krok, dokumentować ponadprzeciętną aktywność, a przede wszystkim oddać swą prywatność na rzecz "The Circle". Bez słowa sprzeciwu bohaterka przystaje na bezgraniczną współpracę, stopniowo wciągając w internetową pułapkę zarówno rodzinę, jak i przyjaciół. Strumień iluzorycznego szczęścia zmąci spotkanie jednego z pracowników (znany z "Przebudzenia mocy" John Boyega), który odkryje przed Mae zawiłe mechanizmy rządzące "The Circle".
Pozbawianie się intymności i prywatności poprzez nachalne dokumentowanie w sieci każdej aktywności również do niczego dobrego w dalszej perspektywie nie prowadzi.


Największą usterką filmu jest olbrzymia asymetria pomiędzy treścią a formą, w jaką została ona wpasowana. Wyjściowy koncept dotyczący wszechwładnej roli koncernów informatycznych można uznać za słuszny. W dobie rozrastających się serwisów internetowych i mediów społecznościowych niechybna wizja kontroli nad systemami państwowymi nie wydaje się wcale abstrakcyjna. Pozbawianie się intymności i prywatności poprzez nachalne dokumentowanie w sieci każdej aktywności również do niczego dobrego w dalszej perspektywie nie prowadzi. Gdy jednak twórcy filmu w łopatologiczny sposób zaczynają przedstawiać swoje racje, błyskawicznie można stracić cierpliwość i zainteresowanie aktualną przecież tematyką.

Wraz z rozwojem fabuły lawinowo niestety mnożą się scenariuszowe uproszczenia, nagminne oczywistości i przewidywalne, a do tego tandetne zwroty akcji. Klaustrofobiczna atmosfera zamyka bohaterom jakąkolwiek drogę do luźnych interpretacji. Wszystko staje się toporne, siermiężne, zdyscyplinowane i jednostronne. Twórcy "The Circle" zdaje się, że wątpią w intelekt widza, obnażając całą fabułę z niedopowiedzeń i momentów do autorefleksji.

Ekranowe dialogi krążą wokół tych samych zagadnień i racji, jakby scenarzyści za pomocą niewidzialnego młotka sadystycznie chcieli nam wbijać do głowy każde wielokrotnie powtarzane zdanie. Poza scenicznym monologiem Eamona Baileya (Tom Hanks), niewiele jest tu kwestii godnych zapamiętania i większej uwagi. Gdy niepostrzeżenie zaczyna wkradać się wątek melodramatyczny, czas spuścić przedwcześnie kurtynę i uwolnić aktorów od tej niewątpliwej katorgi.

"The Circle" ma zwracać uwagę na problem rosnącej informatyzacji i cyfryzacji życia. Sporo tu gorzkich słów pod adresem mediów społecznościowych, wielkich korporacji żerujących na młodzieńczej ambicji. Ambicji próżno jednak szukać w samym filmie.
"The Circle" ma zwracać uwagę na problem rosnącej informatyzacji i cyfryzacji życia. Sporo tu gorzkich słów pod adresem mediów społecznościowych, wielkich korporacji żerujących na młodzieńczej ambicji. Ambicji próżno jednak szukać w samym filmie. mat. prasowe/ Kino Świat
A w tym względzie niewykorzystanego potencjału jest aż nadto. Tom Hanks tylko w krótkich migawkach przypomina aktora z najwyższej półki. Uziemiony przez scenarzystów poza motywacyjnymi regułkami nie ma w zasadzie nic do przekazania. Jego postać potraktowano bardziej jako personifikację konkretnych cech niż człowieka z krwi i kości, co w efekcie daje niewyraźną, miałką kopię Steve'a Jobsa. Emmie Watson, która z niepohamowanym magnetyzmem potrafi przyciągać obiektyw kamery, pozostaje grać półsłówkami i półgestami, a przez nieuporządkowany scenariusz jej wewnętrzne przemiany bardziej śmieszą niż fascynują. O Johnie Boyedze ktoś wyraźnie w tym filmie zapomniał, a gdy już sobie przypomniał, to nie za bardzo wiedział, co z nim zrobić. Nieźle w roli korporacyjnej wyrobniczki prezentuje się Karen Gillian, a na dalszym planie jako jedyni świetnie sobie radzą filmowi rodzice Emmy Watson, czyli nieżyjący już Bill PaxtonGlenne Headly.
Każdą kolejną scenę i zwrot akcji bez trudu można przewidzieć, jałowych wywodów nie da się słuchać, a fabularny galimatias ostatnich 30 minut seansu wywołuje niepohamowane parsknięcie śmiechem.


W warstwie wizualno-dźwiękowej "The Circle" usilnie stara się upodobnić do tytułów wpisujących się w proponowaną stylistykę. Nasycone barwami eksperymenty z kamerą i wyświetlanymi na ekranie wiadomościami zaczerpnięto z ubiegłorocznego "Nerve" (przeczytaj naszą recenzję). Zaś przy komponowaniu ścieżki dźwiękowej ktoś w domowym zaciszu permanentnie zapętlał soundtrack z "Social Network". Na tym podobieństwa się kończą. W porównaniu do i tak co najwyżej przeciętnego "Nerve", któremu żwawego tempa akcji nie sposób odmówić, "The Circle" wygląda jak zdezelowany "maluch" ścigający się z japońskim motocyklem. O ambitnym i wielowymiarowym nadbudowaniu historii rodem z filmu Davida Finchera nawet nie wypada wspominać.

"The Circle" to ślamazarnie pełznący ku oczywistemu finałowi tandetny wypełniacz kinowego repertuaru, który tylko w kilku momentach może na dłużej przyciągnąć uwagę. Każdą kolejną scenę i zwrot akcji bez trudu można przewidzieć, jałowych wywodów nie da się słuchać, a fabularny galimatias ostatnich 30 minut seansu wywołuje niepohamowane parsknięcie śmiechem.

Tom Hanks i Emma Watson muszą porządnie porozmawiać ze swoimi agentami, zaś John Boyega pewnie do dziś nie jest pewien, czy rzeczywiście w tym filmie zagrał. "The Circle" aspirował do roli fatalistycznego moralitetu o bezrefleksyjnym korzystaniu z bogactw elektroniki i internetu. Tymczasem najbliżej mu do instruktażowego filmiku o następstwach nierozważnego przechodzenia przez pasy, który zapewne pamiętamy z czasów podstawówki. Choć w tym przypadku seans trwał tylko kilka minut, nic nie kosztował i z pewnością bardziej utknął w głowie i przydał się w życiu.

OCENA: 3/10

Film

The Circle. Krąg
5.4 11 ocen

The Circle. Krąg (8 opinii)

produkcja
USA
gatunek
Thriller, Science-Fiction, Dramat
premiera
19 maja 2017

Opinie (20) 1 zablokowana

  • (2)

    mi wystarczy gdy wsiadam do autobusu i 70 procent d**ili
    nie widzi innego zycia oprocz swojego wyswietlacza

    • 20 7

    • (1)

      A jak ktoś gapi się w telefon to tylko fb ? Otóż ja fejsa nie mam, za to mam czytnik e-booków bo nie chce mi się w torebce targać książek. I też jestem wpatrzona w smartfona, to źle? Są ludzie, którzy gapią się w wyświetlacz bo czytają wiadomości a Internet jest tańszy od gazety. Nie wiesz, to nie gadaj.

      • 12 2

      • O, dokładnie to

        Ja mam kilka naukowych aplikacji i w czasie 0,5 h jazdy potrafię przejrzeć kilka artykułów, na co niem mam czasu w pracy i domu. Nie tylko socjale można robić na smartfonie ;)

        • 1 0

  • Stronię od ocen "krytyków". Zwykle gdy polegałem na ich ocenie, lądowałem na seansach, które obrażały inteligencję każdej (1)

    rozumnej istoty.

    Dlatego polecam poczekać na opinię widzów, poczytać opinie na innych portalach filmowych i dopiero wtedy podjąć decyzję czy iść do kina.

    Temat filmu może uderzać w aktualne trendy, popkulturę, ideały, media społecznościowe, może prowokować do refleksji. Tak czy siak, poczekajmy na większą liczbę opinii.

    • 15 4

    • "Poczekajmy na większą liczbę opinii" AKA "jeszcze nie ma na torrentach"

      musisz się koniecznie kierować opiniami innych? może warto wyrobić sobie swoją?

      • 0 0

  • Hanks jest aktorem przeciętnym. (4)

    Wręcz słabym. Hollywood kreuje go na gwiazdę ale facet nie dorasta warsztatowo fo pięt wielu polskim aktorom. Zagrał po prostu w kilku fajnych filmach , ktore fajne były nie dlatego że on w nich grał

    • 4 40

    • dla ciebie pewnie najlepszy jest Kot albo inny Karolak....

      • 11 2

    • Chyba kpisz (1)

      Jesli chodzi o polskich aktorow, to z Hanksem byc moze, i to ze spora dawka dobrej woli, moznaby porownac zaledwie kilka nazwisk.
      Moim osobistym zdaniem Chyra i mocno niedoceniony Braciak.

      • 5 3

      • Piąteczka!

        • 0 2

    • Powiem Ci tak:

      trudno znaleźć dobrą opiekunkę do dziecka.... ale jeszcze trudniej znaleźć dobre dziecko...

      • 7 0

  • byłem obejrzałiem bardzo fajny film pomyślałem (2)

    a dla takiej jednej agaty to pewnie gniot jakich mało .
    Polecam lepsza filmowa ocena jest na rotentomatoes bo imbd już ufać z ocenami nie można.

    • 7 5

    • nie kłam (1)

      ocena krytyków na rt wynosi jedynie 4.2/10 (15% ocen pozytywnych) a ocena widzów to 2.3/5 (24% ocen pozytywnych)

      • 1 2

      • ocena i tak się zmieni

        • 0 1

  • Bylam, nie polecam, gniot jakich mało. (3)

    Wyszłam po 20 minutach filmu, a nie reklam. Szkoda czasu i kasy.

    • 1 5

    • Znowu 20 min? Weź stoperan!

      Był jakiś film na którym wysiedziałaś?

      • 2 0

    • polecam facebook

      po co chodzisz do kina, siedź na fejsbuku, tam twoje miejsce

      • 0 0

    • Zgadzam się całkowicie z recenzją filmu. Łopatologia .

      • 0 0

  • Film wygląda ciekawie. Coś jak serial czarne lustro - był tam podobny motyw chyba w 3 sezonie.

    • 0 1

  • Zabawne

    Głóna bohaterka, Mae, mówi, że najbardziej obawia się zmarnowanego potencjału, a ten film to właśnie jego przykład. Pomysł ciekawy, aktorzy świetni, ale niestety znów słaby scenariusz i reżyseria. Szkoda, że Hollywood coraz częściej traktuje widza jak idiotę, któremu trzeba wszystko powiedzieć dosłownie, ba, powtórzyć kilka razy. Film zaczyna się interesująco, ale potem jest męczący i przewidywalny.

    • 0 1

  • film interesujący, natomiast recenzja do d... kosza

    film ciekawy a temat można rzec gorący, aktorzy spisali się jak należy, malkontenci zawsze się znajdą a snoby niech sobie oglądają Idę oraz podobne gnioty

    • 1 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Gdynia

Rumia

DKFy

Premiery

16.10.2020 r.

09.10.2020 r.

Zapowiedzi