Nasze recenzje

stat

Żołnierz bez karabinu. Recenzja filmu "Przełęcz ocalonych"

Przełęcz ocalonych - zwiastun:


Czy żołnierz odmawiający używania broni i rzucony w wir wojennej jatki jest w stanie nie tylko przetrwać, ale i uratować życie kilkudziesięciu kompanom? Historia Desmonda Dossa, którą na warsztat wziął Mel Gibson, pokazuje, że nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto poza głęboką wiarą na pierwszym miejscu stawia upór, konsekwencję i bezgraniczną chęć pomocy. Właśnie takim wartościom hołduje "Przełęcz ocalonych" - monumentalny pomnik na cześć ludzkiej niezłomności w osobie chuderlawego szeregowca.



Nazwisko Desmonda Dossa na stałe zapisało się już w historii amerykańskiej armii, choć paradoksalnie początkowo robiono niemal wszystko, aby religijnego chłopaka z Virginii zniechęcić do wojskowego uniformu. Aspirujący do funkcji sanitariusza adwentysta dnia siódmego odmawiał bowiem noszenia i korzystania z broni, która przecież na polu bitwy wydaje się być jedyną deską ratunku. Swoją decyzją wywoływał wściekłość przełożonych i otwartą niechęć graniczącą z nieufnością ze strony pozostałych rekrutów. Szkalowany więc z niemal każdej strony Doss inspirację i motywację do dalszych działań czerpał z niewielkiej Biblii, skrzętnie chowanej w kieszonce munduru. To właśnie głęboko zakorzeniona wiara pozwoliła sanitariuszowi w pojedynkę ewakuować z pola bitwy 75 rannych żołnierzy. Przez kilka godzin osamotniony szeregowiec ze stromego klifu na japońskiej Okinawie spuszczał jednego po drugim ze swoich kompanów i mimo wielokrotnego otarcia się o śmierć, nie wystrzelił choćby jednego naboju.

Desmond Doss był pierwszą osobą w historii amerykańskiej armii, która odmówiła walki i posługiwania się bronią. Nie przeszkodziło mu to w bohaterskiej akcji ratowniczej, w wyniku której ocalił życie 75 żołnierzy uwięzionych na krwawym urwisku japońskiej Okinawy.
Desmond Doss był pierwszą osobą w historii amerykańskiej armii, która odmówiła walki i posługiwania się bronią. Nie przeszkodziło mu to w bohaterskiej akcji ratowniczej, w wyniku której ocalił życie 75 żołnierzy uwięzionych na krwawym urwisku japońskiej Okinawy. mat. prasowe/ Monolith
Strzałem w dziesiątkę z kolei okazało się zekranizowanie niezwykłej historii wojennego bohatera przez Mela Gibsona. Wracający po 10 latach na reżyserski stołek twórca "Pasji" i "Braveheart" wciąż doskonale wie, w które akordy uderzać, aby wstrząsnąć widzem, zarówno pod kątem emocjonalnym samej historii, jak i naturalistycznej wizji wojennej masakry. Gibson, choć nie unika górnolotnych ogólników i amerykańskiego patosu, potrafi umiejętnie ważyć emocje. I robi to na tyle przekonująco, że choć początkowo ciężko nam się utożsamić z postawą głównego bohatera i przekonać się do jego racji (ba, mogą nas one nawet irytować i śmieszyć), to w końcowej fazie filmu naszą nieufność w mig przekuwamy w niezmącony podziw i respekt. Nawet, gdy fanatyczna wręcz religijność Dossa momentami ociera się o przejaskrawienie i nierzadko wywoła zapewne prześmiewczą reakcję, to koniec końców trudno oprzeć się kibicowaniu mu w szaleńczych manewrach na polu bitwy.

Rosnące z każdym kadrem sympatia i uznanie dla głównego bohatera w głównej mierze opierają się na zasługach reżysera. Mel Gibson zgrabnie zatuszował w filmie często błahe lub nienaturalnie napompowane dialogi, zbyt mocno ukierunkowane na przekonania pobożnego sanitariusza. Oczywiste przecież obawy przełożonych i kompanów o przydatność Dossa na wojennym polu obrócono głównie w stereotypowe fizyczne i psychologiczne nękanie wyalienowanego szeregowca. Argumenty, choć skrzętnie prezentowane z obu stron, zostały przez scenarzystów tak plastycznie ugniecione, że główny bohater i jego przekonania wydają się być jedynymi słusznymi.

"Przełęcz ocalonych" to z pewnością najlepszy wojenny film ostatnich lat. Batalistyczne sceny robią piorunujące wrażenie, a dbałość o realizm momentami przyprawia aż o dreszcze.
"Przełęcz ocalonych" to z pewnością najlepszy wojenny film ostatnich lat. Batalistyczne sceny robią piorunujące wrażenie, a dbałość o realizm momentami przyprawia aż o dreszcze. mat. prasowe/ Monolith
Pewnego uproszczenia nie uniknął jednak i sam Gibson, a doskonale widać to w układzie "Przełęczy ocalonych". Zgodnie niemal ze światopoglądem Dossa, a więc "po bożemu", twórca "Braveheart" odhacza kolejne epizody z życia głównego bohatera. Od momentami traumatycznego dzieciństwa pod silną ręką ojca-alkoholika, poprzez pobieżnie naszkicowany wątek miłosny, aż po nasycone krwią i potem szkolenie niesfornego rekruta. Gibson pod kątem ekspozycji ekranowych zdarzeń nigdy jednak do większych ambicji nie aspirował, co nie świadczy o jakichkolwiek brakach, a bardziej podkreśla dbałość o warstwę emocjonalną. A "Przełęcz ocalonych" w tym właśnie wymiarze prezentuje się bez zarzutu. Film potrafi wzruszyć, zaskoczyć, lekko zirytować, ale i jednocześnie w odpowiednim momencie niemal poderwać z kinowego fotela.

Poderwać mogą też aktorskie kreacje w "Przełęczy ocalonych". Kapitalnie w rolę religijnego sanitariusza wciela się Andrew Garfield, który znakomicie potrafi oddać na wielkim ekranie pasję swojej postaci, ale jednocześnie uzewnętrznić tłumione wewnątrz emocje, co wyraźnie widać choćby w scenie pobytu Dossa w więzieniu. Ciężko momentami oprzeć się wrażeniu, że Garfield niemal stworzony jest do odegrania akurat tej roli i to nie tylko ze względu na wizualne podobieństwo do młodego Dossa. Świetnie na drugim planie odnajdują się Vince Vaughn i Sam Worthington, których postaci ewoluują zgodnie z rytmem ekranowych zdarzeń i - co ważne - ta wewnętrzna przemiana jest naprawdę wiarygodna.

O ile pierwsza połowa filmu upłynie nam pod znakiem mozolnej ekspozycji głównej postaci i starannego obudowania wokół niej całej historii, o tyle pozostała część dzieła stanowi już prawdziwą ucztę dla fanów wojennego kina. Pod kątem ekranowego realizmu "Przełęcz ocalonych" plasuje się bardzo blisko choćby "Szeregowca Ryana", zaś tempem akcji i batalistycznymi kadrami przypomina "Kompanię braci", aczkolwiek ze względu na japońsko-amerykański wymiar wojny bliższy wydaje się w tym przypadku "Pacyfik". Bitewne sekwencje, choć brutalnie realistyczne, efektownie wrzucają nas w sam wir krwawej masakry, która stanowi znaczące tło poczynań głównego bohatera. I szkoda jedynie wydźwięku ostatnich kadrów nastawionych już tylko i wyłącznie na gloryfikację Amerykanów kosztem jednoznacznie i stereotypowo ogranych Japończyków. W tej finalnej laurce wystawionej na cześć brawurowych jankesów niknie gdzieś fenomen indywidualnego bohatera, który uosabia pierwiastek humanizmu w tym zwierzęcym świecie przepełnionym krwią i cierpieniem.

Najnowszy film Mela Gibsona, choć oczywiście należy klasyfikować w ramach kina wojennego, to w dość istotny sposób mówi ponadto o ludzkiej niezłomności oraz o niewątpliwej wartości zachowania własnych poglądów i przekonań, nie tylko religijnych, które często stoją w sprzeczności z obowiązującym trendem.
Najnowszy film Mela Gibsona, choć oczywiście należy klasyfikować w ramach kina wojennego, to w dość istotny sposób mówi ponadto o ludzkiej niezłomności oraz o niewątpliwej wartości zachowania własnych poglądów i przekonań, nie tylko religijnych, które często stoją w sprzeczności z obowiązującym trendem. mat. prasowe/ Monolith
"Przełęcz ocalonych", pomimo niektórych niedociągnięć, oddaje należny hołd Desmondowi Dossowi i  z mocnym przytupem akcentuje powrót Mela Gibsona za kamerę. Pozostawia też w widzu subtelną chwilę zadumy nad sensem zbrojnych konfliktów, a przede wszystkim uwiarygodnia tezę, że czasami podążenie własnymi torami i w zgodzie z indywidualnym światopoglądem może zdziałać więcej niż bierne podporządkowanie się woli ogółu.

OCENA: 7/10

Film

Przełęcz ocalonych

Przełęcz ocalonych (34 opinie)

6.0
produkcja
Australia
gatunek
Dramat, Biograficzny, Wojenny
premiera
4 listopada 2016
czas trwania
2 godz. 19 min.

Opinie (53) 2 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Gdańsk

Sopot

Gdynia

Rumia

DKFy

Premiery

14.06.2019 r.

07.06.2019 r.

Zapowiedzi