Nasze recenzje

stat

Z "The Rockiem" wśród zwierząt. Recenzja filmu "Rampage: Dzika furia"


Dwayne Johnson z pomocą rozwścieczonych bestii fabułę rozerwał na strzępy, logikę bezceremonialnie wręcz zmiażdżył, a wszelkiemu realizmowi spuścił porządne manto. "Rampage" kategorycznie należy do filmów, które trzeba śledzić nie z jednym, a z obojgiem przymrużonych oczu. Choć pole widzenia wówczas mocno się zawęża, to kluczowe atuty - "The Rocka" i bijatykę przerośniętych zwierząt - bez trudu da się dostrzec, a nawet zaczerpnąć z tego niemałą frajdę.



Niedorzeczne nie oznacza niemożliwe. Hollywood przerabiał już najbardziej absurdalne ekranizacje popularnych gier. Bob Hoskins z obfitym wąsem i w czerwonym wdzianku ratował księżniczkę Daisy ("Super Mario Bros."), Adam Sandler ścigał się z Pac-Manem i walczył z Donkey Kongiem ("Piksele"), a kreatywni scenarzyści na filmową taśmę potrafili przenieść nawet trywialną grę w statki ("Battleship: Bitwa o Ziemię"). Nakręcenie filmu na podstawie platformówki, w której przerośnięte zwierzęta demolują wieżowce, wydawało się więc błahostką. Szczególnie, gdy nową produkcję na potężne bary zarzucił Dwayne Johnson we własnej osobie.

Muskularny gwiazdor tym razem wciela się w postać Davisa Okoye, prymatologa, który w zamkniętym rezerwacie opiekuje się stadem goryli. Mężczyzna raczej stroni od ludzkiego towarzystwa, a najlepiej dogaduje się z przywódcą małpiej rodziny, srebrnogrzbietym gorylem o imieniu George. Ulubieniec Davisa pewnej nocy natrafia na tajemniczy przedmiot. Kontakt ze znaleziskiem sympatycznego i dowcipkującego albinosa przeobraża w gigantyczną bestię siejącą spustoszenie. Okazuje się, że podobnej mutacji uległo jeszcze dwóch drapieżników: wilk i aligator. Cała trójka rusza na zaludnione Chicago, a w ślad za olbrzymami podąża właśnie Okoye. Cel misji: ocalić świat i małpiego kumpla. Bułka z masłem.

Davis Okoye (Dwayne Johnson) próbuje za wszelką cenę ocalić Chicago przed atakiem trzech zmutowanych, gigantycznych zwierząt. Jednym z nich jest goryl-albinos, George, z którym mężczyznę łączy więź przyjaźni i wzajemnego szacunku. Okoye gra więc o podwójną stawkę.
Davis Okoye (Dwayne Johnson) próbuje za wszelką cenę ocalić Chicago przed atakiem trzech zmutowanych, gigantycznych zwierząt. Jednym z nich jest goryl-albinos, George, z którym mężczyznę łączy więź przyjaźni i wzajemnego szacunku. Okoye gra więc o podwójną stawkę. mat.prasowe/ Warner Bros.
Jakiekolwiek analizowanie fabuły zdaje się być bezużyteczne i bezsensowne. Wystarczy krótki opis dystrybutora czy migawka filmowego zwiastuna, by w sekundę pojąć, że w "Rampage" rozbudowanych dialogów, interesujących postaci i logicznego scenariusza nie odnajdziemy. Bohaterowie komunikują się ze sobą głównie za pomocą jednozdaniowych sloganów niczym z telewizyjnej reklamy. Teleportują się z miejsca na miejsce z prędkością światła. Szczęścia mają więcej niż rozumu, a poza zapracowanym Johnsonem w zasadzie to zamiatają nogą podłogę.

Zanim twórcy filmu na dobre rozkręcą ekranową jatkę, snują jeszcze nieporadnie w tle opowiastki o moralności genetycznych eksperymentów, grożą palcem kłusownikom i wyśmiewają głupotę wojskowych przywódców. Obiektywnie jednak patrząc, mądrością to tutaj jednak nikt nie grzeszy. W cenie są zaś kaskaderskie popisy, emocjonalne wrzaski i celny dowcip, z którym w "Rampage" jest jednak na bakier.

Wystarczy przeczekać kilkuminutowy prolog, by akcja pociągnęła nas niczym nurt rwącej rzeki, z której łatwo wydostać się nie będzie. Nieprzyzwoicie podkręcone tempo akcji sprawia, że nie ma zbytnio czasu na rozpamiętywanie fabularnych wpadek. Zaczynamy funkcjonować w rytmie samych bohaterów, którzy co prawda stronią od wszelkich refleksji, ale nadrabiają to zaangażowaniem. Reżyser Brad Peyton oszczędza nam nadmiernych przestojów, koncentruje kamerę na najważniejszych postaciach, a przede wszystkim w odpowiednim momencie wywołuje lawinę efektów specjalnych, która przynajmniej na krótki moment zmiecie wszelkie pozostałe niedociągnięcia.

"Rampage" z pewnością nie jest pozycją dla widzów poszukujących w kinie ciekawie poprowadzonej opowieści w oparciu o logiczny scenariusz. "Dzika furia" będzie z kolei dziką przyjemnością dla miłośników niepohamowanej akcji i efektów specjalnych, które miejscami naprawdę wgniatają w fotel.
"Rampage" z pewnością nie jest pozycją dla widzów poszukujących w kinie ciekawie poprowadzonej opowieści w oparciu o logiczny scenariusz. "Dzika furia" będzie z kolei dziką przyjemnością dla miłośników niepohamowanej akcji i efektów specjalnych, które miejscami naprawdę wgniatają w fotel. mat.prasowe/ Warner Bros.
Pod kątem wizualnym daremnie można oskarżać twórców o oszczędność środków i minimalizm. Luźną ręką filmowcy zrzucają na przerażone Chicago potrójny kataklizm pod postaciami goryla, aligatora i wilka. Co najmniej intrygująco wykreowane przez speców CGI potwory strzeliste wieżowce zgniatają jak puszki, a na ulicach amerykańskiego miasta urządzają sobie mini-igrzyska z oryginalnymi dyscyplinami jak rzut czołgiem, miotanie śmigłowcami, pchnięcie mostem czy siatkonoga, gdzie rolę piłki przejmują pojazdy różnych gabarytów i przeznaczenia. Niesamowicie intensywna półgodzinna demolka z powodzeniem rekompensuje stek fabularnych bzdur podsuwanych widzowi pod nos, choć i w tych kluczowych scenach nie brakuje abstrakcyjnych rozwiązań i absurdalnych pomysłów.

Pomimo panoszenia się na ekranie trzech gigantycznych bestii, to jednak największą gwiazdą "Rampage" niezaprzeczalnie jest Dwayne Johnson. Wbrew sloganowi reklamującemu film - duży spotyka większego - "The Rockowi" wcale nie przeszkadza rola Calineczki w świecie potworów w rozmiarze XXL. Aktor pełnymi garściami czerpie ze swojego dotychczasowego emploi - pręży bicepsy, złowrogo marszczy brwi, rzuca na lewo i prawo perłowym uśmiechem albo półstrawnym żartem. Znów jest gościem, z którym nie wypada nie zbić piątki po wypełnionej misji.

Johnson, nie tylko ze względu na warunki fizyczne, ale także z powodu niesamowitej ekranowej charyzmy i wyrazistości, zazwyczaj pozostawia skromną już przestrzeń dla pozostałych członków obsady. Podobny schemat można odnaleźć w "Dzikiej furii". Naomie Harris w towarzystwie "The Rocka" kurczy się do mikroskopijnych rozmiarów, zaś Malin Akerman w roli czarnego charakteru nie wychodzi poza absolutne minimum. Jedynie Jeffrey Dean Morgan, rządowy agent z duszą teksańskiego kowboja, wydaje się być godnym partnerem Johnsona. Zastanawiać może tylko zdolność odgrywanej przez niego postaci do pojawiania się w różnych scenach zupełnie znikąd.

Jak przystało na największego twardziela Hollywood, to "The Rock" błyszczy w "Rampage" najbardziej. Fizyczne umiejętności bez zarzutu łączy z charyzmą, poczuciem humoru i zaangażowaniem. Bez niego film nie obroniłby się samymi efektami oraz imponująco prezentującym się zwierzęcym trio.
Jak przystało na największego twardziela Hollywood, to "The Rock" błyszczy w "Rampage" najbardziej. Fizyczne umiejętności bez zarzutu łączy z charyzmą, poczuciem humoru i zaangażowaniem. Bez niego film nie obroniłby się samymi efektami oraz imponująco prezentującym się zwierzęcym trio. mat.prasowe/ Warner Bros.
"Dzika furia" z pewnością ma zadatki na solidne kino akcji z przygodową nutą i klimatem pierwowzoru, do którego zresztą w filmie jest sporo odwołań, lecz jednocześnie nie wybija się ponad przeciętność gatunku. Biorąc pod uwagę ostatnie tytuły, w które angażuje się Dwayne Johnson, jest ponadto filmem zaskakująco brutalnym, a nieraz krwawym, przez co należy dość ostrożnie dobierać sobie kinowego kompana w postaci młodego widza.

"Rampage" oferuje całą gamę pojedynków, nie tylko tych dosłownie zaprezentowanych w filmie. Logika walczy z widowiskowością, scenariusz z efektami specjalnymi, zdrowy rozsądek z absurdem, a pragmatyzm z eskapizmem. Jeżeli przed seansem wiemy, po której stronie się opowiedzieć, to raczej nie spotka nas rozczarowanie. Po końcowym kadrze emocje jednak spłyną z nas szybciej niż pot po naoliwionej łysinie "The Rocka".

OCENA: 5/10

Film

Rampage: Dzika furia

Rampage: Dzika furia (1 opinia)

5.7
produkcja
USA
gatunek
Akcja
premiera
11 maja 2018
czas trwania
1 godz. 47 min.
Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (13)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Polityka prywatności
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Gdańsk

Sopot

Gdynia

Rumia

DKFy

Premiery

15.06.2018 r.

08.06.2018 r.

Zapowiedzi