Nasze recenzje

Widowiskowa zadyma. Recenzja filmu "John Wick 3"


Trzecia odsłona krwawej krucjaty Johna Wicka to filmowa artyleria dalekiego zasięgu, zaimprowizowane w szalonym tempie "danse macabre" kina klasy B i bogato ilustrowany podręcznik ekstremalnej kaskaderki w jednym. Piekielnie mocna rzecz tylko dla tych, którzy na pewno chcą na własne oczy przekonać się, jak najsłynniejszy zabójca współczesnego kina akcji eliminuje przeciwników przy użyciu książki i za pomocą... konia.



Magazynek maszyny zabijającej jest pełny, następuje zwolnienie blokady i w ruch idą kule. Bardzo dużo kul. A wraz z nimi noże, siekiery, topory, gołe pięści, a nawet twardo oprawiona książka, skórzany pasek od spodni i... końskie kopyto! Maszyną filmowej zagłady jest John Wick, a orężem w starciu z tabunami dybiących na jego życie zabójców niemal wszystko, co Baba Jaga znajdzie pod ręką. Pięć lat po oszałamiającym debiucie kinowym miłośnik idealnie skrojonych garniturów i wielbiciel czworonogów wydaje się być jeszcze bardziej niezniszczalny i niebezpieczny. Dokładnie tego oczekiwali jego zagorzali sympatycy.

Nie ma co bowiem owijać w bawełnę: "John Wick 3" absolutnie nie jest propozycją dla tych, którym widok krwi na ekranie odcina prąd, a brutalne sceny walk wywołują grymas zniesmaczenia lub odrazy. Trzej konstruktorzy tego miniuniwersum: Chad Stahelski (reżyser), Derek Kolstad (scenarzysta) i Keanu Reeves (odtwórca tytułowej roli) już przy okazji pierwszej części zdemontowali hamulce, pozbyli się wszelkich blokad, a filmową maszynę zatankowali pod korek adrenaliną. Nikt więc chyba nie oczekiwał, że nagle ktoś zaciągnie ręczny. "Trójka" mknie zalaną deszczem autostradą, taranuje wszystko, co napotka po drodze i, co ważne, wcale nie jedzie na oparach.


Ekskomunikowany przez Najwyższą Radę John Wick staje się zwierzyną, na którą polują hordy płatnych zabójców. Główny bohater, jak to już ma w swoim zwyczaju, szybko przechodzi do krwawego kontrataku, prezentując w tej części kilka naprawdę osobliwych sposobów na uśmiercenie rywali.
Ekskomunikowany przez Najwyższą Radę John Wick staje się zwierzyną, na którą polują hordy płatnych zabójców. Główny bohater, jak to już ma w swoim zwyczaju, szybko przechodzi do krwawego kontrataku, prezentując w tej części kilka naprawdę osobliwych sposobów na uśmiercenie rywali. mat. prasowe/ Monolith Films
Akcja jest na tyle wartka, że nie ma mowy o specjalnie rozbudowanej ekspozycji. Tytułowego bohatera spotykamy dokładnie w tym samym momencie, w którym dwa lata temu zostawiliśmy go na pastwę płatnych zabójców. Decyzją Najwyższej Rady John Wick zostaje ekskomunikowany za złamanie regulaminu asasynów, a za jego głowę ustalono właśnie niebagatelną nagrodę w wysokości 14 milionów dolarów. Lukratywny kontrakt zachęca więc każdego nowojorskiego zakapiora do krwawych i bezceremonialnych łowów na byłego kolegę po fachu. "Szanse wydają się być wyrównane" - ironicznie kwituje grany przez Iana McShane'a Winston.

Bezpośrednia kontynuacja wątków z drugiego epizodu to jeszcze jeden argument za tym, że nie warto fundować sobie dwugodzinnego seansu, jeśli nie przejrzeliśmy dotychczasowego CV tytułowego zabójcy. Fabuła "trójki" lawiruje pomiędzy wątkami poprzedniej części, zahaczając nawet o wydarzenia z filmu otwierającego całą serię. Bez elementarnej wiedzy o świecie Johna Wicka wielu smaczków po prostu nie da się wyłapać, a niektórych faktów zrozumieć. Przede wszystkim jednak trzeba nauczyć się czerpania przyjemności z konwencji, w której fabuła jest jedynie dekoracją talerza, na którym stygnie danie główne.

Całość do złudzenia przypomina brutalną grę komputerową, w której iście bondowska zmiana plenerów i statystów służy jedynie oddzielaniu jednej jatki od drugiej. Aktorskie kwestie można oprawić w komiksowe dymki, a i niektóre postaci wyglądają jak wprost wyciągnięte z kart kolorowych zeszytów. Sens i logikę ekranowych wydarzeń, za przykładem Wicka, należy potraktować z półobrotu, bo jakiekolwiek dywagacje na temat fabuły mogą jedynie zepsuć wrażenia. A tych dostarcza oczywiście szeroko pojęta rozrywka opatrzona czarnym humorem, który na szczęście dość wyraźnie kreśli granicę pomiędzy kiczem a filmową jakością.

Imprezy filmowe w Trójmieście


Fani Johna Wicka znajdą w tej części wszystko to, z czego słynie brutalna seria: widowiskowe pojedynki ze znakomitą choreografią walk, dynamiczne tempo, niepowtarzalny klimat i mnóstwo czystej, zupełnie bezrefleksyjnej akcji w najlepszym wydaniu. Wszystko to sprawia, że z kina powinni wyjść co najmniej zadowoleni z ogromnym apetytem na czwartą część. Ta na pewno powstanie.
Fani Johna Wicka znajdą w tej części wszystko to, z czego słynie brutalna seria: widowiskowe pojedynki ze znakomitą choreografią walk, dynamiczne tempo, niepowtarzalny klimat i mnóstwo czystej, zupełnie bezrefleksyjnej akcji w najlepszym wydaniu. Wszystko to sprawia, że z kina powinni wyjść co najmniej zadowoleni z ogromnym apetytem na czwartą część. Ta na pewno powstanie. mat. prasowe/ Monolith Films
Wyznacznikiem tej ostatniej jest oczywiście fenomenalna choreografia urozmaicona tytaniczną wręcz pracą kaskaderów i samych aktorów. Wszak zdecydowaną większość karkołomnych i niesamowicie trudnych do zapamiętania ewolucji Keanu Reeves wykonuje samodzielnie. Jego śladami podąża reszta obsady, nawet Halle Berry. "John Wick" po raz kolejny dystansuje o setki mil pozostałe współczesne tytuły szeroko pojętego kina akcji pod względem pomysłowości w inscenizowaniu walk.

Nieważne, czy jest to biblioteka, stajnia pośrodku Nowego Jorku czy marokańska willa - za każdym razem dostajemy od twórców pakiet zupełnie nowych koncepcji i rozwiązań. Sekwencję w muzeum broni zaś można zapętlać w nieskończoność. Produkcja Stahelskiego, i nie mam co do tego żadnych wątpliwości, za kilka lat zyska status kultowej, a powyższa scena będzie jedną z jej wizytówek.

Niesamowity kunszt choreograficzny w połączeniu ze świetną pracą kamery i szerokimi planami utrwala na naszych oczach swoiste "danse macabre", makabryczny taniec śmierci, w którym rolę partnera prowadzącego za każdym razem przejmuje Keanu Reeves. Gdyby do niezliczonych absurdów filmu dodać jeszcze kwestie śpiewane aktorów, otrzymaliśmy osobliwe "Die Die Land" na tle mrocznego, deszczowego Nowego Jorku. Wszystko w "Johnie Wicku", poza koślawą i wtórną fabułą, dosłownie płynie, co sprawia, że dwie godziny z małym nadbagażem wcale nie ciążą.

Tym bardziej, jeśli do będącego w imponującej formie fizycznej Reevesa dodamy znakomity drugi plan. Halle Berry co prawda nawet w towarzystwie śmiercionośnych psów prezentuje się co najwyżej poprawnie, ale już aktorskie epizody Anjeliki HustonIana McShane'a smakują wybornie. Dokooptowanie do obsady Marca Dacascosa, którego popisy kilkanaście lat temu mogliśmy podziwiać w serialowym "Kruku" czy "Braterstwie wilków", było znakomitym zagraniem ze strony twórców. Jego Zero z tytułowym bohaterem tworzą niezwykle wyrazistą parę przeciwników, których fizyczne i słowne pojedynki chciałoby się oglądać ze znacznie większą częstotliwością. Na dokładkę i niejako w hołdzie dla fanów kina akcji dostajemy jeszcze dwójkę aktorów z kultowego w niektórych kręgach indonezyjskiego "Raid".

Keanu Reeves w tytułowej roli nadal imponuje charyzmą i przygotowaniem fizycznym. Wydaje się wprost stworzony do roli powściągliwego i zdystansowanego zabójcy.
Keanu Reeves w tytułowej roli nadal imponuje charyzmą i przygotowaniem fizycznym. Wydaje się wprost stworzony do roli powściągliwego i zdystansowanego zabójcy. mat. prasowe/ Monolith Films
Po raz trzeci John Wick udowodnił, że konwencję kina klasy B można opakować w hollywoodzkim stylu i wysłać na eksport do wszystkich tych, którzy spragnieni są zupełnie bezrefleksyjnego kina akcji na więcej niż przyzwoitym poziomie. Szkoda jedynie wciąż karykaturalnej, drepczącej bez celu w kółko fabuły. Tempo filmu jest natomiast obłędne, widowiskowość wręcz nieprzyzwoita, brutalizacja bezustanna.

Ostatni z tych elementów zapewne wielu podda krytyce, ale w tym przypadku to trochę tak, jakby w komedii romantycznej narzekać na zbyt dużą liczbę pocałunków. Tej filmowej bajki o Babie Jadze najmłodszym przecież na dobranoc opowiadać nie będziemy. Póki co uniwersum Johna Wicka twardo stoi na solidnie wylanych fundamentach, a nie na kurzej stopce. Morał z tego taki: Johna Wicka kryzys nie dotyka.

OCENA: 8/10

Film

John Wick 3
5.8 23 oceny

John Wick 3 (16 opinii)

produkcja
USA
premiera
17 maja 2019
czas trwania
2 godz. 10 min.

Opinie (56) 4 zablokowane

Wszystkie opinie

  • Gniot jakich mało, szkoda czasu. (5)

    • 18 66

    • wiesz, to zależy od poziomu umysłowego (4)

      niska świadomość potęguje poczucie zagrożenia, agresję itd. i karmi się takimi filmami.
      To jest naprawdę kino dla prymitywów, celowo się ten zwierzęcy prymitywizm pobudza, a są ludzie którzy tego potrzebują.

      • 3 19

      • Na wysokim poziomie umysłowym

        Polecam Elze. Przepiękna opowieść o życiu usłana kolorami.

        • 2 3

      • Jesteśmy zdziwieni

        Ze pózniej w realu znajdują sie istoty które nafaszerowane takimi pierdołami udają nieśmiertelnych i wzystkomogacych

        • 4 10

      • (1)

        Ludzie oglądają różne filmy ambitne , śmieszne i czasem również takie jak ten. Wolę ten film niż super gnioty typu Zimna wojna !!

        • 13 4

        • Ludzie z wyższym IQ nie dają rady tego oglądać, bo nie ma to najmniejszego sensu.

          • 1 3

  • (2)

    Najlepsza z części. Choreografia walk to poezja!

    • 21 4

    • (1)

      To jest tak śmieszne i żałosne, że żal. Śmieszne pozy, trzeszczące w kroczach gacie, jeden wielki dramacik.

      • 3 11

      • Nie pisz o swoim weselu. OK?

        • 2 1

  • bollywood

    za wieksze pieniadze

    • 12 10

  • W końcu jakieś filmy (2)

    gdzie nikt nie udaje, że tworzy coś super ambitnego, politycznie poprawnego, z płentom-sr..tom, przesłaniem dla przyszłych pokoleń co jest przy okazji komedio-romansem-dramatem-horrorem i kinem familijnym dla naszych milusińskich.
    Większość dzisiejszych filmów jest jak polski pop - niby ambitnie, niby zdobywają jakieś tam fryderyki a faktycznie to nie stało nawet koło disco polo.

    • 39 4

    • mogłeś odrazu napisać że lubisz mało ambitne kino (1)

      słuchasz disco polo a reszty i tak byś nie zrozumiał

      • 6 7

      • kolega Zi0m po prostu nie udaje kogoś kim nie jest

        w przeciwieństwie do ynteligenta który łącznie pisze "odrazu" :*

        • 2 0

  • Pierwsze dwie czesci (2)

    byly dla tych, ktorzy lubia takie filmy fajne, wiec zobaczymy co bedzie w trzeciej. To nie jest film dla "milosnikow oskarow", wiec lepiej niech nie komentuja ci, ktorzy ogladaja ambitne filmy.

    • 26 4

    • Po prostu glupie rzeczy prawidlowo ocenic potrafia tylko glupcy. (1)

      • 3 3

      • widać tu konesera kina typu "Śmierć w Wenecji"

        • 1 0

  • dla niektórych JW3, to prawie jak JP2 (3)

    • 6 5

    • Dżon Łik 4

      będzie jechał na jeżu bez bielizny

      • 8 0

    • O sobie samym myślisz ...

      • 0 2

    • Jp2 to ta bozia cukierników?

      • 0 0

  • (1)

    "Danse Macabre" mówi, że wszyscy jesteśmy robi wobec śmierci, nie oznacza mordobicia czy strzelanki w filmie.

    • 13 1

    • To prawda. Autora poniosła dzisiejsza płytkość przekazu. Jak w nazwie jest "Dance" co znaczy taniec i "macabre" to od razu sobie skojarzył z "tańcem w czasie makabrycznej walki". To tak jak by usłyszeć 'zamek" i myśleć o zamku do drzwi, a nie zamku jako budowli. Totalnie bez sensu.

      • 6 0

  • Próbowałem 2 pierwsze. Serio nie dam rady 3. (3)

    d**ilne dialogi, fabuła. Lubię Keeanu, ale chodzi tu jak inwalida. Kij w t*. Chyba nie radzi sobie dobrze w tej roli przy swoim wzroście.Ale szanuję typa- robi hajs na i**otach i zajmuje się tym co kocha-motocyklami.

    • 8 30

    • (1)

      i strzelaniem

      • 2 0

      • i mieszka w bloku

        • 3 0

    • ja

      jak inwalida sam nim jestes proponuje się zantresowc czemu tak chodzi a nie krytykować

      • 0 0

  • Jeśli jakiś wielbiciel filmów ambitnych zostawia tu swoją krytykę, (2)

    oznacza że jest kretynem. Kupujesz szybką wersję renault clio a nie rolls roycea, nie oczekuj więc ze renault powinien byc jak rolls. Albo więc nie myślisz i jesteś d**ilem, albo krytykujesz z zasady co samo w sobie też nie świadczy o mądrości.

    • 20 7

    • Dobre kino klasy B to robi Tarantino, więc nie szukaj

      argumentów na swój słaby gust.

      • 4 4

    • spoko, nie musiałeś pisać, że wolisz kino niskich lotów.

      • 2 5

  • Nie widziałem żadnego z tych filmów... (2)

    ale powyższą recenzję czytałem z zapartym tchem :).
    Kolorowo, kulturalnie i w języku polskim.

    Brawo Panie Tomaszu.

    • 31 2

    • Chciałem napisać podobny komentarz, ale widzę, że już jest :)

      Jeden z najlepszych tekstów jakie czytałem na tym portalu kiedykolwiek. Brawo!

      • 5 0

    • I

      Specjalna pochwała za początek.

      • 3 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.