Nasze recenzje

stat

Wciągająca dogrywka. Recenzja filmu "Jumanji: Przygoda w dżungli"


Klasyków się nie poprawia, a do tych z pewnością należy przygodowa komedia z Robinem Williamsem sprzed ponad 20 lat. "Przygoda w dżungli" na szczęście nie staje w szranki z oryginałem, a jest po prostu jego unowocześnioną kontynuacją. Całkiem udaną i zabawną, ale raczej bez większych szans, żeby na dłużej zapaść w pamięć.



Pierwsze pogłoski o nakręceniu nowej wersji "Jumanji" wiele osób, w tym autor niniejszej recenzji, potraktowało jako bezpardonowy zamach na świetną przygodówkę spod ręki Joe Johnstona i próbę zbicia kapitału na doskonale już kojarzonej przez widzów marce. Obawy okazały się tylko częściowo uzasadnione. "Przygoda w dżungli" większej krzywdy bowiem oryginałowi nie wyrządza, dopisuje do znanej opowieści uwspółcześniony rozdział i na pewno dostarcza niemałej dawki humoru. Czy jednak opatrzenie filmu szyldem "Jumanji" było niezbędne? Śmiem wątpić, bo historię opowiedzianą przez Jake'a Kasdana można było potraktować jako zupełnie niezależny tytuł, wykorzystując do tego jakąkolwiek inną grę. Mijający właśnie rok potwierdził jednak, że najlepiej sprzedaje się na widowni to, co już kiedyś gościło na filmowych plakatach.

Twórcom nowego "Jumanji" na szczęście nie przyświecała zdradliwa myśl o ulepszaniu oryginału z niezastąpionym przecież Robinem Williamsem. Reżyser Jake Kasdan z czwórką scenarzystów sięgnął właściwie tylko po patent wciągającej, dosłownie, gry, ale tym razem odwrócił sytuację. To nie postaci z planszówki ingerują w rzeczywisty świat, a bohaterowie zostają wessani do naszpikowanej pułapkami dżungli. Zmieniła się też sama gra. Rzuty kostkami i przesuwanie pionków zastąpiły dżojstik, retro konsola i kartridż z napisem "Jumanji". Inaczej rozdzielono również proporcje gatunkowe - "Przygoda w dżungli" to bardziej komedia przygodowa niż przygodówka z elementami humoru. Ten akurat element nowego "Jumanji" zadziałał już z różnym skutkiem. O tym jednak później.

Czwórka nastolatków trafia poprzez grę do tajemniczej dżungli, gdzie pod postaciami awatarów, zupełnie przeciwstawnych do ich natury, muszą zawalczyć o powrót do domu.
Czwórka nastolatków trafia poprzez grę do tajemniczej dżungli, gdzie pod postaciami awatarów, zupełnie przeciwstawnych do ich natury, muszą zawalczyć o powrót do domu. mat. prasowe/ UIP
Podstawowe pytanie brzmiało: jak zastąpić Robina Williamsa? Komika z tak wysokiej półki nie można przecież odwzorować w skali 1:1. Można natomiast zamiast jednego dublera zdecydować się na czwórkę postaci, które razem już zadziałają jak sprawna rozrywkowa maszynka. Największy biceps Hollywood Dwayne'a Johnsona, niezamykające się usta Kevina Harta, przysadzista sylwetka Jacka Blacka i długie nogi Karen Gillan okazały się być trafionym wabikiem na współczesnego widza. Osobliwemu kwartetowi udało się na ekranie nie tylko odnaleźć w egzotycznym świecie "Jumanji", ale przede wszystkim dostarczyć wielu uśmiechów, od których momentami trudno się powstrzymać.

Wysiłki czwórki aktorów nie spełniłyby swojej misji, gdyby nie ciekawy zamysł fabularny. Szkolna niesubordynacja sprawia, że na pozalekcyjne zajęcia trafiają zakompleksiony i chuderlawy amator komputerowych gier, wysportowany gwiazdor futbolowej drużyny, zbuntowana i aspołeczna kujonka oraz lokalna piękność uzależniona od mediów społecznościowych. Czwórka nastolatków ma za zadanie uporządkować przyszłą salkę informatyczną. Gdy natrafiają na przykurzoną, dziwaczną konsolę, pozalekcyjny obowiązek zechcą umilić szybką partyjką w zagadkowe "Jumanji". Co się stanie po wciśnięciu przycisku "start" oczywiście doskonale wiemy.

Jeszcze przed rozpoczęciem rozgrywki kluczowy okazuje się być wybór awatarów. O tym jednak młodzi bohaterowie przekonają się już na (nie)własnej skórze po tym, jak wylądują pośrodku egzotycznej dziczy. Wątły nerd co prawda straci burzę loków, ale zyska potężną muskulaturę i rolę przywódcy całej grupy (Johnson). Przebojowy sportowiec zostanie zdegradowany do stopnia pomocnika, a przy okazji straci dobre pół metra wzrostu (Hart). Wycofana Martha będzie musiała sprawdzić się w abstrakcyjnej dla siebie roli roznegliżowanej wojowniczki (Gillan). Najgorzej jednak okrutna gra obchodzi się z Bethany, której figurę modelki doszczętnie przykryją korpulentne kształty zarośniętego naukowca, na dodatek w męskim wydaniu (Black). Szansą na odzyskanie dawnego życia i powrót do rzeczywistości jest przywrócenie magicznego klejnotu na należne mu miejsce. Temu zadaniu na drodze stanie demoniczny Van Pelt (Bobby Cannavale).

Nowe "Jumanji" nie mogłoby się udać bez świetnie dobranych aktorów, którzy prześcigają się w żartach i komicznych docinkach. Bryluje zwłaszcza Jack Black w roli nastoletniej megalomanki uwięzionej w męskim, a do tego niezbyt atrakcyjnym, ciele.
Nowe "Jumanji" nie mogłoby się udać bez świetnie dobranych aktorów, którzy prześcigają się w żartach i komicznych docinkach. Bryluje zwłaszcza Jack Black w roli nastoletniej megalomanki uwięzionej w męskim, a do tego niezbyt atrakcyjnym, ciele. mat. prasowe/ UIP
Oczywiście sytuacja z zamianą miejsc, fizycznych atrybutów, a nawet płci w jednym przypadku dostarcza mnóstwa, w większości zabawnych, gagów i słownych utarczek, w których bryluje duet Johnson - Hart. Zwłaszcza drugi z tej unikalnej pary świetnie potrafi operować ciętym językiem i wprowadza sporo luzu w nadętą nieraz atmosferę. Choć nawet jemu przydarzy się nieraz niezamierzony "suchar". Duże pole do popisu dostaje Jack Black, który kapitalnie potrafi naigrywać się z mentalności narcystycznej nastolatki. Blado z kolei prezentuje się Karen Gillan, którą na dodatek scenarzyści uwikłali w pseudoromantyczny wątek z Johnsonem. Ten aspekt "Przygody w dżungli" boleśnie, może z wyjątkiem sceny pocałunku, odstaje od frywolnego klimatu filmu i psuje niezobowiązującą rozrywkę. A sam Johnson tymczasem? Cóż. Ten pan aktorskiego fachu już się chyba nie nauczy, ale po cóż mu on, jeśli posiada się co najmniej tyle charyzmy co centymetrów w bicepsie.

Mnożące się żarty i przebijające się od czasu do czasu, choćby w formie nieszczęsnego romansu, wątki młodzieżowe niestety nie za wiele miejsca pozostawiają już tytułowej przygodzie. Akcji, o dziwo, jest stosunkowo mało, a najczęściej opiera się ona na nieustającej ucieczce bohaterów w rytm obowiązkowych bębnów. A to przed hipopotami, a to przed rozwścieczonymi nosorożcami wysyłanymi w bój przez tragicznie skonstruowany i równie źle zagrany czarny charakter w osobie Van Pelta. Karykaturalnego myśliwego z oryginału zastępuje zdziczały szaman, który bardziej śmieszy i irytuje niż wprowadza nastrój niepokoju.

Produkcji z Robinem Williamsem oczywiście daleko było do survivalowego dramatu utrzymanego w poważnej stylistyce, ale tempa akcji i trzymających w napięciu zwrotów "Przygoda w dżungli" akurat może oryginałowi pozazdrościć. W filmie Jake'a Kasdana wszystko przebiega w nieznośnie przewidywalnym kierunku i według powtarzalnych schematów. Nużące jest również moralizatorstwo, w tym już niemal pedagogiczne wykłady o współpracy i akceptacji własnego "ja". Da się to jednak przełknąć, bo pomimo scenariuszowych płycizn i kilku prostackich dowcipów, nowe "Jumanji" ogląda się nieźle, a cała historia zamyka się w zgrabnym zakończeniu.

"Przygoda w dżungli" to jednak zbyt mało ... przygody. Sporo humoru i młodzieżowych wątków mocno spowolniły tempo akcji, której wyraźnie brakuje. Oprawa wizualna również pozostawia czasami sporo do życzenia. Ogląda się to jednak nieźle i z nieschodzącym z ust uśmiechem.
"Przygoda w dżungli" to jednak zbyt mało ... przygody. Sporo humoru i młodzieżowych wątków mocno spowolniły tempo akcji, której wyraźnie brakuje. Oprawa wizualna również pozostawia czasami sporo do życzenia. Ogląda się to jednak nieźle i z nieschodzącym z ust uśmiechem. mat. prasowe/ UIP
Najgorszym jednak elementem "Przygody w dżungli", zupełnie już niezależnym od filmowców, jest dubbing. Denerwujący, kompletnie niedopasowany do głosów i charakteru postaci, drętwy, sztuczny, a przede wszystkim zbędny. Skandaliczne jest, że w XXI wieku dystrybutor narzuca nam wersję pozbawioną oryginalnych dialogów, nie pozostawiając nawet wyboru. Dubbing w służbie kina familijnego? Nie w tym przypadku. Owszem, "Jumanji" może się sprawdzić jako rodzinna rozrywka. Pod warunkiem, że na seans nie zabierzemy kilkuletnich maluchów, dla których niektóre sceny będą zbyt brutalne, inne zbyt wulgarne, a większość humoru niezrozumiała. Polacy czytają coraz mniej, ale nie róbmy z nas analfabetów, dla których wysiłkiem będzie kilkaset niezbyt wymagających linijek tekstu. Drodzy dystrybutorzy, wstyd i tyle.

"Przygoda w dżungli" zapowiadała się zdecydowanie gorzej aniżeli to, co możemy zobaczyć na ekranie. Jest co najmniej poprawnie, czasami bardzo zabawnie, nieraz (choć zbyt rzadko) widowiskowo i z pomysłem. Znajdzie się nawet chwila na sentymentalny, aczkolwiek nie nachalny hołd Williamsowi. Patrząc jednak na przekrój wiekowy widowni podczas seansu, wydaje się, że to nie marka "Jumanji" była wabikiem na młodego widza, a po prostu obsada i atrakcyjne opakowanie. Skoro jednak drugą młodość przeżywają gry planszowe, to może i nowe pokolenia zabiorą się teraz za pierwszy film o najsłynniejszej planszówce. Ten wciąż nie traci nic ze swego uroku. Kontynuacja, choć raczej udana, nie ma takiego potencjału.

OCENA: 6/10

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (25)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Gdańsk

Sopot

Gdynia

Rumia

DKFy

Premiery

19.01.2018 r.

12.01.2018 r.

Zapowiedzi