Nasze recenzje

Walentynkowa alternatywa dla Greya. Recenzja filmu "Plan B"


Komediodramat Kingi Dębskiej relaksuje i przyjemnie rozgrzewa niczym kubek kojącej herbaty w zimowy wieczór. Problem jednak w tym, że choć efekt podobny, to tej herbacie wyraźnie zabrakło czasu do pełnego zaparzenia, przez co smakuje raczej jak aromatyzowany wrzątek. Zgodnie z tytułem to jednak wciąż obiecujący plan B na filmowe walentynki z dala od kiczowatego erotyzmu i przewidywalnych romansów.



Szerszej publiczności Kinga Dębska dała się poznać jako autorka świetnego komediodramatu, który w mądry i wyważony sposób opowiadał o trudzie radzenia sobie ze stratą bliskich. "Moje córki krowy" autentycznie wzruszał, a jednocześnie rozbawiał intuicyjnym żartem, którym nienagannie operowała celnie dobrana obsada filmu. Podobny patent reżyserka stosuje więc w "Planie B" - komedii jedynie z pozoru, za którą kryją się skomplikowane historie bohaterów odartych z miłości.

Mirek (Marcin Dorociński) kończy dwuletnią odsiadkę. Na wolności okazuje się jednak, że to, co motywowało go do opuszczenia więziennych murów, było jedynie okrutnie zaaranżowaną mistyfikacją. Natalia (Kinga Preis) tuż po tym, gdy wyprawia na zagraniczne studia dorosłą córkę, zostaje porzucona przez męża. Wykładającą na uniwersytecie Agnieszkę (Edyta Olszówka) całkowicie pochłania romans ze starszym (i żonatym) kolegą z pracy. Zażyła relacja obojga naukowców wkrótce zostanie brutalnie przerwana. Klara (Roma Gąsiorowska) nie potrafi myśleć o sobie, bo wciąż na pierwszym miejscu stawia ojca, który niedawno stracił żonę. Tymczasem Janula (Małgorzata Gorol), korporacyjna gwiazda, walczy z samotnością przelotnymi znajomościami, które kończą się podwójnym kacem. Fizycznym i moralnym.


"Plan B" to zgrabnie nakręcona i świetnie zagrana opowieść nie tylko o miłości, ale również o poszukiwaniu życiowych alternatyw i odnajdywaniu się w dramacie codzienności. Inteligentny humor, lekka konwencja i nienaganne aktorstwo to z pewnością największe atuty filmu Kingi Dębskiej.
"Plan B" to zgrabnie nakręcona i świetnie zagrana opowieść nie tylko o miłości, ale również o poszukiwaniu życiowych alternatyw i odnajdywaniu się w dramacie codzienności. Inteligentny humor, lekka konwencja i nienaganne aktorstwo to z pewnością największe atuty filmu Kingi Dębskiej. mat. prasowe/Next Film
Po filmową narrację rozpisaną pomiędzy kilku bohaterów polscy reżyserzy w ostatnim czasie sięgają wyjątkowo często. By nie szukać zbyt daleko, wystarczy spojrzeć na wciąż wyświetlany w kinach "Atak paniki" Pawła Maślony. Dębska, podobnie jak jej młodszy kolega po fachu, nienagannie radzi sobie z wielowątkową formą opowieści. Nie jest to jednak sztuka dla sztuki, bo każdy epizod odsłania istotny element pomysłowej układanki. Ukazując losy poszczególnych postaci, reżyserka w prosty sposób portretuje miłość zakazaną, udawaną, wypaloną, niespełnioną i odrzuconą.

Teoretycznie więc tak zilustrowana miłość niezbyt wpisuje się w walentynkowy nastrój, który związany jest nie tylko z datą premiery "Planu B", ale również z umiejscowieniem w czasie filmowej akcji. W tym momencie jednak szczególnie głośno wybrzmiewa tytuł produkcji. Bo gdy emocjonalne życie bohaterów popada w ruinę, warto mieć w zapasie plan B, który pozwoli podtrzymać walący się na głowę dach. Dębska za pomocą bardzo sugestywnych środków pokazuje, że przypadkowe spotkanie lub gorycz podobnych doświadczeń dwóch osób mogą dać impuls do zmiany na lepsze. Czasami nawet upadek w dosłownym, fizycznym znaczeniu tego słowa, paradoksalnie staje się początkiem mozolnej wspinaczki ku normalności.

Konkluzja więc z kategorii tych oczywistych, by nie powiedzieć banalnych. Jednak bohaterowie "Planu B" to postaci z krwi i kości, dzięki czemu ich autentyczność tuszuje scenariuszowe uproszczenia. Tych niestety nie brakuje, co może dziwić w przypadku tak świadomej i wrażliwej reżyserki. Tworząc "Moje córki krowy" Dębska starannie wyważyła elementy kina artystycznego i komercyjnego, dając przewagę tym pierwszym. W "Planie B" proporcje zostały odwrócone, z czym twórcy nie do końca sobie poradzili.

Mirek (Marcin Dorociński) i Kotlet (pies Kotlet) tworzą z pewnością najbarwniejszy ekranowy duet w ostatnim czasie jeśli chodzi o polskie kino. Niewątpliwie są największą ozdobą produkcji Kingi Dębskiej.
Mirek (Marcin Dorociński) i Kotlet (pies Kotlet) tworzą z pewnością najbarwniejszy ekranowy duet w ostatnim czasie jeśli chodzi o polskie kino. Niewątpliwie są największą ozdobą produkcji Kingi Dębskiej. mat. prasowe/Next Film
Następują bowiem po sobie sceny oderwane od siebie stylistycznie tak, jakby pochodziły z dwóch różnych produkcji. Są więc świetne scenariuszowe pomysły jak choćby "dialog" Mirka z psem nad patelnią usmażonej kiełbasy czy szpitalny wywód o śledziach bohaterki granej przez Dorotę Kolak. Zaraz po nich następują mechanicznie wbijane nam do głowy frazesy o kobiecej solidarności, kompletnie zbędny akt heroizmu czy banalnie przedstawiona metamorfoza jednej z postaci. Wygląda to trochę tak, jakby walentynkowa konwencja filmu ograniczała jego reżyserkę. Dębska nie potrafi się zdecydować, czy kręci ambitny komediodramat o uczuciach fałszujących rzeczywistość, czy pokrzepiający poradnik na zajęcia w klubie samotnych serc.

Na pomoc twórcom "Planu B" na szczęście w porę nadciągają znakomici aktorzy, dzięki którym nieraz mocno przesłodzona opowieść nie odpycha pretensjonalnością typową dla polskich komedii romantycznych. Błyszczy szczególnie Marcin Dorociński. Jego Mirek to po prostu "swój gość". Prostoduszny i zagubiony facet z nieciekawą przeszłością i z jeszcze mniej obiecującą przyszłością. Swoboda, z jaką aktor wpasował się w rolę naprawdę urzeka i przekonuje, nawet mimo tego, że w pewnym momencie twórcy "Planu B" wyprawiają z postacią Mirka niestworzone rzeczy. Charyzmatyczny Dorociński za każdym razem stawia jednak swojego bohatera do pionu.

Nie sposób pominąć rewelacyjnej Kingi Preis, której absolutny popis w kawiarnianej scenie, gdy mąż oznajmia wyprowadzkę z domu, powinien być wzorem dla młodych aktorów i dowodem na to, że prawdziwy kunszt nie kryje się w histerycznym wyrzucaniu z siebie setek linijek tekstu. Aczkolwiek w "nieco" bardziej impulsywnej scenie aktorka prezentuje się równie imponująco. Obiecująco wypada debiutująca w pełnym metrażu Małgorzata Gorol, poprawnie prezentuje się Olszówka, znów na dalszym planie olśniewa Kolak. Najsłabiej radzi sobie Roma Gąsiorowska, ale nie wynika to bynajmniej z niedostatków w grze aktorskiej, a po prostu z przeraźliwie nudnej charakterystyki Klary. Rozdarta między pogrążonym w żałobie ojcem a przystojnym Irlandczykiem wydaje się być zupełnie zbędna w i tak już przeciążonej wątkami opowieści.

Ledwie 85 minut, które wspólnie spędzamy z bohaterami filmu, to zdecydowanie za mało, by poznać każdą z postaci nieco szerzej. Filmowi brakuje przez to głębi, a nieraz odpowiedniego tempa. "Plan B" bez zarzutu sprawdza się jednak jako walentynkowa propozycja dla tych, którym znudziły się już zabawki Christiana Greya.
Ledwie 85 minut, które wspólnie spędzamy z bohaterami filmu, to zdecydowanie za mało, by poznać każdą z postaci nieco szerzej. Filmowi brakuje przez to głębi, a nieraz odpowiedniego tempa. "Plan B" bez zarzutu sprawdza się jednak jako walentynkowa propozycja dla tych, którym znudziły się już zabawki Christiana Greya. mat. prasowe/Next Film
Uszczuplenie fabuły wydaje się zresztą nawet wskazane, biorąc pod uwagę fakt, że "Plan B" liczy sobie ledwie nieco ponad 80 minut. To zdecydowanie za mało, by skrupulatnie i wyczerpująco wyeksponować każdą z postaci. Być może dlatego właśnie film Kingi Dębskiej rozmywa się w kulminacyjnym momencie, a całej historii brakuje głębi i odwagi. Wkrada się przewidywalność, a gorzki posmak opowieści zbyt szybko wyparty zostaje przez ekranową słodycz.

Pomimo piętrzących się wad nie można "Planowi B" odmówić uroku i naturalnej, niewymuszonej przyjemności podczas seansu. Może dlatego, że problemy bohaterów nie są wyimaginowane i oderwane od codziennego życia. Nawet jeśli rozwiązywane są zbyt szybko i łatwo. Jeżeli obowiązkowa walentynkowa randka w kinie ma przebiec w sympatycznej, nieskrępowanej atmosferze, to "Plan B" wydaje się być całkiem sensownym planem A.

OCENA: 6,5/10

Film

Plan B
5.7 47 ocen

Plan B (26 opinii)

produkcja
Polska
gatunek
Komediodramat
premiera
2 lutego 2018
czas trwania
1 godz. 46 min.

Opinie (56) 2 zablokowane

  • Polskie kino komercyjne to dno. (1)

    • 25 11

    • poczekaj aż wyjdą dwa nowe pitbulle na przełomie lutego i marca, a Vega ma już pomysły na kilkanaście nowych filmów. Wszystkie będą miały premiere w latach 2018-2019 ;)

      • 2 7

  • Grey w walentynki? Brzmi jak plan dla ameby.

    J.w.

    • 43 4

  • (3)

    Znowu te same gęby.

    • 24 12

    • To ogladaj hamerykanskie strzelanki (1)

      A od Polakow sie odpi..dol

      • 4 5

      • Jarosław, spokojnie

        • 1 0

    • Nie te same. Brak Karolaka

      • 4 0

  • gwiazdy TVN-u:) (4)

    Dziękuję, nie idę :)

    • 36 27

    • Jak zagra Holecka z Jankiem , to pobiegnę czym prędzej (1)

      • 12 6

      • z pewnością szybciej niż jak zagra sobieniowski z pochanke

        • 3 7

    • dobry (1)

      byłam i polecam

      • 1 0

      • Też byłam

        I niestety nie polecam

        • 0 1

  • Mierzmy siły na zamiary (1)

    Czytajac recenzje mam niestety poczucie, że jej autor w pierwszych zdaniach zdradził cały opis sytuacyjny filmy, tylko czy toma sens w pierwszych dniach premiery ? Widziałem wczoraj ten film i nie zgadzam się, że jego formę przesłania komercyjna forma ekspresji i cecechuja go banale środki wyrazu. Zgoda co do postaci Romy Gasiorowskiej.
    Mam poczucie, że w stosunku do obecnie reprezentowanego poziomu kultury widza kinowego film, aż nad to ukrywa watki naszych życiowych zmagań z i tak nie łatwa rzeczywistościa. Zasadniczo ciężko jest wydobyć cokolwiek z przesłania autora i doskonałej gry aktorskiej w czasie przeżuwania fast- foodów i notorycznego przegladania telefonów na sali kinowej.
    Taka właśnie kulturę widza współcześnie sobie serwujemy - przykre
    Moja ocena filmu: 8.5

    • 12 3

    • Na szczęście nie każdy w kinie przeżuwa fastfoody i przegląda tel. Niektórzy jeszcze chodzą do kina po to,żeby obejrzeć film.

      • 1 0

  • "teaser" ? łyli ? (6)

    nie można napisać po prostu i przede wszystkim po polsku "zwiastun" ?

    • 25 2

    • (2)

      Jak widzę te zangielszczone zwroty to nóż mi się w kieszeni otwiera a twarz wykrzywia się w grymas jak po zjedzeniu wiadra cytryn.

      • 12 2

      • (1)

        Na dzisiejszym briefingu premiera został poruszony aktualny sentyment zagranicznych inwestorów względem krajowych blue chipów

        • 2 1

        • cokolwiek to znaczy...

          • 2 0

    • (2)

      Teaser to paralizator jak już...

      • 1 0

      • (1)

        Taser jak już, a zwiastun to też trailer

        • 1 0

        • zwiastun to też reklama

          • 1 0

  • (1)

    antypolskie tvn?

    dziękuję, nie nabijam im kasy

    • 19 28

    • jak my sie teraz podzwigniemy bez twojej kasy

      • 2 1

  • (13)

    Walentynki i Środa Popielcowa są tego samego dnia. Wybieram pójście do Kościoła.

    • 20 23

    • Popielec to święto nienakazane. (1)

      • 6 2

      • Dlatego napisałem "wybieram".

        • 7 5

    • A ja wybieram walentynki z żoną..... wole zestarzeć się z kochaną osobą niż z różańcem w dłoni:) (2)

      • 14 5

      • (1)

        A ja z żoną odmawiamy codziennie różaniec (każdemu polecam) i też się pięknie starzejemy. Pozdrawiam

        • 12 13

        • Co za żenująca bzdura

          • 2 1

    • (7)

      Nie jesteśmy z żoną zniweoleni ani przez sektę (kościół) ani anglosaskie zwyczaje których nie znano w czasach naszej młodości (walentynki). Więc wybieramy netflixa.

      • 7 2

      • Czy jesteś zniewolony przez telewizję bądź internet, że wszędzie widzisz zniewolenia?

        • 3 3

      • Czyli zniewolony jesteś przez sektę holilodzką

        Wybrałbyś spacer, głowa by sie dotlenila a i romantyczne to mogłoby sie okazać.

        • 3 2

      • Kościół to nie sekta! (4)

        • 5 4

        • (3)

          A niby co? I czym się różni od sekty?

          • 3 2

          • (1)

            Początki kościoła to najzwyklejsza sekta... :)
            Każda religia wyrosła jako sekta

            • 3 1

            • jesteś w błędzie, Kościół to nie jest sekta.

              • 2 4

          • och sam sobie sprawdz przecież masz internet czy różni sie Kościół od sekty.

            • 2 1

  • Grey to komercyjna sieczka ale polskie pseudo komedie ze sztucznych chumorem ... (4)

    ...to "rynsztok bez kultury " Sam się dziwie że w błoto idzie taka kasa aby wypuścić takie dno! No ale każdy aktor...tz. pseudo aktor...to od razu GWIAZDA:) i stacje komercyjne i stacje państwowe i grillowanie nieudaczników..... a na ulicy to kaleka życiowa . Do roboty pogonić te beztalencia!

    • 10 16

    • Raz próbowałam obejrzeć tego Greja, bo go non stop na c+dawali (1)

      Nie dało rady.
      Głupie to jest, podobnie jak wszystkie te zmierzchy, dziewczyny z pociągu itp
      Niewymagające filmy na podstawie niewymagającej literatury.

      • 6 1

      • Choć nie - wymagające i to wiele

        Cierpliwości i tolerancji, wobec ludzi którzy sie tym zachwycają

        • 2 2

    • Zanim zaczniesz oceniać.... sięgnij po słownik ortograficzny.

      • 2 0

    • humor to sie inaczej pisze

      • 0 0

  • (1)

    TVN-oska szmira. Nie oglądam celebrytów.

    • 10 14

    • Plan b nie był robiony przez TVN za to jest promowany przez tvpis.

      • 0 0

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Gdynia

Rumia

DKFy

Premiery

25.09.2020 r.

18.09.2020 r.

Zapowiedzi