Nasze recenzje

W tę sieć warto się złapać. Recenzja filmu "Spider-Man: Homecoming"


Arachnofobia nie istnieje w słowniku pojęć twórców najnowszego filmu o przygodach człowieka-pająka, a i sami widzowie przynajmniej na dwie godziny seansu o jakichkolwiek lękach mogą zapomnieć. "Spider-Man: Homecoming" to najlepsze, co przydarzyło się dotychczas sympatycznemu pająkowi w przemyśle filmowym. Z sieci misternie utkanej przez reżysera Jona Wattsa i Toma Hollanda trudno się wydostać, bo zwyczajnie jest nam w niej wygodnie.



"Z wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność", czyli naczelne motto komiksowego Petera Parkera, bardzo głęboko wzięli sobie do serca specjaliści ze studia Marvela. W "Spider-Man: Homecoming" bez trudu można odnaleźć jedno i drugie. O mocy stanowi nareszcie spójna, ciekawie i konsekwentnie poprowadzona opowieść nacechowana młodzieńczym wigorem głównego bohatera. Odpowiedzialnym zadaniem było natomiast przefiltrowanie filmowej kliszy z brudów poprzednich ekranizacji oraz przywrócenie swobodnego i niezmąconego udziwnieniami komiksowego klimatu. Spider-Man jeszcze nigdy na wielkim ekranie z takim polotem i fantazją nie lawirował pomiędzy nowojorskimi wieżowcami.

Wysokie loty, dosłownie i w przenośni, uniemożliwiali poprzedni reżyserzy, którzy zabierali się za ekranizację przygód nastolatka ukrywającego się pod czerwono-niebieskim kostiumem. Sam Raimi z każdą kolejną częścią coraz mocniej faszerował fanów Spider-Mana stekiem fabularnych bzdur, tandetną oprawą wizualną i ubogą w nieoczekiwane zwroty akcją. Na jednostajnego i mętnego Tobeya Maguire'a również z trudem się patrzyło.

Zupełnie inny artystyczny pomysł na człowieka-pająka miał Marc Webb, który jednak zamiast pozwolić Spider-Manowi odreagować koszmarną trylogię, zafundował mu wizytę u psychoanalityka i leżakowanie na kozetce. Miało być ambitnie, koncepcyjnie i wielopłaszczyznowo, wyszło sztucznie i bez emocjonalnego zaangażowania widza.

"Spider-Man: Homecoming" wyróżnia się na tle pozostałych marvelowskich produkcji wyraźnym sprofilowaniem na kino młodzieżowe.
"Spider-Man: Homecoming" wyróżnia się na tle pozostałych marvelowskich produkcji wyraźnym sprofilowaniem na kino młodzieżowe. mat. prasowe/ UIP
Drętwy Maguire czy depresyjny Garfield dostają solidny łomot od ich nowszego modelu. Tom Holland z pomocą reżysera Jona Wattsa wydobywa na wielki ekran największą wartość komiksowego bohatera - naturalność, swobodę bycia, lekką nieporadność i niekończące się pokłady młodzieńczej energii. Nowy Peter Parker to tak naprawdę stary kumpel z obrazków Stana Lee.

Zamiast tendencyjnie szukać sensu własnej przemiany i rozmyślać nad przeznaczeniem, po prostu wskakuje w kostium i bierze się do roboty. Co prawda niezbyt ambitnej i wymagającej, bo polegającej głównie na ściganiu złodziei rowerów lub ewentualnie ratowaniu kota, który mierzył zbyt wysoko. To taki lokalny, podwórkowy heros, który marzy o dołączeniu do elitarnych Avengersów. Wszak nie każdemu nastolatkowi zdarza się podwędzić tarczę Kapitanowi Ameryce (patrz: "Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów").

Od mocarnej bandy młodego Parkera z dala trzyma sam Tony Stark (Robert Downey Jr.), który w efektownym, acz jeszcze mało efektywnym podopiecznym nie widzi godnego kandydata do roli obrońcy ludzkości. Młodzian jednak sieci nie składa, więc konsekwentnie rozbudowuje swoje superbohaterskie CV. Przypadkiem trafia na trop Adriana Toomesa (Michael Keaton) - byłego przedsiębiorcy, który na skutek utraty pracy i źródła zarobku, podejmuje się handlu nielegalną bronią - pozostałością po kosmicznych najeźdźcach, z którymi pojedynkowali się Iron Man i spółka. Wyposażony w magnetyczną uprząż z metalowymi skrzydłami Vulture to jednak bardziej wymagający przeciwnik niż gapowaty włamywacz czy uliczny kieszonkowiec. Dlatego Spider-Man musi wspiąć się na absolutne wyżyny, również intelektualne, zwłaszcza, gdy w pewnym momencie traci swój naszpikowany gadżetami kostium.

Namiętne rozpisywanie się o kunszcie wizualnym, dopracowaniu detali i sposobie poprowadzenia ekscytujących potyczek głównych bohaterów nie ma właściwie większego sensu. Marvel to absolutny top w zakresie filmowych produkcji, dlatego każdy, nawet pozbawiony dynamicznej akcji kadr, wiąże się z błogą przyjemnością oglądania. Szczególnych wrażeń dostarczy choćby próba ratowania przepołowionego statku przez człowieka-pająka. Kamyczkiem wrzuconym do widowiskowego ogródka może być jednak finałowy pojedynek w przestworzach nakręcony trochę chaotycznie, niewyraźnie i zdecydowanie pod zbyt mocnym naciskiem szybkiego tempa akcji.

Jak przystało na produkcję Marvela, kolejny raz mamy do czynienia z dziełem imponującym pod kątem technicznym, choć nie brakuje realizacyjnych i scenariuszowych zgrzytów w końcówce filmu.
Jak przystało na produkcję Marvela, kolejny raz mamy do czynienia z dziełem imponującym pod kątem technicznym, choć nie brakuje realizacyjnych i scenariuszowych zgrzytów w końcówce filmu. mat. prasowe/ UIP
"Spider-Man: Homecoming" nie jest jednak typowym kinem akcji, z jakim mamy do czynienia choćby w przypadku Avengersów. Ze względu na specyficzną osobowość, a przede wszystkim wiek głównego bohatera, Jon Watts miejscami poddaje się swobodnej realizacji kina dla nastolatków. Jednak w dobrym guście i bez nadmiernego uproszczania. Nie zapominajmy, że Peter Parker ma ledwie kilkanaście lat i oprócz łapania złoczyńców, codzienny grafik wypełniają szkolne zajęcia, pierwsze romanse i nasiadówy u kumpli. W tych główny bohater raczej nie przebiera, bo jedynym przyjacielem, a jednocześnie powiernikiem jego sekretu jest Ned (Jacob Batalon). Jak przystało na prymusa i uczestnika olimpiady chemicznej, Parker do szkolnej elity nie należy, co więcej, musi sobie też radzić z ciągłymi uszczypliwościami i złośliwymi komentarzami. Bynajmniej nie ze strony Liz (Laura Harrier), przewodniczącej naukowego kółka, do której pokątnie wzdycha nasz pajączek.

Brzmi infantylnie? Na pewno. Szczęśliwie jednak Jon Watts doskonale umie wyważyć proporcje pomiędzy filmem akcji a sztampowym kinem młodzieżowym. Duża porcja nonszalanckiego, ironicznego humoru, znanego przecież z produkcji Marvela, nie pozwala się nudzić i narzekać, nawet jeśli lata szkolne mamy daleko za sobą.

Dość anonimowy dla szerszej widowni reżyser doskonale poradził sobie również z rozłożeniem akcentów w opowieści o Spider-Manie. Nie musimy kolejny raz przechodzić etapu ukąszenia i odkrywania niesamowitych mocy. Nowy Spider-Man to już doskonale znający własne atuty chłopak, któremu choć brakuje doświadczenia, ogłady i spokoju, nie sposób odmówić charyzmy, sympatii i odwagi. W "Homecoming" liftingowi poddano nawet ciocię May, która w odmłodzonym wydaniu Marisy Tomei zyskuje naprawdę wiele, nie tylko fizycznie.

Adrian Toomes, czyli ekranowy Vulture w wydaniu Michaela Keatona to niezwykle angażujący widza czarny bohater, który ma też swoje cele i zasady, dla których łamie prawo. Każdy pojedynek ze Spider-Manem dostarcza wielu wrażeń, choć paradoksalnie najlepiej panowie wypadają wtedy, gdy nie dochodzi do fizycznej konfrontacji (świetna scena w samochodzie).
Adrian Toomes, czyli ekranowy Vulture w wydaniu Michaela Keatona to niezwykle angażujący widza czarny bohater, który ma też swoje cele i zasady, dla których łamie prawo. Każdy pojedynek ze Spider-Manem dostarcza wielu wrażeń, choć paradoksalnie najlepiej panowie wypadają wtedy, gdy nie dochodzi do fizycznej konfrontacji (świetna scena w samochodzie). mat. prasowe/ UIP
Nawet jeśli nie porwie nas dość schematyczna, ale bardzo solidnie przemyślana i skonstruowana fabuła, to warto w akcji podejrzeć znakomitych aktorów. Tom Holland wydaje się być stworzony do roli początkującego superbohatera, który lubi czasami zamknąć się w piwnicy i podłubać w klockach Lego. I w masce i bez nie brakuje mu energii, zapału i przyjemności przebywania na wielkim ekranie, czego nie można powiedzieć o poprzednikach.

Kapitalnie wypada też Michael Keaton, który podtrzymuje świetną passę zapoczątkowaną na nowo w "Birdmanie". I tym razem przyjdzie mu założyć skrzydła i maskę, choć - jak pokaże dalsza część filmu - i w tym złoczyńcy tkwi ludzki pierwiastek, dzięki czemu po części zrozumiemy jego motywację. Na dalszym planie nienagannie zachowuje klasę Downey Jr, kolorytu dodaje Marisa Tomei, niespodziewanie sporo do zagrania ma Jon Favreau (Happy Hogan), a i cała "młodzieżówka" zgodnie pracuje na sukces filmu.

Ten liczony będzie nie tylko w setkach milionów dolarów, bo "Spider-Man: Homecoming" to niezwykle obiecujące otwarcie nowego rozdziału w filmowym uniwersum Marvela. Okazało się, że świetny epizod z człowiekiem-pająkiem w ostatnim "Kapitanie Ameryka" można przekuć w pasjonujące kino pełnometrażowe. Przygoda i młodość - tak najlepiej można scharakteryzować z pewnością najlżejszy gatunkowo film z marvelowskich produkcji. Do najlepszych tytułów o superbohaterach jeszcze sporo brakuje, ale można z radością i już bez żadnych obaw wypatrywać kolejnej pajęczyny na srebrnym ekranie. Tej nie warto strącać.

PS Pamiętajcie, że po napisach, jak to zwykle u Marvela, czeka na widzów jeszcze dodatkowa scena. Lepiej poczekać (naprawdę) do końca seansu.

OCENA: 7/10

Film

Spider-Man: Homecoming
6.2 21 ocen

Spider-Man: Homecoming (6 opinii)

produkcja
USA
gatunek
Akcja, Sci-Fi
premiera
14 lipca 2017
czas trwania
2 godz. 10 min.

Opinie (30) 1 zablokowana

  • Recenzje na trojmiasto.. (2)

    ..zawsze zadziwiają. Lubię je czytać, bo nigdy nie wiesz czego się spodziewać, nie wiesz czy my zapłacili, czy nie - czy ocena będzie dobra, czy nie.
    Średnie i dobre filmy potrafią być zbesztane z błotem, tu mamy szmire na poziomie mtv, z totalną zmianą postaci, historii (juz pomijajac, ze to "poczatek historii" po raz n-ty) napakowane amerykanskim patriotyzmem bardziej niz "Lotniskowiec" i redaktor sie zachwyca :D

    • 9 3

    • To napisz swoją recezncje. nie podoba się , to nie czytaj. Proste ;)

      • 0 0

    • Batman vs Superman 4/10
      Warcraft 5/10
      Nowy King Kong 7/10 , Ghostbusters 7/10 , Spiderman 7/10
      Bone Tomahawk 7/10..

      • 1 1

  • Przecież po trailerach widać, że to szmira dla nastolatków... (3)

    redaktorzyna piszący tę "recenzję" ma naprawdę niskie poczucie wartości, skoro taki syf ocenia na 7/10. Maguire był spoko! Niestety, czekałem na coś poważnego (coś jak Batman vs Superman), a jest to po prostu komercyjny gniot. Jednym tchem za Transformersowymi szitami. Jaki jest sposób, by sprawdzić, czy film naprawdę będzie poważny i sensowny, a nie badziewie z efektami i treścią na miarę bzdurnych serialików? Patrzcie na kategorię wiekową. Ten Spider-Man ma 12+, czyli ani tam krwi nie będzie, ani prawdziwej walki, ani zła. To jest sieczka dla nastoletnich mas.

    • 13 5

    • A Ty masz poczucie wartosci ? Jedziesz człowieka który coś robi. Obejrzyj film,a potem stwierdź czy to gniot, czy jakiś inny syf. Nie bądz jak dziecko co nie zjadło pomidora, a juz go nie lubi. I co do oceny flmu ma poczucie własnej wartosci? To, że Ty masz coś do samego trailera, uważasz ze ten film będzie do d*py, fajnie. Twoje zdanie, super. Ale słabe i żenujące jest rzucanie się na kogoś kto to pisze. Zreszta to recenzja Pana Tomasza a nie jakiegoś gazag, który ma ciśnienie w d*pie, bo to nie jego tekst jest na największym portalu w trójmieście.

      • 0 0

    • Batman vs superman?

      Mroczny ale tragiczny...

      • 2 1

    • Poczytaj wypowiedzi tworcow tego filmu, oni planowali to jako "dla nastolatkow"

      • 2 2

  • (5)

    Narodowi bohaterowie USA to jakiś kompletny infantylizm. Jako niewierzący, uznaję jako cud, że narzucili reszcie świata swoje wzorce.

    • 6 6

    • Jeszcze coś o.. (4)

      ..polityce dopisz i będzie komplet.

      • 2 2

      • (3)

        A co ma do tego polityka ? Uważam jedynie, że historie Człowieka Pająka, Kapitana Planety lub Batmana są dla dzieci do lat 15. Trudno mi pojąć fascynację nimi dorosłych ludzi.

        • 3 3

        • To nie wstyd, nie kazdy musi wszystko rozumiec. (1)

          • 0 4

          • Gdybym się tego wstydził, to nie pisałbym o tym.

            • 0 0

        • :)

          Ok.
          Fajnie ze sie wypowiedziales :)

          • 2 3

  • To teraz czekam na wersję dla kobiet czyli kobietę pajaka jak wonder woman kobieta kapitan ameryka :) (3)

    Była by kolejna okazja by sie posmiac tylko by nie była tak ciagnaca sie jak flaki z olejem
    2 ,5godziny ,ale dla kobiet to normalne ze melodramaty tyle trwają :)

    • 8 3

    • Jest w uniwersum Marvela taka bohaterka, właściwie to nawet kilka. (2)

      Pierwsza to Spider Women. Może w końcu zdecydują się ją wprowadzić na ekrany, niekoniecznie od razu jako bohaterkę własnego filmu, najpierw mogłaby się pojawić w Spidermanie lub Avengersach.
      Poza tym jest jeszcze Spider-Girl, córka Petera Parkera i Mary Jane Watson i postać z alternatywnego uniwersum - Spider-Gwen.

      • 0 1

      • spidery (1)

        Ale wiesz że spider women to kuzynka spider mana która powstała z jego dna więc by musiał mieć krew pobraną.

        • 0 0

        • To akurat zależy od uniwersum.

          Spider - Women o której piszesz to klon (nie kuzynka) z uniwersum Ultimate powstała w trakcie Clone Sagi (swoją drogą ciekawa historia do z ekranizowania).
          Oryginalna Spider-Women z głównego uniwersum Ziemia-616 nie jest w żaden sposób powiązana z Parkerami.

          • 0 0

  • Film dla przygłupów zrobiony przez wytwórnie (2)

    Zatrudniająca przygłupów. Do kina chodzi się na filmy które coś do życia wnoszą. A nie na tania rozrywkę.

    • 0 4

    • przygłup to

      Ty jesteś PIS-dzielcu...

      • 1 3

    • nie mów mi jak mam żyć

      nie mów mi jak mam żyć

      • 3 1

  • Poczytajcie komiksy z lat 90. (3)

    Ten artykuł to stek bzdur.Spiderman z Wojny Bochaterów to jakiś żart.Ktoś kto się na polskiej edycji Spidermana z lat 90 wychował się w fotelu przewruci.To co autor neguje w poprzednich Spiderach właśnie ich definiowało w komiksach.Peter Parker nigdy nie był zadowolonym z siebie małoletnim bucem ani w Spidermani ani w Amazing Spidermanie.Najbliżej klimatowi z komiksów było właśnie Maguaierowi

    • 10 7

    • Akurat to jest oparte na późniejszej serii z alternatywnego uniwersum Ultimate

      gdzie Parker jest całkiem inny, nie mówiąc już o tym, że w pewnym momencie ginie z rąk Zielonego Goblina i zostaje zastąpiony nowym Spider-Menem, czarnoskórym Milesem Moralesem, do którego serii najbardziej nawiązuje film. Chociażby postacie przyjaciół Petera, Neda i Liz są wyraźnie wzorowane na przyjaciołach Milesa - Ganke Lee (tak jak Ned Azjata) i Kate Bishop (Liz jest znacznie mniej podobna do Kate niż Ned do Ganke)

      • 0 0

    • W sumie to faktycznie Spider Man długo był takim głupkowatym klaunem

      Zmienił się dopiero po śmierci Gwen.

      • 2 1

    • Polecam odłożyć komiksy i zajrzeć do słownika ortograficznego

      • 6 3

  • love MARVEL

    Byłem widziałem 10/10 mu dałem

    • 1 7

  • kto oglada takie coś???

    • 5 6

  • Nigdy nie bylem fanem człowieka-pająka (1)

    ale po tym jak skradł wszystkie najlepsze sceny w "Civil War", na Homecoming wybiorę się z przyjemnością!

    • 9 2

    • i się zawiedziesz, no chyba że masz około 13 lat. historia typowo w stylu hannah montana, MTV i disney channel. dorosly sie wynudzi i z zażenowania ukryje sie pod fotelem

      4/10

      • 7 3

  • Film o miłość ani o super bohaterze.. ale cię kocham ale nie mogę z tobą być bo wszyscy w pobliżu mnie umierają .... o jaki ja nie szczęśliwy.....buhuhuh

    ogólnie lubię film z super bohaterami typu xmen ironmen itp.

    • 2 6

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Gdynia

Rumia

DKFy

Premiery

16.10.2020 r.

09.10.2020 r.

Zapowiedzi