Nasze recenzje

W służbie prawdy. Recenzja filmu "Obywatel Jones"

Zwiastun filmu "Obywatel Jones":

W nagrodzonym w Gdyni Złotymi Lwami thrillerze politycznym Agnieszka Holland przede wszystkim definiuje prawdę w kategoriach towaru deficytowego, którego reglamentacja prowadzi nie tylko do historycznych zaniedbań i zafałszowania rzeczywistości, ale potrafi boleśnie uderzyć w jednostkę. Przed kilkoma dekadami przekonał się o tym pewien walijski dziennikarz, którego historia posłużyła za kanwę "Obywatela Jonesa". W filmowych zapiskach ponurej przeszłości kryje się ponadto sporo aktualnych obserwacji.



Tak niedawno film "Obywatel Jones" na gorąco recenzował zespół Trojmiasto.pl podczas 44. Festiwau Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.
Tak niedawno film "Obywatel Jones" na gorąco recenzował zespół Trojmiasto.pl podczas 44. Festiwau Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. fot. Trojmiasto.pl
Agnieszka Holland powraca kolejnym międzynarodowym projektem, w którym dziennikarski romantyzm konfrontuje z politycznym pragmatyzmem, niewygodną prawdę zestawia z dyplomatyczną uległością, a porażką jednostki ilustruje klęskę milionów.

Mocno osadzony w tragicznej historii "Obywatel Jones" okazuje się być jednocześnie posępnym komentarzem wciąż praktykowanych, brudnych moralnie mechanizmów politycznych i medialnych rozgrywek opartych na tzw. fake newsach. Zarazem to niezwykle sprawnie nakręcone kino historyczne z elementami politycznego thrillera i szpiegowskiego "akcyjniaka". Zagrane i zrealizowane bez większych zarzutów.

Kulisy stalinowskiego reżimu zgłębia walijski dziennikarz Gareth Jones (James Norton), który na własną rękę wyrusza do Moskwy, by przeprowadzić wywiad z radzieckim dyktatorem. Młodego reportera przede wszystkim intryguje dynamika gospodarczych reform ZSRR. Na miejscu okazuje się, że technologiczny postęp dokonuje się kosztem milionów zagłodzonych na śmierć Ukraińców.

Repertuar kin w Trójmieście


Gareth Jones (James Norton) wyrusza do ZSRR na wywiad ze Stalinem. Do rozmowy ostatecznie nie dochodzi, ale walijski dziennikarz odkrywa problem, o którym milczą zagraniczne media. Na Ukrainie staje się naocznym świadkiem Wielkiego Głodu. Jego relacje nie spotkają się jednak z powszechnym uznaniem.
Gareth Jones (James Norton) wyrusza do ZSRR na wywiad ze Stalinem. Do rozmowy ostatecznie nie dochodzi, ale walijski dziennikarz odkrywa problem, o którym milczą zagraniczne media. Na Ukrainie staje się naocznym świadkiem Wielkiego Głodu. Jego relacje nie spotkają się jednak z powszechnym uznaniem. fot. Robert Palka/ Kino Świat
O tym jednak nikt w stolicy głośno nie mówi. Nawet szanowany dziennikarz "The New York Times", Walter Duranty (Peter Sarsgaard), ostentacyjnie zbywa Jonesa, brnąc jednocześnie w coraz bardziej absurdalne wywody dotyczące rzekomego fenomenu polityki Stalina. Zaintrygowany przemilczanym na arenie międzynarodowej tematem Jones, nie bacząc na pogróżki komunistów, wyrusza na Ukrainę. Dopiero tam poznaje przerażające oblicze Hołodomoru.

Rytm filmowej opowieści wyznacza przede wszystkim coraz bardziej zaangażowane śledztwo tytułowego bohatera. Początkowo Holland, może nawet zbyt drobiazgowo, szkicuje polityczny kontekst całej historii, starannie i bez pośpiechu rozrysowuje sieć dyplomatycznych zależności pomiędzy Londynem a Moskwą, przytrzymując samego Jonesa w blokach startowych. Posługując się świetną pracą kamery i doskonale dopracowaną scenografią, zarówno przed widzem, jak i głównym bohaterem, odsłania stopniowo mechanizmy totalitaryzmu żerującego na zastraszaniu i propagandzie. Dopiero wtedy polska reżyserka gotowa jest wytoczyć najcięższe działa o porażającej wręcz mocy.

Niezwykle sugestywne ujęcia masowych grobów, szerzące się akty kanibalizmu i wszechobecna, skuta lodem beznadziejność sprawiają, że wraz z Jonesem Wielkiemu Głodowi przyglądamy się z coraz większym niepokojem, a wręcz przerażeniem. Kolejny raz w sukurs Holland przychodzą wyczulone na ludzką krzywdę kadry autorstwa Tomasza Naumiuka, surowy klimat doskonale podbija też muzyka Antoniego Łazarkiewicza. Pełnię aktorskiego talentu w kluczowym fragmencie filmu pokazuje również James Norton. Wszystko to sprawia, że w pewnym momencie "Obywatela Jonesa" odbieramy jako dokumentalną podróż po zdziesiątkowanej głodem Ukrainie. I wywołuje to piorunujący efekt.

"Obywatel Jones" to wciągająca opowieść o poszukiwaniu prawdy i ceny, jaką trzeba za jej pokazanie zapłacić. Film oparto na prawdziwej historii walijskiego dziennikarza. Jego artykułami inspirował się przy pisaniu "Folwarku zwierzęcego" George Orwell. Postać pisarza zresztą pojawia się w filmie Agnieszki Holland.
"Obywatel Jones" to wciągająca opowieść o poszukiwaniu prawdy i ceny, jaką trzeba za jej pokazanie zapłacić. Film oparto na prawdziwej historii walijskiego dziennikarza. Jego artykułami inspirował się przy pisaniu "Folwarku zwierzęcego" George Orwell. Postać pisarza zresztą pojawia się w filmie Agnieszki Holland. fot. Robert Palka/ Kino Świat
Tak wyraźnego emocjonalnego podbicia brakuje już nieco na finiszu. A przecież właśnie w swoistym epilogu Holland wykłada istotę "Obywatela Jonesa". To tutaj przemyca manifest rzetelnego dziennikarstwa i akcentuje odwagę oraz ofiarność, jakimi naznaczona jest walka o prawdę. Szkoda więc, że właśnie w tym fragmencie filmu postać głównego bohatera niknie gdzieś w gąszczu mało angażujących scen, z wyłączeniem finałowej konfrontacji aktywisty Jonesa z konformistą i propagandystą Durantym (demoniczny, choć chwilami nieco karykaturalny Sarsgaard). Forma może odbiegać od oczekiwań, ale treść z pewnością nie traci głębi i uniwersalnego przekazu.

Interesującym narracyjnym zabiegiem jest natomiast rozbicie "Obywatela Jonesa" na trzy płaszczyzny. Jedna, czerpiąc z konwencji szpiegowskiego thrillera, koncentruje się wokół dziennikarskiego śledztwa tytułowej postaci. Druga, na dalszym planie, obnaża polityczne rozgrywki pomiędzy Londynem a Moskwą, skupiające się na tuszowaniu odkrytej przez Jonesa prawdy, która dla żadnej ze stron nie jest wygodną opcją. I w końcu trzecia - nakreślona przez Holland - z dala od ukraińskiej tragedii i londyńskich salonów. W zaciszu rodzinnej farmy George Orwell (Joseph Mowle) wystukuje na maszynie pierwsze linijki "Folwarku zwierzęcego", inspirowanego zresztą artykułami Jonesa o radzieckim totalitaryzmie.

Fragmenty kultowego dzieła stanowią swoisty autokomentarz do ekranowych wydarzeń. Być może chwilami jest to zabieg raczej zbyteczny, ale zarazem szalenie intrygujący i z pewnością dodający kolorytu opowieści. Trudno w historii literatury znaleźć równie sugestywny, a jednocześnie tak przystępny i kreatywny opis totalitarnych praktyk. Nie powinno więc dziwić, że i Agnieszka Holland z tak ilustracyjnego źródła z chęcią skorzystała. We współczesnym kinie, stety lub niestety, o tak formalne ozdobniki należy odpowiednio zadbać, by nie przytłoczyć widza treścią. Zwłaszcza o tak dużym ciężarze emocjonalnym, faktograficznym i intelektualnym. Tę harmonię w "Obywatelu Jonesie" udało się Holland uzyskać.

W "Obywatelu Jonesie" oprócz zagranicznych aktorów (James Norton, Peter Sarsgaard, Vanessa Kirby) możemy też oglądać Polaków. Krzysztof Pieczyński wcielił się w postać Maxima Litvinova, komisarza ludowego spraw zagranicznych.
W "Obywatelu Jonesie" oprócz zagranicznych aktorów (James Norton, Peter Sarsgaard, Vanessa Kirby) możemy też oglądać Polaków. Krzysztof Pieczyński wcielił się w postać Maxima Litvinova, komisarza ludowego spraw zagranicznych. fot. Robert Palka/ Kino Świat
Polska reżyserka udowadnia, że wciąż świetnie potrafi wykorzystać historyczny kontekst do konstruowania angażujących i niezwykle uniwersalnych historii, w które swobodnie wkomponowuje inspirujące postaci (tak jak miało to miejsce choćby w "Europa, Europa" czy "W ciemności"). Bez zbędnego patosu, unikając powierzchowności i pozostawiając zarazem widzowi sporo miejsca do samodzielnego zgłębienia tematu i ekranowej historii. Nawet mimo wyczuwalnej zachowawczości "Obywatel Jones" to nadal cenna opowieść o bezcennych wartościach, których deficyt odczuwamy już od dziesiątek lat. Kino jest po to, by o nich i o takich postaciach jak Gareth Jones przypominać.

OCENA: 7,5/10

Film

Obywatel Jones
6.3 60 ocen

Obywatel Jones (9 opinii)

produkcja
Polska
premiera
10 lutego 2019
czas trwania
2 godz. 21 min.

Opinie (32) 4 zablokowane

  • Lubie polityczne filmy. Mogliby wiecej krecic o filmach z zimna wojna w tle. Czasach prlu tez. Jest jeden dobry film z Seanem Pennem tylko nie wiadomo czemu nigdzie od lat go nie puszczaja... Ciekawa osoba na film jest np pan Voegel z Niemiec.

    • 11 2

  • Dlaczego filmy nie trafiają od razu na vod? Kto dziś ma czas chodzić do kina? W dobie serwisów streamingowych taki model dystrybucji powinien odejść w zapomnienie , ewentualnie być uzupełnieniem

    • 9 50

  • (3)

    Polecam filmy Pani Agnieszki. Żadnym sie jeszcze nie zawiodłem . Holland to klasa sama w sobie. Może dla pewnej grupy niewygodna politycznie ale wierna swoim zasadom !

    • 37 49

    • W tym sęk że nie ma zasad

      • 14 13

    • To chyba Pokotu nie oglądałeś.

      • 4 1

    • Polecam biografie jej rodziny

      • 5 0

  • Słaba jest ta zagraniczna reżyser! (7)

    Z tego co wiem,Polaków nie darzy sympatią...

    • 42 63

    • To mało wiesz...

      • 13 9

    • Mało wiesz. Oj mało....

      • 7 7

    • to Polka (1)

      • 6 10

      • Haha. Dobry żart.

        • 7 4

    • katolicy (1)

      Polaków, Pani Holland, darzy sympatią. Durni niestety nie.

      • 5 10

      • Darzy sympatią tylko tych co tvn oglądają i ćwierćinteligentow miastowych co głosują na PO pomimo że ich politycy sr*ja na nich.

        • 9 5

    • A który Żyd darzy sympatią Polaków?

      • 10 3

  • słaby film, nie polecam.

    Nagroda na festiwalu za zaangażowanie polityczne a nie za wybitne dzieło

    • 38 29

  • Ideowo pani Holland jest mi odległa ale warsztatowoto zawsze wysoki poziom

    .

    • 13 11

  • (2)

    Opinie, bleblanie.... Sprawa głodu na ukrainie jest mimo wszystko bardzo mało znana, a to straszna historia. To obciaża Rosjan na wieki jak Niemców obie wojny. Zamiast pastwić sie nad Holland czytajcie o historii, jest bardzo pouczająca. Tylko kto wyciąga wnioski z historii?? Na pewno nie Polacy

    • 32 4

    • Zgadzam się w pełni z tą opinią, ja obecnie emerytka dopiero teraz po obejrzeniu filmu poznałam prawdę o tragedii na Ukrainie , za PRL tego nie uczono, dziękuję Pani Holland!

      • 1 0

    • Ty chyba też wniosku nie wyciągniesz/nie wyciagnełas odnośnie kto stał i finansował owe wojny 1 i 2.

      • 0 0

  • artyyści są super, najpierw biorą od pisu miliony na swoje słabe filmy a później przy każdej okazji pluja na nich:) (1)

    • 22 16

    • A który z Pis dał kiedyś ze swojej kieszeni,lub z pisowskiej kasy choć złotówkę ? Banaś?

      • 7 6

  • warto obejrzeć, oczywiście Rosjanom oraz naszym sojusznikom nie na rękę jest ta historia (3)

    nikt nie lubi, gdy przypomina mu się niechlubne karty przeszłości. Co ciekawe wszyscy wiedzą o zagładzie Żydów, a mało kto wie, że na Ukrainie Stalin zagłodził 10 mln. ludzi w tym Polaków!!!!!!!!!

    • 27 2

    • gosc

      powaznie ,nic niewiesz a pierszisz.

      • 0 3

    • mało kto wie hahahha, ten głupi naród nic nie wie

      • 2 0

    • Każdy kto miał historię w szkole wie.

      Można też od czasu do czasu poczytać poważną prasę.

      • 1 0

  • świetny polski reżyser

    Agnieszka Holland to Wajda w spódnicy :)

    • 19 13

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.