Twarda bania i zaciśnięte pięści. Recenzja filmu "Furioza"

Po premierze "Furiozy" reżyserowi filmu bezrobocie raczej nie grozi, lecz gdyby kiedykolwiek zdecydował się przebranżowić, sugerowałbym zawód mechanika. Cyprian T. Olencki skonstruował bowiem filmowego walca z silnikiem Ferrari, który demoluje wszystko na swojej drodze, łącznie z barierą prędkości. Są w tym filmie tak potężne pokłady adrenaliny, że można byłoby nimi uzupełnić zapasy niejednej karetki pogotowia, a nawet całego szpitala. Opowieść o ogarniętych furią kibolach, których sens istnienia definiują, cytując kawałek Hemp Gru, "twarda bania i zaciśnięte pięści", to czysta esencja kina sensacyjnego i wysokooktanowa rozrywka na masową skalę.



Środowisko piłkarskich ultrasów filmowcy w naszym kraju przybliżali do tej pory widzom raczej z marnym skutkiem. W "Bad Boyu" Patryk Vega posklejał w niezgrabną całość kilka soczystych tabloidowych nagłówków, ale pod krzykliwymi hasłami kryła się w zasadzie ta sama historia, którą od lat reżyser ubiera w różne tytuły. Zalegające na tej samej jakościowej półce "Skrzydlate świnie" były natomiast raczej nieśmieszną parodią lub po prostu pseudofilmem o pseudokibicach. Najgłębiej w te piekielne kręgi kibolstwa zszedł z kamerą Sylwester Latkowski w dokumentalnej "Klatce", choć było to raczej dzieło dość toporne w swojej formie. Na tle poprzedników "Furioza" prezentuje się więc jak Polsat Plus Arena Gdańsk w zestawieniu ze Stadionem Dziesięciolecia.

Cyprian T. Olencki i współodpowiedzialny za scenariusz Tomasz Klimala zdaje się, że dokładnie przestudiowali powyższe tytuły i wyciągnęli odpowiednie wnioski, gdyż bohaterowie ich filmu nie sprawiają wrażenia, że zostali wmanewrowani w przypadkową opowieść i zupełnie obcą im konwencję kina. Pomimo wielu pobocznych wątków, od początku do końca to dość prosta w przekazie historia o przyjaźni, lojalności, honorze i zemście, mocno osadzona w świecie stadionowych chuliganów. Tymi na ekranie są członkowie tytułowej Furiozy - grupy zaprawionych w "ustawkach" kiboli, którym przewodzi "Kaszub" (Wojciech Zieliński). Środowisko od dawna znajduje się na radarze pomorskiej policji, którą interesują powiązania chuliganów z przestępczym półświatkiem Trójmiasta.

Sprawdź gdzie grają film Furioza

Furtkę do skutecznej infiltracji Furiozy otwiera "Dzika" (Weronika Książkiewicz), policjantka z łobuzerską przeszłością, która chce w tym celu wykorzystać Dawida (Mateusz Banasiuk). Obiecuje chłopakowi amnestię dla jego brata, "Kaszuba", zaś w zamian chce wystawienia "Goldena" (Mateusz Damięcki), narwanego zastępcy szefa Furiozy, który macza ręce w handlu narkotykami. Cała czwórka doskonale zna się z dawnych lat, a wszystkich łączy bolesna tragedia, która rozdzieliła ich życiowe drogi. "Dzika" wstąpiła w szeregi policji, a Dawid poszedł na medycynę. Teraz naciskany przez byłą dziewczynę lekarz w przerwach między szpitalnymi dyżurami wskakuje w dres i ponownie przesiąka atmosferą kibolskich sparingów oraz szemranych interesów.

"Furioza" to opowieść o grupie trójmiejskich kiboli, których od środka próbuje rozpracować "Dzika" (Weronika Książkiewicz) z pomocą Dawida (Mateusz Banasiuk). Głównym celem policyjnej operacji jest "Golden" (Mateusz Damięcki).
"Furioza" to opowieść o grupie trójmiejskich kiboli, których od środka próbuje rozpracować "Dzika" (Weronika Książkiewicz) z pomocą Dawida (Mateusz Banasiuk). Głównym celem policyjnej operacji jest "Golden" (Mateusz Damięcki). mat. prasowe/ Kino Świat

Furia napędzana adrenaliną



"Furioza" oferuje widzowi transparentną i niezbyt skomplikowaną grę, której przebieg nie będzie specjalnym zaskoczeniem, choć kilka fabularnych rozwiązań zgrabnie wymyka się klasycznym regułom sensacyjnego kina. W natłoku brutalnych i bezwzględnych porachunków gdzieś pomiędzy wierszami twórcy filmu próbują jeszcze przemycić historię o odkupieniu win i odbudowie rodzinnych więzi. Wkrada się wątek miłosny, funkcjonują też zagrywki rodem z gangsterskich filmów. To zarówno zaleta, jak i wada "Furiozy", bo szczególnie w środkowym akcie wydaje się, że reżyserowi poszczególne wątki zaczynają wyślizgiwać się z rąk. Zanim dojdzie do wybuchowego finału, Olencki zdąży na szczęście wszystkie fabularne sznurki znów mocniej chwycić i wyprowadzić cały film na prostą.

To jednak nie fabuła, a szaleńcze wręcz tempo "Furiozy" hipnotyzuje na tyle skutecznie, że trudno oderwać wzrok od ekranu. Wpompowano w tę produkcję nieograniczone pokłady adrenaliny, dzikiego szaleństwa graniczącego momentami z barbarzyństwem, uzależniającej od pierwszych kadrów energii. Wszystkie te składniki stworzyły paliwo, na którym "Furioza" pędzi znacznie dalej niż mogłoby się początkowo wydawać. Ogląda się to z nieskrywaną frajdą, choć pełne zanurzenie w brutalny i oparty na podstawowych instynktach świat może w pewnym momencie odciąć dopływ tlenu i zawrócić w głowie. To kino w swojej strukturze równie bezkompromisowe, co bandyckie bijatyki, które pokazano na ekranie ze znakomitą dynamiką i realistycznym odzwierciedleniem najdrobniejszych detali.

Film Cypriana T. Olenckiego fabularne płaszczyzny nadrabia niesamowitym tempem i intensywnością. Wartością dodaną są także znakomite aktorskie kreacje.
Film Cypriana T. Olenckiego fabularne płaszczyzny nadrabia niesamowitym tempem i intensywnością. Wartością dodaną są także znakomite aktorskie kreacje. mat. prasowe/ Kino Świat

"Sopot to zło", czyli czuć Trójmiasto



Z perspektywy trójmiejskiego widza o tyle łatwiej jest zagłębić się w tę opowieść, że sporo scen nakręconych zostało w Gdańsku i Gdyni, a całą fabułę osadzono na Wybrzeżu. Co prawda filmowcy dość oszczędnie miejscami eksponują tutejsze plenery, lecz właściwie ani przez moment nie da się odczuć, że inne rejony Polski próbują imitować Trójmiasto, a w niektórych fragmentach nasz swojski "vibe" czuć bardzo dosłownie. Jak choćby w scenie na szpitalnym OIOMie, gdy pokiereszowany pijaczek widok młodej policjantki (w cywilu) z rozbitą głową kwituje rozkosznym "Sopot to zło". Szkoda, że podobnych lokalnych wtrętów nie ma więcej, bo mogłyby zastąpić wiele czerstwych żartów, które potrafią stanąć w gardle. Na szczęście, dzięki pędzącej akcji, nie na długo. Po części również dlatego, że wielu dialogów ... nie słychać. Jak mantra wraca kwestia dźwięku w polskich produkcjach.

Panie Damięcki, Twoja twarz nie brzmi znajomo



Nic więc dziwnego, że w wielu scenach zamiast słuchać trzeba na aktorów tylko zerkać. A i to wystarczy, bo w "Furiozie" mamy do czynienia z powalającymi przemianami Weroniki Książkiewicz i przede wszystkim Mateusza Damięckiego. Ona emanuje pewnością siebie i umiejętnie panuje nad emocjami swojej bohaterki. Bezkompromisowej policjantki, ale i boleśnie doświadczonej przez życie kobiety, która nie uporządkowała jeszcze mrocznej przeszłości. On natomiast jest żywiołem, z którym obcowanie jest równie uzależniające, co śmiertelnie niebezpieczne. Gdzie jest Mateusz Damięcki i co z nim zrobił "Golden"? Nie chcę wiedzieć. Wiem, że to rola warta, nomen omen, ozłocenia.

Sztuką jest przy takim towarzystwie zaistnieć na ekranie, ale bez problemu udaje się to niezawodnemu Wojciechowi Zielińskiemu, świetnemu w epizodach Januszowi Chabiorowi czy brylującemu w roli gangstera "Mrówki", Szymonowi Bobrowskiemu. Cała kompania "Kaszuba" i "Goldena" też wydaje się być trafnie dobrana, bez większych zarzutów spisuje się Mateusz Banasiuk, a w roli cynicznego policjanta, partnera "Dzikiej", pokazuje klasę Łukasz Simlat. Odrobinę szkoda, że poza Weroniką Ksiażkiewicz, nie ma jeszcze co najmniej jednej tak silnej postaci kobiecej, ale pamiętajmy, że przede wszystkim mamy do czynienia z kinem wręcz nabuzowanym testosteronem, który uderza po nozdrzach mocniej niż zapach męskiej szatni po meczu piłki nożnej.

Przemiana na ekranie Mateusza Damięckiego dorównuje tym najsłynniejszym hollywoodzkim metamorfozom. To jednak nie tylko muskulatura, tatuaże i ogolona głowa. Za nowym wizerunkiem Damięckiego podążają nieprzeciętne umiejętności, marnowane do tej pory na tandetne komedie romantyczne.
Przemiana na ekranie Mateusza Damięckiego dorównuje tym najsłynniejszym hollywoodzkim metamorfozom. To jednak nie tylko muskulatura, tatuaże i ogolona głowa. Za nowym wizerunkiem Damięckiego podążają nieprzeciętne umiejętności, marnowane do tej pory na tandetne komedie romantyczne. mat. prasowe/ Kino Świat
Używając futbolowej terminologii, "Furioza" jest jak mecz pełen walki, emocji, podbramkowych sytuacji i efektownych bramek, choć za dużo wirtuozerii i taktycznej wiedzy na tym boisku nie widać. Są jednak spotkania i filmy dla koneserów, są również takie, które swoim szaleństwem porywają trybuny oraz publiczność. Dzieło Cypriana T. Olenckiego należy do tej drugiej kategorii. Dzięki temu "Skrzydlate świnie" mogą odfrunąć bezpowrotnie do ciepłych krajów, bo mamy już swoich polskich "Hooligans". Bez Froda, za to z naszym diabolicznym Damięckim.

OCENA: 7/10

Film

Furioza
6.8 83 oceny

Furioza (21 opinii)

produkcja
Polska
premiera
22 października 2021
czas trwania
2 godz. 19 min.

Opinie wybrane


wszystkie opinie (72)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najnowsze

więcej artykułów »

Wydarzenia

Kultura + Senior
Kultura + Senior
projekcje filmowe, spotkanie, warsztaty, spacer
paź 1-31.12
Gdynia
30 Międzynarodowy Festiwal Filmowy EUROSHORTS Młodzi Filmowcy
30 Międzynarodowy Festiwal Filmowy...
festiwal filmowy
lis 29-5.12
g. 18:00
Gdańsk
La Liste: wszystko albo nic
La Liste: wszystko albo nic
projekcje filmowe
gru 2
czwartek, g. 20:00
Rumia, Multikino Rumia