Nasze recenzje

stat

Thriller ze smartfona. Recenzja filmu "Searching"


Czy można zrobić film, w którym ścieżkę dźwiękową zastępują kliknięcia myszką, aktorów śledzimy z perspektywy smartfonowego wyświetlacza, a operatorskie wysiłki ograniczają się jedynie do zrzutów z ekranu? Stylizowany na thriller "Searching" pokazuje, że i owszem, a jednocześnie być może otwiera w kinie nowy trend tzw. screen movie. Po tym filmie jeszcze mocniej zapragniecie przejrzeć ukradkiem zawartość komputera swojego dziecka, partnera, lokatora czy współpracownika. A przy okazji dwa razy zastanowicie się nad zmianą internetowych haseł.



Czasami w kinie większe znaczenie od treści nabiera forma, a "Searching" stanowi doskonały przykład tego, jak olbrzymich możliwości dostarcza współczesna technologia. Równie dobrze taki film mógłby powstać w studenckim pokoju, korporacyjnym boksie czy domowym gabinecie. Fakt, że nakręcono go właśnie w Hollywood pokazuje tylko, że z wielogodzinnego ślęczenia nad telefonem czy tabletem można zrobić sztukę. Co prawda dość umowną, ale jednak.

Reżyser Aneesh Chaganty obrał dość prosty w przekazie patent. Zrezygnował niemal z tradycyjnych ujęć kamerą, a filmowi nadał formę obszernego i pomysłowego live-streamingu rejestrowanego za pomocą smartfona, internetowej kamerki czy innych elektronicznych urządzeń posiadających wyświetlacz. Filmowy ekran coraz gęściej z rozwojem akcji wypełniają okna dialogowe komunikatorów czy panele portali społecznościowych. Nawet, gdy bohaterowie odrywają się w końcu od komputera czy telefonu, to i tak ich poczynania śledzimy z perspektywy komórkowych filmików lub przekazów na żywo newsowych platform. Można chwilami zapomnieć, że mamy do czynienia z wyreżyserowaną przecież formą rozrywki.

Bohaterem "Searching" jest David Kim. Samotnie wychowujący córkę ojciec rozpoczyna internetowe śledztwo dotyczące zaginięcia nastolatki. Efekt będzie porażający. David dowie się o drugim życiu Margot, o którym nie miał pojęcia.
Bohaterem "Searching" jest David Kim. Samotnie wychowujący córkę ojciec rozpoczyna internetowe śledztwo dotyczące zaginięcia nastolatki. Efekt będzie porażający. David dowie się o drugim życiu Margot, o którym nie miał pojęcia. mat. prasowe/ UIP
Pod niezwykle nowatorskim opakowaniem kryje się w zasadzie dość banalna historia, która jednakże do pewnego momentu potrafi angażować. Nawet bardzo. Zatroskany niespodziewanym zniknięciem córki David Kim (John Cho) próbuje na własną rękę odnaleźć nastolatkę i przede wszystkim odtworzyć ostatnie godziny z życia Margot (Michelle La) tuż przed jej zaginięciem. Samotnie wychowujący dziewczynę ojciec z przerażeniem odkrywa, że właściwie niewiele wie na temat córki. Zaskakującą prawdę wydobywa z pozostawionego przez Margot komputera.

Początkowo może wydać się zaskakującym fakt, że zdesperowany mężczyzna zamiast wsiąść w samochód i przetrząsnąć wzdłuż i wszerz całą okolicę, siada przed ekran i mozolnie "przeklikuje się" przez stertę komputerowych zapisków czy notek pozostawionych przez Margot na Facebooku, Instagramie czy Tumblrze. Szybko jednak okazuje się, że nie trzeba być Liamem Neesonem piorącym po gębie tuziny zakapiorów, by zdobyć cenne informacje. David błyskawicznie przechodzi przyspieszony kurs znajomości portali społecznościowych i internetowego slangu, uczy się łamania elektronicznych haseł, mozolnie wyławia z sieci coraz więcej zaskakujących faktów na temat córki.

Unikatowa formuła opowieści świetnie sprawdza się w pierwszej części filmu, głównie dlatego, że bez zarzutu działa efekt świeżości i zaskoczenia. Kilka razy twórcom zdarza się wpaść na niekonwencjonalne pomysły, jak choćby w kilkuminutowej sekwencji otwarcia. Wyskakuje charakterystyczna zielona windowsowa łączka, a po chwili dowiadujemy się, że pierwszy komputer w rodzinie Kimów pojawia się wraz z narodzinami córki. Kilkanaście lat rodzinnego życia zostaje streszczonych w formie odtwarzanych filmików, zapisków z kalendarza, dostarczanych maili, zakładanych kont na portalach. Niejednemu reżyserowi w grubo ponad dwugodzinnym filmie nie udało się opowiedzieć rodzinnej historii w tak emocjonalny i pomysłowy sposób jak to ma miejsce w prologu "Searching".

Zaletami "Searching" przede wszystkim są unikatowa forma opowieści, niezłe tempo, rola Johna Cho i mnóstwo zaskakujących zwrotów akcji. Notowania filmu obniżają jednak scenariuszowe niedociągnięcia, realizacyjny reżim i rozczarowujące zakończenie.
Zaletami "Searching" przede wszystkim są unikatowa forma opowieści, niezłe tempo, rola Johna Cho i mnóstwo zaskakujących zwrotów akcji. Notowania filmu obniżają jednak scenariuszowe niedociągnięcia, realizacyjny reżim i rozczarowujące zakończenie. mat. prasowe/ UIP
Konwencja technologicznego thrillera wyczerpuje się jednak z minuty na minutę. Niekiedy oryginalna perspektywa śledzenia akcji wręcz przeszkadza, zwłaszcza wówczas, gdy użycie telefonu czy komputera przez bohaterów jest zupełnie bezsensowne. Chaganty za wszelką cenę jednak chciał być konsekwentny, dlatego uparcie wyrzekał się sięgania po tradycyjne filmowe metody. W konsekwencji pojawia się sporo niedorzeczności, a wręcz absurdów. Ani razu jednak nie wpływają one negatywnie na tempo opowieści, które nie pozwala na głębszy oddech. Do punktu kulminacyjnego film nafaszerowany jest zwrotami akcji i rosnącym napięciem. Jak w klasycznym thrillerze. Dużym rozczarowaniem jest jednak ostatni kwadrans. Zbyt napuszony, przekombinowany, aż nadto dramaturgiczny.

"Searching" właściwie jest teatrem jednego aktora. John Cho, znany głównie z komediowych epizodów, bez większych zarzutów odnajduje się w kinie cięższego kalibru. A nie jest przecież łatwo ograć postać, na którą niemal nieustannie skierowana jest kamera. Koreańczyk z amerykańskim paszportem dość minimalistycznymi środkami umiejętnie jednak oddaje stan emocjonalny swojego bohatera i ani razu nie traci wiarygodności. Czego nie można powiedzieć choćby o Debrze Messing, wcielającej się w rolę policjantki pomagającej w poszukiwaniach Margot.

"Klikany" thriller z pewnością zaskakuje swoją formą i sposobem poprowadzenia opowieści. Bardzo tani w realizacji i niezwykle aktualny pod kątem trendów sposób filmowania może rozpocząć nowy etap w kinie - tzw. screen movie, zdominowanego internetową technologią.
"Klikany" thriller z pewnością zaskakuje swoją formą i sposobem poprowadzenia opowieści. Bardzo tani w realizacji i niezwykle aktualny pod kątem trendów sposób filmowania może rozpocząć nowy etap w kinie - tzw. screen movie, zdominowanego internetową technologią. mat. prasowe/ UIP
Dużą zaletą filmu jest ponadto bardzo plastyczne potraktowanie tematu wpływu współczesnych środków przekazu medialnego na codzienne życie. Nie mamy bowiem do czynienia tylko z mechanicznym odtwarzaniem tego wszystkiego, czym żyje większość młodych ludzi. Bardzo łatwo można było wyśmiać portale potęgujące wśród młodzieży narcyzm, egoizm, agresję. Oczywiście, od tych zachowań twórcy "Searching" się nie dystansują. Obrazowo pokazują psychologię tłumu, poruszają problem internetowej anonimowości, piętnują hejt. Nie da się jednak jednoznacznie określić, czy internet jest zły, czy dobry. Wnioski wyciągnąć musi widz.

I choćby pod tym kątem warto dać "Searching" szansę. Nawet jeśli w oczywisty i dość pretensjonalny sposób dojdziemy do banalnej konkluzji, że nawet najgłębsza ucieczka w elektroniczną głuszę nie zastąpi rozmowy w cztery oczy i zwyczajnej ludzkiej więzi. Film debiutującego za kamerą Chaganty'ego sprawdza się jako niezły thriller i bardzo celny komentarz rzeczywistości podglądanej w streamie, upiększanej filtrami, opłacanej w lajkach, ale bez prawdziwych uczuć i ludzkiej życzliwości, niewartej dwóch złamanych bitcoinów.

OCENA: 6/10

Film

Searching

Searching (1 opinia)

5.4
produkcja
USA
premiera
28 września 2018
czas trwania
1 godz. 42 min.
Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (8)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Gdańsk

Sopot

Gdynia

Rumia

DKFy

Premiery

07.12.2018 r.

06.12.2018 r.

30.11.2018 r.

Zapowiedzi