Nasze recenzje

Teatr wielkiego aktora. Recenzja filmu "Czas mroku"


Schowany za grubymi warstwami charakteryzacji Gary Oldman, wzorem kreowanej przez siebie postaci, ociera się o prawdziwy geniusz, co sprawia, że "Czas mroku" bezapelacyjnie jest teatrem jednego aktora. Słowo teatr nie jest tu zresztą przypadkowe, bo kameralnej opowieści daleko do napuszonego widowiska czy standardowej biografii. Choć i w tym przypadku nie obyło się bez pewnych mankamentów.



Gdy ceniony i posiadający już na koncie niemałe sukcesy reżyser na warsztat bierze losy wybitnego polityka, a na plan zdjęciowy zaprasza znakomitego aktora, należy spodziewać się dzieła co najmniej wyjątkowego. "Czas mroku" udowadnia jednak, iż o doskonałości produkcji czasami decydują niuanse, które w filmowej opowieści o Winstonie Churchillu nie wybrzmiały tak precyzyjnie, jakbyśmy tego oczekiwali. Chwilami mankamenty fenomenalną grą tuszuje Gary Oldman, niekiedy nawet on nie jest w stanie wyprostować scenariuszowych zawijasów. Filmu Joe Wrighta kategorycznie nie można jednak nazwać słabym czy nawet przeciętnym.

Na pozytywną notę twórcy "Czasu mroku" w pierwszej kolejności zapracowali obraną przez siebie strategią. Niejeden reżyser pokusiłby się o monumentalny, trzygodzinny, rozpasły elaborat o życiorysie Winstona Churchilla. Joe Wright przy wsparciu scenarzysty, Anthony'ego McCartena, uszczuplił opowieść do krótkiego wycinka z politycznej kariery brytyjskiego męża stanu. Głównego bohatera poznajemy więc w przeddzień objęcia funkcji premiera, a dalsze ekranowe losy związane są głównie z operacją "Dynamo". Dzięki temu "Czas mroku" otwiera przed widzem równoległą perspektywę do podglądania wydarzeń ukazanych w "Dunkierce". Podczas gdy Nolan śledził ewakuację brytyjskich żołnierzy z francuskiej plaży, Wright ukazał kulisy przygotowania skomplikowanej operacji.

Zobacz także: Recenzja filmu "Dunkierka"


"Czas mroku" przybliża sylwetkę Winstona Churchilla, zaś akcja filmu dotyczy głównie wydarzeń związanych z ewakuacją brytyjskich żołnierzy z plaży w Dunkierce. To niejako przedstawienie równoległej perspektywy do filmu Christophera Nolana.
"Czas mroku" przybliża sylwetkę Winstona Churchilla, zaś akcja filmu dotyczy głównie wydarzeń związanych z ewakuacją brytyjskich żołnierzy z plaży w Dunkierce. To niejako przedstawienie równoległej perspektywy do filmu Christophera Nolana. mat. prasowe/ UIP
Korzystnie wypada również taktowne żonglowanie gatunkami filmowymi w "Czasie mroku". To zarówno, pozornie skąpa i fragmentaryczna, biografia nieszablonowej postaci, a jednocześnie podszyty wojenną historią dramat psychologiczny skupiony wokół wielkiej indywidualności. Udany kolaż nie byłby możliwy bez sprawnej ręki Wrighta, jak również bez wydatnej pomocy operatora, Bruno Delbonnela, zasłużenie nominowanego do Oscara. Francuzowi, dzięki wyrafinowanej grze światłem i niebanalnie poprowadzonej kamerze, udało się doskonale oddać klimat osaczonego Londynu i zastraszonej terrorem nazistów Europy. Połączone wysiłki filmowców sprawiają, że "Czas mroku" w znacznej mierze przypomina kameralny spektakl teatralny osadzony w klaustrofobicznych wnętrzach i w pełni skoncentrowany na bohaterach.

Wśród tych natomiast naturalnie na pierwszym planie dominuje filmowy Winston Churchill w kapitalnym wydaniu Gary'ego Oldmana, któremu jedynie kataklizm bądź zbiorowe zaćmienie umysłu członków kapituły mogłyby odebrać zasłużonego od lat Oscara. Pal licho nadzwyczajne podobieństwo fizyczne do słynnego polityka. To i tak głównie zasługa katorżniczej pracy charakteryzatorów przy niemałym wsparciu kostiumografów. Przykryty toną makijażu i unieruchomiony w korpulentnych kształtach Churchilla brytyjski aktor wzbija się na absolutne wyżyny swojego fachu.

Oldman nie gra. On po prostu jest Churchillem. Tym szorstkim prywatnie egocentrykiem i impulsywnym, acz genialnym mężem stanu. Umiejętnie tworzy portret niepokornego polityka, pod którym dołki kopie nawet jego polityczne ugrupowanie. Wrogowie widzą w nim furiata, na którego postać padają cienie dawnych grzechów i błędów. Potencjalni przyjaciele nie są w stanie mu zaufać. Boi się go nawet król. Oldmanowi doskonale udało się zagrać to nieznośne wyobcowanie, zaś w scenach płomiennych przemówień przyprawia wręcz o dreszcze. Gdyby sam Churchill mógł to zobaczyć, z pewnością polałby Oldmanowi ulubionej whisky i podzielił się ostatnim cygarem.

Nierozpoznawalny wręcz Gary Oldman w roli brytyjskiego męża stanu daje kapitalny popis aktorstwa. I choć czasami ociera się o groteskę i niewiele brakuje do przeszarżowania, to tegoroczny Oscar wydaje się być formalnością i pięknym podsumowaniem dotychczasowej kariery aktora.
Nierozpoznawalny wręcz Gary Oldman w roli brytyjskiego męża stanu daje kapitalny popis aktorstwa. I choć czasami ociera się o groteskę i niewiele brakuje do przeszarżowania, to tegoroczny Oscar wydaje się być formalnością i pięknym podsumowaniem dotychczasowej kariery aktora. mat. prasowe/ UIP
Nie jest jednak tak, że Brytyjczyk tak mocno błyszczy, bo blednie pozostała część aktorskiej ekipy. Wręcz przeciwnie. Świetnie postać Neville'a Chamberlaina sportretował Ronald Pickup (zastąpił zmarłego podczas zdjęć Johna Hurta). Zaskakująco, bo nieco na przekór dotychczasowym swoim kreacjom, króla Jerzego VI zagrał Ben Mendelsohn. Nieocenionego ciepła dostarczają zaś panie. Kristin Scott Thomas w roli Clementine Churchill rozświetla aurę wokół zasępionego zazwyczaj męża. Sporo wdzięku w ponure wnętrza podziemnego centrum dowodzenia wprowadza też odmłodzona Keira Knightley, czyli Lily James jako osobista stenotypistka brytyjskiego premiera.

Wydawałoby się więc, że każdy element tej nakręconej nieco wbrew aktualnym trendom produkcji składa się na nienaganną całość. Tak jednak się nie dzieje. Nawet sam Gary Oldman chwilami ociera się o groteskę i zapędza się w karkołomne szarże, których nie zamienia w klęskę tylko dzięki samodyscyplinie i bogatemu doświadczeniu. Czego nie można powiedzieć o reżyserze, który praktycznie jedną sceną niszczy misternie budowany klimat opowieści. Kluczowa sekwencja w londyńskim metrze jest wręcz absurdalnie oderwana od dotychczasowej narracji. Poziom sztucznego patosu osiąga krytyczną wartość, co niestety rzutuje też na finał pozbawiony większych wrażeń. I to nawet mimo tego, że słyszymy słowa, na które z pewnością czeka niejeden widz.

Problematyczny będzie zapewne odbiór głównej postaci przez widownię. Bo dla jednych filmowy Churchill stanie się symbolem niezłomnej odwagi i politycznego geniuszu. Inni będą w nim widzieć ekscentrycznego mąciwodę, alkoholika i wybuchowego populistę. Abstrahując od indywidualnych ocen, zabrakło jednak w "Czasie mroku" pogłębienia tej nietuzinkowej osobowości. Słabo zarysowane zostało otoczenie rodzinne, pominięto właściwie kwestię depresji, na którą permanentnie cierpiał sir Winston. Zarzuty o zbytnie wybielenie tej postaci też nie pozostaną bezzasadne.

Jeżeli jednak przyjąć, że film Joe Wrighta jest nie tyle typową biografią, co opowieścią o jednostce, która obciążona ogromną odpowiedzialnością musi dokonać trudnego wyboru, to pod tym względem "Czas mroku" broni się bez większych zarzutów. Z ekranu bije jasny przekaz: prawdziwą odwagą i poświęceniem nie jest jedynie wystąpienie przeciw wrogowi, a przekonanie pozostałych, że taki akt jest słuszny i ma sens.

Dość słabo zaznaczona charakterystyka postaci Churchilla, zbytnie uproszczenie i kilka nie najlepiej rozpisanych scen w końcówce filmu to zarzuty, obok których ciężko przejść obojętnie. Na szczęście wszystkie mankamenty nie przysłoniły całkowicie walorów "Czasu mroku". Szczególnie zainteresowani tytułem powinni być fani filmowych biografii, historii, jak i zakulisowych politycznych rozgrywek, których mechanizmy bez skrępowania ukazują twórcy filmu.
Dość słabo zaznaczona charakterystyka postaci Churchilla, zbytnie uproszczenie i kilka nie najlepiej rozpisanych scen w końcówce filmu to zarzuty, obok których ciężko przejść obojętnie. Na szczęście wszystkie mankamenty nie przysłoniły całkowicie walorów "Czasu mroku". Szczególnie zainteresowani tytułem powinni być fani filmowych biografii, historii, jak i zakulisowych politycznych rozgrywek, których mechanizmy bez skrępowania ukazują twórcy filmu. mat. prasowe/ UIP
Jest w "Czasie mroku" scena, w której naciskany przez środowisko polityczne do pokojowych rozmów z Hitlerem Churchill ucieka do ubikacji, by porozmawiać telefonicznie z Franklinem D. Rooseveltem. W absurdalnych, wydałoby się okolicznościach, bez płomiennych przemówień, krzykliwych haseł i pompatycznych ozdobników Gary Oldman odgrywa być może najlepsze 5 minut w swojej karierze. Takich inscenizacyjnych i scenariuszowych perełek jest zdecydowanie za mało. Przez to o Oldmanie będziemy pamiętać długo, o samym filmie z pewnością krócej.

OCENA: 6,5/10

Film

Czas mroku
6.3 26 ocen

Czas mroku (31 opinii)

produkcja
Wielka Brytania
gatunek
Dramat, Wojenny, Historyczny
premiera
26 stycznia 2018
czas trwania
1 godz. 54 min.

Opinie (20)

  • Szkoda, że w 3mieście tylko w jednym kinie to grają (2)

    W Gdyni się nie obejrzy - tylko multikino w Gdańsku. Trochę wstyd.

    • 14 0

    • (1)

      Film dopiero wchodzi na ekrany, grają go w Cinema City m.in. co ty pitolisz o tym Multikinie tylko?

      • 1 0

      • Jak sprawdzałem kilka dni temu

        to był w repertuarze tylko jednego kina. Teraz rozszerzyli, ale nadal nie grają w Gdyni ani w Sopocie.

        • 1 0

  • (2)

    Wypijał flaszkę whisky dziennie i dożył 91 lat. Ewenement na skalę światową;-)

    • 16 0

    • a Giedroyć cały dzień jarał fajki (1)

      i dożył prawie 100 lat.....

      • 3 1

      • To jakby cały dzień jarać fajki i wypijać do tego blaszkę whisky to 200 lat jak w banku! I ZUS w końcu splajtuje !

        • 3 1

  • bląd (3)

    W filmie nie gra Keira Knightley.

    • 2 5

    • (2)

      Sam jesteś błąd. Czytaj ze zrozumieniem.

      • 3 1

      • (1)

        nie rozumiem

        • 0 2

        • a ja nie znam odpowiedzi i pytania...

          • 0 1

  • czas mroku (1)

    Osobistą sekretarkę Winstona gra Lilly James panie recenzencie:-)

    • 3 1

    • No przecież jest tak w tekście, że gra Lily James ...?

      • 1 1

  • Dobry aktor,ale

    Szkoda,ze z wujkiem Joe wpitzielili nas w ręce ruskich na 50 lat

    • 10 3

  • kina studyjne (2)

    wstyd, ze w Gdansku nie ma kin studyjnych ;/

    • 7 3

    • (1)

      Są 2

      • 3 0

      • mowisz o zaku i kinoporcie? chodzi mi o centrum Gdanska.
        w takim Krakowie jest z 6..

        • 3 0

  • A tak krótko...

    ... bez zawiłych opinii- dobre to?

    • 2 1

  • (1)

    Ciekawy, polecam.

    • 0 1

    • Gary Oldman rewelacyjny.... Nie poznałabym go, super charakteryzacja

      • 1 0

  • Keiraaaaa??????

    Keira Knightley?? no chyba nie w tym filmie....

    • 0 2

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Gdynia

Rumia

DKFy

Premiery

25.09.2020 r.

18.09.2020 r.

Zapowiedzi