Nasze recenzje

stat

Tak dobrego "horroru" dawno nie było. Recenzja "Cichego miejsca"


Jeśli mowa jest srebrem, a milczenie złotem, to film Johna Krasinskiego stanowi próbę najwyższej jakości. Tak intensywnej i nasiąkniętej suspensem ciszy dawno w kinie nie było nam dane zasmakować. Znakomicie zagrany i świetnie wyreżyserowany thriller hipnotyzuje od pierwszego kadru, a zaciśniętymi na fotelowych oparciach palcami od rosnących emocji nieświadomie możemy wydrążyć dziury.



Pomimo, że w kalendarzu widnieje dopiero połowa kwietnia, "Ciche miejsce" już teraz śmiało można klasyfikować w czołówce największych tegorocznych odkryć, o którym wbrew tytułowi głośno będzie jeszcze przez długi czas. Produkcją, której budżet zamknął się w kwocie ledwie 21 milionów dolarów, John Krasinski dał bolesnego prztyczka w nos hollywoodzkim wyjadaczom marnującym nieporównywalnie większe sumy na pozbawione pomysłu widowiska przeładowane efektami. W "Cichym miejscu" efektowność idzie w parze z efektywnością, a przede wszystkim to człowiek i jego podstawowe lęki dostarczają największych, i co bezcenne, wiarygodnych emocji.

Krasinskiemu w spektakularnym stylu udało się stworzyć kameralne kino, którego wykładnią jest słowo-klucz: zaskoczenie. Bo jak dysponując skromnymi (jak na obecne filmowe realia) środkami stworzyć tak subtelny, a jednocześnie intensywny obraz? Jak to możliwe, by tak bezczelnie wwiercać się w strefę komfortu widza i zagarniać jego uwagę, skoro przeważającą część filmu stanowią półszepty, aktorzy grają głównie mimiką, a pierwsze mówione dialogi wybrzmiewają dopiero niemal na półmetku opowieści? Jakim cudem niedoświadczony reżyser, nabierający szlifów w słodko-gorzkich komediach, okazał się tak sprawnym narratorem i mistrzem suspensu? Odpowiedź brzmi banalnie: wystarczy prosty pomysł i reżyserska konsekwencja.

Rodzina Abbottów próbuje normalnie funkcjonować w postapokaliptycznym świecie, w którym zabójcze potwory reagują na każdy dźwięk. Życie w ciszy staje się wyzwaniem nie tylko pod kątem fizycznym, ale i psychicznym.
Rodzina Abbottów próbuje normalnie funkcjonować w postapokaliptycznym świecie, w którym zabójcze potwory reagują na każdy dźwięk. Życie w ciszy staje się wyzwaniem nie tylko pod kątem fizycznym, ale i psychicznym. mat. prasowe/ UIP
Główny koncept filmu jest nad wyraz czytelny: hałasujesz - bankrutujesz. Przy czym jedyną wartościową walutą jest tu ludzkie życie. Pięcioosobowa rodzina Abbottów w postapokaliptycznej rzeczywistości musi nauczyć się funkcjonowania w absolutnej ciszy. Każdy dźwięk - skrzypiąca podłoga, upadająca łyżka, wypowiedziane słowo - zwabia krwiożercze kreatury, przed którymi nie sposób się wybronić. Zanim ludzkość pojęła, z kim naprawdę ma do czynienia, było już za późno. Niedobitki ukrywają się na opuszczonych farmach, chodzą boso, jedzą bez sztućców, porozumiewają się na migi.

O tym, jak wielkim ryzykiem obarczone jest życie w tak sterylnych warunkach, przekonuje scena otwarcia. Evelyn (Emily Blunt) i Lee (John Krasinski) w towarzystwie trojga dzieci "robią zakupy" w opustoszałym markecie. Pomiędzy półkami przemykają na palcach, a matka poszukująca lekarstwa dla chorego syna pieczołowicie obchodzi się ze znalezioną fiolką. Tak, aby szelestem tabletek nie sprowadzić morderców. Blady strach pada na całą rodzinę, gdy w pewnym momencie najmłodszy potomek znajduje elektroniczną zabawkę. Wystarczy nawet przypadkowe uruchomienie przycisku, aby nie wrócić już do domu.

Niezwykle sugestywna scena określa jednocześnie klimat tej stłumionej opowieści. Akcja, poza gwałtownym i newralgicznym dla losów Abbottów akcentem, rozwija się niespiesznie. Stopniowo odkrywamy rodzinne relacje, odnajdujemy się w świecie skonstruowanym wokół ciszy, w wyrywkowych migawkach zapoznajemy się z czyhającym poza kadrem wrogiem. Krasinski tworzy kameralne, rasowe, postapokaliptyczne kino z nienaganną ekspozycją bohaterów. Dawkuje napięcie i przygotowuje grunt pod eksplodującą emocjami drugą połowę filmu. A tu następuje już zwolnienie blokady i rozpoczyna się desperacka walka o przetrwanie.

"Ciche miejsce" jest bardziej thrillerem niż horrorem, aczkolwiek zwłaszcza w drugiej części filmu twórcy czerpią już pełnymi garściami z kina grozy. I to zarówno w zakresie zalet, jak i niestety wad nierozerwalnie związanych z tą właśnie kinową konwencją.
"Ciche miejsce" jest bardziej thrillerem niż horrorem, aczkolwiek zwłaszcza w drugiej części filmu twórcy czerpią już pełnymi garściami z kina grozy. I to zarówno w zakresie zalet, jak i niestety wad nierozerwalnie związanych z tą właśnie kinową konwencją. mat. prasowe/ UIP
Tryskającej krwi i bestialskich ataków jednak nie uświadczymy. "Ciche miejsce" bowiem, wbrew promocyjnym sloganom i dystrybutorskim zapewnieniom, nie jest klasycznym horrorem! Krasinski na potęgę korzysta z gatunkowych klisz charakterystycznych kinu grozy, ale nie czyni z nich głównego argumentu. Miłośnicy "Piły" czy "Paranormal Activity" nie mają tu raczej czego szukać. Aktor, reżyser i scenarzysta w jednym posiłkuje się suspensem rodem z Hitchcocka, przemyca grozę śladami Cronenberga, obrazuje napięcie z drobiazgowością Shyamalana. Bohaterom serwuje ucieczkę w polu kukurydzy, bezpośrednią konfrontację z potworami, widzów torturuje przenikliwą ciszą przerywaną dudniącą muzyką (skądinąd świetnie wkomponowaną w opowieść), ale koniec końców tworzy niepokojący thriller z dużą domieszką horroru.

Przy okazji, a może przede wszystkim, Krasinski snuje posępny dramat o kochającej się i zżytej rodzinie, której przyszło żyć w parszywych czasach. Nie bez znaczenia są tu także nierozliczone bolesne fakty z przeszłości i niezbyt perspektywiczna przyszłość. Nie sposób im jednak nie kibicować, a sympatię widzów z miejsca zdobywa każda postać. Na czele z odpowiedzialnym i heroicznym ojcem oraz zaradną matką, która gotowa jest poświęcić wszystko dla ochrony dziecka, również jeszcze tego nienarodzonego.

Wiarygodny portret zsolidaryzowanej w świetle niebezpieczeństwa rodziny jest zasługą znakomicie dysponowanych aktorów. John Krasinski i Emily Blunt małżeńskiej chemii nie musieli nawet imitować, bowiem od ośmiu lat tworzą udany związek poza planem. Szczególnie Blunt w "Cichym miejscu" spisała się rewelacyjnie i to jej postać dostarcza największych emocji na ekranie. Duże słowa uznania należą się młodszej części obsady. Po świetnym występie w "Wonderstruck" Millicent Simmonds, która rzeczywiście jest osobą niesłyszącą, udowadnia, że tytuł nadziei Hollywood nie jest bezzasadny. Aktorskiemu zadaniu z pewnością podołał także Noah Jupe, który błysnął niedawno w "Cudownym chłopaku".

Poza przemyślanym i wciągającym scenariuszem, świetną warstwą techniczną filmu i znakomicie budowanym napięciem oraz klimatem, niezaprzeczalnym atutem "Cichego miejsca" jest świetna gra aktorska na czele z niezwykle plastyczną Emily Blunt oraz autentycznie niesłyszącą Millicent Simmonds.
Poza przemyślanym i wciągającym scenariuszem, świetną warstwą techniczną filmu i znakomicie budowanym napięciem oraz klimatem, niezaprzeczalnym atutem "Cichego miejsca" jest świetna gra aktorska na czele z niezwykle plastyczną Emily Blunt oraz autentycznie niesłyszącą Millicent Simmonds. mat. prasowe/ UIP
Aspekt rodzinny i poniekąd psychologiczny schodzi zdecydowanie na dalszy plan w drugiej części filmu, gdzie prym wiedzie już sama akcja. I właśnie tu uwidaczniają się drobne, acz nieznośne mankamenty "Cichego miejsca". Związane są głównie ze wspomnianą już konwencją horroru i z całym bagażem wad, jakie towarzyszą temu gatunkowi. Bohaterom zdarza się gubić zdrowy rozsądek, wkradają się nielogiczne rozwiązania, trąca nawet emocjonalnym szantażem. Na szczęście twórców do końca nie opuszcza pomysłowość. Wisienką na tym pałaszowanym w ciszy torcie są znakomite zdjęcia fantastycznie podkreślające rosnące napięcie i ilustrujące losy bohaterów, a do tego nienaganne efekty specjalne na czele z interesująco wykreowanymi potworami. Monstra wyglądają znacznie lepiej niż w wielu wysokobudżetowych produkcjach.

"Cichego miejsca" nie warto przeoczyć, bo niestety coraz rzadziej w szeroko pojętym kinie grozy zdarza się tak harmonijna symbioza porządnego scenariusza, świetnej realizacji, przemyślanej i rozsądnie poprowadzonej reżyserii oraz gry aktorskiej na poważnym poziomie. Jeżeli podczas długich fragmentów ekranowej ciszy zastyga na sali kinowej odgłos siorbania i przegryzania popcornu, a towarzysze z sąsiednich miejsc zaczynają się komunikować między sobą, wzorem bohaterów, za pomocą gestów, to znak, że uczestniczymy w filmowym seansie zupełnie na serio. I to chyba najlepsza rekomendacja "Cichego miejsca", które głośno nas przyzywa.

OCENA: 7,5/10

Film

Ciche miejsce

Ciche miejsce (17 opinii)

5.9
produkcja
USA
gatunek
Horror
premiera
13 kwietnia 2018
Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (20)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Gdańsk

Sopot

Gdynia

Rumia

DKFy

Premiery

10.08.2018 r.

03.08.2018 r.

Zapowiedzi