Nasze recenzje

stat

Szybcy i wygadani. Recenzja filmu "Bodyguard Zawodowiec"


Znajdzie się tu wszystko, o czym fan "Zabójczej broni" czy "48 godzin" marzy: eksplodujące od iskry auta, kuloodporni twardziele machający gnatami, męskie pogadanki o kobietach i pracy oraz cała masa niecenzuralnych żartów polanych soczystą porcją wulgarnych docinek. "Bodyguard Zawodowiec" to sensacyjno-komediowa jazda bez trzymanki dla fanów gatunku, którzy od teraz mają swoją wersję hitu z Kevinem Costnerem i Whitney Houston.



Konsekwentnie eksploatowany w latach 80. i 90. model na wskroś pozytywnych "bad guyów" z naładowaną spluwą, niewyparzonym językiem i dość nonszalanckim stosunkiem do życia pozostaje dziś niemrawym wspomnieniem, do którego wracają kinomani doskonale pamiętający elektryzujące filmowe duety Nolte/Murphy czy Gibson/Glover. Śladami nieśmiertelnych hitów wypełniających swego czasu półkę niejednej wypożyczalni wideo współcześni filmowcy podążają jednak coraz rzadziej. Zbyt mocno bowiem zmienił się nie tylko język filmu, ale również gust samych widzów, którym nieogolony zabijaka w wymiętolonym garniaku z bronią równie wielkiego kalibru jak własne ego kojarzy się już wyłącznie z erą magnetowidów i dyskusyjną jakością ówczesnych "akcyjniaków".

Przeklinający macho ochoczo zaglądający do butelki, wypalający paczki papierosów, lubujący się w szowinistycznych docinkach, w opozycji do kulturalnych superbohaterów czy uszlachetnionych ulicznych driverów, wygląda niczym koneser tanich wysokoprocentowych trunków zaglądający przez szybę wytwornej restauracji. Wejść do niej można sporadycznie i okazjonalnie, co w ubiegłym roku udowodnił Shane Black swoim "Nice Guys". "Bodyguard Zawodowiec" filmem już tak udanym z pewnością nie jest, aczkolwiek w pewnych aspektach ze swoich obowiązków wywiązuje się całkiem przyzwoicie.

Michael (Ryan Reynolds) jest typowym służbistą. Najpierw precyzyjnie planuje, później konsekwentnie działa. Darius (Samuel L.Jackson) skupia się właściwie tylko... na działaniu. Obaj muszą znaleźć wspólny język, aby spełnić zadanie, a przede wszystkim przeżyć.
Michael (Ryan Reynolds) jest typowym służbistą. Najpierw precyzyjnie planuje, później konsekwentnie działa. Darius (Samuel L.Jackson) skupia się właściwie tylko... na działaniu. Obaj muszą znaleźć wspólny język, aby spełnić zadanie, a przede wszystkim przeżyć. mat. prasowe/ Monolith Films
Oczywiście nic nie jest nas w stanie zaskoczyć od pierwszej do ostatniej minuty seansu. Ma to dwojakie konsekwencje. "Bodyguard Zawodowiec" kadr po kadrze, klatka po klatce kalkuje schematy kina sensacyjnego znane choćby z "48 godzin" czy "Zdążyć przed północą". Poczynania bohaterów zaprogramowane są niczym japoński komputer. Precyzja w odmierzaniu tempa akcji godna szwajcarskich zegarmistrzów. Przewidywalność i kompletny brak efektu zaskoczenia stemplują więc niemal każdą scenę z udziałem Ryana ReynoldsaSamuela L.Jacksona. Jeżeli po kwadransie na szybko naszkicujemy sobie całą historię łącznie z jej finałem - niestety, nasz tok myślenia ani na centymetr nie odbiegnie od scenariusza.

Jednak czy stereotypowe kino sensacyjne wypełnione elementami komedii nie powinno z drugiej strony bazować na schematach i powtarzalności? Fabuła jest tu bowiem sprawą drugorzędną i stanowi bardziej pretekst do licznych żartów, wymiany "uprzejmości", brawurowych pościgów i hucznych strzelanin. A tego filmowi Patricka Hughesa odmówić na pewno nie można. Sposób zrealizowania scen akcji, a do tego zgrabnie skrojony kinowy duet są najskuteczniejszą bronią "Bodyguarda".

Solą i pieprzem tego filmowego dania jest szybko wyczuwalna chemia między Jacksonem a Reynoldsem. Pierwszy wciela się w postać zawodowego zabójcy, Dariusa Kincaida, schwytanego przez Interpol, który ma zeznawać w Hadze w procesie białoruskiego dyktatora (Gary Oldman). Młodszy z osobliwego duetu, Michael Bryce, ma już za sobą znakomitą passę w branży ochraniania prominentnych osób. Wpadka z przeszłości przekreśliła zawodowe ambicje, a propozycja dostarczenia do sądu w jednym kawałku znienawidzonego kryminalisty staje się szansą powrotu na szczyt, a jednocześnie okazją do odzyskania ukochanej. Miłość warunkuje również poczynania Dariusa, który godzi się na współpracę z organami sprawiedliwości w zamian za wolność dość porywczej i niebezpiecznej małżonki (Salma Hayek).

Samuel L.Jackson i Ryan Reynolds to prawdziwa ozdoba "Bodyguarda". Świetnie skrojony duet przypomina równie wybuchową mieszankę, co Russel Crowe i Ryan Gosling w ubiegłorocznym "Nice Guys".
Samuel L.Jackson i Ryan Reynolds to prawdziwa ozdoba "Bodyguarda". Świetnie skrojony duet przypomina równie wybuchową mieszankę, co Russel Crowe i Ryan Gosling w ubiegłorocznym "Nice Guys". mat. prasowe/ Monolith Films
Skonfrontowanie służbisty ogarniętego manią perfekcjonizmu z impulsywnym zabijaką otwiera filmowcom szerokie pole do komediowego popisu. Panowie od słownych i fizycznych utarczek płynnie przechodzą do etapu szorstkiej, męskiej przyjaźni, a z upływem czasu stają się samowystarczalnym duetem pokroju Riggsa i Murtaugh z "Zabójczej broni". Zanim jednak dotrą się w osobliwej relacji, poprzez różnice w charakterze i sposobie działania dostarczą widzowi sporej porcji humoru, choć ten nieszczególnie da się zaklasyfikować w kategoriach z wyższej półki. Dominuje wulgarność i bezpretensjonalna prostota.

Niezaprzeczalny prym w dwuosobowym teamie wiedzie Samuel L.Jackson. Rutyniarz z gracją i polotem nie tylko operuje bronią, ale również ciętą ripostą, obowiązkowo z nagminnym wykorzystywaniem słowa na "s". A przyznać trzeba, że czyni to z poetyckim wręcz zacięciem. Jackson przekonuje i bawi zarówno podczas ucieczki zdezelowanym autem, w scenach absurdalnych wręcz strzelanin, czy nawet w miniwanie zapełnionym włoskimi zakonnicami, z którymi światowej sławy killer ochoczo wyśpiewuje religijne pieśni. Reynolds, choć dwoi się i troi, to nieustannie pozostaje w blasku bardziej doświadczonego kolegi. Śmieszy głównie, gdy zostaje doprowadzony albo do rozpaczy, albo do niekontrolowanego wybuchu agresji.

Świetnie dopasowanym aktorom umiejętnie przygrywają na dalszym planie Gary Oldman, który wschodnioeuropejski akcent wydaje się, iż dopracował do perfekcji oraz Salma Hayek, językową erudycją skutecznie dorównująca w filmie Jacksonowi (oprócz tego doskonała w pseudoromantycznej scenie w barze z kawałkiem Lionela Ritchie w tle). Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że gdyby nie duet Reynolds - Jackson, "Bodyguard Zawodowiec" byłby filmem wręcz niezauważalnym.

"Bodyguard Zawodowiec" spełnia wszelkie kryteria porządnego kina akcji. Mnóstwo tu pomysłowych strzelanin, mocno przesadzonych eksplozji, wartkich pojedynków. Mimo to film nie ucieka niestety od dłużyzn.
"Bodyguard Zawodowiec" spełnia wszelkie kryteria porządnego kina akcji. Mnóstwo tu pomysłowych strzelanin, mocno przesadzonych eksplozji, wartkich pojedynków. Mimo to film nie ucieka niestety od dłużyzn. mat. prasowe/ Monolith Films
Poza wysoce energetycznym zestawem w postaci głównych bohaterów film Patricka Hughesa przekonuje ponadto bardzo sprawnie skrojonymi scenami akcji. Obława na ulicach Manchesteru przypomina totalną demolkę, zaś kilkuminutowa strzelanina połączona z efektownym pościgiem po wąskich uliczkach i kanałach Amsterdamu dostarcza świetnych wrażeń estetycznych. Kule latają naprawdę szybko, magazynki pustoszeją w mgnieniu oka, samochody błyskawicznie ulegają destrukcji (obowiązkowo w wyniku eksplozji!), a główni bohaterowie kolekcjonują kontuzje i rany jak w rasowym dramacie wojennym.

Reżyser "Bodyguarda" jednak tak mocno skupił się na swoim flagowym duecie, iż niezbyt dokładnie przypilnował tempa akcji. Film bardzo często ociera się o dłużyzny, a gdyby metraż uciąć choćby o pół godziny, byłby z pewnością bardziej przystępny. Do tego miejscami aktorom wyraźnie brakuje ciekawych linijek tekstu, dlatego nadrabiać muszą improwizacją, do której na szczęście ani Reynoldsowi, ani Jacksonowi zdolności nie brakuje.

Film Patricka Hughesa ewidentnie przywołuje na myśl kino sensacyjne minionych dekad, w którym bazując na prostej (żeby nie powiedzieć prostackiej) fabule dostarcza się widzowi zarówno odpowiedniej dramaturgii, jak i humoru. Przy jednoczesnej dbałości o wierność schematom i prawidłowościom, jakimi rządzi się męska komedia, w której żarty są niecenzuralne, kule szybsze od myśli, a samochody oblewają kolejne crash testy. "Bodyguard" swoją misję wypełnia bez większych zarzutów, ale z jego usług po raz drugi raczej już nie skorzystamy.

OCENA: 6/10

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (15)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
12.12.2017 wprowadzono zmiany w regulaminie.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Gdynia

Rumia

DKFy

Premiery

08.12.2017 r.

01.12.2017 r.

Zapowiedzi