Nasze recenzje

stat

Szopka imprezowa, czyli korpo-opłatek w wersji hard. Recenzja filmu "Firmowa Gwiazdka"



Jeśli korporacyjny "opłatek" kojarzy nam się tylko z pochłanianiem przygotowanego z proszku barszczu i wyczekiwaniem na świąteczne premie, to możemy doznać ciężkiego szoku, podglądając skutki suto zakrapianej "Firmowej Gwiazdki". Wchodząca właśnie na ekrany polskich kin komedia bożonarodzeniowa serdecznością i ciepłym klimatem raczej nas nie uraczy. Wyszukanym humorem na poziomie i choćby przeciętną fabułą niestety również nie.



Zamknięty w męskiej ubikacji renifer, galopujący na koniu pomiędzy biurowymi boksami Jezus czy drzemiący w żłobie amatorzy wysokoprocentowych trunków, to najlepsza wizytówka poziomu, jaki prezentuje "Firmowa Gwiazdka". Świąteczny klimat i wszelkie z nim związane elementy potraktowano tu jedynie jako wyblakłe tło alkoholowych ekscesów pracowników korporacji, którym puszczają jakiekolwiek hamulce. Przez prawie dwie godziny z większym bądź mniejszym zażenowaniem podglądamy więc coraz bardziej wymyślne i głupsze zabawy uczestników imprezy. Prym wiodą monotematyczne gagi, absurdalnie bezsensowna fabuła i kopiowanie ekranowych trików zaczerpniętych z młodzieżowych produkcji spod znaku "Projekt X" czy "niepełnoletni/pełnoletni".

Pracownicza impreza ma stać się ostatnią szansą na pozyskanie zamożnego kontrahenta. W przeciwnym razie pracownicy zostaną na lodzie, a firma bez pieniędzy. Skutki tego suto zakrapianego "opłatka" nie będą jednak takie, jak wymarzyli sobie pomysłodawcy szalonej inicjatywy.
Pracownicza impreza ma stać się ostatnią szansą na pozyskanie zamożnego kontrahenta. W przeciwnym razie pracownicy zostaną na lodzie, a firma bez pieniędzy. Skutki tego suto zakrapianego "opłatka" nie będą jednak takie, jak wymarzyli sobie pomysłodawcy szalonej inicjatywy. mat. prasowe/ Monolith Films
Clay Vanstone (T.J. Miller) jest spadkobiercą rodzinnego biznesu, który prowadzi wspólnie z siostrą (Jennifer Aniston). Rodzeństwo diametralnie się jednak od siebie różni. On wykazuje typową mentalność nastolatka, upychając po kątach poważne zadania od których woli niekończącą się zabawę. Ona to typ wyrachowanej biznesmenki gardzącej jakimikolwiek sentymentami. Gdy nad firmą pojawia się widmo masowych zwolnień i finansowych cięć, ostatnią deską ratunku staje się pozyskanie zamożnego inwestora. Merytoryczne argumenty i specjalistyczna wiedza nie są jednak w stylu Claya. Dlatego wpada na szaleńczy pomysł: zorganizuje niezapomnianą świąteczną imprezę, podczas której przekona potencjalnego kontrahenta do współpracy i zagra na nosie dominującej w tym duecie siostrze. Problem w tym, że nasączona alkoholem i innymi używkami zabawa szybko przeobraża się w istną gehennę, która wstrząśnie fasadami całej firmy.

Pomysł na komediową fabułę niezbyt wyszukany i oryginalny, bo przecież wystarczy popuścić wodze fantazji i odkręcić kurek z alkoholem, aby wywołać lawinę zakrapianych żartów oscylujących głównie wokół seksu i tępej głupoty uczestników imprezy. A jeżeli wśród nich znajdziemy skłonnego do używek szefa, znerwicowanego speca od kontaktów z klientem, zniewieściałego informatyka czy chorobliwie przestrzegającą regulaminu pracownicę działu HR, to wybuchowa mieszanka niewiele potrzebuje do głośnej eksplozji. Fajerwerków rzeczywiście nie brakuje. Z każdą minutą biurowa przestrzeń jest coraz boleśniej dewastowana, podobnie jak godność pracowników. Na dokładkę dostajemy jeszcze pseudo-sensacyjny wątek z gangiem alfonsów i mało śmieszny finał.

Zdecydowana większość seansu upłynie nam na podglądaniu karkołomnych wyczynów uczestników świątecznej balangi. I rzeczywiście momentami można się uśmiać, ale im dłużej trwa ta korporacyjna impreza, tym szybciej zaczyna nas dopadać zmęczenie i znużenie.
Zdecydowana większość seansu upłynie nam na podglądaniu karkołomnych wyczynów uczestników świątecznej balangi. I rzeczywiście momentami można się uśmiać, ale im dłużej trwa ta korporacyjna impreza, tym szybciej zaczyna nas dopadać zmęczenie i znużenie. mat. prasowe/ Monolith Films
Dalsze zagłębianie się w filmową fabułę jest równie bezsensowne jak podanie schabowego na wigilijny stół. Magii świąt raczej nie odczujemy, bo nie o to w tym całym cyrku chodzi. Filmowcy bardzo skrzętnie wykorzystali przedświąteczny okres do promocji komedii, która odarta z tej charakterystycznej otoczki na pewno nie przyciągnęłaby tylu widzów do kina. "Firmowa Gwiazdka" ma jednak rzadkie momenty, w których ciężko powstrzymać nachodzący na usta uśmiech - głównie w myśl zasady "tak głupie, że aż śmieszne". Humorystycznego kolorytu dodają głównie T.J. Miller i jak zawsze charakterystyczny na dalszym planie komediowy "wyjadacz", Rob Corddry. Słabiutko prezentuje się z kolei Jason Bateman, któremu paradoksalnie przypadła w udziale postać najbardziej rozsądna i inteligentna, z czym nie do końca komediowy przecież aktor sobie poradził.

W tym bezdennym artystycznym bagnie, jeśli naprawdę głęboko zarzucimy wędkę, da się wyłowić jeszcze drobne atuty tej produkcji. Trzeba oddać filmowcom, że nie zabrakło im odwagi w zerwaniu z tradycją świątecznych komedii, w których Święty Mikołaj gubi prezenty, głowa rodziny nie może znaleźć wymarzonego świątecznego drzewka albo osamotniony chłopiec wyprowadza w pole zuchwałych włamywaczy. W "Firmowej Gwiazdce" nie brakuje ostentacyjnych drwin ze świątecznych, ale też religijnych symboli, co każdy widz odbierze wedle swego gustu i przekonań. W dobie coraz bardziej posuniętego korporacjonizmu wykorzystanie i tego motywu w świątecznej komedii zdaje się też mieć rację bytu. Zabrakło jednak ambicji, przemyślanego scenariusza i równo rozłożonego tempa akcji. Bo gdy impreza dobiega końca, a główni bohaterowie trzeźwieją, to i widz przytomnieje nagle z tego szaleńczego amoku. Zaczyna wiać nudą, a pompowany sztuczną adrenaliną finał staje się aż nadto obojętny.

Sympatyczne świąteczne komedie z gorączkowo poszukującym wymarzonej zabawki dla syna Arnoldem Schwarzeneggerem czy podpalającym własną choinkę Chevym Chasem to już niemal trzynasta wigilijna potrawa dla pokoleń wychowanych w latach 80. czy 90. Młodsi skazani są na produkcje kalibru "Firmowa Gwiazdka", w których okołoświąteczny klimat jest jedynie wyblakłym tłem monotematycznych żartów i imprezowych ekscesów. I choć są momenty, w których ciężko powstrzymać się od śmiechu, to twórcom takiego kina należałoby jednak podrzucić pod choinkę olbrzymią rózgę. "Firmowa Gwiazdka" po całotygodniowej harówce może, ale nie musi nas odstresować. Jeżeli szukamy jednak typowo świątecznej komedii, to poczekajmy aż 20. rok z rzędu Kevin zostanie sam w domu.

OCENA: 3/10

Film

Firmowa gwiazdka

Firmowa gwiazdka (2 opinie)

5.2
produkcja
USA
gatunek
Komedia
premiera
9 grudnia 2016
czas trwania
1 godz. 45 min.
Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (33)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Gdańsk

Sopot

Gdynia

Rumia

DKFy

Premiery

16.11.2018 r.

09.11.2018 r.

Zapowiedzi