Nasze recenzje

Solowe początki. Recenzja filmu "Han Solo: Gwiezdne wojny - historie"


Najsłynniejszy przemytnik Galaktyki doczekał się solowego projektu, który całkiem zgrabnie odzwierciedlił charakter uwielbianej przez widzów postaci. To lekko łobuzerska, niezwykle dynamiczna i nasączona nonszalanckim humorem produkcja gwarantująca nieskrępowany relaks oraz rozrywkę w najczystszej postaci. "Han Solo" nawet na pokładzie Sokoła Millenium nie ma jednak szans wzbić się na pułap dotychczasowych epizodów słynnej sagi.



Debiutujący na ekranach przed dwoma laty "Łotr 1" udowodnił, że stworzona przez George'a Lucasa galaktyczna saga posiada niewyobrażalny potencjał, którego nie trzeba przecież pożytkować jedynie na potrzeby głównej opowieści. Poboczna historia okazała się całkiem przekonująca, a jednocześnie pokazała, iż nie samym Skywalkerem i Vaderem żyje miłośnik "Gwiezdnych wojen". W przypadku kolejnego spin-offu wiele jednak wskazywało na ogromne ryzyko potencjalnej porażki, do której ostatecznie nie doszło. Siły Jasnej Strony Mocy tym razem ocaliły legendę Hana Solo.

Perturbacje na planie zdjęciowym, zmiana reżysera i rozbuchany do granic absurdu wieloetapowy casting do tytułowej roli rzucały niemały cień na szanse powodzenia projektu poświęconego tak uwielbianej przez widzów postaci. Zbytniego optymizmu nie wniosły też dość nijakie filmowe zwiastuny. A jednak wystarczy kilka początkowych minut spędzonych w towarzystwie Hana Solo, aby z przekonaniem stwierdzić, że nad "Gwiezdnymi wojnami" wciąż unosi się aura sukcesu.

Hana Solo (Alden Ehrenreich) poznajemy w momencie ucieczki z planety Korelia. Następnie przyszły pilot i przemytnik zaciąga się do grupy Tobiasa Becketta (Woody Harrelson), poznaje nowego kumpla - Chewbaccę (Joonas Suotamo), po raz pierwszy wsiada do "Sokoła Millenium" i odnajduje dawną miłość (Emilia Clarke).
Hana Solo (Alden Ehrenreich) poznajemy w momencie ucieczki z planety Korelia. Następnie przyszły pilot i przemytnik zaciąga się do grupy Tobiasa Becketta (Woody Harrelson), poznaje nowego kumpla - Chewbaccę (Joonas Suotamo), po raz pierwszy wsiada do "Sokoła Millenium" i odnajduje dawną miłość (Emilia Clarke). mat. prasowe/ Disney
Sukcesu oczywiście niewspółmiernego do dotychczasowych epizodów spod szyldu legendarnej serii. "Han Solo" znakomicie sprawdza się jako niezobowiązujące, lekkostrawne kino przygodowe, któremu wyraźnie doskwiera jednocześnie brak wyższej idei i głębszego przekazu. Czy jednak po historii buńczucznego awanturnika należało spodziewać się monumentalnego dzieła na miarę "Imperium kontratakuje"? Niekoniecznie. Pomimo dość błahej fabuły, dosadnej zachowawczości i uproszczonej konstrukcji, nowy projekt Disneya i Lucasfilm ma wiele co najmniej interesujących walorów.

Zgodnie z duchem "Gwiezdnych wojen" twórcy filmu kontynuują eksplorację planet, zabierają nas na skute lodem pustkowia, zaglądają do dusznych podziemnych kopalni, raczą przepychem i fantazją przestępczych kasyn oraz ekskluzywnych jachtów. Niezależnie od miejsca akcji dominuje jednak dość stłumiona kolorystyka, co powoduje, że cały film nabiera posępnego, a nawet przytłaczającego klimatu. Biorąc pod uwagę specyfikę przestępczej działalności bohaterów i okres największego prosperity Imperium ma to jednak logiczne uzasadnienie. Wielu widzom taka tonacja barw i monotonia planów może przeszkadzać, ale niewątpliwe pod tym kątem "Han Solo" wyróżnia się na tle pozostałych produkcji.

Wartością dodaną najnowszego projektu Lucasfilm jest również umiejętne szachowanie filmowymi kliszami i gatunkami. Zamiast pompatycznej batalii dobra ze złem, na pierwszy plan przebijają się przestępcze porachunki galaktycznych syndykatów i zwykła walka o przetrwanie. I znów - jedni narzekać będą na rozrywkowy charakter produkcji kosztem wzniosłych wartości, inni docenią wyraźne spuszczenie z wyższego tonu. Jeżeli zdecydujemy się na drugą z opcji, wówczas z większą frajdą przyjmiemy zabawę filmowymi konwencjami.

Twórcy filmu chętnie korzystają z dobrodziejstw świata "Gwiezdnych wojen" - wysyłają bohaterów w najdalsze zakątki Galaktyki, serwują im spotkania z dziwacznymi stworami w równie dziwacznych miejscach, wykorzystują mnóstwo smaczków i odwołań. Jednocześnie są w stanie zaproponować zupełnie nową estetykę i sposób opowieści.
Twórcy filmu chętnie korzystają z dobrodziejstw świata "Gwiezdnych wojen" - wysyłają bohaterów w najdalsze zakątki Galaktyki, serwują im spotkania z dziwacznymi stworami w równie dziwacznych miejscach, wykorzystują mnóstwo smaczków i odwołań. Jednocześnie są w stanie zaproponować zupełnie nową estetykę i sposób opowieści. mat. prasowe/ Disney
"Han Solo" bowiem pełnymi garściami czerpie z tzw. heist movie, gdzie ośrodkiem fabuły jest planowanie i przeprowadzenie wielkiego skoku, ale korzysta poza tym z elementów kina przygodowego, a nawet wojennego. Obowiązkowo pojawia się wątek miłosny, nie bez znaczenia będzie motyw męskiej przyjaźni, a i naprawdę niezłego humoru znajdzie się całkiem sporo. Szczególnie w interakcjach Hana z Chewiem i Lando czy pod postacią rewolucyjnych manifestów walczącego o równouprawnienie robota L-3.

Akcja filmu pędzi z szybkością i gracją Sokoła Millenium i tylko chwilami ma się wrażenie, że właśnie ktoś przypadkiem zaciągnął hamulec. Dynamicznemu tempu kroku dotrzymują świetne efekty specjalne na czele z widowiskowymi scenami ucieczek i pościgów, efektowną sekwencją batalistyczną i pojedynkiem na dachu pędzącego pociągu. Niewątpliwym atutom realizacyjnym przeszkadzają jednak scenariuszowe płycizny. Historia Hana Solo opowiedziana jest bez blasku i zaskoczenia, według utartych schematów i chronologicznego porządku - od ucieczki młodocianego buntownika z planety Korelia aż po debiut za sterami Sokoła.

Brak odważnego przełamania scenariuszowej rutyny i spłycenie kilku interesujących wątków zbyt mocno w oczy nie rażą, bo przewidywalnej fabule nie można odmówić jednak logiki i spójności. Duża w tym zasługa doświadczonego Rona Howarda, który ma na tyle dopracowany warsztat, iż konsekwentną realizacją potrafi przykryć niedociągnięcia wynikające ze skryptu. Po stronie plusów amerykański reżyser śmiało może też umieścić umiarkowane czerpanie z dotychczasowych zasobów "Gwiezdnych wojen". Nic w "Hanie Solo" nie jest wrzucone na siłę, a mnóstwo delikatnych smaczków (lokalizacje, postaci, a nawet karciana gra w Sabaka) z pewnością spodoba się niejednemu zagorzałemu fanowi filmów, książek czy komiksów spod szyldu "Star Wars".

Kluczową kwestią było znalezienie odpowiedzi na pytanie: jak zrobić film o Hanie Solo bez Harrisona Forda? Alden Ehrenreich pokonał setki, jeśli nie tysiące kandydatów po to, by we wszelkich rankingach i tak przegrać, niezależnie od efektu filmowego, z bardziej doświadczonym kolegą po fachu. Lekkości, charyzmy i zawadiackiego uśmiechu Forda ewidentnie brakuje, ale młody pretendent robi, co może. Sypnie raz po raz ironicznym komentarzem, oczaruje pojedynczym uśmiechem, kilka razy odnajdzie nawet charakterystyczny błysk w oku, tu rozbawi, tam porwie do akcji. I w zasadzie to wystarczy, aby nie sprofanować kultowej postaci. Biorąc pod uwagę, jak ogromny ciężar odpowiedzialności spoczywał na barkach Ehrenreicha, stosunkowo mało jeszcze znany aktor zapracował na solidną trójkę z plusem.

Alden Ehrenreich nie popełnił większych błędów, czym nie skazał się na potępienie fanów Hana Solo. Momentami bywa nawet bardzo przekonujący, stara się być charyzmatyczny, czasami dowcipny. Szczególnie w kontaktach z Lando i Chewbaccą, z którym... bierze nawet wspólny prysznic.
Alden Ehrenreich nie popełnił większych błędów, czym nie skazał się na potępienie fanów Hana Solo. Momentami bywa nawet bardzo przekonujący, stara się być charyzmatyczny, czasami dowcipny. Szczególnie w kontaktach z Lando i Chewbaccą, z którym... bierze nawet wspólny prysznic. mat. prasowe/ Disney
Znacznie wyższe noty zasłużenie zbiera natomiast Donald Glover, który w postać Lando Calrissiana tchnął niesamowity urok i energię. Zawadiacki dandys kradnie naszą uwagę od pierwszego spotkania przy karcianym stole, a decyzja producentów o podarowaniu Lando oddzielnego filmu wydaje się być po prostu oczywista. Tradycyjnie bez zarzutu swoją robotę wykonuje Woody Harrelson, ciekawie rozwija się postać Emilii Clarke, Joonas Suotamo bez problemu uporał się z Chewbaccą, zaś Paul Bettany w roli czarnego charakteru okazał się naprawdę przekonujący i aż szkoda, że wykorzystywano go w filmie tak rzadko. Z miejsca nasze serca podbija też Phoebe Waller-Bridge, podkładająca głos pod L-3.

W filmie nie ma ani jednego nawiązania do Mocy. I mocy, może niekoniecznie tej lucasowej, ewidentnie miejscami brakuje. Scena, w której po wielu kombinacjach i perypetiach, Chewie i Han w końcu razem siadają za sterami Sokoła i wymieniają porozumiewawcze spojrzenie dostarcza szerokiego uśmiechu i dreszczy, ale takich momentów jest zbyt mało. Odczujemy to jednak dopiero po seansie, bo w trakcie niego szalone tempo i mnóstwo zwrotów akcji zapewnią rozrywkę na naprawdę niezłym poziomie.

OCENA: 7/10

Film

Han Solo: Gwiezdne wojny - historie
6.0 21 ocen

Han Solo: Gwiezdne wojny - historie (20 opinii)

produkcja
USA
gatunek
Przygodowy
premiera
25 maja 2018
czas trwania
2 godz. 15 min.

Opinie (48) 2 zablokowane

  • nudne to już i infantylne.

    kolejny skok na kasę.

    • 47 26

  • (3)

    za dużo tego …. co rok nowe gwiezdne wojny

    • 33 22

    • masz rację (1)

      Za dużo, zaraz dojdą do dwóch rocznie, mimo że jestem fanem, to od tamtego roku dałem sobie spokój i nawet jak wychodzą na BR to nie oglądam. Wolę za tę kasę kupić abonament na jednej z platform i cieszyć się dobrymi, zaskakującymi serialami, nie odgrzewanymi kotletami. Jeszcze 2-3 lata i wygaszą przystawki w stylu: Łotr1 czy Han Solo, a w ciągu 5-6 zajadą główny wątek. Ja już spasowałem.

      • 10 3

      • Gdyby wszystkie spinoffy trzymały poziom Rouge 1 to bym nie marudził.
        W chwili obecnej to mój ulubiony film z nowej serii.
        Dziś zobaczymy jak uplasuje się Solo.

        • 6 0

    • fan

      o nie nie co rok co pol roku i super

      • 1 0

  • Bajka

    Dla mnie dno. Bajka dla dzieci. Roboty robiace auu ouu . mroczny sith wymachujacy szabelka przez hologram ... Czekalem tylko kiedy wyskoczy jar jar... Zdecydowanie odradzam

    • 19 28

  • (1)

    To już od jakiegoś czasu nie są Gwiezdne Wojny. Co chwila słaby filmik aby zgarnąć kasiorę.

    • 32 7

    • Całe szczęście są produkcje fanowskie

      Można się zabawić w coś nieszablonowego, ale tlko w krajach zachodnich. Nasze produkcje sa niemiłosiernie mierne i jest ich mało.

      • 0 1

  • PG13 (3)

    Film ma kategorię wiekową PG13, więc jest przeznaczony dla trzynastoletnich dzieci.

    • 15 9

    • (2)

      Ta, bo oryginalna trylogia była adresowana do 18+.
      Czas zdjąć różowe okulary i przyznać się, że to głównie sentyment wiąże nas ze starą trylogią.
      A Disney robi to co każde studio robi - zysk.
      Jakoś Geroge Lucas nie miał nad sobą dyszącej myszki Miki, a jakoś popełnił prequele, w których cukier sam się krystalizuje we krwi... Jak wychodziły, to ludzie też utyskiwali że to be, że to nie Gwiezdne Wojny.
      Przebudzenie Mocy zbyt podobne do Nowej Nadziei? sh*tstorm. Ostatni Jedi nie podobny do reszty serii? sh*tstorm.
      Czego Wy końcu ludzie chcecie?
      Disney wywalił całe EU do koszta i czas z tym się pogodzić.

      • 7 4

      • (1)

        Tak, bo jak ktoś ci pluje w twarz, to nic się nie stało. Czas się z tym pogodzić nie? Disney niemiłosierność eksploatuje gwiezdne wojny, bo wie że w końcu nastąpi efekt zmęczenia i kolejne taśmowo kręcone filmy przestaną przynosić zyski. Największy zarzut mam do Dżej Dżej Abramsa, bo uznał że on wie lepiej, zaorał EU i wylansował swoje wymysły. Ten sam patent jak przy Star Treku. Zniszczył oba uniwersa. Nie mógł skorzystać z książek? Co słabe były? Wiadomo, zagorzali fani wiedzieli by mniej więcej, jak dalej potoczy się fabuła po "Powrocie Jedi". Pakt na Bakurze, Trylogia Thrawna, a reszta oglądała by z ciekawością dalsze losy. To był kanon, a teraz? Szkoda. Jakoś Blade Runner 2049 mógł powtórzyć historię swojego pierwowzoru i odniósł średnio umiarkowany sukces w kinach. Ale za 20 lat, będzie otoczony takim samym kultem jak film Ridleya Scotta dzisiaj.

        • 3 1

        • A nie sądzisz, że problem tu mógł być natury praw autorskich do książek? To że Disney nabył Lucasfilms i Lucasarts, to nie koniecznie musi znaczyć, że nabył również prawa do ekranizacji wszystkich książek.
          Poza tym, śmiem twierdzić że to nie Dżej Dżej podjął taką decyzję a ludzie stojący dużo wyżej od niego.
          Poza tym, czemu Disney miałby pozostawić książki z których nie mieli przychodów skoro mogą je traktować jako niebyłe i wydać własne, z których mogli by ciągnąć zysk.
          Tak, żałuje, że EU został wypierdzielony za okno, ale też bez przesady, niektóre książki też nie były za wysokich lotów i wcale nie odstawały poziomem od Disney Ery.
          Mam wrażenie, że ludzie mają po prostu im za złe, że nie uznali EU za kanoniczne, i tyle.
          I niby kto pluje Ci w twarz? Bo ktoś, kto kupił prawa do marki robi z nią co uważa za słuszne to plucie w twarz? Nie, to decyzje biznesowe.
          Ja np. po obejrzeniu ostatnich dzieł spod loga SW już wiem, że nie pójdę na kolejne filmy. Han Solo kompletnie mnie zawiódł, Ostatni Jedi o ile mógłby być porządnym filmem, został całkowicie skiszony zbędnymi wątkami i ... sielankowatością.

          O ile Rouge One podniósł moje oczekiwania i nadzieje, to niestety obecnie jestem gorzko rozczarowany.

          • 1 0

  • Hańba! (1)

    Dlaczego nie ma Harrisona Forda - przecież to on jest prawdziwym Janem Solo! Nigdy więcej nie obejrzę już żadnego filmu z uniwersum Star Wars. Takich rzeczy po prostu się nie robi

    • 11 17

    • Niestety, Grażyna Solo nie pozwoliła mu zagrać, bo muszą jechać z Brajankiem Solo do Star Mall'a ;)

      • 17 2

  • Harrison Ford (2)

    jest tylko jeden Han

    • 38 5

    • (1)

      Ta, tyle że ten "jedyny" Han sam od dawna chciał śmierci swojej postaci :)
      Poza tym, jak by to miało wyglądać? Dwudziestokilkuletni letni Han z facjatą 60 latka?
      Czy może znów chcemy g burze jaka była przy Rouge One że cyfrowo odtworzyli młodą Carrie Fisher?

      • 9 1

      • W Rogue One to nie było cyfrowo odtworzona Carrie Fisher, tylko łudząco przypominająca ją norweska aktorka.

        • 2 0

  • film dla dzieci (3)

    lub dorosłych idiotów

    • 13 25

    • Dziękuje, Pan w takim razie jest Bezdennie głupim idiotą.

      • 10 1

    • Krzycz Trybson!

      A co jest dla doroslych inteligentow?

      • 3 1

    • Właśnie wracam ze zlotu fanów GW w Wejherowie

      Wolę towarzystwo takich "idiotów" niż drwali na 100czni. Co do filmu nie jest wybitny ale też nie skopany (a tego drugiego się obawiałem). Nowy Solo nawet nie przeszkadza.

      • 6 1

  • W przyszłym roku " R2D2 - Historie"

    a za dwa lata...." Ten gość w czapce który stoi w scenie bitewnej nr3 w III części obok Luka; po lewej a nie po prawej - Historie "..

    • 31 5

  • Strasznie mi się zawsze podobał Sokół Millenium (7)

    Kiedyś chciałem przerobić Golfa III na Sokoła żeby podrywać panienki.. :)

    • 46 0

    • Zrób to (2)

      Nigdy nie jest za późno! Zrób to!

      • 19 0

      • (1)

        Mogę zostać Chewbacą :)

        • 9 0

        • A ja księżniczką Lejlą.

          • 7 0

    • Nie porzucaj swoich marzeń!!!

      • 7 0

    • Myślę że temat do ogarnięcia...

      Trochę szpachli, parę spojlerów itp, i Golf III jak wykapany Sokół Millenium :)

      • 9 0

    • Pamiętaj tylko że pojawiające się znikąd golfowe sokoły milenium zawsze (1)

      mają rejestrację GKS lub GKA

      • 9 1

      • o GWE i GPU zapomnia-eś

        • 6 2

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Gdynia

Rumia

DKFy

Premiery

23.10.2020 r.

16.10.2020 r.

Zapowiedzi