Nasze recenzje

stat

Siła sióstr. Recenzja filmu "Małe kobietki"


Klasyka amerykańskiej literatury kobiecej w interpretacji Grety Gerwig ujmuje zwiewną i subtelną formą, czyniąc ponad dwugodzinny seans przyjemnym na ogół i wartościowym doświadczeniem. Autorkę przebojowego "Lady Bird" kilkukrotnie uwiera ciasny gorset, jakim są sztywne gatunkowe ramy kina kostiumowego, lecz potrafi utrzymać fason, nadając XIX-wiecznej opowieści sporo finezji i współczesnego polotu. "Małe kobietki" chyba nigdy dotąd nie miały tak dużo do powiedzenia na wielkim ekranie.



Popularną powieść Louisy May Alcott ekranizowano do tej pory kilkukrotnie, a bodaj najbardziej znaną wersję nieco ponad ćwierć wieku temu nakręciła Gillian Armstrong, która do współpracy zaprosiła m.in. raczkujących dopiero na wielkim ekranie Winonę Ryder, Kirsten Dunst, Claire Danes i... Christiana Bale'a. Produkcja z 1994 roku była asekuracyjną adaptacją książkowego oryginału, aczkolwiek nie można było jej odmówić sprawnego tempa narracji oraz urokliwego ciepła, które przytulnie rozgrzewało i napawało pozytywnymi wibracjami.

Greta Gerwig, która debiutem w postaci "Lady Bird" wyraźnie zasygnalizowała swoją obecność w Hollywood, postanowiła "Małym kobietkom" zaserwować bardziej współczesny lifting, a przy okazji mocniej zaakcentować emancypacyjny charakter powieści Alcott. Bez nadętej, krzykliwej retoryki, za to z wyczuciem i dbałością o kobiecy wielogłos. Dzięki temu nowa wersja nie tylko hołduje pierwowzorowi, ale stara się go wynieść na nieco inny niż dotychczas poziom. Z różnym skutkiem. Po buntowniczej i bezkompromisowej Gerwig można było się jednak spodziewać bardziej śmiałych zabiegów.

Meg, Amy, Jo i Beth March szybko wchodzą w dorosłość, która często w nieprzyjemny sposób weryfikuje ich młodzieńcze marzenia i plany. Silna siostrzana więź pozwala jednak bohaterkom "Małych kobietek" przetrwać najgorsze kryzysy.
Meg, Amy, Jo i Beth March szybko wchodzą w dorosłość, która często w nieprzyjemny sposób weryfikuje ich młodzieńcze marzenia i plany. Silna siostrzana więź pozwala jednak bohaterkom "Małych kobietek" przetrwać najgorsze kryzysy. mat. prasowe/ UIP
Jednym z tych najbardziej widocznych jest natomiast rozbicie narracji na dwie czasoprzestrzenie. Jedna z nich koncentruje się na dorosłym już etapie życia głównych bohaterek, druga serwuje sentymentalne retrospekcje do okresu dzieciństwa i wspólnego dojrzewania sióstr March podczas amerykańskiej wojny secesyjnej. Będące pod opieką matki (ojciec przebywa na froncie) muszą nieustannie radzić sobie z biedą i niezbyt łaskawym losem, któremu nieraz potrafią jednak zaśmiać się prosto w twarz i czerpać z życia pełnymi garściami.

Tytułowe kobietki stanowią solidny monolit, lecz indywidualnie to przenikające się nawzajem odmienne żywioły. Buńczuczna i przebojowa Jo (Saoirse Ronan) nie znosi obowiązujących konwenansów i skrycie marzy o karierze pisarki. Zalotna i nieroztropna Amy (Florence Pugh) dostrzega w sobie zadatki na malarkę, ale zarazem w bardzo materialny sposób podchodzi do planów na przyszłość, na którą polisą ma być zamożny mąż. Romantyczna Meg (Emma Watson) snuje wizje wielkiej miłości i szczęśliwej rodziny, w imię których gotowa jest poświęcić aktorski talent. Najbardziej skryta i muzycznie uzdolniona Beth (Eliza Scanlen) nie kalkuluje, a pokornie przyjmuje to, co przynosi los.

Dwutorowa narracja z jednej strony konfrontuje młodzieńczy zapał z dorosłym pragmatyzmem, w dynamiczny sposób ilustruje zmiany, jakie zachodzą w głównych bohaterkach, a także umiejętnie rozdziela fabularną przestrzeń pomiędzy cztery siostry. Pod tym względem pomysł Gerwig jeszcze się broni. Z drugiej zaś strony przełamanie linearnej narracji zaburza rytm opowieści, wprowadza lekki chaos i pod kątem wizualnym wydaje się być zbędną fanaberią reżyserki. Można to jeszcze przełknąć, znając literacki pierwowzór bądź poprzednią filmową wersję. Osoby zupełnie niezaznajomione z tematem mogą z kolei czuć pewną dezorientację, a nawet rozdrażnienie.

Greta Gerwig odświeżyła literacki klasyk, nieco go uwspółcześniła i uaktualniła, tworząc przyjemny i wypełniony ciepłem film, którego największymi zaletami, poza znakomitym aktorstwem, są muzyka Alexandre'a Desplata i zdjęcia Yoricka Le Saux.
Greta Gerwig odświeżyła literacki klasyk, nieco go uwspółcześniła i uaktualniła, tworząc przyjemny i wypełniony ciepłem film, którego największymi zaletami, poza znakomitym aktorstwem, są muzyka Alexandre'a Desplata i zdjęcia Yoricka Le Saux. mat. prasowe/ UIP
W "Lady Bird" Gerwig znakomicie potrafiła operować filmowym językiem i umiejętnym prowadzeniem postaci. Na szczęście nie zatraciła tej zdolności w "Małych kobietkach". Każda z bohaterek ma w sobie tyle charyzmy i indywidualnej przebojowości, że bez trudu możemy się z nimi utożsamiać i dopingować je w trudnym momencie wchodzenia w dorosłość. W odróżnieniu od Armstrong Gerwig ma jasny, sprecyzowany patent na każdą z sióstr March, które na przemian porywają widza do tańca w rytm zupełnie innych akordów. Przewagą nowej wersji nad dotychczasowymi jest także intuicyjne czerpanie z książkowych dialogów. Gerwig nie przepisuje oryginału, lecz korzysta tylko z tego, co rzeczywiście jest jej niezbędne w konkretnym fragmencie filmu.

Wybiórcze adaptowanie książki napisanej ponad 150 lat temu pozwala twórcom "Małych kobietek" nieco odświeżyć konwencję i uwspółcześnić przekaz, choć należy przyznać, że Alcott i tak udało się napisać powieść nie tylko wciągającą, a również uniwersalną. Losy sióstr March obrazują siłę rodzinnych więzi, ilustrują wolę walki o lepsze jutro, przekonują, że marzenia warto mieć, a ich weryfikacja nie jest oznaką osobistej porażki, lecz efektem przebudowy systemu wartości. Gerwig najmocniej akcentuje jednak aspekt kobiety walczącej, ze społecznie przypisanymi jej rolami, i samodecydowanie w kwestiach tak przecież dzisiaj oczywistych jak małżeństwo, praca czy wewnętrzne zadowolenie. Szkoda jedynie, że reżyserce zabrakło pod koniec amunicji, a finał wydaje się wręcz kuriozalnym strzałem w stopę.

Trafiona, w pozytywnym już znaczeniu tego słowa, jest natomiast obsada. Saoirse Ronan kolejny raz udowadnia, że znakomicie czuje się w konwencji kina kostiumowego, a przede wszystkim w roli wyemancypowanych indywidualistek. Jo w jej wydaniu nie brakuje pewności siebie, zadziorności i przekory, ale czuć gdzieś w tym wszystkim pewną dziewczęcą chimeryczność i wahanie. Ronan świetnie udało się te skrajności pogodzić. Zasłużona nominacja do Oscara, podobnie jak wyróżnienie idącej często na żywioł (ale zawsze zwycięskiej) Florence Pugh. Dużo aktorskiego dobra na dalszym planie: znów klasa Meryl Streep, dyskretna (choć wyrazista) Laura Dern i rewelacyjny Timothee Chalamet, który niedługo pozbawi widzów i krytyków odpowiednich epitetów na określenie poziomu własnych kreacji. Jego Laurie Laurence nieraz kradnie show pannom March.

Nie wszystkie nowatorskie patenty Gerwig sprawdzają się na wielkim ekranie, nie zawsze również czuć autorską rękę twórczyni "Lady Bird". Do zdecydowanie udanych posunięć należy rozbudowa postaci Lauriego Laurence'a (Chalamet) oraz intuicyjne wykorzystywanie książkowych dialogów.
Nie wszystkie nowatorskie patenty Gerwig sprawdzają się na wielkim ekranie, nie zawsze również czuć autorską rękę twórczyni "Lady Bird". Do zdecydowanie udanych posunięć należy rozbudowa postaci Lauriego Laurence'a (Chalamet) oraz intuicyjne wykorzystywanie książkowych dialogów. mat. prasowe/ UIP
"Małe kobietki" to pokaźnych rozmiarów kino kostiumowe idealnie skrojone pod gusta miłośników akurat tego filmowego gatunku. Literacki oryginał nie zestarzał się, a Greta Gerwig oprawiła go nie tylko w nową, lśniącą okładkę, lecz dopisała na marginesie kilka autorskich uwag. A przydałby się wręcz cały rozdział. Na to jednak reżyserka nie miała albo wystarczająco dopracowanego pomysłu, albo zielonego światła ze strony producentów. Niemniej kolejna filmowa adaptacja prozy Louisy May Alcott posiada sporo atutów, by podbić serca szczególnie damskiej części widowni i sprawić, że po seansie zapragniemy mocno uściskać siostrę. Jeśli takowej/takowych nie mamy - bez paniki - Jo, Amy, Meg i Beth czekają z otwartymi ramionami.

OCENA: 7/10

Film

Małe kobietki
7.3 29 ocen

Małe kobietki (6 opinii)

produkcja
USA
premiera
24 grudnia 2019
czas trwania
2 godz. 14 min.

Opinie (13) 1 zablokowana

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.