Nasze recenzje

Sezon na rekina. Recenzja filmu "The Meg"


Jak przystało na największego twardziela współczesnego kina akcji, Jason Statham nawet wypad na ryby potrafi zamienić w ekstremalną jazdę bez trzymanki. Zamiast niespiesznie sączyć piwko i moczyć kij w wodzie, brytyjski gladiator chwyta za harpun, wskakuje do oceanu i ponad 20-metrowego rekina traktuje z półobrotu. Gdyby twórcy "Adrenaliny" zabrali się za ekranizację "Moby Dicka", to wielce prawdopodobne, że wyglądałoby właśnie w taki sposób.



Reżyserującemu Jonowi Turteltaubowi wyraźnie jednak brakuje niepoprawnej wyobraźni i odważnej kreski, dlatego "The Meg" nie sięga dalej niż poza ramy banalnego letniego blockbustera. Amerykańsko-chińska koprodukcja stanowi w zasadzie niezbyt ambitną wariację na temat "Szczęk". Oczywiście w obowiązkowym rozmiarze XXL. Prehistoryczny megalodon spielbergowskiego ludojada schrupałby na przystawkę, a i heroiczny szeryf Brody przy Jonasie Taylorze wyglądałby jak gość od noszenia mu torby na siłownię. Kolosalne dysproporcje powodują, że "Szczęki" w zestawieniu z "The Meg" ogląda się niczym "Nowe przygody Flippera".

Na fizycznym kontraście kończy się jednak jakakolwiek wyższość nowej produkcji nad dziełem Stevena Spielberga. Opowieść o ataku największego morskiego drapieżnika w dziejach świata plasuje się właściwie pomiędzy wspomnianymi "Szczękami" a wyrobami filmopodobnymi z kultowej w niektórych kręgach serii "Rekinado". Turteltaub o reżyserskim kunszcie Spielberga i umiejętnym budowaniu napięcia może pomarzyć, ale jednocześnie głównie dzięki niezłym efektom specjalnym i niezawodnemu Stathamowi ratuje swój film przed upchnięciem do szuflady z napisem "kino klasy C".

Gigantyczny megalodon w konsekwencji nieudanej misji naukowej wydostaje się z oceanicznych głębin i zaczyna grasować w pobliżu chińskiego wybrzeża. Kilkuosobowa grupa śmiałków obmyśla strategię unieszkodliwienia drapieżnika.
Gigantyczny megalodon w konsekwencji nieudanej misji naukowej wydostaje się z oceanicznych głębin i zaczyna grasować w pobliżu chińskiego wybrzeża. Kilkuosobowa grupa śmiałków obmyśla strategię unieszkodliwienia drapieżnika. mat. prasowe/ Warner Bros.
Widząc w obsadzie nazwisko aktorskiego osiłka i czytając komiczny wręcz opis fabuły niejednemu widzowi powinna zaświecić się co najmniej żółta lampka z ostrzegawczym napisem: to nie będzie mądry film. Dopełniając formalności - nie jest. Całe podwodne zło wypływa na powierzchnię, bo niezbyt rozgarnięci naukowcy kolejny raz forsują drzwi, na które natura już dawno założyła ciężką kłódkę. Ekipa eksplorująca oceaniczne dno zostaje zaatakowana przez prehistorycznego rekina, któremu dotychczas czoła stawił tylko jeden człowiek - specjalistyczny nurek Jonas Taylor (Jason Statham).

Mężczyzna poklasku i chwały jednak się nie doczekał, bo i nikt też nie uwierzył, że najlepszych przyjaciół Jonas poświęcił, by uratować załogę rozbitego okrętu atomowego przed drapieżnikiem, który miał wyginąć miliony lat temu. Po latach Taylor ma szansę na rehabilitację i uwodnienie śmiałych tez na temat ponad 20-metrowego głębinowego potwora. Misja ratunkowa nabiera jednak komplikacji, a gigantyczny rekin wypływa na powierzchnię. Tysiące plażowiczów z okolicznych kąpielisk to dla wygłodniałego olbrzyma niczym darmowy szwedzki stół bez kolejek i narzuconych limitów.

"Człowiek kontra megalodon to nie pojedynek. To rzeź" - cedzi przez zaciśnięte zęby Jonas Taylor i trudno nie przyznać mu racji. Szkoda jedynie, że w tego typu filmie potwierdzenia tych słów trzeba szukać w wyobraźni widza, bo twórcy pokazują naprawdę niewiele. Narzucona przez producentów kategoria wiekowa, która seans umożliwia nawet całym rodzinom, powoduje, że bestialski drapieżnik ucztuje nadzwyczaj kulturalnie i stylowo niemal jak w jadalni Małgorzaty Rozenek. Brakuje mu tylko widelca i noża w płetwach oraz lnianej serwetki. Megalodon namiętnie pałaszuje ludzkie ofiary, choć na ekranie ledwie można dostrzec czasami ślady krwi.

"The Meg" jest typowym letnim blockbusterem, który na dłużej w pamięci widza na pewno nie pozostanie. Można liczyć na niezłe tempo akcji, efekty specjalne i popisy Jasona Stathama. Przeszkadzać może mocno załagodzony charakter filmu, bardzo słaby scenariusz i typowa dla tego rodzaju kina schematyczność.
"The Meg" jest typowym letnim blockbusterem, który na dłużej w pamięci widza na pewno nie pozostanie. Można liczyć na niezłe tempo akcji, efekty specjalne i popisy Jasona Stathama. Przeszkadzać może mocno załagodzony charakter filmu, bardzo słaby scenariusz i typowa dla tego rodzaju kina schematyczność. mat. prasowe/ Warner Bros.
Nie chodzi oczywiście o daremne i mało wyszukane eksponowanie agresji i barwienie ekranu na czerwono. Opowieść o krwiożerczej podwodnej bestii diametralnie jednak traci na wiarygodności przez założony rodzinny filtr, a i poziom spodziewanej podczas seansu adrenaliny wielu z pewnością rozczaruje. Podobnie jak częstotliwość łapania w kadrze samego rekina. Megalodon, owszem, wygląda okazale, a filmowcy w bardzo przemyślany sposób wprowadzają go do gry. Jest go jednak zdecydowanie zbyt mało. Dużo starszy (pod względem filmowego stażu) i dużo mniejszy kuzyn ze "Szczęk" cieszył się znacznie większym zaufaniem filmowców.

Przy tak charyzmatycznym aktorze jak Jason Statham nawet 20-metrowemu megalodonowi trudno jest przebić się na pierwszy plan. Brytyjczyk niskim zachrypniętym głosem, charakterystycznym akcentem i rozbudowaną muskulaturą nadrabia z powodzeniem wszelkie aktorskie niedociągnięcia. Choć w każdym filmie wygląda i gra niemal tak samo, to raz po raz fizycznymi popisami i płomiennymi one-linerami z miejsca zyskuje sympatię widowni. W "The Meg" niejako w gratisie dorzuca rzadko wykorzystywany uśmiech i naturalny luz, zwłaszcza w całkiem dobrych scenach z małą Shuyą Sofią Cai. Bez Stathama film Jona Turteltauba dryfowałby jedynie po filmowym oceanie i niewielu potrafiłoby go dostrzec z lądu.

Pozostała aktorska świta wypełnia w zasadzie i tak mocno już zawężone tło wokół Jasona Stathama. Żadna z postaci w naszej pamięci na dłużej nie pozostanie, a każdy z drugoplanowych bohaterów ma ściśle określoną funkcję. Znajdziemy więc gościa od zabawiania i siania paniki, jest oklepany czarny charakter, pojawia się też tzw. mięso armatnie - kimś wszak trzeba nakarmić wygłodniałą rybę. Zadania aktorom nie ułatwia też schematyczny scenariusz "urozmaicony" doprawdy żałośnie ogranym wątkiem romantycznym i masą łzawych akcentów nasilających się z rozwojem akcji. Wszystko, co bezpośrednio nie jest związane z pościgiem za rekinem po prostu niepotrzebnie wydłuża seans i zwyczajnie nudzi.

Jason Statham tym razem trafia na przeciwnika znacznie od siebie większego. Nie jest to bynajmniej znaczącą przeszkodą dla mistrza współczesnego kina akcji. Pojedynek człowiek-megalodon chwilami dostarcza autentycznych emocji, a finałowemu starciu nie można odmówić rozmachu.
Jason Statham tym razem trafia na przeciwnika znacznie od siebie większego. Nie jest to bynajmniej znaczącą przeszkodą dla mistrza współczesnego kina akcji. Pojedynek człowiek-megalodon chwilami dostarcza autentycznych emocji, a finałowemu starciu nie można odmówić rozmachu. mat. prasowe/ Warner Bros.
Pomimo licznych przestojów tempo w "The Meg" jest całkiem przyzwoite, twórcom kilka razy adekwatnie do sytuacji udaje się zbudować namiastkę napięcia, efekty specjalne nie rażą w oczy, a i absurdalnych pomysłów na walkę z drapieżnikiem nie brakuje. Trzeba również przyznać, że filmowcy doskonale wczuli się w obraną przez siebie konwencję, a nawet kilkukrotnie celowo z niej zadrwili. Skłonność do przesady, szczególnie w finałowym starciu, jest więc zamierzona i nie da się ukryć, iż dostarczyła obsadzie i twórcom niezłego ubawu.

Czy równie dobrze bawić się będą sami widzowie? Fani Jasona Stathama na pewno. Miłośnicy wielkoformatowej rozrywki również. Podobnie jak zwolennicy zupełnie bezrefleksyjnego kina i posiadacze nadterminowej ilości wolnego czasu, którego pożeranie megalodonowi przychodzi chyba najłatwiej.

OCENA: 5/10

Film

Meg
4.7 7 ocen

Meg (5 opinii)

produkcja
USA
gatunek
Horror
premiera
24 sierpnia 2018
czas trwania
1 godz. 53 min.

Opinie (49) 2 zablokowane

  • ) (5)

    Fajny film akcji z moim ulubieńcem w roli głównej.Polecam.

    • 8 27

    • Myślałem że wolisz Smoleńsk (1)

      • 8 2

      • Nie wole 7 część szczęk,

        bo to takie fajne hamerykańskie.

        • 3 3

    • Prosty film dla prostych ludzi

      • 8 0

    • Bohater dla niespełnionego prymitywu (1)

      serial "Taxi" na poważnie. Kiedyś widziałam kawałek Transportera - film dla mniej niż idiotów i niespełnionych kierowców trójmiasta! Coś, jak ci podstarzali kolesie lansujący się w tych sportowych brykach, wciśnięci w rurki, szarżujący po trójmiejskich ulicach trójmiasta i zwracający na siebie uwagę - hałasem. Hałas z rury, to jest ich cała sława i możliwość zaistnienia, jak goryl na blaszanym śmietniku.
      Film akcji - nieważne, że akcja jest bez sensu, a towar z fury śmierdzi odchodami!

      • 4 4

      • Transportera???

        to sobie Crank włącz - to jest dopiero hicior

        • 1 2

  • Proste kino dla takich właśnie odbiorców... (2)

    • 31 10

    • siem

      bojem

      • 3 1

    • ostatnie Rekinado lepsze, na serio

      • 2 0

  • Zabieram karynke i idziemy (1)

    • 20 5

    • Chyba sebix je..niety

      • 0 0

  • Nic nowego, nic świeżego, odgrzewany kotlet bez jakiej kolwiek głębszej myśli. (2)

    Prosty film dla prostych ludzi.

    • 20 10

    • Jakiejkolwiek... Intelektualisto

      • 2 1

    • Prosty to jesteś Ty

      Oceniasz ludzi po tym, że ktoś idzie na taki film i chce sobie oglądnąć tego typu film. Nie ocenia się ludzi po czymś takim.

      • 0 0

  • Pytanie do wyrafinowanych znawców kina tutaj piszacych (5)

    Który z ostatnio ukazanych się filmów nie jest filmem dla prostych ludzi?

    • 38 1

    • Photon

      • 1 3

    • kino

      Kino powstało jako rozrywka dla gawiedzi i to jest jego główne powołanie.

      Chcesz kultury, to idź do teatru (i to też nie każdego).

      • 10 4

    • Wołyń

      • 2 5

    • Tamte dni, tamte noce.

      • 1 0

    • Nie należę do tych ekspertów, ale mają sporo

      racji. W trójmieście, nie licząc sezonu oscarowego, często trudno jest trafić na zwykły, fajny film. Repertuar jest tendencyjny (polska komedia, Patryk Vega, jakiś horror, bajka dla dziecki, film sensacyjno-fantastyczny itd.). Chodzi głównie o to, by wszyscy biegali, strzelali, przeklinali, bili się. Ja od czasu do czasu potrzebuję czegoś spokojniejszego, estetycznego. Chcę zobaczyć grę aktorską, dialogi, filmy fabularne czy dramaty, oryginalny pomysł. Człowiek czasem ma wolny wieczór i nawet chciałby pójść do kina, ale nic nie ma. Ktoś wspomniał o filmie "Tamte dni, tamce noce". Też mogę go polecić, ale bądźmy szczerzy. Gdyby nie nominacje do Oscarów, to w Polsce nikt nigdy by go nie puścił. Ze skrytykowanych horrorów (chyba tak został sklasyfikowany) przypadł mi do gustu film "Ciche miejsce".

      • 0 0

  • Czyli troszkę straszno i troszkę śmieszno?

    Jeżeli w filmie jest poczucie humoru nie gorsze niż w zwiastunie i tej fajnie napisanej recenzji, to można by go obejrzeć w ramach odskoczni od pracy, rodziny, myślenia o problemach świata itp. Mózg potrzebuje od czasu do czasu bezrefleksyjnego resetu. Nierzadko trochę gorzej jest z czasem dla tej przyjemności, o ile można to tak nazwać. Potem, dla zregenerowania emocjonalnej równowagi, proponuję wypad na łono dzikiej natury, na której ostatki można jeszcze gdzieniegdzie trafić. Tak, miastowi! Jest jeszcze coś takiego poza ekranem kina i telewizora! Polecam! Tylko przybywajcie tam najlepiej na rowerach, a nie w ryczących blaszankach z rozkręconymi na maksa radioodtwarzaczami, jak, nie ubliżając wsi, prymitywni wiochmeni.

    • 4 2

  • a na końcu rekiny go wszamały

    a poza tym akcji zero

    • 11 1

  • (3)

    Zaharczuk, czy jak ci tam, albo przestan w ogole chodzic do kina, albo zmien repertuar na gleboki i wyrafinowy, jak ty sam, wtedy wszystko bedzie super..

    • 10 17

    • Dla ciebie półgłówku pan Zacharczuk (2)

      • 4 6

      • uuu zabolało?

        • 1 2

      • Noo rzeczywiscie Pan, huhu..

        • 0 0

  • Blockbuster letni (3)

    Dziennikarzu, co to oznacza w jęz. polskim?

    • 22 6

    • nic nie oznacza, oj tam od razu od dziennikarzy wyzywasz.

      • 9 1

    • Ghostbuster - pogromca duchów (znany film) (1)

      Mythbuster - pogromca mitu (popularny program naukowy)
      Blockbuster - pogromca klocka

      • 3 0

      • Blockbuster

        ..za*ebiste...

        • 0 0

  • To tak jak ze Skyscrapper

    Gdyby nie The Rock to film byłby pomijalny. A tak jest złym filmem z popularnym aktorem

    • 12 1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Gdynia

Rumia

DKFy

Premiery

23.10.2020 r.

16.10.2020 r.

Zapowiedzi