Nasze recenzje

Samotność bez sieci. Recenzja filmu "Sweat"

Samotności w trybie offline przygląda się w swoim najnowszym filmie Magnus von Horn i robi to bez retuszu, pstrokatych filtrów, emotikonek i fantazyjnych nakładek. "Sweat" to rzetelne, uczciwe i skoncentrowane na ludzkich emocjach kino, które jak zwierciadło odbija lęki i zagrożenia towarzyszące współczesnej pogoni za "lajkami" i "followersami".



Anna Lewandowska ma ponad trzy miliony obserwujących, Ewa Chodakowska niespełna dwa, a Sylwia Zając 600 tysięcy. O ile dwie pierwsze panie doskonale kojarzą użytkownicy polskiego Internetu, o tyle ostatnia z tych fit influencerek - pomimo imponujących osiągów w sieci - jest zupełnie anonimowa. To fikcyjna postać znakomicie wykreowana na ekranie przez Magdalenę Koleśnik i Magnusa von Horna. Bohaterkę "Sweat" poznajemy w scenie otwierającej film, gdy prowadzi trening w galerii handlowej. Sylwia jest przebojowa, energiczna, piękna i wysportowana. Świetnie nawiązuje kontakt z publiką, a zafascynowane swoją motywatorką fanki ze łzami w oczach wyściskują dziewczynę na koniec zajęć.

W opustoszałej szatni, do której wraca Sylwia wybrzmiewa głucha cisza, nie ma wiwatującego tłumu, wycelowanych w nią telefonów, wyciągniętych w jej kierunku rąk i histerycznych niemal okrzyków ekscytacji. Są za to zmęczenie, bolący bark i tytułowy pot, który dopiero teraz można zetrzeć z wyrzeźbionego na siłowni ciała. Przede wszystkim jest jednak samotność doskwierająca bardziej niż naciągnięty mięsień. By stłumić to nieprzyjemne uczucie, Sylwia sięga po telefon i nagrywa kolejne relacje w mediach społecznościowych. W ten sposób odhacza także kolejne zadanie na liście zawodowych obowiązków internetowej influencerki.

Sprawdź gdzie grają film Sweat

Sylwia Zając (Magdalena Koleśnik) jest instagramową influencerką, którą codziennie obserwują setki tysięcy ludzi. "Sweat" to kilkudniowy wycinek z jej życia, które znacznie odbiega od wizerunku kobiety w mediach społecznościowych.
Sylwia Zając (Magdalena Koleśnik) jest instagramową influencerką, którą codziennie obserwują setki tysięcy ludzi. "Sweat" to kilkudniowy wycinek z jej życia, które znacznie odbiega od wizerunku kobiety w mediach społecznościowych. mat. prasowe/Gutek Film
Emocjonalny kontrast początkowych scen dobitnie definiuje przekaz, jaki Magnus von Horn - absolwent łódzkiej "filmówki" i mieszkający od kilkunastu lat w Polsce Szwed - kieruje do widza: każda ścieżka zawodowego sukcesu okupiona jest poświęceniem. W przypadku głównej bohaterki "Sweat" przybiera ono postać desperackiej wręcz tęsknoty za bliskością drugiego człowieka, której nie są w stanie zrekompensować setki tysięcy obserwujących ukrytych za wyświetlaczem smartfona. Ciemna strona mediów społecznościowych? Zapewne tak, ale szwedzki reżyser unika jednoznacznych osądów. Kilka dni z życia Sylwii obrazuje bez nadętego moralizatorstwa, nachalnego oceniania czy nadmiernego koloryzowania.

Nie każdy filmowiec oparłby się pokusie potraktowania podobnej historii jako okazji do ilustrowania na ekranie wszelakich okropieństw i traum, którymi polscy twórcy eksponują zdecydowanie zbyt często. Von Horn nie zamierza jednak pastwić się ani nad Sylwią, ani nad pokoleniem zahipnotyzowanym możliwościami Internetu. Interesuje go przede wszystkim pozornie tylko silna dziewczyna, która bezowocnie zabiega o atencję matki podczas rodzinnego obiadu (bodaj najlepsza scena w filmie), a chwilę wcześniej konfrontuje się z obcesowym stalkerem (najlepiej rozpisany w scenariuszu wątek).

Instagramowa rzeczywistość znacznie odbiega od codziennego życia Sylwii, która nie potrafi nawiązać bliskich relacji nawet z własną rodziną.
Instagramowa rzeczywistość znacznie odbiega od codziennego życia Sylwii, która nie potrafi nawiązać bliskich relacji nawet z własną rodziną. mat. prasowe/Gutek Film
"Sweat" stanowi też interesujące studium psychologiczne Sylwii. W kobiecie gryzie się ze sobą nawzajem mnóstwo sprzeczności. Zachowanie prześladowcy ją obrzydza, lecz nie powiadamia o tym policji. Potrafi awanturować się o plastikowy pojemnik, w który zapakowany jest dietetyczny posiłek, choć po chwili zjada jego zawartość. Poszukuje namiastki intymności i głębszych relacji, ale nie stroni od hucznych imprez, przelotnych znajomości i wrzucania do sieci ckliwych filmików nakierunkowanych na "lajki". Z jednej strony precyzyjnie dba o marketingową wartość i zewnętrzny wizerunek, z drugiej - całkowicie gubi się w codziennych wyborach i motywacjach, choć często można odnieść wrażenie, że nie z własnej winy.

W tym właśnie aspekcie przejawia się scenariuszowa niedoskonałość "Sweat". Samotność w trybie offline to dość utarty i mocno uproszczony schemat, poza który von Horn zapędza się tylko momentami. Najlepiej wychodzi mu to w kulminacyjnych scenach ze stalkerem. Najsłabiej w bardzo sztampowym, krzykliwym i sztucznym bądź co bądź finale, który całkowicie odbiega od wyważonej i bardzo zdyscyplinowanej narracji. Portretowanie głównej bohaterki na przestrzeni kilku dni to całkiem sprawny zabieg zaczerpnięty niemal z kina dokumentalnego, ale powoduje to zarazem, że wielu rzeczy o Sylwii nie wiemy. Trudno więc ocenić, czy problemy, z którymi boryka się to tylko efekt uboczny funkcjonowania w mediach społecznościowych czy może konsekwencja świadomych wyborów, jakich dziewczyna dokonała w przeszłości.

Wyborem najlepszym z możliwych było natomiast obsadzenie w głównej roli Magdaleny Koleśnik, która na ponad półtorej godziny po prostu staje się Sylwią. Aktorka z całą pewnością podpatrywała internetowe celebrytki i fit blogerki, a wszystkie obserwacje przekuła w niesamowicie wyrazistą, wszechstronną i błyskotliwą kreację. Fantastycznie panuje nad własnym ciałem, magnetyzuje spojrzeniem, a przede wszystkim urzeka wiarygodnością. Często można odnieść wrażenie, że podglądamy bohaterkę filmu dokumentalnego, a nie zawodową aktorkę. Te oczy i ten talent będą wizytówką polskiego kina na długie lata.

"Sweat" to przede wszystkim kapitalna rola Magdaleny Koleśnik, którą nagrodzono m.in. podczas 45. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.
"Sweat" to przede wszystkim kapitalna rola Magdaleny Koleśnik, którą nagrodzono m.in. podczas 45. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. mat. prasowe/Gutek Film
Kapitalny występ Koleśnik mógłby nieco zatuszować grę aktorów na dalszym planie, ale nie sposób nie zauważyć znakomitej dyspozycji Aleksandry Koniecznej czy Tomasza Orpińskiego, choć jednocześnie trzeba zaznaczyć, że drugo- i trzecioplanowe postaci w filmie są już mocno stereotypowe. Przyklasnąć należy natomiast operatorowi Michałowi Dymkowi, który ani na sekundę nie odrywa kamery od twarzy Magdaleny Koleśnik. Śledzi ją niemal z taką samą intensywnością, jak "followersi" fitnessową Sylwię.

"Sweat" w postrzeganiu internetyzacji codziennego życia raczej niewiele zmieni. Szczególnie, że w filmie nie brakuje "coachingowych" frazesów i motywacyjnych sloganów, które nie do końca wiadomo, czy von Horn chciał obśmiać czy uwiarygodnić. Nie zmienia to faktu, że najnowszy film Szweda prezentuje istotny wycinek współczesności, w której siła ludzkich relacji zależy w dużej mierze od poziomu naładowanej baterii w telefonie.

OCENA: 6/10

Film

Sweat
6.3 12 ocen

Sweat (3 opinie)

produkcja
Polska, Szwecja
gatunek
Dramat
premiera
11 czerwca 2021
czas trwania
1 godz. 40 min.

Opinie wybrane


wszystkie opinie (100)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najnowsze

więcej artykułów »

Kina

Gdynia

Rumia

DKFy

Premiery

30.07.2021 r.

23.07.2021 r.

Zapowiedzi