Nasze recenzje

Remanent w Fabryce Snów. Recenzja filmu "Pewnego razu... w Hollywood"


Quentin Tarantino kino kocha miłością bezgraniczną i bezwarunkową. Z tego niemal obsesyjnego uczucia zrodziło się "Pewnego razu... w Hollywood". Nietuzinkowy reżyser z werwą błyskotliwego gawędziarza snuje sentymentalną opowieść o Fabryce Snów, którą ubarwia hollywoodzkimi anegdotami, dygresyjnym humorem, muzycznymi szlagierami z samochodowego radia i fantazyjnym scenariuszem, łączącym fikcję z faktami. Nie jest to na pewno Tarantino w topowej formie, lecz wciąż jego filmowym zaklęciom trudno się oprzeć.



Filmy Quentina Tarantino:

są wybitne 39%
lubię obejrzeć 37%
oglądam, ale bez większych emocji 6%
są bardzo nierówne 12%
to nic ciekawego 6%
zakończona Łącznie głosów: 1169
Zjawiskowo piękna i szczerze roześmiana Sharon Tate żywiołowo reaguje na każdą linijkę tekstu i z niepohamowaną fascynacją chłonie przez wielkie okulary najdrobniejszy ruch aktorów. Niczym zauroczone blaskiem wielkiego ekranu dziecko, z niewinnością oraz prawdą w oczach w zaciemnionym kinie obserwuje własny występ w filmie "The Wrecking Crew". I dostarcza jej to przyjemności znacznie większej niż praca na planie zdjęciowym.

Niepozorna, acz niezwykle symboliczna scena z udziałem Margot Robbie zdaje się świetnie oddawać relacje łączące Quentina Tarantino z X Muzą. W "Pewnego razu... w Hollywood" to reżyser zakłada wielkie okulary, zaszywa się w opustoszałej sali i z nieskrywaną nostalgią spogląda na minioną już epokę, po której dziś pozostał jedynie gigantyczny napis na wzgórzach otaczających Los Angeles. Po muzealnej już Fabryce Snów rozgadany i podekscytowany kustosz Tarantino oprowadza nas krętymi, niekiedy przydługimi ścieżkami, rzucając co jakiś czas obrazowym komentarzem i soczystą anegdotą ze Stevem McQueenem (Damian Lewis) i Brucem Lee (Mike Moh).

Repertuar kin w Trójmieście


Rick Dalton (Leonardo DiCaprio) i jego kaskader Cliff Booth (Brad Pitt) starają się wrócić do filmowego biznesu, z którego wypchnął ich bezlitosny czas i zmieniające się gusta widowni. Jednym z tych, którzy próbują reaktywować Daltona na wielkim ekranie jest producent Marvin Schwarz (Al Pacino).
Rick Dalton (Leonardo DiCaprio) i jego kaskader Cliff Booth (Brad Pitt) starają się wrócić do filmowego biznesu, z którego wypchnął ich bezlitosny czas i zmieniające się gusta widowni. Jednym z tych, którzy próbują reaktywować Daltona na wielkim ekranie jest producent Marvin Schwarz (Al Pacino). mat. prasowe/ UIP
Przechadzka po zamkniętych planach filmowych w towarzystwie twórcy "Pulp Fiction" może okazać się albo nużącym bajdurzeniem zadufanego w sobie mitomana, albo ekscytującą wyprawą w magiczny świat kina. Wiele zależy od widza, któremu Tarantino absolutnie nie zamierza ułatwiać wyboru. Nie ma bowiem w "Pewnego razu..." klasycznej fabuły, dygresyjne wstawki często burzą porządek opowieści, a przeraźliwie wręcz rozciągnięta ekspozycja niektórych scen wystawia naszą cierpliwość na wielką próbę. Nie od dziś jednak wiadomo, że Tarantino żadnych zagrań "pod publiczkę" nie stosuje a w realizowaniu swojej kinofilskiej misji jest bezkompromisowy.

Standardową fabułę "Pewnego razu..." zastępuje prowadzona równolegle opowieść, w której reżyser dość swobodnie zestawia ze sobą podupadającego gwiazdora archaicznych westernów i wschodzącą, blondwłosą gwiazdę kina. Rick Dalton (Leonardo DiCaprio) i jego kaskader, przyjaciel, doradca, szofer i złota rączka w jednym, Cliff Booth (Brad Pitt), symbolizują zmierzch przyrdzewiałego przemysłu filmowego, którego szczyt popularności przypadał na przełom lat 50. i 60. Pierwszy z nich częściej niż po scenariusz nowego filmu sięga po butelkę ulubionego trunku. Drugi asystuje przyjacielowi w aktorskiej niedoli i snuje się cadillakiem po zaułkach Beverly Hills.

Działania ratujące Daltona przed wygasającą sławą zbiegają się w czasie z przylotem do Los Angeles Romana Polańskiego (Rafał Zawierucha) i jego świeżo poślubionej małżonki, Sharon Tate (Margot Robbie). On jest jednym z najgorętszych nazwisk na liście najbardziej wziętych reżyserów. Ona - uosobieniem piękna, chodzącym seksapilem, zafascynowaną Hollywood nowicjuszką, która nie uległa jeszcze zblazowaniu i celebryckiemu zepsuciu. Oboje wprowadzają się do okazałej posiadłości przy Cielo Drive, w sąsiedztwie Ricka Daltona.

Wszystkie recenzje filmów


O ile Dalton z Boothem reprezentują w filmie starsze pokolenie wypalonych już artystów, szukających choć epizodycznego angażu w serialach, o tyle urzekająca, pogodna i niewinna Sharon Tate (Margot Robbie) odważnym krokiem wstępuje dopiero na ścieżkę wielkiej kariery. Wraz z nią nadciąga też nowa era w Fabryce Snów.
O ile Dalton z Boothem reprezentują w filmie starsze pokolenie wypalonych już artystów, szukających choć epizodycznego angażu w serialach, o tyle urzekająca, pogodna i niewinna Sharon Tate (Margot Robbie) odważnym krokiem wstępuje dopiero na ścieżkę wielkiej kariery. Wraz z nią nadciąga też nowa era w Fabryce Snów. mat.prasowe/ UIP
Więcej zdradzać nie trzeba, a wręcz nie wypada, gdyż rozmiłowany w fabularnych twistach Tarantino tym razem w okazałym finale zrzuca na nas prawdziwą bombę atomową. Kapitalny kwadrans, będący czystą esencją tarantinowskiej wizji kina, wzorem wielkich sportowych widowisk, należałoby oglądać na stojąco, a i to niekoniecznie mogłoby pomóc znieść dramaturgię i napięcie towarzyszące ostatnim scenom. Biorąc pod uwagę opasły, dwuipółgodzinny metraż filmu, to jednak zbyt mało, by dać się całkowicie wciągnąć w ten, bądź co bądź, fantazyjnie utkany z fikcji i faktów magiczny świat Quentina.

Nie świadczy to oczywiście o jakichkolwiek niedoróbkach. Hollywood u schyłku lat 60. sfotografowane jest z niebywałą precyzją. Podczas wizyt na planach zdjęciowych faktycznie czuć, że jesteśmy świadkami kręcenia filmu, a każda przejażdżka samochodem po malowniczych ulicach Los Angeles niemal rozwiewa nam fryzurę i pozwala zaciągnąć się kalifornijskim powietrzem. Klimat retro fenomenalnie buduje również osobliwa ścieżka dźwiękowa, którą tworzą wydobywające się z samochodowego radia muzyczne szlagiery i fragmenty audycji.

Bałaganiarską nieco fabułę, rozedrgane tempo opowieści i mnóstwo niewiele wnoszących do filmu przestojów porządkuje na szczęście genialna gra aktorów. Brad Pitt i Leonardo DiCaprio rzeczywiście tworzą duet marzeń, a Ricka i Cliffa - nie ma co do tego żadnych wątpliwości - publiczność pokocha od pierwszego wejrzenia. Znakomicie prezentuje się Margot Robbie, świetny epizod zalicza Al Pacino, obiecująco wypadają młodziutkie Julia Butters (rewelacyjna!) i Margaret Qualley. Jest też oczywiście Rafał Zawierucha i właściwie tym telegraficznym komunikatem można podsumować jego oszczędną grę. Plus taki, że Roman Polański w jego wydaniu pojawia się częściej niż w jednej scenie.


Tarantino w natłoku inscenizacyjnych pomysłów, przenikających się wzajemnie w filmie gatunków, niezliczonych wątków pobocznych zwyczajnie zaczyna się gubić, a to już zupełna nowość w przypadku takiego wirtuoza obrazu. Liczne tym razem niedociągnięcia, głównie w warstwie scenariuszowej, tuszują genialni aktorzy i kapitalne zakończenie - oba te elementy mocno zawyżają notę końcową.
Tarantino w natłoku inscenizacyjnych pomysłów, przenikających się wzajemnie w filmie gatunków, niezliczonych wątków pobocznych zwyczajnie zaczyna się gubić, a to już zupełna nowość w przypadku takiego wirtuoza obrazu. Liczne tym razem niedociągnięcia, głównie w warstwie scenariuszowej, tuszują genialni aktorzy i kapitalne zakończenie - oba te elementy mocno zawyżają notę końcową. mat. prasowe/ UIP
O tragicznym fragmencie życiorysu polskiego reżysera przypominają nam zresztą wałęsający się w filmie hippisi z bandy Mansona, ale, przynajmniej do pewnego momentu, nie to stanowi główny przedmiot zainteresowań Tarantino. Autor "Pewnego razu..." przez ponad dwie godziny czerpie niewyobrażalną frajdę z twórczego rzeźbienia w filmowej glinie, którą tworzą kiczowate reklamówki, spaghetti westerny, szpiegowskie i wojenne kino lat 60. oraz telewizyjne seriale akcji. Mnóstwo jest również odniesień do poprzednich dzieł Tarantino. Zabawa w kino i z kinem pełną gębą, choć w wielu miejscach wydaje się, że osobą, która akurat ma największy ubaw jest sprawca tego filmowego przedsięwzięcia.

Opowiadający sporo o przemijaniu (człowieka, kariery, epoki) Tarantino jest chyba najbardziej sentymentalny w swojej karierze. Nic więc dziwnego, że wzruszenie, o którym wielu mówiło przy okazji światowej premiery filmu w Cannes, wydaje się być adekwatnym określeniem tego, co choć przez kilka sekund możemy poczuć przed końcowymi napisami. Poczuć można też niestety pewne rozczarowanie, bo wraz z Quentinem sentymentalnym kroczy Quentin mniej wnikliwy, mniej spostrzegawczy, bardziej usztywniony, zachowawczy i nieco zagubiony. Pewnego razu w Hollywood powstał film, po którym można było spodziewać się chyba więcej.

OCENA: 7,5/10

Film

Pewnego razu... w Hollywood
6.2 90 ocen

Pewnego razu... w Hollywood (37 opinii)

produkcja
USA
premiera
16 sierpnia 2019
czas trwania
2 godz. 39 min.

Opinie (73) 2 zablokowane

  • Mi się podobał. (6)

    Ten film podzieli fanów QT.

    • 30 14

    • "mi" mówi Tusk (5)

      ludzie wykształceni, choćby po podstawówce, mówią "mnie".

      • 9 24

      • Może to Tusk pisał:)

        • 6 8

      • Tak zaczynają zdanie prawdziwi Gdańszczanie (3)

        To taki regionalizm.

        • 7 2

        • (2)

          Piszemy- gdańszczanie. Z małej litery. To taki regionalizm.

          • 3 4

          • Piszemy małą literą (1)

            "Z małej litery" to rusycyzm.

            • 7 1

            • I brak wychowania

              • 3 0

  • rozczarowanie (10)

    Oczekiwania były ogromne patrząc na temat , nazwiska aktorów i reżysera a wyszło zwyczajnie nudno! za długi , wiele zbędnych wątków , scen - zabrakło fabuły , scenariusza , kultowych tekstow i pazura Tarantino ! co robi Sharon Tate ? chodzi , uśmiecha się i tańczy - co za zmarnowana rola! ja wiem ze to nie jest film o niej ale skoro gra mniejsza role to dajcie jej zagrac , jakies dłuższa kwestia a nie ide kupic ksiązke do antykwariatu albo bilet do kina. Powiem krótko co na plus : scena z Brucem Lee , scena wizyty na ranczu Mansona i ostatnie 20 min. Film nie jest zły ale daleko mu do Pulp Fiction , Reservoir Dogs czy nawet do Django i Kill Bill. Jeden z najsłabszych filmów reżysera . zmarnowany temat a szkoda .

    • 61 33

    • (1)

      nudaaaaa ! ziew! zaraz się znajdzie jakiś pseudo krytyk który napisze ze się nie znam ale tak się skłąda ze ja się ku%#a znam!widziałem wszystkie wcześniejsze filmy Tarantino po kilka razy ! tak wiem to jest taka laurka dla końcówki lat 60tych , takie "Cinema paradiso" Tarantino , widze nawiązania i cytaty z "Wielkiej Ucieczki" , filmów Sergio Leone i Sergio Corbucci! Poznaje Bruca Lee i Stivea McQueena ale co z tego skoro ten film nie wciąga?!?!?!?! brakuje mu fabuły ! Może jeszcze da się uratować w montażu? jakaś wersja reżyserska - skrócona o godz przy czym dodać więcej scen z głównymi bohaterami ! pokazać ich dramat, problemy a olać zupełnie wątek żony Polańskiego?

      • 23 15

      • "widziałem wszystkie wcześniejsze filmy Tarantino po kilka razy"

        Jesteś aż takim masochistą?

        • 0 0

    • Polański (3)

      brawo dla Rafała Zawieruchy ! świetna rola ! jego życiowa! teraz to już nigdy tego nie przebije! przyćmił samego Brada Pitta i Leonarda Di Caprio! skradł im film! teraz się nie dziwie czemu nasze media tak nas bombardują jego osoba ! wszędzie wywiady , udziały w programach a w każdym to samo pytanie : jak się grało u Tarantino? no jak? widzać na ekranie! ciekawe czy wykuł te swoje kwestie na pamięć czy musiał czytać z karteczek patrząc na ilość tekstu ! BRAWO!

      • 28 16

      • Miał napisane na dłoni, tak jak na sprawdzianach w gimnazjum

        • 4 1

      • Nie podniecaj się tak, będzie kilkugodzinny serial na Netflixie więc jest szansa na dużo więcej.

        • 2 1

      • Rafał Zawierucha a nie Tomasz Kot, który nie zagrał w amerykańskiej produkcji a burza w mediach na jego temat była

        • 1 0

    • Widziałes film?

      • 2 2

    • Zgodzę się ale...

      Co do sharone tate to ona taka właśnie miała być , miała chodzić , niewinnie się uśmiechać , być szczera , dziecinna i zauroczona LA , dobrze pomyślała postać i dobrze zagrana ale film oczywiście jak na Tarantino slaby

      • 7 0

    • Popieram w 100%

      Nastawilem się na coś wybitnego, niestety odczucia po filmie mam jak powyżej...

      • 6 1

    • widać kolego nie znasz jego kina lub nie zrozumiałeś przesłania filmu czyt. Co miał autor na myśli.

      • 0 2

  • Są pewne świętości których się nie przebije (1)

    Pulp Fiction, czy Firestarter Prodigy. Tego się nie polepszy i nie warto niczego do tego porównywać.

    • 32 10

    • to samo mowili o charlim chaplinie

      kiedy ostatnio ogladales tego wielkiego arcymistrza komedii?

      • 0 0

  • Najsłabszy film Tarantino (2)

    75% fiilmu to nudy i smęty. Rozczarowałem się ogromnie. Było parę fajnych scen + zaskakująca końcówka, ale jednak brakuje ciekawej fabuły. Tate i Polanskiego w ogóle mogłoby tu nie być, a film by nic nie stracił.

    • 45 22

    • (1)

      Za mało szczelania?

      • 10 1

      • czeba było iść na hobbs and shaw

        • 4 0

  • nuda

    nie polecam

    • 16 29

  • Ogladalem i musze powiedziec ze film wyjatkowo słaby. (7)

    Dzisiaj widownia chce filmow gamgsterskich, duzo strzelania i seksu. Polecam filmy Patryka Vega.

    • 19 77

    • Vegi huehue

      Dobre dobre i IQ podobno wzrasta do 57 a niektórym widzom do 60¡

      • 16 0

    • (1)

      Nie sądź wszystkich po sobie . Próbowałam obejrzeć film Vegi , całe szczęście nie w kinie , No i nie dało się tego oglądać

      • 13 3

      • Masz telefon do d....

        • 2 1

    • Papryka Wege

      Po Pitbulu niestety coś się zepsuło, chłop nie umie doskoczyć do poprzeczki którą sam ustawił

      • 6 0

    • Janusz

      No właśnie Janusz... gdzie Wega do Tarantino to jak by porównać Zenka do Justina Timberlaka

      • 4 0

    • E... (1)

      No to jak polecasz jego filmy, to po co szedłeś na Tarantino? Vegę to nawet dość trudno każesz reżyserem.

      • 1 0

      • Mialem darmowy bilet

        • 0 0

  • Ziew

    Polecam cierpiącym na bezsenność.
    Fabuła chyba zerżnięta z Mody na sukces z odcinków nr 35 671 i 50 350

    • 24 26

  • One upon

    Inny naprawdę inny ale te wszystkie postaci napewno są rozpoznawalne w USA

    • 10 0

  • (1)

    pójść warto chociażby na świetny duet Pitt-Caprio:)

    • 32 4

    • Szkoda aktorów

      Na taki nudens

      • 4 3

  • To za trudny film (1)

    dla widzów tresowanych na Vedze czy Smarzowskim.
    Wszystko takie normalne i nudne, patriarchalne i chrześcijańskie.

    • 31 18

    • poieram 10 / 10

      • 1 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.