• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

Recenzja filmu "Sami swoi. Początek". Czy podejść do płota?

Tomasz Zacharczuk
17 lutego 2024, godz. 09:30 
Opinie (109)

Nawiązując do jednego z wielu kultowych cytatów z kinowej trylogii Sylwestra Chęcińskiego, żadne egipskie plagi ani na Kargulowe, ani na Pawlakowe pole nie spadły. "Sami swoi. Początek", wbrew licznym obawom, ma niewiele wspólnego z filmową katastrofą. Co więcej, prequel wyreżyserowany przez Artura Żmijewskiego chwilami skutecznie kopiuje bezpretensjonalny urok wszystkich trzech komedii sprzed pół wieku i zapewnia sentymentalny powrót do przeszłości. To jednak przykład typowego kina odpustowego - pielęgnuje pewną tradycję w myśl zasady "i do tańca, i do różańca", ale na drugi dzień nikt już o nim nie pamięta, a życie toczy się dalej.





Zwykłą naiwnością lub przejawem hiperoptymizmu byłoby zresztą zakładanie, że "Początek" może zapracować na podobny status, co trzy ponadczasowe dzieła Sylwestra Chęcińskiego. "Sami swoi", "Nie ma mocnych" oraz "Kochaj albo rzuć" to przecież dla zdecydowanej większości miłośników polskiego kina klasyka wręcz nietykalna. Ulepiony, jak to na roli, ze słomy i gliny pomnik symbolizujący nasze sąsiedzkie relacje i narodowe przywary ukazane w prześmiewczy, ale zarazem do bólu prawdziwy sposób.

Czy zamierzasz obejrzeć film "Sami swoi. Początek"?

Nic dziwnego więc, że już pierwsze wzmianki o chęci nakręcenia prequelu opowiadającego o początkach sporu Pawlaków z Kargulami postrzegano w kategoriach obrazy majestatu i zamachu na filmowe dziedzictwo rodzimej kinematografii. Przeciwników tego pomysłu nie przekonywał nawet fakt, że scenariusz "Początku" oparto na książce "Każdy żyje jak umie" autorstwa Andrzeja Mularczyka. Tego samego, który pół wieku temu do spółki z Chęcińskim stworzył tak uwielbianą przez widzów komediową trylogię.

Do realizacji tego ryzykownego przedsięwzięcia jednak doszło. Z jakim skutkiem? Odpowiedzi na trzy fundamentalne pytania dotyczące prequelu "Samych swoich" może ilustrować scena z pierwszego filmu, w której Pawlak na ścianie swojej chałupy maluje białą farbą napis "3 x NIE". Czy "Początek" bawi tak samo jak poprzednie części? Nie. Czy reżyserski debiut Artura Żmijewskiego faktycznie okazał się zapowiadaną wszem i wobec katastrofą? Nie. Czy ten filmowy dopisek do trylogii Chęcińskiego był w ogóle potrzebny? Nie.

Konus konusa konusem pogania



To jak to naprawdę jest z tymi nowymi Pawlakami i Kargulami? Ano nie na tyle źle, jak można było się spodziewać i zarazem nie na tyle dobrze, na ile można było po cichu liczyć. Komedia debiutującego w roli reżysera pełnometrażowego filmu Artura Żmijewskiego trzyma się po prostu pewnej średniej, którą czasami twórcom udaje się zawyżyć, ale zaraz potem ogólna ocena wrażeń radykalnie spada. Podobne falowanie widać również w sposobie podejścia pomysłodawców "Początku" do samej opowieści. Niewątpliwie da się wyczuć chęć wprowadzenia nowych wątków i urozmaicenia doskonale znanej historii, a jednocześnie można zauważyć, że na twórcach filmu ciąży obowiązek nieustannego odwoływania się do oryginału.

Zapożyczeń z pierwszej produkcji jest bowiem mnóstwo. Można nawet rzec, że aż nadto. Szczególnie w warstwie językowej. Kultowe cytaty wysypują się więc jak z rękawa, lecz powtarzane do znudzenia w pewnym momencie już po prostu męczą, a nawet irytują. Przypomina to odtwarzanie starej płyty, która ze względu na liczne rysy zacina się za każdym razem w tym samym momencie. Zapętlanie "konusowania" i "podchodzenia do płota" to właściwie jedyny pomysł twórców na dialogi w "Początku". Często wygląda to w ten sposób, że poszczególne sceny są budowane tak, by na siłę wpleść w nie uwielbiane przez widzów powiedzonka. A te w takim kontekście nie brzmią już tak naturalnie i komicznie, jak w oryginale.

W nowych "Samych swoich" śledzimy konflikt Pawlaka (Adam Bobik) i Kargula (Karol Dziuba), którzy wzajemne animozje przejawiają już w szkolnej ławce. W nowych "Samych swoich" śledzimy konflikt Pawlaka (Adam Bobik) i Kargula (Karol Dziuba), którzy wzajemne animozje przejawiają już w szkolnej ławce.

Są chałupy, to i film chałupniczy



Konsekwencją takiego bezmyślnego odtwórstwa jest fakt, że "Sami swoi. Początek" nie dostarcza takiej rozrywki jak filmy Chęcińskiego. Bo przecież wielokrotnie opowiadany dowcip nigdy nie będzie śmieszył tak mocno, jak za pierwszym razem. W dodatku mamy do czynienia w zdecydowanej większości scen z humorem typowo slapstickowym, który pół wieku temu sprawdzał się rewelacyjnie, ale we współczesnym kinie trąci już myszką.

Naśladownictwo pierwszych "Samych swoich" widać zresztą także w sposobie konstruowania fabuły. "Początek" oferuje tak naprawdę splot pojedynczych anegdotek, a nie spójną opowieść skoncentrowaną na jednym wiodącym wątku. Oczywiście pamiętajmy o tym, że film Chęcińskiego z 1967 roku też opierał się na pewnej fragmentaryczności. Jednak pomiędzy tłuczeniem garnków, awanturą o kota czy pilnowaniem zakochanych nastolatków, kryła się jakaś głębsza opowieść o sąsiedzkiej solidarności i przyjaźni w kryzysowych sytuacjach. U Żmijewskiego takiej nadrzędnej idei po prostu brakuje (albo nie zostaje ona wyraziście zarysowana).

Nawet jeśli takowa by istniała, to trudno byłoby jej przypilnować przy tak galopującym tempie filmu. Twórcy ekspresowo przemykają przez wydarzenia od 1913 do 1945 roku. Oczywiście dbałość o zaakcentowanie historycznych realiów w kresowych Krużewnikach ma swoje uzasadnienie w samej fabule, ale tak dynamiczna zmiana dekoracji zaburza odbiór filmu. Filmu, który często nieporadnie krąży pomiędzy komedią, dramatem, a nawet kinem wojennym czy (sic!) kryminałem. Tak spory gatunkowy bałagan to już "zasługa" Artura Żmijewskiego, który swój aktorski talent udowodnił nie raz, ale reżyserskiego obycia uczył się jednak głównie na planie "Ojca Mateusza". I ten telewizyjno-chałupniczy styl niestety widać także w "Początku".

Dodatkowych problemów z odbiorem nowych "Samych swoich" dostarcza również warstwa techniczna. Przedziwne filtry nałożone na obraz ograbiają film z realizmu i w ten sposób niweczą trochę świetną pracę kostiumografów i scenografów, nie wspominając o niezłych zdjęciach. Duży problem dotyczy także samego dźwięku. Specyficzna gwara i często zbyt szybka artykulacja wcielającego się w Pawlaka Adama Bobika sprawiają, że spora część wypowiadanych kwestii jest zwyczajnie niezrozumiała.

Film Artura Żmijewskiego proponuje czasami całkiem świeże i nowe spojrzenie na historię głównie Kazimierza Pawlaka, ale koniec końców twórcy uginają się jednak pod pręgierzem oczekiwań i w głównej mierze kopiują styl i humor Sylwestra Chęcińskiego. A szkoda, bo niektóre wątki miały tutaj naprawdę niezły potencjał. Film Artura Żmijewskiego proponuje czasami całkiem świeże i nowe spojrzenie na historię głównie Kazimierza Pawlaka, ale koniec końców twórcy uginają się jednak pod pręgierzem oczekiwań i w głównej mierze kopiują styl i humor Sylwestra Chęcińskiego. A szkoda, bo niektóre wątki miały tutaj naprawdę niezły potencjał.

Kaźmirz. Narodziny legendy



Tym, co jednak najbardziej może mierzić fanów trylogii, jest zaburzona proporcja w pokazywaniu na ekranie Kargula i Pawlaka. Tego pierwszego jest po prostu zbyt mało. Grający Władka Karol Dziuba wypada całkiem nieźle, ale nie ma tu choćby jednej sceny, w której mógłby rozwinąć skrzydła. Kargul jest bowiem jedynie dodatkiem do Pawlaka. Pawlaka - podkreślmy - sportretowanego nad wyraz dogłębnie i ciekawie. Kaźmirz, poza tym, że jest (wiadomo) furiatem i "podpala" się przy każdej sposobnej okazji, to jednocześnie przedstawiony jest jako człowiek rozdarty pomiędzy związkiem z miłości a związkiem z rozsądku. W dodatku to trochę aspołeczny typ, którego bardziej od ludzi (i wszystkiego innego) fascynują konie.

To niezwykle ciekawa i wnikliwa perspektywa, ale tytuł filmu brzmi "Sami swoi", a nie "Kaźmirz. Narodziny legendy", a w dodatku to format komedii, a nie kina psychologicznego, więc koniec końców takie indywidualne podejście tylko do Pawlaka niekoniecznie się sprawdza. Co nie znaczy, że w wymagającej roli nie sprawdził się Adam Bobik. Nawet jeśli ociera się chwilami o karykaturę, to zwłaszcza w drugiej części filmu udowadnia nieprzeciętny talent i stara się dźwigać ten film na własnych "konusowych" barkach. Drugoplanowa obsada trafiona bez rykoszetu. Baka, Zamachowski, Dymna, Ferency, Humaj spisują się nienagannie. Szkoda Pauliny Gałązki, która w roli Nechajki kradnie każdą scenę, ale jej wątek w pewnym momencie enigmatycznie wyparowuje.

Pod kątem obsady "Sami swoi. Początek" jest filmem trafionym w dziesiątkę. Czy potrzebnym? Raczej nie. Nawet pomimo faktu, że film - wbrew powszechnym opiniom - nie jest żadną katastrofą. Pod kątem obsady "Sami swoi. Początek" jest filmem trafionym w dziesiątkę. Czy potrzebnym? Raczej nie. Nawet pomimo faktu, że film - wbrew powszechnym opiniom - nie jest żadną katastrofą.

Czy do tego płota warto podejść?



Równie szybko z pamięci widzów wyparuje seans nowych "Samych swoich". To nie ten potencjał aktorski, fabularny i komediowy, co w przypadku twórczości Chęcińskiego. I to nawet pomimo godnych oklaskiwania starań Adama Bobika, wszechobecnej nostalgii (na plus) i bezpretensjonalnego uroku, który akurat twórcom "Początku" udało się (nawet długimi) momentami uchwycić. Zasadnicze pytanie jednak brzmi: kto będzie w stanie to docenić? Ten film nie ściągnie do kin młodszej widowni, a ta starsza, zapatrzona w dzieła Chęcińskiego, będzie już z góry uprzedzona do wysiłków Żmijewskiego i jego ekipy. Może niepotrzebnie.

Czy do tego płota warto więc podejść? Różnica pomiędzy oryginałem a prequelem jest znacznie większa niż trzy palce. Efekt jednakże z pewnością lepszy niż choćby wielokrotne reanimowanie "Kogla mogla". Twórcy "Początku" nikomu raczej krzywdy nie wyrządzili, choć zarazem nie dostarczyli zbyt wielu argumentów za tym, by ożywianie legendy uznać za potrzebne. Jednak nawet pomimo tak licznych niedociągnięć, wciąż można poczuć się tu całkiem swojsko.

6/10   Ocena autora
+ Oceń film

Film

6.7
63 oceny

Sami swoi. Początek (26 opinii)

(26 opinii)
komedia, obyczajowy

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (109)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Wydarzenia

Art Beats | Tycjan: Imperium barw - Wielka Sztuka w Kinie | Kino Kameralne Cafe

27 zł
impreza filmowa, projekcje filmowe

Kino Seniora w Kameralnym

12 zł
impreza filmowa, projekcje filmowe

7. Dni Krytyki Filmowej w Gdyni

24 zł
impreza filmowa, festiwal filmowy, przegląd