• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

Recenzja filmu "Istoty fantastyczne". Dziecko w każdym z nas

Tomasz Zacharczuk
19 maja 2024, godz. 15:00 
Opinie (14)

" - To się dzieje naprawdę czy tylko dzieje się w mojej głowie? - Oczywiście, że to się dzieje w twojej głowie, Harry. Ale czy to znaczy, że nie naprawdę?". Ten cytat z ostatniego filmu o przygodach młodego czarodzieja z Hogwartu mógłby posłużyć za motto "Istot fantastycznych". Bo choć zmyśleni przyjaciele są jedynie wytworami dziecięcej wyobraźni, to uczucia, jakimi darzą ich maluchy, są już przecież jak najbardziej realne. John Krasinski, zachęcając nas do odszukania w sobie wewnętrznego dziecka, nie sili się na nowatorskie podejście do tematu, ale robi to na tyle sprawnie, że trudno jego filmu nie nazwać uroczym i pokrzepiającym.



Kilkunastoletnia Bea (Cailey Fleming) po śmierci matki zatraciła dziecięcą radość i beztroskę. Odizolowała się zarówno od świata, jak i bliskich. Nie zdążyła jeszcze przepracować swojej traumy, a życie rzuca jej pod nogi kolejną kłodę. Gdy ojciec dziewczyny (John Krasinski) trafia do szpitala, by przejść operację serca, Bea przeprowadza się tymczasowo do babci (Fiona Shaw). W jej nowojorskiej kamienicy poznaje ekscentrycznego sąsiada Cala (Ryan Reynolds), który okazuje się być... agentem zapomnianych wyimaginowanych przyjaciół.



Sympatyczne stworki są chwilo bezrobotne po tym, jak towarzyszące im maluchy wydoroślały i wyparły z pamięci wymyślonych kompanów. Wytwory dziecięcej wyobraźni próbują więc przy pomocy Cala znaleźć swoich nowych opiekunów, choć nie jest to łatwe zadanie. Bea, pomimo początkowego sceptycyzmu, coraz mocniej angażuje się w ratowanie osamotnionych żyjątek. Dzięki temu nastolatka odzyskuje radość z życia, odnajduje cel i dochodzi do wniosku, że strategia uporczywego wypierania z siebie dziecka przynosi więcej strat niż korzyści.

Nastoletnia Bea (Cailey Fleming) poznaje Cala (Ryan Reynolds), który przy pomocy zgrai wymyślonych przyjaciół pomoże jej odnaleźć w sobie dziecięcą radość i fantazję. Nastoletnia Bea (Cailey Fleming) poznaje Cala (Ryan Reynolds), który przy pomocy zgrai wymyślonych przyjaciół pomoże jej odnaleźć w sobie dziecięcą radość i fantazję.

Świetny zamysł, choć nie do końca spełniony



W filmie Johna Krasinskiego najgłośniej wybrzmiewa motyw odnajdywania w sobie wewnętrznego dziecka. Ten sprzeciw wobec porzucania dziecięcych fantazji i marzeń reżyserzy manifestowali już w kinie wielokrotnie. Autor "Istot fantastycznych" raczej powiela dotychczasową narrację i rzadko sili się na jakiekolwiek innowacje.

Poza oczywiście intrygującym i niezwykle ciekawym wyjściowym konceptem. Fabuła skoncentrowana na porzuconych IF-ach (polskojęzyczne Istoty Fantastyczne nie oddają w pełni angielskiego oryginału - Imaginary Friends) i ich nieco zmarkotniałym opiekunie stanowi znakomity pretekst do eksplorowania tego tematu. A jednak Krasinski nie do końca wykorzystuje potencjał swojej opowieści.

Po świetnej ekspozycji "Istoty..." w środkowym akcie gubią trochę tempo, a reżyser (i zarazem scenarzysta) ma niemałe problemy z rozkładaniem emocjonalnych i fabularnych akcentów. Wątki, które wymagałyby nieco większego rozwinięcia, Krasinski niespodziewanie upraszcza i ukróca, zaś te mniej angażujące przeciąga i - co gorsze - zapętla. Oczywiście jest to ocena jedynie z perspektywy dorosłego widza. Dzieciaki tego jakościowego dołka raczej nie zauważą, bo ich uwagę skutecznie przykują paradujące na ekranie stwory i wizualne fajerwerki.

Gdy jednak zbliża się moment, w którym historię trzeba odpowiednio domknąć i emocjonalnie podbić, Krasinski wraz ze swoją ekipą stają na wysokości zadania. Finałowy rozdział "Istot ..." obfituje w mnóstwo wzruszeń, pojawia się nawet fabularny twist - co prawda przewidywalny, ale pięknie wyeksponowany, a i sam Ryan Reynolds dostaje w końcu konkret do zagrania, bo przez większą część filmu sprawia wrażenie, jakby szukał dla siebie miejsca w tym projekcie. Trzeba oddać twórcom, że pomimo pewnego opóźnienia po drodze, dowieźli tę opowieść na czas i w jednym kawałku.

"Istoty fantastyczne" to niezwykle udane wizualnie połączenie kina fabularnego i animacji. Do tego okraszone znakomitą muzyką. "Istoty fantastyczne" to niezwykle udane wizualnie połączenie kina fabularnego i animacji. Do tego okraszone znakomitą muzyką.

Doskonały obraz, jeszcze lepsza muzyka



Z kilku kawałków składa się tymczasem nie tylko konwencja tego filmu, ale również jego warstwa wizualna. Jeszcze przed premierą "Istot Fantastycznych" pojawiały się głosy, że będzie to projekt w stylu "filmu Pixara w wersji live-action". Faktycznie mamy do czynienia z miksem kina fabularnego i animacji. Takie połączenia zwykle opatrzone są dużą dozą ryzyka, ale w tym przypadku wszystko zagrało bez grama fałszu. Znakomicie wykreowane animowane postaci zostały świetnie wkomponowane w realistyczne tło. Nie ma tu absolutnie żadnego zgrzytu pomiędzy prawdziwymi aktorami a komputerowo wygenerowanymi bohaterami.

Ekranowe stworki na pewno wzbudzą sympatię najmłodszych widzów (sam zostałem po filmie fanem "pana szklanki", tudzież - korzystając znów z angielskiego oryginału - Icemana). I nie chodzi nawet o samą ekspozycję tych różnorakich postaci, ale sposób, w jaki twórcy "Istot ..." wykorzystali potencjał formuły filmu. Musicalowa scena ze środkowego aktu zachwyci maluchy, zaś kadry z tańczącą Fioną Shaw urzekną dorosłych widzów.

Ten film wygląda nienagannie. A jak brzmi? Kapitalnie! Muzyka Michaela Giacchino dodaje emocji tam, gdzie brakuje ich w scenariuszu. Główny motyw, nawet jeśli bywa dość nachalnie powielany, urzeka i na długo zostaje w głowie po seansie. Trudno mi przywołać w pamięci film familijny, który okraszony byłby tak znakomitą oprawą muzyczną.

Wracając jeszcze do wspomnianych kawałków, z których John Krasinski utkał swój film. W samej konwencji przewijają się elementy kina obyczajowego, filmu młodzieżowego, animacji dla dzieci i komedii. Taki misz-masz sprawdza się bez zarzutu, aczkolwiek do tej ostatniej składowej mam nieco więcej zastrzeżeń. Po duecie Krasinski - Reynolds można byłoby oczekiwać kanonady dowcipów. I to takich, z których kolokwialny "fun" będą też mieć dorośli. Tego jednak w "Istotach ..." brakuje. Albo inaczej: mamy tego wyraźny deficyt. Jako fan "The Office" oczywiście chciałbym, aby za kamerą stanął dowcipkujący i "prankujący" Jim Halpert, ale jednocześnie nie dziwię się, że Krasinski od tego wizerunku w swoim filmie stara się uciekać. Jest tu naturalnie sporo zabawnych momentów, ale nie jest to komedia, która bawi do łez.

Szkoda, że polski dystrybutor nie dopuścił chociaż pojedynczych seansów z napisami. Pozbawił nas tym samym posłuchania oryginalnego dubbingu w wykonaniu m.in. Steve'a Carella, Emily Blunt, George'a Clooneya czy Bradleya Coopera. I naturalnie głosów Ryana Reynoldsa czy Johna Krasinskiego. Szkoda, że polski dystrybutor nie dopuścił chociaż pojedynczych seansów z napisami. Pozbawił nas tym samym posłuchania oryginalnego dubbingu w wykonaniu m.in. Steve'a Carella, Emily Blunt, George'a Clooneya czy Bradleya Coopera. I naturalnie głosów Ryana Reynoldsa czy Johna Krasinskiego.

Bardzo dobry polski dubbing, ale...



Z "Istotami fantastycznymi" mam jeszcze jeden problem. I zapewne nie dokuczałby mi on tak bardzo, gdybym nie spojrzał na końcowe napisy. Polski dubbing generalnie wypada więcej niż przyzwoicie. Sabina Bednarz (Bea), Piotr Polak (Cal), Włodzimierz Matuszak (Lewis) i zwłaszcza Władysław Grzywna (Blue) brzmią naprawdę dobrze. Chylę czoła przed nimi i doceniam świetną robotę, ale z chęcią dwukrotnie dopłaciłbym za bilet, by usłyszeć Steve'a Carella, który podkłada głos pod gigantycznego włochatego stwora, Phoebe Waller-Bridge, która ożywia laleczkę Blossom, czy Louisa Gossetta Juniora, który wcielając się w misia Lewisa, po raz ostatni przed śmiercią przemówił w ten sposób do widzów.

Niestety dystrybutor filmu nie przewidział wersji z napisami. I byłem z tym pogodzony, póki nie zobaczyłem w napisach końcowych, jaka plejada gwiazd udzieliła głosu animowanym postaciom w oryginale (Emily Blunt, Bradley Cooper, George Clooney - to tylko skromna reprezentacja tego gwiazdozbioru). Nie wspominając już nawet o tym, że nie dane mi było usłyszeć ani Reynoldsa, ani Krasinskiego. Ani nawet świetnie wypadającej w głównej roli Cailey Fleming.

Maluchom to nie zrobi różnicy, ale choćby jeden seans z napisami sprawiłby frajdę niejednemu dorosłemu. A tak na marginesie, warto spojrzeć na końcowe napisy. Pojawia się tam żart faktycznie w stylu Jimmy'ego Halperta. Podpowiem tylko, że chodzi o "dubbing" niewidzialnego Keitha. Humoru podczas seansu nieco mi brakowało, ale na koniec dzięki temu prostemu zabiegowi zaśmiałem się na cały głos.



"Istoty fantastyczne" należą do tych filmów, które można byłoby jeszcze punktować za kilka innych mankamentów, ale po prostu nie ma to większego sensu. Nostalgiczny powrót do dzieciństwa - z perspektywy dorosłego widza, oraz mądra i atrakcyjna wizualnie opowieść - z pozycji dziecka, sprawiają, że film Krasinskiego odbiera się w kategoriach uroczych i rozmiękczających serce produkcji. Warto przed seansem zarezerwować dodatkowe miejsca w kinie - dla IF'a naszego brzdąca i dla naszego, o którym - dzięki "Istotom ..." - być może przypomnimy sobie po wielu latach. Lub zapragniemy takowego znaleźć. Bo przecież na odkrycie w sobie dziecka, jak uczy Krasinski, nigdy nie jest za późno.

7/10   Ocena autora
+ Oceń film

Film

6.4
9 ocen

Istoty fantastyczne (1 opinia)

(1 opinia)
familijny, komedia

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (14)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Wydarzenia

NYE. NT live w Helios na Scenie

44,90 zł
projekcje filmowe

NYE. NT live w Helios na Scenie

44,90 zł
projekcje filmowe

Filmowe Poranki: Barbapapa, cz. 1

28,90 zł
impreza filmowa, projekcje filmowe