• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

Recenzja filmu "Do ostatniej kości". Kanibalowe love

Tomasz Zacharczuk
26 listopada 2022, godz. 07:00 
Opinie (24)

W jednej ze scen pada stwierdzenie: "świat miłości nie potrzebuje potworów". Luca Guadagnino, reżyser osławionych "Tamtych dni, tamtych nocy", staje w kontrze do tych słów i w swoim najnowszym filmie, będącym adaptacją książki Camille DeAngelis, pokazuje, że nawet w odartej z humanitaryzmu rzeczywistości człowiek łaknie bliskości i akceptacji. Trudną dla wielu do zaakceptowania tymczasem wydawać się będzie zaproponowana przez twórców "Do ostatniej kości" konwencja, w której młodzieżowy romans idzie pod rękę z kanibalistycznym horrorem i posępnym kinem drogi. Film-wyzwanie. Piękny i odstręczający zarazem.



Repertuar kin w Trójmieście


Specyfika pracy filmowego recenzenta polega na tym, że przychodzi mierzyć się zarówno z dziełami, które na wysokie noty zwyczajnie zasługują, jak i również tymi, na które wypadałoby spuścić zasłonę milczenia. Ten pozornie zero-jedynkowy system zaburzają czasami jednostkowe anomalie. Produkcje, które wymykają się wszelkim gatunkowym klasyfikacjom, nie dają się zamknąć w standardowej skali ocen, miotają krytykiem niczym w słynnej scenie z "Egzorcysty" i bardziej niż zwięzłej notki wymagają akademickiego dyskursu. "Do ostatniej kości" jest właśnie takim odchyleniem od normy, bo nie da się filmu Luki Guadagnino zestawić z jakimkolwiek innym tegorocznym tytułem.

I w zasadzie nie mogło być inaczej, skoro głównymi bohaterami jest para zakochanych w sobie kanibali przemierzających zdezelowanym autem środkowe stany USA w epoce reaganowskiej. Ona, dopiero wkraczając w dorosłość, stara się zdiagnozować buzujące w niej krwiożercze instynkty i próbuje dotrzeć do własnych korzeni. On, pogodzony już z naturą odszczepieńca i dewianta, mierzy się z demonami przeszłości i pragnie jedynie jako-tako egzystować. Wpadają na siebie przypadkiem. Niespodziewanie połączy ich szczere, niewinne i piękne uczucie kontrastujące ze światem zbrodni, makabry i poniżenia, w którym codziennie funkcjonują. A to tylko jeden z wielu paradoksów uchwyconych w "Do ostatniej kości".

Luca Guadagnino zaskakująco sprawnie łączy w swoim filmie gatunki, wydawałoby się, nie do pogodzenia. Kino drogi, młodzieżowy romans i horror (a nawet slasher). Luca Guadagnino zaskakująco sprawnie łączy w swoim filmie gatunki, wydawałoby się, nie do pogodzenia. Kino drogi, młodzieżowy romans i horror (a nawet slasher).

Romans, slasher i kino drogi w jednym



Motyw wspólnej podróży Maren (Taylor Russell) i Lee (Timothee Chalamet) pozycjonuje film Guadagnino najbliżej klasycznego kina drogi. Oboje w podartych i znoszonych ubraniach przypominają postaci z grunge'owego teledysku, które rozklekotanym autem mkną bez celu przed siebie. Nie jest to jednak przejaw młodzieńczego buntu, a potrzeba nieustannej ucieczki z miejsc zbrodni, których dokonują na trasie. W tych właśnie pełnokrwistych i momentami odrażających scenach pożywania się ludzkim mięsem zakamuflowane są elementy horroru, który przecież sycylijskiemu reżyserowi - za sprawą nakręconej przed laty "Suspirii" - nie jest obcy. Obie te konwencje spina jeszcze młodzieżowy romans, ukazany z czułością i subtelnością rodem z "Tamtych dni, tamtych nocy".

Doprawdy wybuchowa mikstura filmowych gatunków, która tworzy zaskakująco spójną kompozycję. Duża w tym zasługa warsztatu i doświadczenia Guadagnino, ale również operatorskiej sprawności Arseniego Khachaturana, który głównie za pomocą ujęć z ręki portretuje tragizm poszczególnych postaci, a w szerokich planach obrazuje amerykańskie pustkowia. Wyjałowione i ubogie jak sumienia głównych bohaterów. Ten posępny obraz ludzkiej (a może już kanibalistycznej?) degrengolady świetnie uzupełnia jeszcze minimalistyczna ścieżka dźwiękowa autorstwa Trenta Reznora i Atticusa Rossa. Wszystko to sprawia, że ciężko oderwać wzrok od ekranu, który przecież ocieka krwią i przeraża niektórymi okrucieństwami. Kolejny paradoks "Do ostatniej kości".

Maren (Taylor Russell) rusza w podróż, by odnaleźć matkę, która porzuciła ją w dzieciństwie. Lee (Timothee Chalamet) dzięki poznaniu dziewczyny w końcu znajduje lekarstwo na swoją samotność. Oboje łączy też bardzo mroczna i niebezpieczna dla innych natura. Maren (Taylor Russell) rusza w podróż, by odnaleźć matkę, która porzuciła ją w dzieciństwie. Lee (Timothee Chalamet) dzięki poznaniu dziewczyny w końcu znajduje lekarstwo na swoją samotność. Oboje łączy też bardzo mroczna i niebezpieczna dla innych natura.

Kanibale uczą empatii



Jeszcze jednym może być również sposób ukazania ekranowego kanibalizmu. Nie tylko bez nadmiernego epatowania przemocą (choć miejscami można już przy takim stwierdzeniu postawić znak zapytania), lecz przede wszystkim z empatycznym podejściem do samych postaci. Trzeba bowiem dodać, że pociąg do ludzkiego mięsa nie jest w przypadku większości bohaterów świadomym wyborem, a swego rodzaju klątwą, która skazuje jej nosicieli na samotność, obcość, a w konsekwencji autodestrukcję. Niektórzy w obawie przed skrzywdzeniem bliskich wybierają izolację, samookaleczenie, a nawet śmierć.

Dywagacje nad moralnością kanibali? Proszę bardzo. Nie ma we współczesnym kinie tematów tabu. Wypadałoby jednak nadrzędny wątek "Do ostatniej kości" potraktować nieco szerzej. Jako opowieść o ludzkiej samotności, dojrzewaniu, poszukiwaniu własnej tożsamości i naturalnie miłości. Z drugiej strony zezwierzęcenie ludzi może tu zyskać wymiar symboliczny. Motyw pożerania ciał może być przecież metaforą żerowania na ludzkich słabościach i zarazem przestrogą przed uleganiu popędom i nałogom. Duża jednak rola wrażliwości samego widza w interpretowaniu fabuły. Od wrażliwości również zależeć będzie to, czy zaakceptujemy taką formę filmowego przekazu.

Tym razem to mniej znana publiczności Taylor Russell przyćmiewa nieco Timothee Chalameta, ale oboje tworzą niezwykle energiczny i świetnie współgrający ze sobą duet. Na pewno jeden z największych atutów filmu Luki Guadagnino. Tym razem to mniej znana publiczności Taylor Russell przyćmiewa nieco Timothee Chalameta, ale oboje tworzą niezwykle energiczny i świetnie współgrający ze sobą duet. Na pewno jeden z największych atutów filmu Luki Guadagnino.

Dla jednych do schrupania, inni mogą zostać pożarci żywcem



Na pewno do przyswojenia jest tymczasem wysoki poziom aktorskich kreacji. Błyszczy przede wszystkim Taylor Russell. Jej Maren chyba najtrudniej jest, również z racji młodego wieku, pogodzić mroczną naturę z olbrzymim pragnieniem normalności i dowartościowania własnego życia. Kapitalne popisy na dalszym planie daje odstręczający, ale i niesamowicie magnetyczny Mark Rylance. Timothee Chalamet tak mocno ugruntował już swoją pozycję we współczesnym kinie, że można od niego wymagać jednak więcej. Jego Lee to poniekąd zlepek kilku postaci, w które w ostatnim czasie wcielał się szalenie utalentowany nowojorczyk. Niemniej, ze wspomnianą już Russell Chalamet, tworzy jeden z najbardziej wiarygodnych i kompatybilnych duetów tego roku w kinie.

Dość ryzykowne pod kątem poruszanej tematyki, przepełnione subtelnym reżyserskim warsztatem Guadagnino i narracyjnie plasujące się blisko dzieł Jima Jarmuscha "Do ostatniej kości" z pewnością jest intrygującym filmowym zjawiskiem dostosowanym przede wszystkim do gustu nieco bardziej wymagającej publiczności. Bez odpowiedniej wrażliwości i dystansu możemy zostać szybko pożarci na kinowej sali. Film absolutnie do schrupania, choć w kontekście ekranowych wydarzeń, może to zabrzmieć nieco niezręcznie.

OCENA: 7/10

Film

6.4
19 ocen

Do ostatniej kości

romans, horror, dramat

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (24)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Mistrzowie kina: Bohater

impreza filmowa, projekcje filmowe, DKF

BTS: Yet to Come in Cinemas

spektakl muzyczny, projekcje filmowe

BTS: Yet To Come in Cinemas

projekcje filmowe