• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

Recenzja filmu "Diuna: Część druga". Kino totalne

Tomasz Zacharczuk
1 marca 2024, godz. 10:00 
Opinie (116)

Jeżeli pierwsza część sagi Denisa Villeneuve'a była przystawką - wykwintną, ekskluzywnie zaserwowaną i pieszczącą podniebienia, ale niezaspokajającą dostatecznie głodu, to druga "Diuna" pozwala już na pełne ucztowanie. I to w dodatku przy jeszcze bardziej bogato zastawionym stole. Widowisko oparte na prozie Franka Herberta ociera się momentami o perfekcję i jest żywym dowodem na to, że pod wieloma względami platformy streamingowe nigdy nie dorównają magii kinowego seansu. Ten film bowiem koniecznie trzeba obejrzeć na wielkim ekranie. Wytworna symfonia obrazu i dźwięku. Niezwykłe przeżycie. Dzieło niemal kompletne.



Użytkownicy naszej aplikacji zostali już o tym powiadomieni
Pobierz aplikację: Android iPhone




Czy planujesz obejrzeć drugą część "Diuny"?

Gdy trzy lata temu twórca "Pogorzeliska" i "Blade Runnera 2049" zaprosił nas na piaszczyste pustkowia planety Arrakis, podążaliśmy za nim trochę na ślepo i z rozregulowanym kompasem. Bo choć pierwsza "Diuna" olśniewała wizualną maestrią i prostowała zawiłe meandry powieści Franka Herberta, to jednak pozostawiała widza w stanie pewnego niedosytu i emocjonalnego zawieszenia graniczącego z dezorientacją. Wysokie (choć zarazem całkowicie zasłużone) oceny widowiska Denisa Villeneuve'a obarczone więc były dość dużym kredytem zaufania. Kredytem, który w kontynuacji swojego dzieła, kanadyjski reżyser spłaca z nawiązką.

Druga część "Diuny" na wszystkich poziomach jest po prostu filmem doskonalszym i dojrzalszym. Widać to nie tylko w zdynamizowaniu opowieści i nasączeniu jej odpowiednią ilością akcji, lecz także w pogłębieniu postaci, rozszerzeniu kontekstu religijnego i politycznego oraz we wzbogaceniu fabuły o nowych bohaterów i wątki. Po imponującym preludium wybrzmiewa w końcu monumentalna symfonia, jakiej oczekiwali fani książkowej "Diuny", a przede wszystkim miłośnicy współczesnego kina science fiction, w którym akcentowane są nie tylko efekty specjalne, lecz także wydźwięk samej historii. Historii o bezkrytycznym, a jednocześnie szalenie niebezpiecznym fanatyzmie, o poświęceniu, zemście i profetyzmie. I w końcu - o miłości.

W kontynuacji "Diuny" Paul Atryda staje się liderem Fremenów i wspólnie z nimi spróbuje powalczyć o niezależność Arrakis i o zemstę na rodzie Harkonnenów. W kontynuacji "Diuny" Paul Atryda staje się liderem Fremenów i wspólnie z nimi spróbuje powalczyć o niezależność Arrakis i o zemstę na rodzie Harkonnenów.

Kino totalne według Villeneuve'a



Dokopanie się do tych wielowarstwowych interpretacji wymagać będzie najpierw... wytrzeźwienia. Od tego, co w drugiej "Diunie" na poziomie wizualnym proponuje Villeneuve, może się bowiem zakręcić w głowie. W warstwie technicznej mamy do czynienia z kinem totalnym. Właściwie każdy kadr można oprawić w ramkę i powiesić na ścianie. Intensywność ekranowych barw, dbałość o scenograficzne detale, monumentalne plenery kontrastowane bliskimi ujęciami skoncentrowanymi na aktorów - to wszystko widzieliśmy już w "jedynce". "Dwójka" tymczasem podbija jeszcze stawkę. Ujeżdżanie czerwiów, sceny batalistyczne i psychodeliczne wizje Paula wynoszą "Diunę" na kolejny - śmiem twierdzić, że dla wielu filmowców nieosiągalny - poziom.

Głębia obrazu jest tak silna, że po seansie można wysypać arrakijski piasek z butów. Wizualne mistrzostwo nie ogranicza się tu jednak tylko do portretowania tytułowej planety, gdyż niewiele mniejsze wrażenie robią utrzymane w czarno-białej tonacji sceny z areny gladiatorów w siedzibie Harkonnenów. Ten niebywały efekt obcowania z kinowym dziełem sztuki (i nie ma w tym żadnej przesady) to oczywiście pochodna starań operatora Grega Frasera i speców od efektów specjalnych, ale także niepodważalny wkład Hansa Zimmera. Legendarny już twórca filmowych soundtracków dawno nie był w tak znakomitej formie. W drugiej "Diunie" wizualny patos pobija staranną i wyważoną mieszanką orkiestrowych aranżacji z domieszką wysublimowanej elektroniki i etnicznych brzmień. Bez tak imponującej oprawy większość scen sporo traciłaby na swej wartości.



To wszystko sprawia, że kontynuacja widowiska Villeneuve'a ociera się o perfekcjonizm. Ostatecznie nie osiąga go tylko z jednego powodu - Kanadyjczyk bez wątpienia jest jednym z najwybitniejszym i najzdolniejszych wizjonerów współczesnego kina, lecz wciąż doskwiera mu brak rzemieślniczego pragmatyzmu. Objawia się to głównie w scenach walk, które choć prezentują się nienagannie, to jednak są pozbawione pomysłowej choreografii. W starciach Fremenów z armią Harkonnenów dominuje zwyczajna poprawność. Podobnie jak w finałowej konfrontacji Maud'Diba z Feydem-Reuthą. Odpowiedniej dramaturgii brakuje także w kulminacyjnej bitwie, której epickości odmówić nie można, ale zasadnym wydaje się już narzekanie na krótkość tych wyczekiwanych scen. Tutaj mam - podobnie jak główny bohater - wizję - Denis Villeneuve spotyka Chada Stahelskiego (twórca "Johna Wicka") i powstaje dzieło godne noty 10/10.

Druga "Diuna" to fenomenalne wizualnie kino science fiction, ale także intrygująca opowieść o fanatyzmie, poświęceniu, zemście i... miłości. Druga "Diuna" to fenomenalne wizualnie kino science fiction, ale także intrygująca opowieść o fanatyzmie, poświęceniu, zemście i... miłości.

To nie tylko imponujący obraz, ale też soczysty scenariusz



O wszystkie pozostałe aspekty "Diuny" reżyser zadbał już z należytą starannością. Na przykładzie (przerysowanego - kolejny mały kamyczek do tego ogródka) Stilgara (Javier Bardem) obserwujemy, do czego mogą prowadzić bezrefleksyjny fanatyzm i ślepe podążanie za religijnymi wierzeniami. Z kolei Lady Jessica (Rebecca Ferguson) uosabia ludzką skłonność do ulegania manipulacjom i spekulacjom. Znakomicie też kanadyjskiemu reżyserowi udało się oddać tragizm postaci samego Paula Atrydy (Timothee Chalamet), który stając się Mesjaszem Fremenów - Maud'Dibem, zobowiązany zostaje tym samym do osobistych wyrzeczeń (choćby w imię miłości do Chani) i podążania niebezpieczną ścieżką zemsty. To pytanie nie zostaje wygłoszone wprost, ale można je odczytać między wierszami: czy faktycznie Paul jest wybawcą, a może przyszłym ciemiężycielem?

W drugiej "Diunie" dodatkowo nie tylko rozwinięto wątek Barona Harkonenna (Stellan Skarsgard), ale też położono mocny nacisk na marginalizowany w pierwszej części wpływ zakonu Bene Gesserit na losy poszczególnych bohaterów. Wątek feministyczny (nie tylko za sprawą większej liczby kobiecych postaci) wybrzmiewa tu mocniej niż w pierwszej części, ale sam w sobie jest dość intrygujący.

Mamy więc w drugiej "Diunie" do czynienia nie tylko z konszachtami i intrygami rodem z "Gry o tron", ale także z motywem trudnej i wymagającej poświęceń miłości. Fani książkowej "Diuny" mogą w tym momencie sięgać już po kamienie i celować we mnie, ale śmiem twierdzić, że relację Paula i Chani przedstawiono w filmie Villeneuve'a z większą dbałością i w szerszej perspektywie niż w powieści.

Warto zresztą podejść do drugiej "Diuny" z większą wyrozumiałością, bo ingerencji w literacki oryginał jest znacznie więcej, ale - co ważniejsze - nie zacierają one wizji Franka Herberta. Oczywiście zagorzali fani powieści chcieliby zapewne dokładnej interpretacji, ale: po pierwsze - każdy z filmów musiałby trwać co najmniej 4 godziny, po drugie - tak poddańczy stosunek względem oryginału skończyłby się artystyczną klapą. Dokładnie tak, jak miało to miejsce w przypadku interpretacji Davida Lyncha.

Film Villeneuve'a to jedno z najlepszych wizualnie widowisk przynajmniej ostatniej dekady. Bez wątpienia druga "Diuna" wpisze się także w kanon najwybitniejszych produkcji z nurtu science fiction. Film Villeneuve'a to jedno z najlepszych wizualnie widowisk przynajmniej ostatniej dekady. Bez wątpienia druga "Diuna" wpisze się także w kanon najwybitniejszych produkcji z nurtu science fiction.

Chalamet, Zendaya i Butler - trio nieoczywiste, ale jakże znakomite



Tym, co wyróżnia "dwójkę" na tle "jedynki", jest ponadto ewolucja samego Paula Atrydy a.k.a. Maud'Diba. Timothee Chalamet w pierwszej "Diunie" grał trochę na "zaciągniętym ręcznym". W kontynuacji Villeneuve zwalnia już mu wszelkie blokady i szczególnie w drugiej części filmu młody gwiazdor prezentuje formę godną oczekiwań i przede wszystkim swego nieprzeciętnego talentu. Młody Atryda staje się liderem Fremenów i podobną metamorfozę na ekranie przechodzi też sam Chalamet. Godnie zresztą sekunduje mu znakomita Zendaya, której tragizm postaci uwydatnia się szczególnie w końcowej fazie filmu.

Dzieło Denisa Villeneuve'a bez wątpienia już teraz można wpisać do kanonu najwybitniejszych filmów science fiction. I to nie tylko w tym stuleciu.
Znów błyszczy Skarsgard w roli Vladimira Harkonnena, sporo pola do popisu dostaje niezawodna Rebecca Ferguson, przyjemnie zobaczyć jest na ekranie Christophera Walkena w roli Imperatora (aktor wielki, ale dostaje tu niestety okruchy rzucone pod nogi), ale drugi plan całkowicie zagarnia dla siebie Austin Butler. Odtwórca roli Elvisa Presleya spektakularnie zrywa ze swym poprzednim wizerunkiem i kapitalnie odgrywa postać psychopatycznego mordercy, od którego zło bije na kilometr. Jego Feyd-Reutha to chyba największy beneficjent scenariuszowych zmian w drugiej części "Diuny".

Wygraj bilety - do kina, na koncert i do teatru



Dzieło Denisa Villeneuve'a bez wątpienia już teraz można wpisać do kanonu najwybitniejszych filmów science fiction. I to nie tylko w tym stuleciu. Kanadyjczykowi fenomenalnie udało się połączyć niełatwy literacki pierwowzór z trendami współczesnego blockbusterowego kina. Druga "Diunia" nie bezzasadnie ociera się o ideał, zostawiając jednocześnie spory apetyt na trzecią część - takową przynajmniej sugeruje zakończenie.

Oczywiście, znów można narzekać na pewien niedosyt, ale tym razem wydaje się, że czekać będziemy bardziej na deser niż na główne danie. To, które podsunął nam pod nos twórca "Labiryntu", smakuje wybornie i na stałe wpisze się w menu najbardziej udanych hollywoodzkich ekranizacji.

9/10   Ocena autora
+ Oceń film

Film

8.3
138 ocen

Diuna: Część druga (54 opinie)

(54 opinie)
sci-fi

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (116)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Wydarzenia

Art Beats | Tycjan: Imperium barw - Wielka Sztuka w Kinie | Kino Kameralne Cafe

27 zł
impreza filmowa, projekcje filmowe

Kino Seniora w Kameralnym

12 zł
impreza filmowa, projekcje filmowe

7. Dni Krytyki Filmowej w Gdyni

24 zł
impreza filmowa, festiwal filmowy, przegląd