• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport
Skopiowano

Recenzja filmu "Black Adam". DC znów zaczyna błądzić po omacku

Tomasz Zacharczuk
21 października 2022, godz. 21:00 

Po obejrzeniu najnowszego filmu ze stajni DC i Warner Bros. pozostaje jedynie głowić się nad tym, jak w odstępie zaledwie kilku miesięcy z jednej taśmy produkcyjnej zjechały tak odrębne jakościowo produkty, jakimi są "Batman""Black Adam" właśnie. Być może film Matta Reevesa jest nieco wygórowanym punktem odniesienia, co nie zmienia faktu, że opowieść o starożytnym mocarzu wybudzonym po 5 tys. lat drzemki jest co najwyżej poprawnie nakręconą filmową bitką bez krzty oryginalności. Zainteresowanie widowni nowym superbohaterem może być jeszcze trudniejszą misją niż upchanie Dwayne'a Johnsona w kostium co najmniej dwukrotnie mniejszy od rozmiarówki najpopularniejszego mięśniaka Hollywood.



Repertuar kin w Trójmieście


Filmowa strategia DC jest tak zawiłym, odpornym na wszelkie prognozy i pełnym paradoksów zagadnieniem, że spokojnie mogłaby być tematem niejednej doktoranckiej pracy. Gdy rywalizujące z Marvelem o pozycję lidera na rynku superbohaterskich produkcji studio nareszcie wychodzi na prostą, coś w tej rozpędzonej maszynie zaczyna się psuć. I nie jest to bynajmniej wina niecnych zagrywek ze strony konkurencji. DC dokonuje bowiem autosabotażu, bo tak trzeba nazwać wypuszczenie do kin kiepskiego "Wonder Woman 1984" po świetnym "Shazamie".

W podobnych kategoriach należy rozpatrywać teraz debiut "Black Adama", w kontekście choćby "Legionu samobójców: The Suicide Squad" i serialowego "Peacemakera", a więc tytułów, które były znakomitym kontrapunktem dla ugrzecznionych produkcji wyraźnie pogubionego ostatnio Marvela. Film Jaume Colleta-Serry to jak zaciągnięcie przez DC ręcznego hamulca tuż po wjechaniu z wybrakowanej lokalnej dróżki na autostradę. Największym sukcesem "Black Adama" jest właściwie fakt, że w ogóle trafił do kin, biorąc pod uwagę opóźnione premiery "Flasha" i kontynuacji "Shazama" oraz "Aquamana". Nie wspominając już o całkowitej kasacji projektu pod nazwą "Batgirl".

Najnowsze przedsięwzięcie Warner Bros. od początku opatrzone było sporym ryzykiem, gdyż tytułowa postać na kartach komiksów DC pojawiała się raczej incydentalnie, zaś dla fanów filmowego uniwersum jest już wręcz bohaterem kompletnie anonimowym. Tymczasem mówimy o herosie obdarzonym przez sześć starożytnych bóstw potężnymi mocami, dzięki którym Teth-Adam (bo tak początkowo określa się Black Adama) obalił tyranię w swojej rodzimej krainie Kahndaq. Tuż po triumfie (bez wdawania się w szczegóły ze względu na spoilery) został uwięziony w grobowcu na kolejne 5 tys. lat. Po przypadkowym wybudzeniu tytułowy bohater znów musi stanąć w obronie uciemiężonych rodaków, których ojczyznę plądruje szajka międzynarodowych najemników z organizacji Intergang.

Tytułowy Black Adam, a właściwie Teth-Adam, ponad 5 tys. lat przed naszą erą posiadł potężne moce i obalił tyranię w swojej rodzimej krainie. Po wybudzeniu znów musi podjąć walkę o wolność swojego ludu, ale nie będzie to początkowo tak oczywiste. Tytułowy Black Adam, a właściwie Teth-Adam, ponad 5 tys. lat przed naszą erą posiadł potężne moce i obalił tyranię w swojej rodzimej krainie. Po wybudzeniu znów musi podjąć walkę o wolność swojego ludu, ale nie będzie to początkowo tak oczywiste.

Spięty Dwayne Johnson, czyli to nie mogło się udać



Problem w tym, że Black Adam wcale nie zamierza wywiązywać się z roli obrońcy uciskanego ludu. W mało subtelny sposób eliminuje każdego, kto stanie na jego drodze. A że ma nieograniczoną siłę, jest niezniszczalny, superszybki i potrafi latać, to nie sposób mu się przeciwstawić. Na dodatek jest arogancki, aspołeczny i przekonany o swojej wyższości, przed nikim nie klęka, a już na pewno nie uznaje pokojowych metod rozwiązywania konfliktów. W skrócie: trudny przypadek i dość marny materiał na superbohatera. Właśnie to jednak sprawia, że Black Adam ma szansę zainteresować widownię i wyróżnić się na tle podręcznikowych i nieskazitelnych herosów. Tyle teorii, bo w praktyce niestety w filmie tego nie widać.

Tytułowa postać spełnia się właściwie jedynie w roli bitewnego tarana, który demoluje przeciwników, ale w przerwach pomiędzy sparingami odsłania swoje wyjątkowo kruche emocjonalne oblicze. Ciężko z Teth-Adamem jakoś szczególnie sympatyzować, bo po prostu niewiele nam o sobie mówi i nie daje się bliżej poznać. Po części to wina scenarzystów, ale swój niechlubny wkład ma także Dwayne Johnson, który przez większą część filmu wygląda tak, jakby dostał właśnie dożywotni zakaz wstępu na siłownię. Wydaje się apatyczny i spięty.

Może to kwestia niedoboru tlenu, bo do tej pory zachodzę w głowę, jakim cudem taki mięśniak mógł na planie zdjęciowym funkcjonować w tak obcisłym i przymałym kostiumie. A już zupełnie na poważnie - nikomu chyba w Hollywood nie zależało na ekranizacji historii Black Adama tak, jak właśnie Johnsonowi. Czasami, jeśli na czymś mocno nam zależy, staramy się aż nadto, a efekt bywa odwrotny. I tak jest chyba w tym przypadku.

Nie jest to na pewno najlepsza rola Dwayne'a Johnsona, który ilekroć wprowadza na ekran trochę powagi, odsłania tym samym swoje niezbyt duże umiejętności aktorskie. Charyzmą jednak nadrabia słabsze momenty. Nie jest to na pewno najlepsza rola Dwayne'a Johnsona, który ilekroć wprowadza na ekran trochę powagi, odsłania tym samym swoje niezbyt duże umiejętności aktorskie. Charyzmą jednak nadrabia słabsze momenty.

Sporo akcji ratuje przed nudą, ale to i tak za mało



W kontekście powyższych słów zabrzmi to zapewne kuriozalnie, ale Dwayne Johnson i tak jest najjaśniejszym punktem obsady. Wątek z działaczką ruchu oporu na Kahndaq i jej synem "zalatuje" cameronowskim "Terminatorem" i ostatecznie ginie gdzieś w oparach bitewnego kurzu. Jeszcze gorzej wypada Justice Society of America, czyli zlepek superbohaterów, którzy przybywają do Kahndaq, by początkowo zastopować Black Adama. Niestety jest to zbieranina postaci, o których kompletnie nic nie wiemy. Wyskakują trochę jak diabeł z pudełka i próbują wmówić widzom, że są naprawdę "cool".

Nie są. O ile Dr Fate (niezły Pierce Brosnan) i Hawkman (poprawny Aldis Hodge) jeszcze momentami dają radę, o tyle Cyclone i Atom Smasher to już niestety nieporozumienie i zupełnie zbędni członkowie tej anonimowej supergrupy. O czarnym charakterze nawet nie ma sensu wspominać. Może poza faktem, że w końcowych scenach wygląda jak ubogi krewny Hellboya, który przedawkował kofeinę i miał jednocześnie problemy z gardłem.

Twórcy filmu przedawkowali natomiast efekty specjalne (szału nie ma, raczej "średnia krajowa"), choć akurat nie mam im tego za złe. Głównie akcją i pojedynkami "Black Adam" broni się przed porażką pokroju wspomnianego "Wonder Woman 1984". Świetną realizacją i pomysłem imponuje przede wszystkim bijatyka Black Adama i Hawkmana w pokoju wypełnionym artefaktami związanymi z Justice League. Nieźle wypada też jedna z pierwszych sekwencji z udziałem tytułowego bohatera, gdy w zwolnionym tempie gromi siły wroga, a wszystko przy dźwiękach The Rolling Stones. Zbyt mocno jednak widać w tym fragmencie inspiracje słynną sceną Quicksilvera z "X-Men: Przeszłość, która nadejdzie". Nie o takie plagiatowanie Marvela walczyli w ostatnim czasie Batman-Pattinson, Peacemaker i cała postrzelona kompania ze "Suicide Squad".

Choć efekty specjalne w filmie nie wyróżniają się na tle konkurencyjnych widowisk, to "Black Adam" wizualnie prezentuje się raczej bez zarzutu. Na plus także niezłe tempo i kilka bitewnych scen. To jednak byłoby na tyle. Choć efekty specjalne w filmie nie wyróżniają się na tle konkurencyjnych widowisk, to "Black Adam" wizualnie prezentuje się raczej bez zarzutu. Na plus także niezłe tempo i kilka bitewnych scen. To jednak byłoby na tyle.

"Black Adam" nijaki, ale może jeszcze być z tego kino



Przed premierą "Black Adama" wydawało się, że DC postawi na dwutorowy rozwój: mroczne, realistyczne i zanurzone w gęstym klimacie kryminałów kino spod szyldu "Jokera" i "Batmana" oraz totalnie przejaskrawione, abstrakcyjne i podszyte humorem 18+ "akcyjniaki", jak ostatni "Legion samobójców". Gdzie w tym zestawie jest miejsce dla filmu Jaume Colleta-Serry? No właśnie nigdzie, bo nie jest to nawet sprawna pół-imitacja Marvela, jak miało to miejsce w przypadku "Shazama".

Gdyby jeszcze z "Black Adama" zdjąć blokadę wiekową (a film i tak jest dość brutalny momentami), miałoby to jeszcze rację bytu. A tak, z mocno naprężonych mięśni The Rocka i całego DC, które kilka miesięcy temu dumnie deklarowało, że to będzie ich rok (oj, gorzki będzie szampan w sylwestrową noc), szybko uszło powietrze. Nie przekreślałbym całkowicie opowieści o "człowieku w czerni", bo pośród wielu wad jest tutaj trochę filmowej jakości i skromny jeszcze, ale jednak, potencjał na ewentualną kontynuację.

OCENA: 4,5/10

Film

6.6
27 ocen

Black Adam

akcja, sci-fi

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (30)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Przegląd Kina Feministycznego

impreza filmowa, projekcje filmowe, przegląd

Brainwashed: seks, kamera, władza

projekcje filmowe, spotkanie

VHS Hell

projekcje filmowe