• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

"Aquaman i Zaginione Królestwo". Wielkie rozczarowanie!

Tomasz Zacharczuk
22 grudnia 2023, godz. 14:00 
Opinie (35)

Druga część solowego projektu poświęconego herosowi władającemu Atlantydą miała pojawić się w kinach już w okolicach ubiegłorocznej Gwiazdki. Dziś, z perspektywy czasu i po seansie filmu Jamesa Wana, można stwierdzić z przekąsem, że Warner Bros. decyzją o przesunięciu wówczas premiery widowiska zrobił kinomanom najlepszy możliwy prezent. Prezent niestety odłożony w czasie. "Zaginione Królestwo" tonie w chaosie, nijakości i w zawstydzających jakością efektach specjalnych. DC kontynuacją "Aquamana" kończy rok w kiepskim stylu, potwierdzając jednocześnie potrzebę budowy całego uniwersum od nowa.



Do kina w święta - sprawdź, które są otwarte



Skąd tak duże opóźnienie "Aquamana i Zaginionego Królestwa"? Jeśli wierzyć niektórym doniesieniom, twórcy filmu przez ostatnie miesiące nanosili mnóstwo poprawek, gdyż pokazy testowe miały wypaść wręcz fatalnie.

Niektórzy zmianę daty premiery widowiska łączyli z potrzebą przemontowania filmu i usunięcia scen z Amber Heard. Australijka w ostatecznej wersji jednak się pojawia, ale to wcale nie była żona Johnny'ego Deppa jest głównym problemem najnowszego projektu DC.

Liczba wad jest na tyle porażająca, że trudno sobie wyobrazić produkcję Jamesa Wana bez wspomnianych korekt, które okazały się być chyba jedynie nieudaną próbą przypudrowania nieuniknionej porażki.

Jason Momoa dał niezły aktorski popis w pierwszym "Aquamanie". Tutaj gra na "autopilocie". Bez polotu, bez iskry, bez przekonania. Tego ostatniego brakowało chyba każdemu z ekipy realizującej najnowsze dzieło DC. Jason Momoa dał niezły aktorski popis w pierwszym "Aquamanie". Tutaj gra na "autopilocie". Bez polotu, bez iskry, bez przekonania. Tego ostatniego brakowało chyba każdemu z ekipy realizującej najnowsze dzieło DC.

Jason Momoa już nie jest takim kozakiem



Zdaje się, że nawet w Warner Bros. zdawali sobie sprawę z tego faktu. Stąd bardzo skromna światowa premiera filmu, na którą zresztą nie stawiła się znaczna część aktorskiej obsady. Dziś cała ekipa "Aquamana" przypomina zdziesiątkowaną kontuzjami i rozbitą skandalami sportową drużynę, która wie, że wychodząc za chwilę na boisko, czeka ją solidny łomot. Jest już jednak za późno, by oddać mecz walkowerem. Nadziei na korzystny rezultat zwyczajnie nie ma, bo trener (James Wan) pogubił się w taktycznych schematach, a forma kapitana (Jason Momoa) wydaje się daleka od optymalnej.

Odtwórca tytułowej roli w "Zaginionym Królestwie" jest cieniem samego siebie. Właściwie nic mu tutaj nie wychodzi. Począwszy od suchych jak wiór dowcipów, kończąc na mało spektakularnych bijatykach pozbawionych pomysłowej choreografii i jakiegokolwiek elementu napięcia. O ile za te mankamenty należałoby winić scenarzystów, o tyle brak zaangażowania leży już po stronie samego aktora.

Niedawno w wywiadach Momoa podkreślał, że wytwórnia raczej nie da mu kolejnej okazji do ponownego wcielenia się w postać Aquamana, mimo że on sam bardzo by tego chciał. W "Zaginionym Królestwie" absolutnie jednak nie widać pasji, luzu i błysku w oku, jakimi okraszony był występ Momoy w części pierwszej.

Zadania aktorowi nie ułatwili także scenarzyści, którzy choć posadzili tytułowego bohatera na tronie Atlantydy i obdarowali go potomkiem, to jednak niewiele zmienili w samym Arthurze Currym. Wciąż jest szelmowskim hulaką i raptusem, co na dłuższą metę w "Zaginionym Królestwie" może nużyć, a nawet momentami irytować. Poza tym, że wieje nudą, to chwilami robi się wręcz toksycznie.

Nie trzeba się specjalnie zagłębiać w krążące po sieci plotki, by wyczuć, że Momoa i Heard nie nadają na tej samej fali, a ich wspólne sceny (których na szczęście za wiele nie ma) dla obojga są raczej przykrym obowiązkiem.

Patrick Wilson (z lewej) i jego odmieniony Orm to jedna z niewielu udanych rzeczy w "Zaginionym Królestwie". To jednak zbyt mało, by mówić choćby o średnim filmie. Patrick Wilson (z lewej) i jego odmieniony Orm to jedna z niewielu udanych rzeczy w "Zaginionym Królestwie". To jednak zbyt mało, by mówić choćby o średnim filmie.

Bez zaskoczeń, bez polotu, bez sensu



Znacznie korzystniej odtwórca tytułowej roli wypada w duecie z Patrickiem Wilsonem, co jest głównie zasługą właśnie drugiego z tych panów. Aktor grający Orma - w przeciwieństwie do pozostałej obsady - prezentuje solidny poziom i stara się wykrzesać ze swojej postaci tyle, ile się da. A jest to o tyle łatwiejsze, że jego bohaterowi scenarzyści poświęcili akurat najwięcej uwagi. Zdetronizowany i uwięziony przez brata Orm ma teraz szansę odpokutować swoje winy i stanąć ramię w ramię z Aquamanem. Tylko taki sojusz może bowiem uchronić Atlantydę przed zemstą Czarnej Manty.

Wątek przemiany byłego władcy podwodnych krain to jedna z tych niewielu rzeczy, które w filmie Jamesa Wana mogą się jeszcze podobać. Podobny potencjał miała historia tytułowego Zaginionego Królestwa, ale twórcy ograniczyli ją zaledwie do jednej niewyraźnej retrospekcji. Mnóstwo czasu poświęcono natomiast zemście Czarnej Manty (Yahya Abdul-Mateen II), który jest antagonistą ogranym tak sztampowo, jak się tylko da. W efekcie bohater zaślepiony nienawiścią do Aquamana nie wzbudza żadnych większych emocji, a jego los od początku wydaje się przesądzony.

Równie łatwa do odszyfrowania jest cała fabuła "Zaginionego Królestwa", pozbawiona długimi fragmentami nie tylko spójności i logiki, ale przede wszystkim emocji i elementów zaskoczenia. Wszystko od pierwszej do ostatniej minuty zmierza w oczywistym kierunku, a James Wan nie próbuje nawet stosować zasłon dymnych. Pomimo niezłego tempa, kilku (dosłownie kilku) niezłych żartów i solidnej porcji akcji trudno w jakimkolwiek momencie tej opowieści dać się jej porwać i płynąć z nurtem wielu niedorzeczności.

Jeżeli "Aquaman 2" zapadnie na dłużej w pamięć, to jednak głównie za sprawą bardzo słabych efektów specjalnych. W kilku miejscach film Jamesa Wana prezentuje się całkiem nieźle, ale niestety przez większą część seansu CGI zwyczajnie męczy oczy i zanudza. Jeżeli "Aquaman 2" zapadnie na dłużej w pamięć, to jednak głównie za sprawą bardzo słabych efektów specjalnych. W kilku miejscach film Jamesa Wana prezentuje się całkiem nieźle, ale niestety przez większą część seansu CGI zwyczajnie męczy oczy i zanudza.

Ten film po prostu jest brzydki



Niedorzecznie prezentuje się z kolei ogrom efektów specjalnych. Twórcy filmu wiele czasu poświęcili na wykreowanie podwodnych krain i egzotycznej wyspy, na którą przenosi się w pewnym momencie akcja, lecz wszystkie te wysiłki idą na marne w konfrontacji z topornym i momentami wyglądającym naprawdę paskudnie CGI. Można doznać niemałego szoku, porównując łatwe do namierzenia w internecie szkice koncepcyjne z finalnym obrazem wygenerowanym przez komputer. O ile jeszcze w statycznych ujęciach mieniący się setkami barw świat potrafi przez sekundę nacieszyć oko, o tyle w scenach ruchu wszystko ogarnia chaos.

Największy bałagan towarzyszy sekwencjom walk, których w "Aquamanie" nie brakuje. Podczas scen niewiele widać, a pierwsze, co rzuca się w oczy, to komputerowe efekty rodem z gier wideo sprzed kilkunastu lat. Wszystko to sprawia, że najnowsza produkcja DC zwyczajnie męczy i pozostawia ogromny niedosyt. Trudno w tegorocznym repertuarze znaleźć tytuł z tak kiepskim wykorzystaniem CGI.



To nie był dobry rok DC, a jego zwieńczenie jest chyba najlepszym podsumowaniem kondycji całego studia, którego przyszłość jest teraz w rękach Jamesa Gunna. To właśnie jemu producenci powierzyli misję przebudowy całego uniwersum. Wydaje się, że jest to odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu, co zresztą pokazały przykłady "Peacemakera" czy ostatniego "Legionu samobójców". Warto poczekać na efekty jego pracy. Tymczasem "Aquaman" strącony z tronu Atlantydy bezwiednie opada na dno najgorszych produkcji DC ostatnich lat.

3/10   Ocena autora
+ Oceń film

Film

6.5
26 ocen

Aquaman i Zaginione Królestwo (7 opinii)

(7 opinii)
akcja, sci-fi

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (35)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Wydarzenia

Etnomatograf. Kino w muzeum | maj 2024

impreza filmowa, projekcje filmowe

Ja, Pobieda i Berlin / Я, Побєда і Берлін

25 zł
projekcje filmowe

Kino Konesera: Kolacja pożegnalna

29,90 zł
projekcje filmowe