• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

Jakby komedia, ale bez luksusów. Recenzja: "Koniec świata, czyli Kogel-mogel 4"

Czwarta odsłona popularnej niegdyś komedii, podobnie zresztą jak poprzednia część, poza fabułą rodem z telewizyjnych telenowel i humorem jak z kiepskiego kabaretu ponownie ma widzom niewiele do zaoferowania. I właściwie trudno się temu dziwić, jeśli głównym tematem "Końca świata" jest biust Anny Muchy i gołe pośladki Nikodema Rozbickiego. Desperackim nieraz próbom rozbawienia publiczności towarzyszy na ogół poczucie zażenowania, przygnębienia i tęsknoty za czasami, gdy polska komedia nie tylko autentycznie śmieszyła, ale również o czymś opowiadała.



Niezbyt pochlebne opinie widzów i recenzentów na temat "Miszmaszu" nie zniechęciły producentów "Kogla-mogla" do kontynuowania jarmarcznej imprezy w filmowych Brzózkach. Wysoka frekwencja na widowni podczas seansów poprzedniej części, podyktowana głównie ciekawością i sentymentem miłośników oryginału, okazała się wystarczającym argumentem za tym, by dalej w wiejskiej sielance towarzyszyć Kasi Zawadzie i profesorowi Wolańskiemu. I choć tym razem twórcy na czele z reżyserką Anną Wieczur i scenarzystką Iloną Łepkowską zamiast odgrzewać stare skecze próbują nadać produkcji odrobiny świeżości, to efekt niestety zbliżony jest do tego sprzed trzech lat.

Nadal jest bowiem dziwacznie, a niewybredne żarty wprawiają w konsternację, nierzadko powodują zażenowanie, niekiedy wręcz krępują czy po prostu sprawiają, że ma się ochotę zapaść pod kinowy fotel i zostać w tej pozycji do końcowych napisów. Producenci i autorka scenariusza nie wyciągnęli więc zbyt wielu wniosków z "Miszmaszu", który promował - delikatnie mówiąc - mało wyrafinowany humor, niemający wiele wspólnego z urokiem "jedynki" i "Galimatiasu". Nie pomagała również fabuła chaotycznie pozlepiana ze zbyt wielu wątków, spośród których żaden tak naprawdę nie wybrzmiał porządnie na ekranie. "Czwórka" pod tym względem jest bardziej przejrzysta, a zaproponowana historia znacznie prostsza i względnie spójna. Z pewnością to krok w dobrym kierunku, lecz nie oznacza to, że zniknęły automatycznie wszystkie bolączki poprzedniego scenariusza.

Zaręczyny Marcina (Nikodem Rozbicki) i Agnieszki (Aleksandra Hamkało) zapowiadają wielkie wesele w Brzózkach, ale sytuacja szybko się komplikuje. Intryga Bożeny (Anna Mucha) powoduje mnóstwo zamieszania i kłótni.
Zaręczyny Marcina (Nikodem Rozbicki) i Agnieszki (Aleksandra Hamkało) zapowiadają wielkie wesele w Brzózkach, ale sytuacja szybko się komplikuje. Intryga Bożeny (Anna Mucha) powoduje mnóstwo zamieszania i kłótni. mat. prasowe/ Next Film

Tu jakby nie bardzo jest o czym opowiadać



Zaproponowana przez Łepkowską opowieść sprowadza się właściwie do jednej pomyłki, którą nie wiedzieć dlaczego popełnia niemal każdy bohater filmu, podczas gdy całą sytuację można byłoby wyjaśnić w pięć minut. Irracjonalna kłótnia świeżo zaręczonych Agnieszki (Aleksandra Hamkało) i Marcina (Nikodem Rozbicki) powoduje więc zgrzyty w relacjach Wolańskiego (Zdzisław Wardejn) z Kasią (Grażyna Błęcka-Kolska), a w absurdalny obrót zdarzeń wciągnięty zostaje jeszcze Piotruś (Maciej Zakościelny) wraz z żoną Marlenką (Katarzyna Skrzynecka) i wracającą z amerykańskiej emigracji teściową (Dorota Stalińska). Siewczynią fermentu okazuje się Bożena (Anna Mucha), która na młodym Zawadzie i jego bliskich mści się za prywatne i zawodowe niepowodzenia.

Całą, bynajmniej nie misterną, intrygę twórcy "Końca świata" rozwiązują w banalny sposób, a większość filmowej kliszy wypełniają mało angażujące wątki. Młodzi bawią się w kotka i myszkę, starsi panowie dywagują głównie o biuście Anny Muchy, a Katarzyna Skrzynecka i Dorota Stalińska nieustannie się przekrzykują, emitując decybele klasyfikujące tę pstrokatą parę gdzieś pomiędzy silnikiem odrzutowca a młotem pneumatycznym. Niemal na uboczu tych fabularnych perturbacji jest Grażyna Błęcka-Kolska, której kreacja jest właściwie metaforą całej serii "Kogel-mogel" przygasającej z każdą kolejną odsłoną. Poeta nazwałby ekranową Kasię ukrytym podmiotem lirycznym, choć ukryć tak naprawdę należałoby w czwartej części inne postaci i wątki.

"Koniec świata" tym razem bardziej skupia się na młodych bohaterach, podczas gdy choćby profesor Wolański (Zdzisław Wardejn) i Kasia (Grażyna Błęcka-Kolska) coraz bardziej schodzą na ubocze. To również symboliczne odejście od kultowego już "Kogla-mogla" z końca lat 80.
"Koniec świata" tym razem bardziej skupia się na młodych bohaterach, podczas gdy choćby profesor Wolański (Zdzisław Wardejn) i Kasia (Grażyna Błęcka-Kolska) coraz bardziej schodzą na ubocze. To również symboliczne odejście od kultowego już "Kogla-mogla" z końca lat 80. mat. prasowe/ Next Film

Not very good żart



Fabuła w komedii nie jest oczywiście najważniejsza, ale w "Końcu świata" na podobnym poziomie niestety prezentuje się także humor. Producenci szumnie zapowiadali powrót do korzeni, czyli pierwszej części, i chyba te deklaracje wzięto za bardzo na serio. Dowcip czwartego "Kogla-mogla" wyraźnie już przekroczył termin przydatności i przypomina pod tym względem średniej jakości kabareton sprzed dwóch, trzech dekad. Językowe lapsusy babci Solskiej czy cudacznie posługująca się "ponglishem" (np. "moja daughter", "moi mężowie są dead", "jutro jest mój wedding") matka Marlenki młodych widzów przyprawią o ból głowy, a starszych co najwyżej o niemrawy uśmiech. W tym marnym komediowym zestawie dostajemy jeszcze w gratisie wypinającego pośladki Rozbickiego czy paradującego w "lumpeksowych" kostiumach Zakościelnego.

Tym razem, na szczęście, nikt nie "upalił" państwa Goździków, a Zdzisław Wardejn nie musiał pląsać do przebojów Zenka Martyniuka. Anna Wieczur do spółki z Iloną Łepkowską spróbowały nawet przemycić do swojego filmu wątki LGBT, ale "Koniec świata" pozostał ostatecznie produkcją naładowaną mało już śmieszącymi stereotypami, spośród których narzekanie na nieopuszczających deski klozetowej panów wydaje się akurat tym najmniej szkodliwym, choć nadal tandetnym uogólnieniem. Podobnie jak przy "Miszmaszu" znów pojawia się więc kluczowe pytanie: do kogo skierowany jest ten film? Na pewno nie do publiczności poniżej 30. roku życia. Zagorzali fani pierwszych dwóch części też raczej nie poczują się jak w domu. Kolejny raz więc powstał film, którym najlepiej bawią się chyba jego twórcy.

Dorota Stalińska, tu w duecie z Katarzyną Skrzynecką, to bodaj jedyny barwny (dosłownie i w przenośni) element nowego "Kogla". Szkoda, że scenarzystka wmanewrowała aktorkę w tak beznadziejną "zabawę" słowną językiem polskim i angielskim.
Dorota Stalińska, tu w duecie z Katarzyną Skrzynecką, to bodaj jedyny barwny (dosłownie i w przenośni) element nowego "Kogla". Szkoda, że scenarzystka wmanewrowała aktorkę w tak beznadziejną "zabawę" słowną językiem polskim i angielskim. mat. prasowe/ Next Film

To już było i niech nie wraca więcej



Notę za wrażenia ogólne może odrobinę podnieść energetyczna Dorota Stalińska, której szpagat jest właściwie jedynym efektownym i zaskakującym momentem w filmie. "Koniec świata" to także zapewne już ostatnia okazja, by zobaczyć na ekranie nieżyjących niestety Katarzynę Łaniewską, Pawła Nowisza i świetnego w drobnym epizodzie Krzysztofa Kiersznowskiego. Wraz z tymi zasłużonymi artystami odchodzi również magia (a właściwie jej resztka) kultowego oryginału, którego podwójna reaktywacja po latach okazała się podwójną porażką. Niech piękny końcowy kadr będzie ostatnim przyjemnym wspomnieniem po "Koglu-moglu". Następnego "Końca świata" możemy już bowiem nie przeżyć.

OCENA: 3,5/10

Film

Koniec świata czyli Kogel Mogel 4
5.7 26 ocen

Koniec świata czyli Kogel Mogel 4 (14 opinii)

produkcja
Polska
premiera
7 stycznia 2022

Opinie wybrane


wszystkie opinie (124)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najnowsze

więcej artykułów »

Wydarzenia

Lato na Patio 2022

w plenerze, projekcje filmowe, warsztaty

Poranki filmowe w GCF

projekcje filmowe

Wakacyjne Seanse ze Sztuką

projekcje filmowe