Nasze recenzje

stat

Prawda w krainie czarów. Recenzja filmu "Ja teraz kłamię"


Sprytnie żonglujący prawdą i fikcją Paweł Borowski trafnie diagnozuje kondycję współczesnego show-biznesu, lecz czyni to za pomocą bardzo schematycznego i nużącego scenariusza, z którym mocno kontrastuje oryginalna, wysublimowana i fantazyjna wręcz oprawa wizualna. Naszpikowany gwiazdami futurystyczny thriller finalnie więc rozczarowuje. Z wysuwanymi przez reżysera tezami trudno się nie zgodzić, ale sposób ich podania pozostawia spory niedosyt.



Mija dokładnie dziesięć lat od efektownego reżyserskiego debiutu Pawła Borowskiego. Zgrabnie skonstruowane, bazujące na wciągającej fabule i niejednoznacznej grze czasoprzestrzenią "Zero" zasłużenie zyskało aprobatę zarówno widzów, jak i krytyków. Wiele patentów właśnie z tej produkcji Borowski próbuje wpleść w najnowsze dzieło - trudną do sklasyfikowania hybrydę futurystycznego thrillera, psychologicznej dramy i groteskowej komedii. Imponująca filmowa konstrukcja z każdą upływającą minutą coraz mocniej drży jednak w posadach, a winą za to należy obarczyć niestabilny fundament, którym jest dość mizerny scenariusz.

Punktem wyjścia, skądinąd ciekawym i stopniowo rozbudzającym apetyty, jest telewizyjny program "Konfesjonał gwiazd". Trójka artystów na żywo spowiada się z zawodowych i prywatnych tajemnic, licząc na rozgrzeszenie rozentuzjazmowanego audytorium. Pokaźną sumę za zwycięstwo chcą zainkasować aktorka Celia (Maja Ostaszewska) i reżyser Mat (Rafał Maćkowiak), którzy pragną w ten sposób uzbierać brakujące pieniądze na wspólny film. O wygranej marzy też młoda piosenkarka Yvonne (Paulina Walendziak), gwiazda tabloidów, która przez swoje wybryki popadła w finansową niedolę. Telewizyjne show dla każdego z nich stanie się jednak dopiero zalążkiem poważnych tarapatów z kryminalną intrygą w tle.

Uczestnicy kontrowersyjnego telewizyjnego show muszą nie tylko obnażyć się przed widzami ze wszystkich tajemnic, ale przede wszystkim stawić czoła konsekwencjom udziału w "Konfesjonale gwiazd".
Uczestnicy kontrowersyjnego telewizyjnego show muszą nie tylko obnażyć się przed widzami ze wszystkich tajemnic, ale przede wszystkim stawić czoła konsekwencjom udziału w "Konfesjonale gwiazd". fot. Olaf Tryzna/ Kino Świat
Borowski, podobnie jak w swoim debiucie, konstruuje film za pomocą retrospekcji, powtórzeń, nieustannej żonglerki czasoprzestrzenią. I to, co w "Zerze" była bodaj największą atrakcją rozbudzającą ciekawość widza, w "Ja teraz kłamię" zaburza tempo opowieści i zwyczajnie nuży. W zasadzie prostą historię śledzimy z trzech perspektyw, które za sprawą bohaterów nakładają się na siebie, prowadząc do wybuchowego finału. Konsekwentne, ale i zarazem irytujące powtarzanie tych samych kadrów (po trzykroć) wnosi tak naprawdę niewiele treści do głównego wątku, a o każdej z postaci wiemy tak niewiele, że cała opowieść szybko zaczyna się rozklejać. Rozwiązanie kryminalnego wątku natomiast może wywołać jedynie wzruszenie ramionami.

Między słowami, których filmowi wyraźnie zresztą brakuje, bo sterylne dialogi nie budują jakiejkolwiek dramaturgii, zakamuflowane są całkiem trafne i aktualne spostrzeżenia. Borowski bezceremonialnie szydzi z reguł show-biznesu, obnaża próżność artystów, ale i odbiorców, prześwietla współczesną publiczność (nie tylko telewizyjnych programów), dla której szczerość coraz częściej wydaje się mniej atrakcyjna niż fałsz. Wolimy piękne kłamstwo od brzydkiej (w domyśle nudnej) prawdy, a to skutecznie zabija zdolność do empatii czy współczucia. W cenie są fake newsy, za które można kupować i sprzedawać wszystko i wszystkich.

Borowski punktuje więc konsekwentnie i celnie, ale niestabilną, mało atrakcyjną i zbyt dosadną narracją uodparnia widza na wartościowe morały. Całą uwagę publiki skupia trywialną, pseudo-kryminalną opowiastką, której dopiero dobitny finał podszyty ironicznym komentarzem sprowadza film na właściwe tory, po których dojedziemy do sedna "Ja teraz kłamię". Ponad półtoragodzinnej podróży nie ułatwia nie tylko co najwyżej średnio dopracowany scenariusz, ale również rozczarowująca postawa aktorów.

Borowski serwuje widzom mieszankę modernistycznego thrillera i groteskowej komedii, ale stosując charakterystyczną dla siebie formę narracji, tym razem zaburza tempo opowieści i sprowadza ją do trywialnej kryminalnej opowiastki o wszystkim i o niczym zarazem. W pamięci pozostaje za to wizualne piękno tego filmu.
Borowski serwuje widzom mieszankę modernistycznego thrillera i groteskowej komedii, ale stosując charakterystyczną dla siebie formę narracji, tym razem zaburza tempo opowieści i sprowadza ją do trywialnej kryminalnej opowiastki o wszystkim i o niczym zarazem. W pamięci pozostaje za to wizualne piękno tego filmu. fot. Olaf Tryzna/ Kino Świat
Nie ich wina, że nie mają czym grać. Zebranie takich nazwisk na planie mogło zwiastować filmową ucztę. Mamy tymczasem stół zastawiony mikroskopijnymi porcjami degustacyjnymi. Kulig, Chabior, Więckiewicz, Dziędziel, Woronowicz, Poniedziałek w sprinterskim tempie przemierzają filmowy dystans i czasami trudno ich dostrzec. O Buzek, Ostaszewskiej, Maćkowiaku czy Walendziak da się powiedzieć niewiele więcej, bo ich role są po prostu nijakie. Postaciom brakuje psychologicznej głębi i większej swobody. Funkcjonują jak zaprogramowane cyborgi, które niczym rekwizyty ktoś przestawia po planie zdjęciowym.

Jeśli coś w filmie Borowskiego zadziałało w 100%, to jest to zdecydowanie warstwa techniczna, co nie powinno dziwić, biorąc pod uwagę fakt, iż reżyser zajmuje się na co dzień także sztukami wizualnymi. I czuć to w niemal każdym, fantastycznym kadrze. "Ja teraz kłamię" to artystyczny Mount Everest zdobyty przez kostiumografów, charakteryzatorów i scenografów pracujących nad tym unikalnym w skali polskiego kina projektem. Dobór fantazyjnych kreacji, wymyślnych fryzur, zdumiewających rekwizytów i niesamowicie zaaranżowanych przestrzeni doskonale wpisuje się w unikalny klimat bazujący na połączeniu przeciwieństw: futurystycznego rozmachu i minimalizmu w wersji retro.

Uchwycenie "zacofanego modernizmu" nie byłoby możliwe bez kapitalnej pracy operatora, Arkadiusza Tomiaka, który doskonale bawi się każdym pojedynczym kadrem. Nie tylko reżyser, ale również on lawiruje pomiędzy iluzją a prawdą, ustawiając kamerę w nietypowej pozycji czy skupiając naszą uwagę na drobiazgu, który za chwilę zmienia nasz punkt widzenia. Rzadko czegoś takiego można doświadczyć w polskim kinie. Tym bardziej należy docenić kunszt techniczny i wrażenie poszczególnych ujęć, które na długo pozostaną w naszej pamięci.

Twórcom "Ja teraz kłamię" udało się zebrać na planie czołówkę świetnych polskich aktorów, których potencjału nie wykorzystano tu choćby w 1/4. Wiele nazwisk zwyczajnie ozdabia jedynie plakat filmu, a ci, którzy dostają więcej ekranowego czasu, nie mają za bardzo czym grać.
Twórcom "Ja teraz kłamię" udało się zebrać na planie czołówkę świetnych polskich aktorów, których potencjału nie wykorzystano tu choćby w 1/4. Wiele nazwisk zwyczajnie ozdabia jedynie plakat filmu, a ci, którzy dostają więcej ekranowego czasu, nie mają za bardzo czym grać. fot. Olaf Tryzna/ Kino Świat
Szkoda, że ulotna pozostanie już sama treść, której właściwa interpretacja uzależniona jest jeszcze od jednej niezbędnej umiejętności, którą musi wykazać się widz: umiejętności drwienia i szydzenia z samego siebie. A na to spora część widowni, podobnie jak ta w filmie, może nie być gotowa. Wysublimowana stylistycznie przypowieść o masowym ogłupieniu, gombrowiczowskich gębach i emocjonalnym nihilizmie powinna stawiać jednak wymagania nie tylko widowni, ale też jej twórcom. Tak banalny scenariusz tych wymagań po prostu nie spełnia, choć na pewno mamy do czynienia z jednym z najbardziej oryginalnych polskich filmów ostatnich miesięcy, a może i lat.

OCENA: 5,5/10

Film

Ja teraz kłamię

Ja teraz kłamię (13 opinii)

4.6
produkcja
Holandia
premiera
28 czerwca 2019
czas trwania
1 godz. 47 min.

Kina

Gdańsk

Sopot

Gdynia

Rumia

DKFy

Premiery

12.07.2019 r.

05.07.2019 r.