Nasze recenzje

stat

Powtórka z (błahej) rozrywki. Recenzja filmu "Kobieta sukcesu"


Podczas seansu najnowszego filmu Roberta Wichrowskiego tytułowym sukcesem wydaje się być dotrwanie do napisów końcowych bez nadprogramowej drzemki. Ciężko bowiem odeprzeć znużenie na widok tych samych schematów, postaci, wątków i ogółem rzecz biorąc wad, jakie wciąż niezmiennie trawią polską komedię romantyczną. "Kobieta sukcesu" to przykład filmowego lenistwa, bo nikt z twórców ani obsady nie sili się choć na odrobinę pomysłowości i zaangażowania.



W filmie, podobnie jak w kuchni, podstawą popisowego dania jest skrzętnie skrywany przez autora przepis, którego precyzyjne przestrzeganie zapewnia uwielbiany przez konsumenta smak. W przypadku polskiej komedii romantycznej o żadnej tajemnej recepturze mowy być nie może. Wystarczy jedna główka Karolaka (opcjonalnie można użyć Adamczyka), garść dramatu, szczypta nagości, kilka gałązek suchego żartu, porcja niezmielonego banału i, będąca ostatnio hitem, jedna świeża Więdłocha, do której dorzucamy surowego, dorodnego amanta. Całość gotujemy na wolnym ogniu, nieśpiesznie mieszamy od czasu do czasu, smak podkręcamy popową nutą i możemy podawać zgłodniałej publice. Ważne, by zanadto nie przyprawiać, bo ma przecież smakować każdemu. Wyrazistość nie jest wskazana.

Reżyser "Kobiety sukcesu" przepisu trzyma się wręcz z aptekarską dokładnością, ale z takimi umiejętnościami nie byłby w stanie podbić żadnego kulinarnego show. Filmowego zresztą również, bo dzieło Roberta Wichrowskiego jest kolejnym odtwórczym przeciętniakiem, który nie jest w stanie zaoferować nic pomysłowego, odkrywczego i zapadającego finalnie w pamięć. Wspomnienie ulatuje zanim napisy końcowe znikną z ekranu. Ogląda się to bez zażenowania, ale i bez emocjonalnego napięcia.

Mańka (Agnieszka Więdłocha), próbując uratować bankrutującą firmę, zatrudnia się u konkurencji. Szpiegowska misja otwiera przed kobietą zupełnie nowe znajomości i perspektywy. Wątek romansu wkrótce przebija się na pierwszy plan, a cała opowieść nabiera nieznośnej przewidywalności.
Mańka (Agnieszka Więdłocha), próbując uratować bankrutującą firmę, zatrudnia się u konkurencji. Szpiegowska misja otwiera przed kobietą zupełnie nowe znajomości i perspektywy. Wątek romansu wkrótce przebija się na pierwszy plan, a cała opowieść nabiera nieznośnej przewidywalności. mat. prasowe/ Next Film
Nijaka i kompletnie nieangażująca jest przede wszystkim trywialna fabuła, która oczywiście w przypadku komedii romantycznej nie musi urastać do rangi oscarowego scenariusza, ale należałoby jednak zadbać o choć odrobinę oryginalności. W "Kobiecie sukcesu" raczej tego nie doświadczymy. Pozornie spełniona korposzefowa o dziewczęcym uroku napotyka zawodowe i uczuciowe trudności. Podejmuje szlachetną, choć nie do końca czystą grę, której stawką jest utrzymanie dochodowego biznesu. Przy okazji zyskuje kolejnego adoratora.

Bohaterką zmagań jest Mańka (Agnieszka Więdłocha) - sympatyczna karierowiczka z prowincji, wykształcona szefowa firmy dystrybuującej psią karmę najwyższej jakości (tu mamy chyba szczyt pomysłowości scenarzystów), w wolnych chwilach odwiedzająca schronisko dla zwierząt i niańcząca cioteczną siostrę (Julia Wieniawa).

Adoratorem nr 1 jest Norbert (Mikołaj Roznerski) - kolega z pracy, typ chłodny, z natury umysł ścisły, ale w zalotach do obcych kobiet niepoprawnie swobodny. Kandydat nr 2 to Piotr (Bartosz Gelner), typ skrytego romantyka, mężczyzna dobroduszny, poczciwy, stonowany i nieco tajemniczy. W skrócie więc: zakłamany kobieciarz kontra przystojniak z zasadami. Wątek tego trójkąta twórcy filmu rozstrzygają dość szybko, pozostaje więc sporo czasu na rozwinięcie dalszej opowieści. Problem jednak w tym, że nie ma za bardzo już z czego szyć.

Większość filmu urozmaicają nam sytuacyjne gafy Mańki i niezdarne podchody Piotra, którego najczęściej z opresji ratuje psi kompan, Paproch. Z całym szacunkiem dla aktorów, to zwierzak jest właśnie najjaśniejszym punktem obsady, bo prostymi środkami potrafi rozczulić i rozśmieszyć.

"Kobieta sukcesu" niczym nie wyróżnia się na tle dziesiątek, jeśli nie setek podobnych komedii romantycznych. Zmieniają się jedynie aktorskie maski, bo wewnątrz to tak naprawdę te same postaci - oderwane od codziennej rzeczywistości i żyjące w sterylnym świecie wypełnionym modnymi ubraniami, eleganckimi samochodami i okazałymi wnętrzami.
"Kobieta sukcesu" niczym nie wyróżnia się na tle dziesiątek, jeśli nie setek podobnych komedii romantycznych. Zmieniają się jedynie aktorskie maski, bo wewnątrz to tak naprawdę te same postaci - oderwane od codziennej rzeczywistości i żyjące w sterylnym świecie wypełnionym modnymi ubraniami, eleganckimi samochodami i okazałymi wnętrzami. mat. prasowe/ Next Film
Humoru teoretycznie zresztą nie brakuje, aczkolwiek jego poziom pozostawia wiele do życzenia. Dowcip naprawdę nabiera całkiem zgrabnych kształtów dopiero w drugiej części filmu, a zwłaszcza w momencie wizyty ciotki i wujka głównej bohaterki, która przed rodziną będzie zmuszona u boku Piotra odgrywać komiczny teatrzyk. I w końcu jest się z czego pośmiać. Bez udawanych reakcji, cierpkich żartów i głupawych gagów.

Przebłysk naturalnego humoru nie jest niestety w stanie przykryć scenariuszowych dyrdymałów, jakimi autorka skryptu, Hanna Węsierska, naszpikowała również swój ostatni film "Słaba płeć?". "Kobieta sukcesu" na szczęście wybija się zdecydowanie ponad fatalny poziom wspomnianego filmu, ale nie jest to równoznaczne ze świeżym i dynamicznym spojrzeniem na bardzo podobny temat. Tu również bohaterka staje w obliczu zawodowej klęski, która paradoksalnie otworzy przed kobietą zupełnie nowe perspektywy, a przede wszystkim zmieni jej sposób myślenia i sprawi, że tytułowy sukces nabierze nieco innych kształtów.

I tu poniekąd tli się nieśmiało iskierka nadziei dla "Kobiety sukcesu". Twórcy filmu bowiem ironicznie portretują korpoświatek, szydzą z biurokratycznej nowomowy, obśmiewają biznesową etykietę. Da się to odczytać jednak tylko pomiędzy wierszami, bo brakuje pogłębienia ciekawego problemu, a wszystko prędzej czy później zostaje umoczone w romantycznym sosie pełnym sztucznej chemii, którego smak znamy z setek podobnych produkcji.

Spłycenie treści wynika zresztą z naczelnej wady tego typu komedii - scenarzyści boją się wcisnąć w usta aktorów więcej przemyślanego tekstu, by tylko nie zamęczyć i nie zmusić do myślenia widza. Stąd też w "Kobiecie sukcesu" większość dialogów brzmi jak recytowanie internetowych memów, opowiadanie "sucharów" i deklamacja życiowych mądrości rodem z "anonimowych wyznań".

W "Kobiecie sukcesu" akcja wskakuje na właściwe tory mniej więcej w połowie filmu. Przez chwilę jest na luzie, zabawnie i bez sztucznej, wymuszonej gry. Niestety kilkuminutowy epizod nie jest w stanie zatuszować szeregu wad, jakimi charakteryzuje się typowa, przeciętna, pozbawiona scenariusza komedia romantyczna.
W "Kobiecie sukcesu" akcja wskakuje na właściwe tory mniej więcej w połowie filmu. Przez chwilę jest na luzie, zabawnie i bez sztucznej, wymuszonej gry. Niestety kilkuminutowy epizod nie jest w stanie zatuszować szeregu wad, jakimi charakteryzuje się typowa, przeciętna, pozbawiona scenariusza komedia romantyczna. mat. prasowe/Next Film
Nie ułatwia to pracy samym aktorom, którzy tkwią bez ruchu w sztywnych pozach. Roznerski jest kłamliwym dupkiem, Foremniak biznesową lwicą, Karolak rubasznym prezesem, a Wieniawa rozemocjonowaną studentką. Młoda aktorka wypada zresztą z tego towarzystwa najlepiej, bo w nieskomplikowanej kreacji jest po prostu naturalna. Naturalność natomiast zupełnie niemal zatraciła Agnieszka Więdłocha, której skromne i urocze oblicze staje się powoli nieznośne i nużące. I ciężko się temu dziwić, skoro w każdej kolejnej produkcji aktorka praktycznie gra tę samą postać. Brakuje tej zadziornej przebojowości i spontanicznej lekkości rodem z "Planety singli".

Zobacz także: Poradnik pozytywnego randkowania. Recenzja "Planety singli"

Natomiast zaskakująco swobodnie w roli nieoczywistego amanta prezentuje się Bartosz Gelner. W przeciwieństwie do reszty obsady ani razu nie ulega emocjonalnym zapędom, jest powściągliwy, ale przez to autentyczny i sprawia, że to jemu w pewnym momencie zaczynamy kibicować najzagorzalej. Szkoda jedynie karykaturalnych "dialogów" z psem Paprochem, ale tak to już jest, gdy twórcy komedii romantycznych wolą tłumaczyć widzom to, czego można domyśleć się z kontekstu.

Gdy filmowcom kompletnie już brakuje pomysłu na zapełnienie kliszy, wypuszczają na plan niesfornego psa lub zarzucają raz po raz popowy kawałek, który najczęściej stanowi tło zupełnie zbędnych scen ociekających nowobogackim kiczem i sterylną wręcz poprawnością. "Kobieta sukcesu" jest propozycją jedynie dla zagorzałych fanek romantycznych komedii, które po tygodniu pracy zechcą zrobić sobie babski wypad na niezobowiązujący film, po którym wspomnienie uschnie szybciej niż kwiatek podarowany z okazji Dnia Kobiet.

OCENA: 4/10

Film

Kobieta sukcesu

Kobieta sukcesu (19 opinii)

3.6
produkcja
Polska
gatunek
Komedia rom.
premiera
8 marca 2018
Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (32)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Gdańsk

Sopot

Gdynia

Rumia

DKFy

Premiery

18.05.2018 r.

11.05.2018 r.

Zapowiedzi