Nasze recenzje

stat

Pogranicze w ogniu. Recenzja filmu "Sicario 2: Soldado"


Gdzie można znaleźć bardzo solidne, bezkompromisowe i nieprzefiltrowane przez sito poprawności kino akcji? Na meksykańsko-amerykańskiej granicy, gdzie wśród brutalnych karteli Josh Brolin i Benicio del Toro muszą nieźle pobrudzić ręce, by promień sprawiedliwości padł na jałową moralnie ziemię. "Soldado", choć ustępuje poprzednikowi, momentami dość wyraźnie, z pewnością nie zawiedzie fanów gatunku. W meksykańskim piekle znów wrze.



Podobno nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, ale już na meksykańską pustynię jak najbardziej. Udowadnia to Włoch Stefano Sollima, któremu przypadła niewdzięczna rola następcy Denisa Villeneueve'a. Kanadyjski wizjoner przed trzema laty zelektryzował światową widownię ponurym dreszczowcem, w którym prześwietlił do szpiku kości ciemną stronę ludzkiej natury. "Sicario" ujmował obalonymi schematami kina akcji, serwował niewyobrażalną dawkę napięcia, imponował techniczną wirtuozerią. Projekt "Soldado" już na starcie przez wielu, wcale nie bezpodstawnie, skazywany był więc na klęskę.

Zobacz naszą recenzję pierwszej części "Sicario"

Przed premierą filmu niepokojących sygnałów o rzekomym niepowodzeniu można było doszukać się bez liku. Brak Villeneueve'a za kamerą. Absencja w obsadzie Emily Blunt. Nieobecność operatorskiego maga, Rogera Deakinsa, i fascynującego swoją muzyką Johanna Johannsona. Pozamykane w większości wątki w "Sicario" i mocno już wyeksploatowana tematyka. Wystarczyło jednak przyjrzeć się uważniej, aby dostrzec, że cenionego Kanadyjczyka na reżyserskim stołu zastąpił twórca znakomitej "Suburry". Zdjęciami zajął się nie lada fachowiec od batalistycznych kadrów - Dariusz Wolski, a islandzkiego kompozytora zastąpiła (godnie jak się okazuje) jego rodaczka - Hildur Guonadottir. Do tego trafnie skonstruowany duet Brolin-del Toro zatuszował częściowo brak na planie Emily Blunt.

Matt (Josh Brolin) i Alejandro (Benicio del Toro) kolejny raz ruszają na amerykańsko-meksykańską granicę. W tajnej misji chcą skłócić ze sobą kartele zajmujące się handlem ludźmi. Ambitny plan napotyka jednak na liczne przeszkody, a bohaterowie muszą radzić sobie na własną rękę.
Matt (Josh Brolin) i Alejandro (Benicio del Toro) kolejny raz ruszają na amerykańsko-meksykańską granicę. W tajnej misji chcą skłócić ze sobą kartele zajmujące się handlem ludźmi. Ambitny plan napotyka jednak na liczne przeszkody, a bohaterowie muszą radzić sobie na własną rękę. mat. prasowe/ Monolith
Na płonnych nadziejach się nie skończyło, bowiem już początkowe kadry "Soldado" sugerują, że od obranej przez Villeneueve'a narracji Sollima nie zamierza zbyt mocno odstąpić. Militarna akcja na amerykańsko-meksykańskiej granicy i zamach terrorystyczny w zaludnionym markecie stylistycznie nie ustępują temu, co widzieliśmy w "Sicario". Podobnych zabiegów na zasadzie "kopiuj-wklej" znajdziemy tutaj zresztą znacznie więcej. Powraca w nieco innej formie nawet słynna scena konwoju. Przestępczy świat znów definiuje krwawy nihilizm, bezkompromisowa brutalność zdaje się jedynym narzędziem w szerzeniu sprawiedliwości, a bohaterowie z coraz lżejszym sumieniem przekraczają granice nie tylko geograficzne.

Portretowanie zła w najróżniejszych jego odmianach stanowi element, w którym Stefano Sollima czuje się wyjątkowo swobodnie, czego dowodem była wspomniana "Suburra" - gangsterska epopeja o mafiosach z rzymskiego przedmieścia. W "Soldado" włoskiemu reżyserowi znacznie więcej problemów od umiejętnego zarysu tła przysparza sprzedanie widzowi nieszablonowej fabuły. W tym względzie widać jednak zdecydowaną wyższość Villeneueve'a, któremu udało się stworzyć ponadczasową i obdartą z polityki przypowieść o narodzinach zła. Sollima zaś, posiłkując się tym razem nieco słabszym scenariuszem Taylora Sheridana, mocniej akcentuje konkrety, nie pozostawia wiele miejsca widzowi na refleksję, jest bardziej zdeterminowany w pokazaniu faktów, a przez to łatwiej przewidywalny. Do tego pojawia się nieznośna często w kinie "amerykańskość" nasączona pompatycznymi hasłami i mitem Amerykanów stojących na straży światowego pokoju.

W "Soldado" wszystko jest precyzyjnie określone, dobro i zło jasno zdefiniowane, motywacja bohaterów banalna do rozszyfrowania. Punktem zapalnym kolejnego konfliktu na amerykańsko-meksykańskiej granicy jest przemyt, ale nie narkotyków, a ludzi. W tłumie nielegalnych imigrantów dążących za wszelką cenę do amerykańskich marzeń znajdują się bowiem islamscy terroryści. Po jednym z krwawych zamachów władze decydują się na radykalne środki i posyłają w bój Matta Gravera (Josh Brolin) - fachowca od brudnej roboty, który nie przebiera w środkach. Mężczyzna sięga po pomoc wybitnego zabójcy, Alejandra (Benicio del Toro), który z meksykańskimi kartelami organizującymi przemyt ludzi ma własne rachunki do wyrównania.

W "Soldado" bohaterowie znów walczą na meksykańskiej pustyni, która ma tu wymiar symboliczny - jako miejsce, w którym nie jest w stanie zakorzenić się jakakolwiek moralność i sprawiedliwość. Stąd również mało etyczne metody tych, którzy tej sprawiedliwości właśnie poszukują.
W "Soldado" bohaterowie znów walczą na meksykańskiej pustyni, która ma tu wymiar symboliczny - jako miejsce, w którym nie jest w stanie zakorzenić się jakakolwiek moralność i sprawiedliwość. Stąd również mało etyczne metody tych, którzy tej sprawiedliwości właśnie poszukują. mat. prasowe/ Monolith
Duet nietypowych sojuszników na otwartą wymianę ognia z przestępcami nie zamierza iść. Chcąc skłócić konkurencyjne gangi Graver i Alejandro porywają córkę jednego z bossów, podszywając się pod lokalnych rywali. Sprytny plan wypala jedynie połowicznie, co wymusi na bohaterach szybką zmianę strategii. Obaj wkrótce mogą paść ofiarami własnych nieetycznych metod.

Wspomniany duet stanowi zdecydowanie wartość dodaną "Soldado". DelToro i Brolin potwierdzają świetną formę, znakomicie się uzupełniają, choć daleko im do kumpelskich par z filmów typu "buddie movie". To raczej skutecznie zaprogramowane maszyny nastawione na chłodną kalkulację, które nawiązują drobną nić porozumienia, a może nawet obopólnej sympatii. Brakuje tym razem damskiego przełamania, o które w "Sicario" zadbała Emily Blunt.

W "Soldado" twórcy filmu mocno ograniczoną fabułę próbują jeszcze przekierować na młodzież - córkę narkotykowego bossa (Isabela Moner) i nastolatka z przygranicznego miasteczka (Elijah Rodriguez). Wszystko po to, by pokazać piętno przestępczej rodziny i zilustrować problem manipulowanych przez kartele dzieciaków, którzy zamiast do szkolnego autobusu wolą wsiąść do sportowej bryki ustawionego dzięki przemytowi kuzyna. Interesująca to perspektywa, aczkolwiek nastoletnie postaci dostają za mało miejsca, by się wykazać, co powoduje, że twórcy przez temat właściwie tylko się prześlizgują.

Można więc narzekać na fabularne spłycenia, ubogość wyrazistych postaci na dalszym planie, przebijającą się od czasu do czasu wtórność, ale docenić należy jednocześnie techniczny kunszt (sceny walk wyglądają chwilami wręcz znakomicie i pokazane są z różnych perspektyw), wyrafinowane tempo opowieści(znów kłania się Villeneueve i jego nieustanne uczucie napięcia i zagrożenia), zachowanie uczucia realizmu (choć nie zawsze) i aktorskie popisy dwójki głównych dżentelmenów. Pozytywnej oceny nie przysłonić powinny nawet karkołomne, wręcz absurdalne rozwiązania w ostatnim kwadransie filmu.

"Soldado" wyraźnie brakuje głębi, elementu zaskoczenia i ponadczasowości "Sicario". To wciąż jednak solidne kino akcji, niestandardowo nakręcone - bez spektakularnych fajerwerków i w niespiesznym tempie - stanowiące niezbędny krok ku zamknięciu efektownej trylogii.
"Soldado" wyraźnie brakuje głębi, elementu zaskoczenia i ponadczasowości "Sicario". To wciąż jednak solidne kino akcji, niestandardowo nakręcone - bez spektakularnych fajerwerków i w niespiesznym tempie - stanowiące niezbędny krok ku zamknięciu efektownej trylogii. mat. prasowe/ Monolith
"Soldado", który właściwie nie wiadomo, czy jest kontynuacją, czy prequelem "Sicario" (nie jest to w filmie jednoznacznie określone), znacznie sprawniej funkcjonowałby w opinii filmowej bez pierwowzoru. Jako samodzielne kino akcji aspiruje wręcz do miana bardzo dobrego filmu. W szrankach z oryginałem stoi jednak na straconej pozycji, choć o straconym czasie podczas seansu nie może być mowy. Producenci już zapowiedzieli kolejną część i jeśli seria nie zanotuje drastycznego spadku jakości, możemy doczekać się jednej z najlepszych i najbardziej zaskakujących trylogii w historii kina akcji.

OCENA: 7/10

Film

Sicario 2: Soldado

Sicario 2: Soldado (16 opinii)

4.7
produkcja
USA
gatunek
Dramat
premiera
20 lipca 2018
czas trwania
2 godz. 2 min.
Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (12)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Gdańsk

Sopot

Gdynia

Rumia

DKFy

Premiery

10.08.2018 r.

03.08.2018 r.

Zapowiedzi