Nasze recenzje

Podróż w stanie nieważkości. Recenzja filmu "Valerian i Miasto Tysiąca Planet"


Realizacyjnego rozmachu i kosztujących krocie efektów specjalnych najnowszemu dziełu Luca Bessona nie sposób odmówić. "Valerian i Miasto Tysiąca Planet" potrafi oczarować wizualną maestrią co najmniej w porównywalnym stopniu jak słynny "Avatar". Opowieść o dwójce międzygalaktycznych agentów strzegących kosmicznego ładu dzielą jednak lata świetlne od hitu Jamesa Camerona.



Jeden z najbardziej cenionych przez widzów współczesnych twórców kina nareszcie długoletnie plany i marzenia przekuł w filmową rzeczywistość. Ekranizacja uznanego francuskiego komiksu wydanego po raz pierwszy w latach 60. ubiegłego wieku musiała długo dojrzewać w głowie reżysera "Piątego elementu" czy "Leona Zawodowca". Besson systematycznie odkładał projekt - a to narzekał na niewystarczającą technologię, innym razem natomiast szyki psuł... James Cameron swoim "Avatarem".

Wizualne, ale i poniekąd fabularne podobieństwo obu tytułów nie jest zresztą przypadkowe, co doskonale da się zauważyć już od pierwszych kadrów. O ile jednak Kanadyjczykowi w oszałamiającą ekranową rzeczywistość udało się wpleść porywającą i angażującą widza historię, o tyle Francuzowi udanych konceptów wystarczyło jedynie na efektowne obudowanie wątłej tak naprawdę fabuły, której nie pomogli ani aktorzy, ani scenariusz.

Valerian (Dane DeHaan) i Laurentina (Cara Delevingne) jak przystało na kosmicznych agentów strzegą galaktycznego porządku. Kluczem do rozwiązania kolejnej zagadki będą w tym przypadku wydarzenia z przeszłości i zagłada jednej z planet.
Valerian (Dane DeHaan) i Laurentina (Cara Delevingne) jak przystało na kosmicznych agentów strzegą galaktycznego porządku. Kluczem do rozwiązania kolejnej zagadki będą w tym przypadku wydarzenia z przeszłości i zagłada jednej z planet. mat. prasowe/ Kino Świat
Tytułowe Miasto Tysiąca Planet stanowi niejako odzwierciedlenie międzygalaktycznej Wieży Babel. Przenikają się tu setki tysięcy ras mówiących w pięciu milionach języków i żyjących we względnej symbiozie. Na olbrzymią planetę trafiają główni bohaterowie - Valerian (Dane DeHaan) i Laurelina (Cara Delevingne). Para kosmicznych agentów, w dużym skrócie, próbując udaremnić przemyt żywego towaru, odkrywa spisek mogący doprowadzić do poważnego zachwiania równowagi pomiędzy kosmicznymi gatunkami. Nie bez znaczenia dla rozszyfrowania głównej intrygi będą wydarzenia z przeszłości i wizje nękające Valeriana.

Towarzyszące agentom przygody i krajoznawcza wycieczka po rubieżach kosmosu bez cienia wątpliwości dostarczą widzowi największej frajdy, stanowiąc jednocześnie najjaśniejszy punkt filmu Luca Bessona. U boku Valeriana i Laurentiny mamy okazję zajrzeć do każdego niemal zakamarka Miasta Tysiąca Planet i poznać jego nietuzinkowych mieszkańców. Nie da się jednocześnie ukryć, że właśnie w tym elemencie reżyserskiego rzemiosła Francuz czuje się najswobodniej. Z rozmachem i drobiazgową precyzją zapoznaje widza z przysadzistymi kosmicznymi trollami, smukłą rasą inteligentów z planety pereł czy podwodnymi gigantami. Próbką możliwości i tego, co czeka nas podczas seansu jest choćby scena otwarcia, w której Besson, niczym kreator mody, wypuszcza na wybieg swoje kosmiczne dziwadła, pokazując, z kim będziemy mieć do czynienia przez najbliższe dwie godziny.

Besson nie folgował przy tym zapędom speców od efektów specjalnych, którzy poza olśniewającą scenerią potrafili w zaciszu studia stworzyć doprawdy charakterystyczne postaci. Filmowe kreatury rozbawią (prymitywne pseudotrolle, rozgadane trojaczki, sympatyczny bobas i jego mniej sympatyczna mama), wprawią w zachwyt (barwni mieszkańcy rajskiej planety Mul) czy zaciekawią (kobieta-kameleon w wydaniu Rihanny). Zaskakujący jest natomiast fakt, że zupełnie blado (nieraz dosłownie) przy międzygalaktycznych stworach wypadają ekranowi ludzie.

Największym atutem najnowszego filmu Luca Bessona jest olśniewająca warstwa wizualna, która sprawia, że seans - zwłaszcza w technologii 3D - będzie prawdziwą ucztą dla oczu. Równie pochlebnych słów nie można już jednak powiedzieć o samej historii i jej poprowadzeniu.
Największym atutem najnowszego filmu Luca Bessona jest olśniewająca warstwa wizualna, która sprawia, że seans - zwłaszcza w technologii 3D - będzie prawdziwą ucztą dla oczu. Równie pochlebnych słów nie można już jednak powiedzieć o samej historii i jej poprowadzeniu. mat. prasowe/ Kino Świat
Valerianowi i Laurentinie sprawności w walce, zapału, odwagi i pewnej dozy nonszalancji odmówić nie można. W całej tej wielkiej filmowej przygodzie głównym bohaterom brakuje jednak emocji, które zapewniłyby przychylność widowni. Dane DeHaan i Cara Delevigne, mówiąc wprost, nie są najlepszym castingowym osiągnięciem w karierze Bessona. Znany z "Kroniki" czy "Lekarstwa na życie" aktor nie do końca poradził sobie z rolą porywczego, nieco aroganckiego hulaki skrzętnie ukrywającego jednak oznaki szlachetności i poświęcenia. Snującemu się po planie DeHaanowi wyraźnie brakuje dystansu i charyzmy choćby Star-Lorda ze "Strażników Galaktyki".

Poziomu nie podnosi również Delevingne, która w kreacji Laurentiny razi swoją ospałością i posągową twarzą. W modelingu (którym na co dzień zajmuje się Brytyjka) zarzut z łatwością można byłoby przekuć w niepodważalny atut, ale jednak wielki ekran to nie to samo co obiektyw aparatu. Aktorskiej pary nie bronią też tendencyjne, pozbawione kolorytu i komediowej iskry dialogi, zaś cięte z zamysłu riposty są aż nadto stępione. Natomiast sztucznie wytwarzana chemia pomiędzy Valerianem a Laurentiną powoduje, że nie sposób uwierzyć w tlący się romans. Ba, Besson zamiast stopniowo podsycać żar w relacjach agentów, od razu rozpala kilkumetrowe ognisko, co skutkuje absurdalnym wręcz rozwojem miłosnego wątku.

Równie kulawo francuski mistrz zabiera się za eksponowanie akcji, której tak naprawdę zbyt wiele w "Valerianie" nie znajdziemy. Owszem, bohaterowie co rusz zmieniają otoczenie, poznają nowych sojuszników i wrogów, odkrywają kolejne fragmenty rozwiązywanej sprawy, ale cała opowieść przypomina raczej mozolny bieg w stanie nieważkości aniżeli wyścig kosmicznych statków. Wielką filmową przygodę poczuć można tylko sporadycznie. W pozostałych fragmentach nawet magia obrazu nie obroni nas przed nieświadomym osuwaniem się z kinowego fotela.

Wartości filmowi dostatecznie nie dodają również aktorzy, którzy wydają się być nie do końca wpasowani w swoje role. Daleko im choćby do słynnego duetu Willis/Jovovich z "Piątego elementu" również autorstwa Luca Bessona.
Wartości filmowi dostatecznie nie dodają również aktorzy, którzy wydają się być nie do końca wpasowani w swoje role. Daleko im choćby do słynnego duetu Willis/Jovovich z "Piątego elementu" również autorstwa Luca Bessona. mat. prasowe/ Kino Świat
Podporządkowanie fabuły dwójce głównych postaci poskutkowało również słabą ekspozycją czarnych charakterów, spośród których nawet Clive Owen nie ma dostatecznie dużo miejsca, aby pograć swoim bohaterem. O elemencie zaskoczenia też można zapomnieć, bo już samo pojawienie się aktora jednoznacznie zapowiada, że strumień sympatii raczej w jego kierunku nie popłynie. Problem dotyczy zresztą nie tylko Admirała, lecz całej pedantycznej fabuły, której ewidentnie doskwiera przewidywalność, statyczność, brak przełamania schematu. Szkoda, że scenariusza, który przeleżał zapewne kilka ładnych lat w szufladzie Bessona, nie nadgryzły korniki, bo może wówczas francuski reżyser zabrałby się za pisanie od nowa i jestem pewien, że efekty byłyby znacznie lepsze.

Wydaje się, że twórca "Piątego elementu" zbyt mocno zapatrzył się w rozwój filmowej technologii, której potrzebował do nakręcenia "Valeriana", zapominając jednocześnie o odpowiednim odświeżeniu samego pomysłu. Trochę jakby Besson oczami wodził za "Avatarem", a głowa wciąż zajęta była Brucem Willisem i Milą Jovovich 20 lat temu. Przebojowy "Valerian" reklamowany jako film życia stał się bardziej stygnącą, z dawna już zaparzoną walerianą, która ani nas nie uśpi, ani tym bardziej nie pobudzi. Jeżeli jednak macie ochotę na widowisko 3D, to lepszego filmu do obejrzenia w okularach w tym roku nie znajdziecie i to zdecydowanie podwyższa ostateczną notę.

OCENA: 6/10

Film

Valerian i Miasto Tysiąca Planet
6.0 28 ocen

Valerian i Miasto Tysiąca Planet (15 opinii)

produkcja
Wielka Brytania, USA
gatunek
Science-Fiction, Akcja
premiera
4 sierpnia 2017
czas trwania
2 godz. 17 min.

Opinie (27) 1 zablokowana

  • (7)

    Czemu teraz kręci się tyle filmów s-f lub o podobnej tematyce? Nigdy nie przepadałem za takim kinem i zastanawia mnie w jaki sposób przybywa tak dużo fanów tego gatunku?

    • 14 55

    • Dlaczego mierzysz innych ludzi swoją miarką?

      Ja na przykład nie lubię melodramatów, ale nie interesuje mnie, jak dużo fanów ma ten gatunek

      • 34 5

    • Technologia (1)

      Kiedyś technologia nie pozwalała na "masowe" kręcenie fimów Sci-Fi.
      Kiedyś taki film albo robiło się długo i drogo, albo po taniości i z beznadziejnym efektem.
      Współczesna technologia pozwala pokazać na ekranie wszystko co w głowach twórców widowiska się pojawi. Ok, nadal kosztuje swoje, ale na pewno komputery przyspieszają proces.

      • 25 2

      • Łatwiej się skupić na efektach..

        ..niż na fabule.

        • 11 1

    • ja oglądam s-f od ponad 35 lat i jest to mój ulubiony gatunek

      • 28 3

    • "nagła" ekranizacja komisku sprzed pół wieku

      Faktycznie technologia pozwala teraz ekranizować te wizje, ale sama fascynacja sci0fi nie jest niczym nowym.

      • 11 1

    • Dzisiaj wszystkie filmy są takie same

      Co za różnica, czy sc czy dramat czy komedia?
      - zawsze są jakieś głupie zgagi jak w komedii
      - zawsze jest jakiś głupi romans
      - zawsze jest jakaś głupia fabuła
      - zawsze są jakieś głupie wodotryski
      - zawsze jest jakaś polityczna poprawność (szkoły kupią bilety)
      Szkoda włączać komputera na kolejne arcydzieło z cyklu "wolni i spokojni 30"

      • 6 2

    • Tematyka s-f to doskonały pretekst do użycia efektów specjalnych

      Których natłok ma odwracać uwagę od beznadziejnej fabuły.
      A z fabułą jest chyba ostatnimi laty największy kłopot.

      • 5 0

  • Bylam, nie polecam, gniot jakich mało. (4)

    Wyszłam po 15 minutach.

    • 11 41

    • Trzeba bylo w ogole nie wchodzic!

      • 23 2

    • To troche twoja opinia jest z d*py wzieta..

      ..skoro tylko poczatek widzialas.

      • 37 4

    • Po 15 minutach? To były jeszcze reklamy :)

      • 55 3

    • w d*pie byłaś

      g*wno widziałeś

      • 12 4

  • Byłem, polecam.

    Jeden z lepszych filmów, jakie ostatnio widziałem. Zostałem do końca napisów końcowych.
    Warto oglądać w 3D mimo iż nie jestem fanem takiego kino.

    • 14 4

  • Gniot

    Najdłuższe 2h w kinie. To się nadaje na TV4 o 2.00. Takiego gniota wyprodukować to sztuka.

    • 8 13

  • Zly casting

    oni bardziej przypominają rodzeństwo niż parę zakochanych (zwłaszcza wizualnie)..chociaż może dla Francuzów to w sumie jedno i to samo :):)

    • 20 5

  • slaby film

    jak nie macie jak zmarnowac 2h to polecam isc na spacer

    • 6 6

  • Ja tam codziennie jak wracam z pubu to przemiszczam się w stanie niewazkości.

    • 10 0

  • W Avatarze była porywająca i angażująca widza historia?

    Która?

    • 14 0

  • ale w Biblii nic nie wspominają o życiu na innych planetach.... (1)

    • 9 5

    • O Internecie też nie wspominają. Więc porzuć to diabelskie medium!

      • 0 0

  • Valerian imiasto....

    Polecam

    • 4 1

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Gdynia

Rumia

DKFy

Premiery

16.10.2020 r.

09.10.2020 r.

Zapowiedzi