Nasze recenzje

stat

Piloci poza zasięgiem filmowców. Recenzja filmu "303. Bitwa o Anglię"


Kino wyższych wartości, ale zdecydowanie niższych lotów. Pierwszy z dwóch sierpniowych filmów poświęconych legendarnemu Dywizjonowi 303 poziomem niestety nie dorównuje osiągnięciom i talentowi zasłużonych polskich pilotów. Międzynarodowa produkcja aspiruje co najwyżej do filmu telewizyjnego, który mógłby uatrakcyjnić lekcję historii w niejednej polskiej i brytyjskiej szkole.



W 1940 roku Polaków i Brytyjczyków zjednoczyła w powietrzu wspólna walka ze znienawidzonym najeźdźcą. 78 lat później tak zgodnej i trwałej koalicji, tym razem na polu filmowym, wypracować już się nie dało. Stąd też dość kuriozalna sytuacja, kiedy to na ekrany polskich kin na przestrzeni ledwie dwóch tygodni wchodzą dwie niemal bliźniacze produkcje traktujące o bohaterstwie pilotów ze słynnego Dywizjonu 303 (drugi film, "Dywizjon 303. Historia prawdziwa", wejdzie do kin 31 sierpnia). Jako pierwszy do lotu w polsko-brytyjskiej maszynie poderwał się David Blair. Jego "303. Bitwa o Anglię" może jedynie pomarzyć o osiągnięciu pułapu, na jakim polskie myśliwce spuszczały łomot niemieckim samolotom.

Przez wiele długich powojennych lat Brytyjczycy konsekwentnie milczeli na temat znamiennego wkładu polskich lotników w sukces powietrznej kampanii wymierzonej w hitlerowskie Niemcy. Lekceważeni, odtrąceni i zmuszani do emigracji z Wysp biało-czerwoni piloci właściwie dopiero teraz doczekali (choć już nie osobiście) filmowej rehabilitacji. Davidowi Blairowi udało się w mniejszym bądź większym stopniu odtworzyć pasjonującą historię wyjątkowej eskadry, a przy okazji uwypuklić brytyjską arogancję pod adresem członków Dywizjonu 303. Samokrytyka i dobre chęci jednak nie wystarczyły. Szkopuł bowiem w tym, że brytyjskiego reżysera przerósł potencjał, jaki tkwi w losach brawurowych pilotów. I nie pomogły nawet polskie nazwiska w obsadzie i na liście twórców "Bitwy o Anglię".

"Bitwa o Anglię" to nakreślony przez Brytyjczyków, przy drobnym wsparciu Polaków, portret członków elitarnego Dywizjonu 303, który wydatnie przyczynił się do odparcia niemieckiej ofensywy na Wyspy Brytyjskie. Twórcy filmu swoją opowieść koncentrują głównie wokół osoby Jana Zumbacha (Iwan Rheon).
"Bitwa o Anglię" to nakreślony przez Brytyjczyków, przy drobnym wsparciu Polaków, portret członków elitarnego Dywizjonu 303, który wydatnie przyczynił się do odparcia niemieckiej ofensywy na Wyspy Brytyjskie. Twórcy filmu swoją opowieść koncentrują głównie wokół osoby Jana Zumbacha (Iwan Rheon). mat. prasowe/ Prospect 3
David Blair ma w dorobku blisko 30 wyreżyserowanych produkcji, ale prawie żaden z nich nie wybił się ponad ciasne ramy małego ekranu. W tym przypadku nawet budżet rzędu 10 milionów dolarów nie sprawił, aby filmowy Dywizjon nie kojarzył się jednoznacznie z kolejnym telewizyjnym tworem brytyjskiego filmowca. "Bitwę o Anglię" wypełnia chaos realizacyjny. Film przypomina zbitkę przypadkowo sklejonych scen, które pozbawione są dramaturgii, konceptu i przede wszystkim treści. Dochodzi do absurdalnych sytuacji, w których poszczególne sekwencje trwają jedynie kilkanaście sekund, zaś aktorzy wymieniają między sobą po jednej linijce tekstu.

To, co słyszymy z ekranu z pewnością na dłużej w pamięci nie pozostanie, ponieważ para scenarzystów zaproponowała masę jałowych dialogów. Słabo zainscenizowane sceny dostarczają rozmów przypominających wymianę losowo artykułowanych komend i półsłówek. Brakuje emocji, improwizacji, pójścia na żywioł, podjęcia ryzyka - tego wszystkiego, co decydowało o skuteczności polskich asów lotnictwa.

Poszatkowane sceny właściwie od samego początku burzą jakikolwiek porządek i zakłócają płynność fabuły. Kilka razy można przyklasnąć zdjęciom Piotra Śliskowskiego, ale nawet te atuty giną pod twardą ręką montażysty, który wręcz zamordował tempo tego filmu. Odpowiedniego wyczucia, finezji i techniki ewidentnie brakuje także w podniebnych sekwencjach.

Niestety, obawy o jakość efektów specjalnych nie były bezpodstawne. Bohaterowie wzbijają się w powietrze średnio co pięć minut, ale niemal żadna ze scen batalistycznych nie trwa dłużej niż kilkadziesiąt sekund! Dopiero w kulminacyjnym momencie, na samym finiszu filmu, twórcy okazują nareszcie hojność i serwują widzom nieco dłuższą podniebną przyjemność. Ta jest jednak wątpliwa, gdyż legendarne i ryzykowne popisy polskich pilotów w "Bitwie o Anglię" z wielkością nie mają nic wspólnego. O ile pojedyncze kadry z siedzącymi w kokpitach bohaterami jeszcze jakoś się prezentują, o tyle powietrzne starcia kojarzą się ze zwiastunem średnio zaawansowanej gry komputerowej. I to takiej sprzed kilku ładnych lat.

Reżyserowi Davidowi Blairowi z pewnością udało się po części pokazać członków Dywizjonu 303 jako ludzi z krwi i kości, zdolnych do wielkich czynów, ale i spragnionych normalnego życia, codziennych przyjemności i bezpieczeństwa. Jednym z nielicznych plusów filmu jest fakt, że nie mamy do czynienia z dziełem pełnym sztucznego nadęcia i przesadzonego patosu.
Reżyserowi Davidowi Blairowi z pewnością udało się po części pokazać członków Dywizjonu 303 jako ludzi z krwi i kości, zdolnych do wielkich czynów, ale i spragnionych normalnego życia, codziennych przyjemności i bezpieczeństwa. Jednym z nielicznych plusów filmu jest fakt, że nie mamy do czynienia z dziełem pełnym sztucznego nadęcia i przesadzonego patosu. mat. prasowe/ Prospect 3
Nagromadzenie taniego CGI skutkuje niemal zupełnym brakiem emocji, jakie przecież powinny nam towarzyszyć przy obserwacji pasjonujących powietrznych pojedynków. Niezaznajomiony z tematem i historią polskiego lotnictwa widz tak naprawdę nie ma nawet okazji, by przekonać się o autentycznym bohaterstwie i niesamowitym kunszcie pilotów Dywizjonu 303. Owszem, 10 milionów dolarów to zdecydowanie zbyt mało, aby zapewnić filmowi niezbędną jakość wizualną. Może więc w tym przypadku warto zastanowić się nad sensem podjęcia wyzwania? Osobną kwestią jest pomysł na realizację i choreografię scen batalistycznych. Dobry koncept może nawet zatuszować braki finansowe. Przy realizacji "Bitwy o Anglię" nikt jednak nie wiedział, jak pokazać talent polskiego pilota.

Film Davida Blaira poniekąd broni się opowiadaną historią i jego uczestnikami na czele z Janem Zumbachem (Iwan Rheon) - krewkim awanturnikiem, szarmanckim uwodzicielem, wiernym kompanem, którego losy, również powojenne (był m.in. przemytnikiem i najemnikiem), są kopalnią filmowych tematów. Aktor znany głównie z "Gry o tron" poradził sobie nie najgorzej, tworząc charyzmatyczną postać, której brakuje jednak odpowiedniego tła. Bardzo ciekawie zaprezentowała się także Stefanie Martini, której bohaterka stara się czerpać maksimum z każdego wypełnionego wojenną tragedią dnia.

Rozczarowuje Marcin Dorociński. I nie chodzi bynajmniej o aktorski talent, a o fakt, że twórcy filmu postać Witolda Urbanowicza potraktowali całkowicie marginalnie. Urbanowicz na ekranie pojawia się raptem przez kilkanaście minut. Najskuteczniejszy Polak w Bitwie o Anglię zasługiwał na znacznie więcej uwagi i trudno Brytyjczykom taką impertynencję wybaczyć. Na dalszym planie masa schematycznych postaci bez wyraźnej charakterystyki. Może z wyjątkiem Johna Kenta (Milo Gibson), kanadyjskiego oficera, który w ferworze walki i codziennej pracy u boku Polaków docenił ich serce i smykałkę do bohaterstwa.

Phyllis (Stefanie Martini) i Jan (Iwan Rheon) są najbardziej charyzmatycznymi postaciami w filmie. Ona próbuje odnaleźć się w świecie pełnym męskiego ego. On pragnie wolności, nie tylko w powietrzu. Pozostałych postaci twórcom filmu już tak nieźle nie udało się naszkicować.
Phyllis (Stefanie Martini) i Jan (Iwan Rheon) są najbardziej charyzmatycznymi postaciami w filmie. Ona próbuje odnaleźć się w świecie pełnym męskiego ego. On pragnie wolności, nie tylko w powietrzu. Pozostałych postaci twórcom filmu już tak nieźle nie udało się naszkicować. mat. prasowe/ Prospect 3
Gdyby David Blair był pilotem, a jego film myśliwcem Hawker Hurricane, to Brytyjczyk po ociężałym starcie błyskawicznie zostałby ustrzelony przez wroga lub ewentualnie gruchnąłby w maszynę jednego ze swoich partnerów. Kilka przyjemnych dla oka kadrów, parę pomysłowych sekwencji, Ramsay Bolton z ludzką twarzą i świetna scena komediowa u wojskowego okulisty to zdecydowanie zbyt mało, by "Bitwę o Anglię" nazwać nawet dobrym filmem. Bardzo potrzebnym na pewno. Piloci Dywizjonu 303 zasługują przecież na pamięć, ale jednocześnie na znacznie lepszy film. Czym odpowiedzą Polacy? Jak Rheona zastąpi Zakościelny, a Dorocińskiego Adamczyk? Sprawdzimy za dwa tygodnie.

OCENA: 5/10

Film

303. Bitwa o Anglię

303. Bitwa o Anglię (37 opinii)

7.6
produkcja
Polska, Wielka Brytania
gatunek
Dramat
premiera
17 sierpnia 2018
czas trwania
1 godz. 45 min.
Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (68)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Gdańsk

Sopot

Gdynia

Rumia

DKFy

Premiery

21.09.2018 r.

14.09.2018 r.

Zapowiedzi