Nasze recenzje

stat

Pierwsza taka gala w historii. "Twój Vincent" oficjalnie otworzył festiwal w Gdyni

"Twój Vincent" oficjalnie otworzył 42. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. To pierwsza na świecie filmowa produkcja wykonana techniką malarską wyreżyserowana przez Dorotę Kobielę i Hugh Welchmana (oboje od lewej podczas gali otwarcia).
"Twój Vincent" oficjalnie otworzył 42. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. To pierwsza na świecie filmowa produkcja wykonana techniką malarską wyreżyserowana przez Dorotę Kobielę i Hugh Welchmana (oboje od lewej podczas gali otwarcia). fot. Maciej Czarniak/Trojmiasto.pl

Takiej inauguracji filmowego festiwalu w Gdyni jeszcze nie było, a to za sprawą pierwszej w historii animacji, która otworzyła coroczne święto kina. "Twój Vincent" zabrał zasłużoną burzę oklasków, jednak trudno w nim upatrywać faworyta do Złotych Lwów.



Specjalny serwis: 42. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni

Inauguracyjny dzień 42. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych obfitował nie tylko w filmowe premiery ("Catalina", "Wieża. Jasny dzień", "Twój Vincent"), ale również uroczystości i spotkania poświęcone pamięci ludzi kina. Tuż przed galą otwarcia trakt pieszy na Placu Grunwaldzkim nazwany został imieniem Andrzeja Wajdy. Tuż obok w Teatrze Muzycznym natomiast zebrali się fani talentu zmarłej przed trzema laty Anny Przybylskiej. W towarzystwie rodziny, przyjaciół i filmowców odbyła się prapremiera książki "Ania" Grzegorza Kubickiego i Macieja Drzewickiego, oficjalnej biografii uwielbianej, nie tylko przez mieszkańców Gdyni, aktorki. Fragmenty publikacji czytała Anna Dereszowska, zaśpiewał Andrzej Piaseczny, a wspomnieniami z uczestnikami spotkania dzielili się m.in. mama aktorki, Krystyna Przybylska, reżyser Krzysztof Jaroszyński i przyjaciółka Małgorzata Rudowska.

Osobistości ze świata polskiego filmu nie zabrakło również podczas gali otwarcia festiwalu. Pojawili się m.in. Wiktor Zborowski, Jerzy Gruza, Jerzy Antczak, Małgorzata Pieczyńska, Borys Szyc czy Zofia Wichłacz. Największą jednak reprezentację w Teatrze Muzycznym miał "Twój Vincent" Doroty Kobieli i Hugh Welchmana. Poza reżyserskim duetem całą szerokość sceny wypełniła liczna ekipa malarzy, których nad filmem pracowała ponad setka. Kilkunastoosobowa grupka była więc zaledwie skromną reprezentacją międzynarodowego zespołu, który dwa lata skrupulatnie pracował nad "pomalowaniem" filmu nakręconego z udziałem znanych z małego i wielkiego ekranu Douglasa Bootha, Jerome'a Flynna, Saoirse Ronan czy Aidana Turnera.

Wśród wydarzeń towarzyszących festiwalowi znalazła się promocja książki "Ania", poświęcona Annie Przybylskiej.



Efekt mozolnych starań nad "Twoim Vincentem" jest wręcz znakomity! Pierwszy na świecie film stworzony techniką malarską zapiera dech w piersiach od pierwszego kadru, chociaż mija kilka minut zanim oko zaakceptuje niekonwencjonalną stylistykę i "klatkujący" obraz. Wyobraźnia twórców "Vincenta", ich nieszablonowy pomysł na filmowe połączenie kilkudziesięciu dzieł holenderskiego mistrza i ogrom katorżniczej pracy wykonanej przez ręcznie malujących każdą klatkę malarzy robią piorunujące wrażenie.

Film Kobieli przypomina emocjonalny spacer śladem obrazów Van Gogha, których nie jesteśmy jedynie obserwatorami, a czynnymi uczestnikami. Podświadomie przekraczamy niewidzialne ramy poszczególnych dzieł, odkrywając skrawek po skrawku przesączoną bólem i samotnością historię ich autora. Dla jednych aspołecznego szaleńca z odciętym uchem, dla innych niedocenionego za życia geniusza podatnego na autodestrukcję."Twój Vincent", choć nie omieszka dłuższymi momentami wpisywać się w stylistykę bezkrytycznego hołdu dla Van Gogha, to przede wszystkim konsekwentnie w poetycki wręcz sposób kreśli niezwykle intymny portret człowieka szaleńczo poszukującego zrozumienia i pomocy, której on sam jednak do końca nie potrafił skonkretyzować.

Filmową prawdę o niderlandzkim artyście odkrywamy u boku bohaterów jego obrazów, którzy pełnią rolę przewodników i świadków tragicznej biografii malarza. Armand Roulin (Douglas Booth) po śmierci mistrza otrzymuje polecenie od ojca - dostarczyć Theo Van Goghowi ostatni list napisany przez brata. Nonszalancki chłystek bagatelizuje całą sprawę, jednak gdy poszukiwania adresata zataczają coraz szersze kręgi, Armand podświadomie angażuje się w rozwikłanie zagadki tajemniczej śmierci malarza. Amatorskie śledztwo pozwala również przewartościować dotychczasową opinię młodzieńca o Van Goghu.

"Twój Vincent" w poetycki wręcz sposób kreśli niezwykle intymny portret człowieka szaleńczo poszukującego zrozumienia i pomocy, której on sam jednak do końca nie potrafił skonkretyzować.
"Twój Vincent" w poetycki wręcz sposób kreśli niezwykle intymny portret człowieka szaleńczo poszukującego zrozumienia i pomocy, której on sam jednak do końca nie potrafił skonkretyzować. mat. prasowe
Potencjalne zagrożenie dla filmu stanowiła ... jego wyrafinowana i innowacyjna forma, która w pesymistycznym założeniu mogłaby nachalnie tuszować scenariuszowe braki. Na szczęście tak się nie dzieje. "Twój Vincent", oparty na skrypcie Doroty Kobieli i Hugh Welchmana wspieranych przez Jacka Dehnela, imponuje fabularnym porządkiem, przemyślanymi dialogami i fascynującymi postaciami. Każdy bohater zaczerpnięty wprost z dzieł Van Gogha wnosi do filmowej biografii wartościowe spostrzeżenia i rzuca nowe światło na przebieg ostatnich tygodni i dni życia artysty.

Zaskakująco sprawnie filmowcy lawirują pomiędzy poszczególnymi konwencjami. Nocne włóczęgi Armanda przypominają kadry żywcem wyciągnięte z kina noir. Desperackie szukanie odpowiedzi na zagadkę śmierci Van Gogha wprowadza element kryminalny. Bolesne wspomnienia artysty składają się na psychologiczny dramat o dążeniu do doskonałości kosztem prywatnego szczęścia i wewnętrznej akceptacji. Twórcom filmu zaskakująco łatwo udało się przełamać biograficzne schematy podporządkowane suchej faktografii. Nie czyny, a emocje malarza opowiadają o jego pasji, cierpieniu i poczuciu winy.

Sugestywność obrazu nie byłaby tak skuteczna bez znakomitej pracy "pomalowanych" aktorów, których najpierw trzeba było uchwycić w kadrze kamery w tradycyjny sposób. Świetnie radzi sobie Douglas Booth, którego postać z każdą upływającą minutą "nawraca się" na Van Gogha. Równie sprawnie w drugoplanowych rolach spełniają się Saoirse Ronan (Margaret), Jerome Flynn (dr Gachet) i Chris O'Dowd (starszy Roulin). Doskonale gasnącego artystę z rozkwitającym warsztatem oddał na ekranie, właściwie jedynie siłą sugestii i emocjonalnej gry, jedyny Polak w oryginalnej obsadzie, Robert Gulaczyk, czyli tytułowy Vincent. O dziwo całkiem nieźle wypada też warstwa dubbingowa (w stosunku do której byłem mocno sceptyczny) z Robertem Więckiewiczem, Jerzym i Maciejem Stuhrami, Zofią Wichłacz czy Danutą Stenką.

Bohaterami "Twojego Vincenta" są postaci zaczerpnięte z obrazów malarza, które opowiadają w nieszablonowy sposób jego historię i prezentują tym samym okazałą twórczość holenderskiego mistrza.
Bohaterami "Twojego Vincenta" są postaci zaczerpnięte z obrazów malarza, które opowiadają w nieszablonowy sposób jego historię i prezentują tym samym okazałą twórczość holenderskiego mistrza. mat. prasowe
Opłaciła się również tytaniczna praca ponad setki malarzy wiernie odwzorowujących styl holenderskiego mistrza. W każdym postimpresjonistycznym kadrze doskonale widać pojedyncze ruchy pędzlem, który wydawałoby się, dzierży w dłoni sam Van Gogh. "Twój Vincent" to niezwykle nowoczesny przewodnik po sztuce malarskiej, który może przekonać nawet tych, którzy na płótnie dostrzegają jedynie niewyraźne bohomazy i kiczowate malunki. Świetnym zabiegiem okazało się także wystylizowanie filmowych retrospekcji na rysunkowe szkice. Wizualną maestrię dopełnia integralna z obrazem muzyka niezawodnego Clinta Mansella, który swoimi kompozycjami potrafił zaczarować niejeden już film.

Jak na malowaną biografię zareagowałby sam Van Gogh? Zapewne czułby wyrzuty sumienia, że swoją historią nie potrafił jeszcze bardziej udoskonalić znakomitego filmu. Taki właśnie jest ekranowy Vincent - czujny i chłonny na zewnętrzne piękno, oschły i krytyczny wobec samego siebie. Tą drogą nie muszą podążać twórcy filmu. Niekonwencjonalnym projektem dali szansę na wyjątkowe spotkanie sztuki filmowej z malarską w cudownym momencie i w hołdzie fascynującej postaci. Czy to wystarczy na Złote Lwy? Raczej nie, bo festiwal nie jest jeszcze gotowy na zwycięstwo wizualnego i stylistycznego eksperymentu. I nie musi, bo takie obrazy, podobnie jak te Van Gogha, bronią się same i nie potrzebują materialnych nagród. Szkoda, że mistrz z Zundert nie wiedział tego za życia.

OCENA: 9/10

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (11)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
12.12.2017 wprowadzono zmiany w regulaminie.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Gdynia

Rumia

DKFy

Premiery

08.12.2017 r.

01.12.2017 r.

Zapowiedzi