Nasze recenzje

stat

Piekielne rozczarowanie. Recenzja filmu "Hellboy"


Piekło jest chyba zbyt płytkie, by dostatecznie głęboko zepchnąć w jego otchłań najnowszy film Neila Marshalla. Z odświeżonego "Hellboya" pożytek mogą mieć jedynie zapaleni miłośnicy kina klasy B, którzy filmowy masochizm utożsamiają z błogą przyjemnością. Inaczej trudno doszukać się sensu w dwugodzinnych torturach. Najlepiej więc w ogóle ich sobie nie fundować.



Lepsze jest wrogiem dobrego i boleśnie przekonali się o tym twórcy najnowszego "Hellboya", którzy wyjątkowo nieporadnie zabrali się za udoskonalanie poprzednich części spod ręki Guillermo Del Toro. Meksykański reżyser przed kilkoma laty przygotował solidny grunt pod filmowy debiut Hellboya, choć nawet on nie wykorzystał w pełni potencjału, jaki posiada niesubordynowany demon tępiący na ziemi przeróżne szkaradztwa. Udomowiony i zagłaskany nieco przez Del Toro bohater nieszczególnie miał okazję, by zaszaleć w iście piekielnym stylu. Neil Marshall niedociągnięcia poprzednika zinterpretował jednak zbyt dosadnie.

Reżyser, który w portfolio skompletował kilka epizodów "Gry o tron" i "Westworld", postanowił ulepić Hellboya na nowo, nie przebierając zbytnio w środkach. Stąd w filmie brutalna przemoc (harówka w serialowym Westeros odcisnęła piętno) oraz nasiąknięty wulgaryzmami i dosadnym humorem język. Brak umiaru okazał się jednak podstępnym doradcą. Odświeżony "Hellboy" przypomina sylwestrową zabawę w rzeźni, podczas której ktoś przedwcześnie odpalił fajerwerki. Mięso, dosłownie i w przenośni, przez bite dwie godziny fruwa triumfalnie po ekranie, a brodzący w sztucznej krwi bohaterowie przypominają zapaśników walczących w kisielu. Wygląda to nie tyle nieestetycznie, co po prostu obleśnie, tandetnie i zwyczajnie głupio.

Hellboy (David Harbour) jest jedyną nadzieją ludzkości, by uratować ją przed żądną zemsty Nimue (Milla Jovovich). Bohater będzie musiał jednak pokalkulować, czy rzeczywiście opłaca mu się bronić tych, którzy narażają go na ciągłe szykany i odrzucenie.
Hellboy (David Harbour) jest jedyną nadzieją ludzkości, by uratować ją przed żądną zemsty Nimue (Milla Jovovich). Bohater będzie musiał jednak pokalkulować, czy rzeczywiście opłaca mu się bronić tych, którzy narażają go na ciągłe szykany i odrzucenie. mat. prasowe/ Monolith
Film Marshalla stanowi zresztą wybitny przykład zupełnie bezsensownej brutalizacji kina, w której przemoc jest właściwie tylko bezmyślnym wypełnieniem poszczególnych kadrów. Jej eskalacja nie jest w gruncie rzeczy dokładnie uzasadniona, a przede wszystkim potrzebna. Nie wiadomo też, czemu ma służyć. W dodatku pokazana jest przy użyciu mizernych efektów specjalnych, które kilkanaście lat temu mogłyby jeszcze na kimś zrobić wrażenie. We współczesnym kinie akcji wyglądają komicznie i nieprofesjonalnie. Nie pomaga też koślawa, pozbawiona pomysłu choreografia ekranowych pojedynków, które zostały tak nieudolnie nakręcone, że można odnieść wrażenie, iż za chwilę kamera wypadnie z rąk zagubionego operatora.

Większego chaosu można doszukać się jedynie w scenariuszu, który w zasadzie przypomina tylko chronologiczną rozpiskę poszczególnych scen, bo wartości artystycznej i jakości w nim po prostu nie ma. Do rozgryzienia fabuły wystarczy początkowy kwadrans. Końcowy nie nadaje się już kompletnie do oglądania. Pomiędzy znajdziemy natomiast paradę naprawdę szpetnych potworów, olbrzymów, zabójczych świń i innych piekielnych kreatur. "Hellboy" oferuje też wyjątkową okazję, by w jednym filmie zobaczyć niemal obok siebie Króla Artura i... Babę Jagę, skądinąd najciekawszą chyba postać w filmie, która z powodzeniem mogłaby dostać od producentów oddzielny film (jej obecność w tej akurat produkcji dla fanów komiksowego Hellboya nie będzie zaskoczeniem).

Najnowsza wersja "Hellboya" jest zdecydowanie bardziej mroczna, brutalna i niegrzeczna niż dwa poprzednie filmy autorstwa Guillermo Del Toro. Kierunek słuszny, ale wykonanie kompletnie nietrafione.
Najnowsza wersja "Hellboya" jest zdecydowanie bardziej mroczna, brutalna i niegrzeczna niż dwa poprzednie filmy autorstwa Guillermo Del Toro. Kierunek słuszny, ale wykonanie kompletnie nietrafione. mat. prasowe/ Monolith
Gdzie w tym wszystkim nasz tytułowy bohater? Hellboy (David Harbour) staje do walki z krwawą królową Nimue (Milla Jovovich), która (cóż za zaskoczenie!) wraca z zaświatów, by zemścić się na ludziach za krzywdy jeszcze z epoki średniowiecza. W jej misternym planie znajdzie się też miejsce dla pół-demona, pół-człowieka. Hellboy stanie więc przed dylematem, czy rzeczywiście, będąc odrzutkiem społeczeństwa, opłaca mu się bronić niewdzięczną ludzkość przed znacznie mu przecież bliższymi siłami zła.

Do rozwiązania sytuacji tym razem nie wystarczy mocarna pięść. Trzeba będzie użyć nie tyle rozumu, co serca, a z okazywaniem uczuć, głównie z powodu oschłego "ojca" (Ian McShane), Hellboy ma problemy jeszcze większe niż z obsługą smartfona. Ukazanie dość osobliwych relacji rodzinnych w "Hellboyu" to zresztą kolejny kompletnie przestrzelony pomysł scenarzystów, który postać głównego bohatera i cały jego komiksowy świat wystawia wprost na pośmiewisko. Aż tyle Hellboy za uszami nie ma, by traktować go w tak niegodny sposób.

Jednym z bardzo nielicznych atutów "Hellboya" jest odtwórca głównej roli. Znany ze "Stranger Things" David Harbour w postaci piekielnego wielkoluda odnajduje się bez dużych obciążeń, ale na więcej nie pozwala mu fatalny scenariusz.
Jednym z bardzo nielicznych atutów "Hellboya" jest odtwórca głównej roli. Znany ze "Stranger Things" David Harbour w postaci piekielnego wielkoluda odnajduje się bez dużych obciążeń, ale na więcej nie pozwala mu fatalny scenariusz. mat. prasowe/ Monolith
Solidnie w kreacji super/antybohatera wypada znany z serialu "Stranger Things" David Harbour, któremu być może brakuje charyzmy Rona Perlmana (Hellboy u Del Toro), ale aktor robi, co może, by ze strzępów scenariusza zagarnąć coś dla siebie. Jako jedyny stara się też rozluźnić sztucznie zagęszczaną atmosferę charakterystycznym dla Hellboya poczuciem humoru, ale żarty w filmie niestety są tak suche i sztywne, że można nimi podpierać coraz bardziej obolałą od ekranowych absurdów głowę. Resztę obsady można podsumować wymownym milczeniem, choć swój poziom trzyma Milla Jovovich, która tradycyjnie gra całe wielkie nic.

Poza Harbourem, naprawdę kilkoma tylko niezłymi żartami i Babą Jagą nie da się wiele więcej dobrego powiedzieć o najnowszym "Hellboyu", który w takiej formie i w takim towarzystwie nie powinien więcej nawet wychylać się z piekielnych kręgów. Rozczarowanie będzie najdelikatniejszym określeniem kandydata do jednej z największych klap tego roku. Styl ekranizowania komiksów konsekwentnie zmierza w dobrym kierunku. Osamotniony Hellboy nadal czeka, by ktoś zabrał go w końcu w podróż życia. Neil Marshall okazał się kierowcą, który wrzuca tylko wsteczny.

OCENA: 2,5/10

Film

Hellboy

Hellboy (4 opinie)

4.3
produkcja
USA
premiera
12 kwietnia 2019
czas trwania
2 godz.

Opinie (47) 1 zablokowana

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Gdynia

Rumia

DKFy

Premiery

08.11.2019 r.

01.11.2019 r.