Nasze recenzje

Ostatnia taka przygoda. Recenzja filmu "Avengers: Koniec gry"


Kompilacja największych przebojów marvelowskiej wytwórni, niepodrabialny fenomen współczesnego kina rozrywkowego, filmowe wydarzenie ostatnich dekad. Bez wyobraźni Stana Lee i nadludzkich umiejętności jego postaci nie da się chyba ująć w odpowiednie słowa potężnych emocji, jakie towarzyszą finałowej misji Avengersów. "Koniec gry" to kolekcjonerskie, ozłocone i oprawione w twardej okładce wydanie specjalne najlepszego filmowego komiksu, w którym od ponad dekady zaczytują się miliony widzów na świecie.



Koniec przygód Avengersów:

bardzo mnie smuci, uwielbiam ich 48%
lubię tę serię, ale jest tyle podobnych filmów, że nie odczuję różnicy 6%
nareszcie, formuła już się wyczerpała 9%
odczekają i nakręcą ciąg dalszy, za dobrze zarabiają te filmy 37%
zakończona Łącznie głosów: 457
Jeżeli o przynależności do supergrupy ekranowych herosów mogłyby decydować umiejętności reżyserskie, to braciom Russo już teraz ktoś powinien zacząć szyć odpowiednie kostiumy z obowiązkową literą "A" na piersi. Kunszt, precyzja i odwaga, jakimi obaj filmowcy wykazali się w konfrontacji z popkulturowym fenomenem ostatnich lat, robią nie mniejsze wrażenie niż technologiczny geniusz Tony'ego Starka czy niszczycielska siła Hulka.

"Wojną bez granic" reżyserski duet udowodnił, że komiksową ferajną Stana Lee nikt nie mógłby się lepiej zaopiekować. "Koniec gry" tylko tę tezę umacnia, a jednocześnie stanowi oficjalną, niepodważalną i bezdyskusyjną koronację Marvela na króla współczesnej filmowej rozrywki. Ot, czysta formalność.

Kina: seanse "Avengers: Koniec gry" w Trójmieście


Imponujące wizualnie i fabularnie dzieło braci Russo jest właściwie filmem, jakiego można było się spodziewać, co nie oznacza, że choćby przez sekundę seansu możemy bez krzty niepewności partycypować w ekranowych wydarzeniach. Dywagacje, domysły, teorie spiskowe błyskawicznie bledną w obliczu tego, co i w jaki sposób serwują nam filmowcy. Właściwie wystarczy ledwie kwadrans, by poczuć solidne łupnięcie i stracić orientację. Gdy już się pozbieramy, otrzymujemy kolejne dezorientujące uderzenia. Raz za razem przez bite trzy godziny. Poziom endorfin jednocześnie przebija jakąkolwiek skalę.

Rozbita i zdziesiątkowana ekipa Avengers jeszcze raz stanie do walki z Thanosem, który jednym pstryknięciem palców wyczyścił połowę istnień we wszechświecie.
Rozbita i zdziesiątkowana ekipa Avengers jeszcze raz stanie do walki z Thanosem, który jednym pstryknięciem palców wyczyścił połowę istnień we wszechświecie. mat. prasowe/Disney
Intensywność akcji i żonglerka emocjami powodują zresztą, że dopiero podczas napisów końcowych odczujemy jak wielkim wysiłkiem okupione jest długo wyczekiwane spotkanie z Avengersami. Nie tyle fizycznym, choć napięte od wrażeń mięśnie będą jeszcze długo potrzebować solidnego masażu, a bardziej psychicznym - od czystej euforii i błogiego śmiechu po ciche wzruszenie i głośną rozpacz, której nierzadko towarzyszyć będą łzy. Wszak, jak sugeruje tytuł, dla niektórych bohaterów to koniec gry, ale ostatnie karty na stół wykładają z klasą i gracją prawdziwych mistrzów.

Mistrzowskim czuciem filmowej przestrzeni natomiast ponownie wykazali się bracia Russo, którzy już w poprzedniej części potrafili tak wielu przecież postaciom wygospodarować odpowiednio dużo czasu na ekranie. W "Końcu gry" proporcje dobrano jeszcze staranniej. Żadnemu z bohaterów nie przypadła niewdzięczna rola przyzwoitki bądź gościa stojącego na czatach. Kilku z nich scenarzyści potraktowali dość bezceremonialnie, a zarazem z ich dotychczasowym wizerunkiem zabawili się w sposób wręcz brawurowy. Dwóch Avengersów pozytywnie (i przekomicznie) was zaszokuje. Ogromnie cieszy fakt, że w tej składance największych marvelowskich przebojów znalazło się miejsce na premierowe numery, które brzmią nawet lepiej niż nieco starte już klasyki.


"Koniec gry" zaskakuje dość rozleniwionym prologiem, ale z każdą kolejną minutą akcja coraz mocniej wkracza na dobrze znane już miłośnikom Marvela tory.
"Koniec gry" zaskakuje dość rozleniwionym prologiem, ale z każdą kolejną minutą akcja coraz mocniej wkracza na dobrze znane już miłośnikom Marvela tory. mat. prasowe/ Disney
Ostatnia wyprawa z kompletnym składem Avengersów to również misternie konstruowany spektakl złożony z kilku oddzielnych aktów. Melancholia i niemal postapokaliptyczna żałoba są punktem wyjścia do wielkiego, naznaczonego humorem i międzyplanetarną przejażdżką przekrętu, kończąc na gigantycznej rozróbie, która dla milionów fanów Marvela wyglądać będzie jak senne marzenie na filmowej jawie. Emocjonalne i fabularne przeskoki co prawda powodują nieraz nieścisłości, uproszenia oraz inscenizacyjny chaos, lecz właściwie nie ma nawet miejsca i czasu na analizę uchybień. Zabawa jest zbyt przednia, by przejmować się tym, w jakim stanie są zabawki.

Klasę nowych "Avengersów" szczególnie docenią miłośnicy komiksów, bo "Koniec gry" jest bodaj najwierniejszą kopią ilustrowanych historyjek wymyślanych przez sędziwego wąsacza. Wyrazista kreska, bogactwo wątków oraz postaci, mnogość zwrotów akcji, element zaskoczenia i wybijane metronomem tempo opowieści gwarantowały poszczególnym zeszytom Marvela uwielbienie fanów. Wszystkie te elementy niemal idealnie udało się przenieść na wielki ekran. Wygląda to trochę tak, jakby po ponad 20 filmach Marvel dopiero teraz w pełni nagrodził swoich zwolenników stuprocentowym audiowizualnym komiksem. Ogląda się go od deski do deski, a po odłożeniu na półkę, za chwilę ma się ochotę znów po niego sięgnąć. Tak jest właśnie z "Końcem gry".

Filmowcy kolejny raz udowodnili widzom, że nie są przewidywalni - większości zwrotów akcji nie da się przewidzieć. Podobnie jest z zaskakującą metamorfozą niektórych postaci. Pomimo kilku uproszczeń i niedociągnięć niezwykle obszerna fabuła nie traci ani tempa, ani sensu.
Filmowcy kolejny raz udowodnili widzom, że nie są przewidywalni - większości zwrotów akcji nie da się przewidzieć. Podobnie jest z zaskakującą metamorfozą niektórych postaci. Pomimo kilku uproszczeń i niedociągnięć niezwykle obszerna fabuła nie traci ani tempa, ani sensu. mat. prasowe/ Disney
Przypominanie, że filmy spod szyldu MCEU nie są dla każdego to taki sam truizm jak rozpisywanie się o melodyjnej ścieżce dźwiękowej, abstrakcyjnym humorze (którego jest chyba więcej niż oczekiwano), piorunujących efektach specjalnych czy choreografii walk (to co robi w pewnej scenie Kapitan Ameryka zostanie na długo zapamiętane). "Koniec gry" stanowi piękny, zaaranżowany w najdrobniejszym szczególe hołd dla wszystkich tych, którzy wyobraźnią lubią sięgać znacznie dalej, poza przyziemny świat z jego obowiązkami i ograniczeniami. I to niezależnie od wieku. Taki fenomen w kinie już przerabialiśmy. W nie tak odległej, jak mogłoby się wydawać, Galaktyce. Teraz nowe pokolenie ma własnych Rycerzy Jedi.

Przeszło pół wieku temu zrezygnowany ciągłymi niepowodzeniami i zmęczony branżą Stan Lee zasiadł do biurka i podjął ostatnią próbę stworzenia czegoś wielkiego. Jeśli nie wyjdzie, to rezygnuje i porzuca komiksy. Spider-Man okazał się jednak objawieniem i koniem pociągowym dla całego Marvela. Dziś "Koniec gry" wieńczy dzieło życia artysty, który chciał po prostu dawać ludziom rozrywkę. I właśnie tą ideą przesiąknięty jest każdy kadr Avengersów. Każdy, kto tego szuka w kinie, ma już swoją małą, bogato ilustrowaną, filmową biblię superbohaterów.

OCENA: 9/10

Film

Avengers: Koniec gry
6.6 69 ocen

Avengers: Koniec gry (16 opinii)

produkcja
USA
premiera
25 kwietnia 2019
czas trwania
3 godz. 2 min.

Opinie (61) 4 zablokowane

  • (7)

    Duża niekonsekwencja w podejściu do podróży w czasie. Niby cofnięcie się i zrobienie czegoś nie wpłynie na czasy dzisiejsze, a na sam koniec ktoś się cofa i pojawia stary w teraźniejszości. ???.

    • 11 7

    • (1)

      Oglądajcie uważnie, Marvel zostawił sobie czerwoną furtkę do kontynuacji... kiedyś może :)

      • 5 1

      • Poza tym przydomek "Rescue" z czegoś wynika ;)

        Ale mimo wszystko nawet gdyby to nie będzie już nigdy to samo.

        • 0 0

    • Mylisz się. Konsekwencją właśnie było to, że z perspektywy (1)

      paradoksu czasowego ta pętla została dokonana więc na czas to nie wpłynęło ostatecznie w sposób, który skutkował by jego zmianą. Na tym polegał ten trik. Oczywiście tylko teoretyzując z punktu widzenia logiki fabuły.

      • 1 0

      • Logika fabuły to jedno.
        W praktyce każdy skok w przeszłość tworzyłby nową linię czasu - wystarczy kopnąć kamień i już ktoś może się o niego zabić, a przez to nie poznać twojej matki.
        Statystycznie nie ma szans, żeby Kapitan Ameryka nie zakłócił przez tak długi czas kontinuum.
        Już nie mówiąc o tym, że powstała cała linia czasu, w której nie ma Thanosa i wydarzeń z Avengersów po 2014r.

        • 0 0

    • Sens jest

      Pamiętaj że ta postać się nie przeniosła, nie miała przecież nawet kombinezonu. Ona zwyczajnie przyszła w to miejsce i czas aby z nimi porozmawiać, bo wiedziała że tam będą. Możnaby się ewentualnie przyczepić że taki ktoś żyjąc drugi raz nie wpłynął na kontinuum na tyle aby zmienić historię, ale założenie jest takie że żył zupełnie obok bez podszywki superbohaterskiej.

      • 2 1

    • (1)

      Jezeli niby jest jedna linia czasowa ( co mozna poznac po kapitanie ameryce starym co sobie przyszedl) bo niby kamienie odstawili na to samo miejsce, to jest to bez sesu. Przecież peter quill dostaje w glowe od nich, kradna kamien, w efekcie nie bedzie Straznikow Galaktyki przeciez, i wiekszosci wydarzeń znanych z wczesniejszych filmow. Albo ten numer z Nebula, parodia zabawy z przenoszeniem sie w czasie.

      • 1 0

      • Nie koniecznie odkąd prawa do X-Men fantastycznej 4 i deadpolla wruciły

        Do marvela to teraz można używać słowa multiwersum, to że tutaj się jeszcze nie poznali nieznaczny, że na innym świecie się nie znają.

        • 0 0

  • (3)

    Ładna recenzja i na końcu to:
    "Teraz nowe pokolenie ma własnych Rycerzy Jedi"
    Igra Pan z ogniem.

    • 18 6

    • Avengersi są fajniejsi od nowych części Star Warsów (2)

      Po prostu :)

      • 8 3

      • Nowe czesci Starwarsow to niestety popluczyny. A recenzja fajna , chyba sie wybiore. (1)

        • 3 1

        • Jedno i drugie Disney. Czyli wygrywają tak czy siak.

          • 3 0

  • (5)

    Znów film dla gimbusow i 30letnich kawalerow mieszkających z matką?

    • 34 45

    • (3)

      Lepiej z matką niż z jakimś pustakiem wlepionym od rana do nocy w telefon

      • 24 1

      • Czy oby napewno ? (2)

        • 3 3

        • chyba aby nie oby ;) (1)

          • 1 0

          • Hehe szkole dawno skonczylem ;)

            • 0 1

    • Mam trochę więcej niż 30...

      I idę z moją kochaną żoną i dwójką dzieci... Wyluzuj kolego. Po co spina?

      • 12 3

  • Najlepiej że dzisiaj w raporcie drogowym ktoś napisał parę spoilerów

    Jeśli to czyta niech wie że nie zepsuła mi seansu

    • 8 0

  • Bajeczka dla dzieci, o co tyle szumu?

    • 12 14

  • Było czuć brak pomysłu na film. (2)

    Zamiast usilnie kombinować z podróżami w czasie, mogli zebrać ocalałych Avengers, wyruszyć po zemstę, dostać łomot od Thanosa, a na koniec zostać zdezintegrowani razem z resztą ludzkości. To była by kontynuacja i koniec na miarę poprzedniej części.

    • 11 11

    • To najgłupsze co o tym filmie dotychczas można było wyczytać w internetach ;) Brak pomysłu w filmie (1)

      który spaja w mistrzowski sposób w całość 20 fabuł filmowych z poprzedniej dekady. Ten film jest dla świata kina tym czym Wiedźmin dla świata gier. Podbija poprzeczkę w kwestii tego jak można operować fabułą.

      • 1 1

      • Mistrzowski ? Wydaje mi się, że nie oczekujesz zbyt wiele od filmów.

        Nie porównuj do Wiedźmina, no chyba że poprzednią część, która faktycznie była epicka.

        To operowanie fabułą nazwałem właśnie brakiem pomysłu na film. Fabuła tego filmu wygląda tak jakby wypuszczono spędem wszystkich aktorów przed kamerę, następnie reżyser powiedział im 'róbta co chceta'. Tym sposobem przechodzono w kolejne sceny, a w razie braku pomysłu posiłkowano się ujęciami z poprzednich filmów Marvela. Spojono 20 fabuł filmowych i podbito poprzeczkę tak wysoko, że można się o nią potknąć.

        • 0 0

  • Co kto lubi. (10)

    ale to całe kino superbohaterów to rozrywka dla dzieci, a jeśli widzów starszych, to naprawdę niewiele wymagających. Popularności tej papki wśród dorosłych mężczyzn nie potrafię sobie wytłumaczyć inaczej jak totalnym zdziecinnieniem współczesnego pokolenia 20-30-latków.

    • 25 26

    • A nawet się zgadzam

      Do kina idę się wyprać z emocji, odciążyć umysł i nie zastanawiać się nad ukrytym znaczeniem wypowiedzianych kwestii.
      Ma być prosto i pozytywnie.
      Kiedy mam ochotę na coś co daje do myślenia to idę do teatru.
      Od tego jest kino. Rozrywka, efekty specjalne i spektakularne akcje.
      Inne filmy obejrzę na DVD/Blu Ray/HBO w domu i styka.

      • 13 1

    • (7)

      Lubię Marveia, mam 45 lat, jestem kobietą. Tyle jeśli chodzi o stereotypy.

      • 12 2

      • statystycznie jesteś nieistotna (3)

        znajdż jeszcze kilkanaście takich

        • 5 7

        • No to na początek...

          39 lat, kobieta, pracownik naukowy z doktoratem (o czym mówię tylko ze względu na zarzucających fanom MCU dziecinność i niskie wykształcenie). Pozdrawiam.

          • 8 3

        • No cześć... (1)

          kobieta, pod czterdziechę, wykształcenie wyższe. Wierz mi słonko, jest nas duuużo więcej niż myślisz:D:D:D

          • 2 0

          • Tez!!!!!!

            Uwielbiam Avengersow. Jestem kinomanka i moim ulubionym reżyserem jest Bergman. Co nie przeszkadza mi w tym, by ogladac Avengersow....Kobieta. lat 42. Bynajmniej daleka od zdziecinienia

            • 0 0

      • Musisz byc brzydka (2)

        • 1 5

        • A ty glupi

          Jak wyzej

          • 3 0

        • A co ma jedno do drugiego, lekcje odrobiles ? Jak tak dalej bedziesz sie uczyl to bedzie myl buty tej Pani

          • 3 0

    • Oho, koneser kina. Znawca i ekspert.

      • 4 2

  • Gniot jakich mało, szkoda czasu. (1)

    • 16 20

    • zgoda

      usunięto moją opinię, w której napisałem, podobną recenzję tego filmu. Trojmiasto.pl myśli bardzo krótkowzrocznie broniąc dystrybutora filmu...

      • 3 1

  • pierwszorzedna recenzja, milordzie (1)

    film tez kozak. z podobnych kotów to widzialem ostatnio na yt dokument o krojeniu chleba

    • 10 5

    • "Kotów"?

      Co to znaczy? To jakaś postgimnazjalna nowomowa?

      • 1 1

  • Brakuje w ankiecie jeszcze jednej opcji (2)

    "A kto to taki ci Avengersi?"

    • 16 5

    • Proste założenie (1)

      Czytasz recenzję, to wiesz czego...
      Stąd ten punkt w ankiecie nie miałby sensu.

      • 3 1

      • jakiej ankiecie ?

        • 0 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.