Nasze recenzje

Ostatnia randka w czerwonym pokoju. Recenzja filmu "Nowe oblicze Greya"


Filmowy afrodyzjak o zapachu opery mydlanej definitywnie stracił termin ważności, choć dla milionów widzów zapewne nadal będzie najbardziej pożądanym produktem na kinowym bazarku przystrojonym w walentynkowe serca. Trzecia część erotycznej sagi, nawet jeśli kusi ładnym opakowaniem, to jest filmem kompletnie o niczym. Do tego jednak Christian Grey zdążył już nas przyzwyczaić.



Nieuchronne stało się faktem, więc Ana (Dakota Johnson) i Christian (Jamie Dornan) wypowiadają sakramentalne "tak". Obrączek nie zastępują jednak kajdanki, zamiast czarnego lateksu panna młoda przywdziewa klasyczną biel, a błogosławieństwa sadomasochistycznym kochankom udziela nawet najprawdziwszy ksiądz. Jest tradycyjnie i "po bożemu". Nie oznacza to bynajmniej, że świeżo upieczeni małżonkowie czerwony pokój rozkoszy zamykają na kłódkę. Wrogowie z przeszłości również dorzucą swoje trzy grosze, by rodzinna sielanka nie uśpiła ukradkiem widzów. Niby jest więc inaczej, a jednak wciąż tak samo.

Wszelkie próby nieco szerszego zajawienia fabuły należy porzucić, bo łatwo pokusić się o niewymuszony spoiler. A nie byłaby to trudna sztuka, ponieważ "Nowe oblicze Greya" streścić można w kilku linijkach tekstu bądź 3-minutowym teledysku. Porównanie zresztą nieprzypadkowe, gdyż Jamesowi Foleyowi udało się nakręcić ponad 1,5-godzinny klip do składanki popowych kawałków wybrzmiewających co jakiś czas w kinowych głośnikach. Lwią część produkcji stanowią kadry wyjęte wprost z wideopamiętnika pary miliarderów na wakacjach podróżujących od Paryża po Aspen, w samolocie i na jachcie, w wytwornych kreacjach i zupełnie (niemal) na golasa.

Ana (Dakota Johnson) i Christian (Jamie Dornan) wiodą szczęśliwe życie nowożeńców, ale przeszłość nie pozwala im w pełni cieszyć się sobą. Strach i zazdrość to jednak niejedyne trudności, jakim muszą stawić czoła.
Ana (Dakota Johnson) i Christian (Jamie Dornan) wiodą szczęśliwe życie nowożeńców, ale przeszłość nie pozwala im w pełni cieszyć się sobą. Strach i zazdrość to jednak niejedyne trudności, jakim muszą stawić czoła. mat. prasowe/ UIP
Nagość jest oczywiście znakiem rozpoznawczym frywolnej sagi, w której jeśli tylko brakuje zwrotów akcji lub sensownych dialogów, natychmiast pozbawia się bohaterów ubrań, a fikuśne gadżety rekompensują kiepskie pomysły scenarzystów. Jednak tylko powierzchownie, bo w "Nowym obliczu Greya" scenom erotycznym dobitnie brakuje fantazji, a sposób pokazania cielesnych uniesień jest zwyczajnie ... nudny i przewidywalny.

Seks absolutnie niczym nie zaskakuje, nie onieśmiela, a już na pewno nie szokuje. A szkoda, bo dwójce głównych aktorów nareszcie udaje się osiągnąć na ekranie w miarę zadowalający poziom miłosnej chemii. W końcu są nieco bardziej naturalni i rozluźnieni przy okazji fizycznej bliskości, ba, stać ich nawet na improwizowany uśmiech. Dornan i Johnson tym razem się przyłożyli. Scenarzysta i operator wprost przeciwnie.

Gdy od końcowego rachunku odpiszemy więc pocztówkowe kadry i miłosne igraszki (tak to niestety w tej części wygląda), zostaje już niewiele miejsca na wątek kryminalny i górnolotne rozmowy o niczym. W natłoku bezsensownych i absurdalnych scen twórcy "Nowego oblicza ..." łamią wszelkie zasady zdrowego rozsądku. Chyba tylko, by zapchać filmową taśmę każą Anie bawić się w domową fryzjerkę, która obmywa głowę swego ukochanego (sic!), a milczącego Christiana znienacka sadzają przy fortepianie i na dodatek krzyczą: śpiewaj! (tak, tak, amator zabaw w stylu sado-maso śpiewa romantyczną balladę). Uszy więdną, oczy puchną, mózg się topi.

"Nowe oblicze Greya" w znacznym stopniu przypomina wydłużony teledysk, w którym widowiskowym zdjęciom towarzyszy ponownie świetnie dobrana ścieżka dźwiękowa. Znacznie gorzej film prezentuje się już na poziomie fabuły i kryminalnej intrygi, która niezdarnie próbuje zdominować finałowe pół godziny.
"Nowe oblicze Greya" w znacznym stopniu przypomina wydłużony teledysk, w którym widowiskowym zdjęciom towarzyszy ponownie świetnie dobrana ścieżka dźwiękowa. Znacznie gorzej film prezentuje się już na poziomie fabuły i kryminalnej intrygi, która niezdarnie próbuje zdominować finałowe pół godziny. mat. prasowe/ UIP
Pod kątem kryminalnej intrygi film wykłada się całkowicie już po paru minutach. Powiedzieć, że czarny charakter (Eric Johnson) potraktowano marginalnie to spory eufemizm. Jack Hyde knuje, spiskuje, grozi, terroryzuje, a w filmie pojawia się równie często, co zarost na twarzy 15-latka. I właściwie nawet to uprzedmiotowienie tej postaci, jak i wszystkich pobocznych nie dziwi, bo od początku trylogii cała uwaga widza ma być skondensowana tylko i wyłącznie na parze kochanków uprawiających modernistyczny mezalians w wersji deluxe. Twórcom "Nowego oblicza ..." zdarza się całkiem umiejętnie zbudować w końcu namiastkę napięcia w końcowej części filmu, ale mozolnie dmuchany balonik nagle się zrywa, a cały wysiłek ulatuje w kilka sekund. Tyle bowiem trwa długo wyczekiwany punkt kulminacyjny.

Pewnego rodzaju kulminację aktorskich wysiłków osiągają Dakota Johnson i Jamie Dornan. Aktorka wcielająca się w postać Any momentami wygląda naprawdę przekonująco, jakby z zaciśniętymi zębami i w pełnej mobilizacji za wszelką cenę chciała się wygramolić z tandetnego scenariusza. Pozytywna aura udziela się nawet Dornanowi, którego Grey rzeczywiście ujawnia gdzieniegdzie nowe oblicze. Nie zmienia to jednak faktu, że irlandzki amant w takiej formie wśród prawdziwych aktorów i na prawdziwym planie mógłby jedynie uzupełniać elementy scenografii.

"Nowe oblicze Greya" utrwala kultywowany od trzech lat na wielkim ekranie model uwspółcześnionej erotycznej baśni przykrytej płaszczykiem sadomasochizmu w wersji light. Książę białego rumaka zostawia w stajni, na ratunek ukochanej gna w lśniącym Audi R8, a zamiast mieczem serce wybranki zdobywa gumowym dildo. Tymczasem wyczekująca w wieży na lubego księżniczka po wyswobodzeniu trafia do ciemnej komnaty cielesnych tortur, gdzie u boku męża żyje długo i szczęśliwie. Jakie czasy, taka bajka dla dorosłych. Nawet z morałem, który bajkopisarz James Foley akcentuje aż trzykrotnie.

Zaskakująco przeciętnie wypadają w filmie sceny erotyczne nakręcone w dość siermiężny sposób, zupełnie bez polotu i fantazji. Brakuje charakterystycznego dreszczyku. Nareszcie jednak swobodnie i naturalnie prezentują się główni aktorzy.
Zaskakująco przeciętnie wypadają w filmie sceny erotyczne nakręcone w dość siermiężny sposób, zupełnie bez polotu i fantazji. Brakuje charakterystycznego dreszczyku. Nareszcie jednak swobodnie i naturalnie prezentują się główni aktorzy. mat. prasowe/ UIP
Finałowa randka z Greyem, choć zasadniczo nie odbiega poziomem od poprzednich spotkań, pozostawia spory niedosyt. Nie tyle fabularny, co przede wszystkim emocjonalny. Ślamazarna i toporna opowieść usypia ciekawość, a przewidywalny finał nie angażuje już w pełni. Nie można jednak powiedzieć, że historia nie układa się spójną całość. Trudno aczkolwiek oprzeć się wrażeniu, że po dwóch gorących sesjach z Christianem i jego zabawkami, trzecia przynosi oczekiwany orgazm. Problem w tym, że udawany.

OCENA: 3/10

Film

Nowe oblicze Greya
6.5 13 ocen

Nowe oblicze Greya (17 opinii)

produkcja
USA
gatunek
Dramat, Romans
premiera
9 lutego 2018

Opinie (74) 5 zablokowanych

  • wszystko jest dla ludzi:)

    film a w sumie to jego 3 części godne uwagi, aktorzy nie mieli łatwo, film wciąga i zachęca do dalszej jego konsumpcji:*** a tak naprawdę to dla ludzi młodych którzy kochają się normalnie (nie mam tu na myśli katolickiej 2 min pozycji misjonarskiej) to oglądanie takich scen to chleb powszedni, bo chodź sceny erotyczne pokazują tak wiele to naprawdę niewiele na nich widać, bardziej oddziałują na wyobraźnię i podświadomość. W jednym odcinku odczuwamy wiele emocji bo jest i radość, strach, podniecenie, smutek, ciekawość ale i zawstydzić się mogą co niektórzy, jest i władza i samotność, miłość, pożądanie. Myślę, że o to chodziło reżyserowi. A każde zakończenie wzbudza w nas pragnienie zobaczenia kolejnej części:) Jestem pewna, że niejeden widz przypomni sobie te wyjątkowe uczucia, które przeżył już w swoim życiu, odświeży pożądane, bo jakby nie było każdy przeżył/je ten swój pierwszy raz i kolejny kolejny, nie jednokrotnie przekroczy granicę i rozkocha partnera. Dla innych może będzie motywacją by coś tam jednak zmienić w swoich sprawach łóżkowych i nie zapominać że seks nie jest tylko częścią prokreacji ale kwintesencją naszego życia i powinniśmy się nim bawić cieszyć i pić do dna każdego dnia. Odczuwanie bliskości daje nam rozkosz i sens istnienia. Wierzę że dojrzałe osoby będą czerpać satysfakcję z poświęconego czasu na seanse, a ci którzy są na nie kiedyś dorosną i wyciągną wnioski z aktów które podświadomie sami pragnęliby przeżyć.

    • 1 0

  • Zrobiłem to dla niej

    Dałem się zaciągnąć i poszedłem na to coś . To były zmarnowane, nudne i głupie godziny . Nie mogłem zasnąć bo trzymała mnie za rękę . Nigdy więcej .

    • 0 1

  • a mnie się podobał

    a mnie się film podobał, kto nie przeczytał 3 części Greya - kompletnie nie zrozumie sensu tego filmu, zreszta wcale mnie to nie dziwi bo nie da się przedstawić myśli christiana i Anastazji , dziękuję e.l. james bo książka dała do myślenia i to niekoniecznie w kwestii erotycznej

    • 1 0

  • Film od 15 lat ,wiec chyba dla takiej publicznosci przeznaczony.Rodzicom 15 latkow filmu nie polecam;-)

    • 1 1

  • Wszystkie kobiety o tym marzą, taka prawda

    Rozmach, pieniądze, wygodne życie, bycie zaskakiwaną i do tego chemia z partnerem bez względu na nasz status, mądrość i głupotę zarazem - wszystkie tak chcemy. A panowie, cóż, rzadko mają to coś, co rzuca nas na kolana. I dlatego tak nienawidzą tego filmu. Nie wspomnę już o czerwonym pokoju - większość panów wolałaby nie wchodzić, bo "co dalej" ? Tak, tak - to naprawdę trzeba umieć poprowadzić :-) Więc najlepiej wyśmiać, skrytykować, beka po prostu. A babki i tak poszłyby z Greyem tak jak stoją. Zwłaszcza, że w 3 części trochę wizualnie wydoroślał. Dziewczyny, idźcie ! Na film. Miły dla oka, warto.

    • 3 0

  • (12)

    Ostatnio pisaliście o kiczu, który wypiera sztukę, to jest właśnie taki kicz. Co dziwne, na takie filmy chodzą zarówno wyznawcy disco polo, którymi tak gardzą "panienki z miasta" jak i "panienki z miasta" ukrywające swoje seksualne kompleksy, pseudointeligentki popijające winko i zaczytywujące się w pornograficznej książce bez żadnych walorów. Ludzie, którym się wmawia głębię tegoż marnego utworu. Nie trzeba być wielkim krytykiem, psychologiem czy filozofem, żeby odkryć jakim mentalnym i niskim guanem jest ten film/książka/cała seria.
    Ale cóż, nie każdy jest inteligenty emocjonalnie.

    • 82 6

    • smutny jestes (3)

      strasznie smutny,nudny i zakompleksiony z ciebie Polak. Na tego typu filmy idzie się po to żeby sobie pożartować, pośmiać się tego niskiego guana, zrobić odskocznię od spraw codziennych,a swoim komentarzem udowodniłeś,że jesteś właśnie mało inteligenty emocjonalnie i spięty jak guma w gaciach, który za wszelką cenę chce udowodnić sobie,że jak będzie sięgał po literaturę bądź filmy wyższych lotów to będzie mniej głupszy.

      • 1 1

      • (1)

        Absolutnie nie mam żadnych kompleksów ani co do mojego pochodzenia, narodowości i obywatelstwa ani do żadnej innej codziennej części mojego życia. Absolutnie nie jestem smutny mam pogodne nastawienie. Z pewnością nie jestem też nudny, w życiu robiłem już tyle rzeczy pomimo mojego stosunkowo młodego wieku... Mam hobby z naprawdę różnych kategorii życiowych. Po prostu mam taką wadą, że mówię co myślę i żadne "nowe szaty cesarza" mnie nie przekonają i nie przekonywują tak jak reszty ludzi. Tak wiem zadzieram nosa mówiąc, że takich mądrych, inteligentnych ludzi jest tylko kilka procent a reszta... a reszta lubi i ogląda Greya, czyta Coelho i J.L. Wiśniewskiego. Nie moja bajka. Pozdrawiam

        • 0 0

        • 1. Przekonują, nie 'przekonywują'
          2. Można mieć różne hobby, nie hobby 'z różnych kategorii życiowych'
          3. Nie stosujesz znaków interpunkcyjnych
          4. Nie posiadasz inteligencji emocjonalnej, bo tacy ludzie są empatyczni, wrażliwi i nie obrażają innych
          5. Przeczytaj uważnie opowiadanie "Nowe szaty cesarza", potem stosuj jako metaforę
          6. Uśmiechnij się, nikt Ciebie nie zmusza do czytania słabej literatury

          • 0 0

      • głupki idą na reklamowany na każdym kroku chłam bo to jest modne tak samo jak te wszystkie botoksy pit bulle itd głupole lezą za reklamą a cwaniaki zrobią ście*wo któremu nadadzą stosowny rozgłos i miliony można liczyć

        • 1 0

    • Recenze (2)

      Gratuluje inteligencji emocjonalnej autora tej bezkrytycznej opinii o innych. Czyli pełne sale kin na świecie wypełniają sami frustraci seksualni?

      • 0 6

      • w jakiejś części frustraci w większej części debile którzy lezą bo jest głośne reklamowane i rozgłaszane jako nie wiadomo jaki hit.To pokazuje że większość ludzi to durnie szara masa g... która nie ma ani własnego zdania ani żadnej oryginalności ja na takie chłamy nie chodzę bo doskonale wiem że im coś jest mocniej i namolniej zachwalane i reklamowane tym jest gorszym sh*tem

        • 0 0

      • Najprawdopodobniej tak. Zdziwiłbyś się drogi Piterze ilu ludzi ma frustracje seksualne, niespełnienie łóżkowe etc.

        • 9 0

    • Nie zauważyłam, żeby ktokolwiek komukolwiek wmawiał, że ten film ma jakąkolwiek głębię. Prosta soft porno historyjka i tyle. (4)

      • 11 3

      • Kto chce, niech ogląda. A reszta niech się nie oburza, że głębi w tym filmie nie znalazła, bo to jak wściekać się, że w rybnym (3)

        • 6 2

        • (2)

          ...nie mieli ziemniaków.

          • 4 1

          • (1)

            Ja nie mam pretensji do odbiorców potrzebujących niskich lotów rozrywki, tylko do "twórców" i całego procesu komercjalizacji głupoty.

            • 9 2

            • Jest popyt, jest podaż.

              • 0 0

  • nie warte dyskusji

    czy rozrywka wymaga idei, wybitności ludzie głosują kupując bilety krytycy chcą zaistnieć, przemysł filmowy zarobić

    • 2 1

  • Zakompleksieni

    Opinia pełna kompleksów podszyta zazdrością, lub brakiem zrozumienia. Gdyby on pracował w Lidlu, a ona w biedronce to przypadłoby do gustu? Ta sama miłość. W tak komfortowej sferze życia pokazana została wielka miłość i szacunek do innych. Kiedy sie odrzuci kompleksy, można to odczuć na takim poziomie.

    • 2 1

  • ?

    Tak znakomity film, zdarza się raz na dekadę! Co tutaj może się nie podobać??? Być może osobie, która "te rzeczy" już tylko wspomina.

    • 2 1

  • Walentynowy Grey

    Film nabrałby z pewnością sensu, gdyby powstał na kanwie recenzji (naprawdę znakomitej!), w innym kontekście, chyba zupełnie się nie sprawdzi (zresztą nie wiem, jeszcze nie obejrzałam)... A z tematyką "sadomaczo" pewnie lepiej się oswajać, chociażby taką lekturą, jak "Historia O" (przyznam, że także mi nieznana:)). No i w dodatku bez tego walentynkowego trucia.

    • 0 1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Gdynia

Rumia

DKFy

Premiery

16.10.2020 r.

09.10.2020 r.

Zapowiedzi