Nasze recenzje

Olga Bieniek o kulisach pracy producenta filmowego

Olga Bieniek od lat pracuje w Trójmieście jako producentka filmowa i kierownik produkcji. Odpowiadała za kształt takich filmów jak "Kamerdyner" czy "Układ zamknięty".
Olga Bieniek od lat pracuje w Trójmieście jako producentka filmowa i kierownik produkcji. Odpowiadała za kształt takich filmów jak "Kamerdyner" czy "Układ zamknięty". arch. pryw. Olgi Bieniek

Na swoim koncie ma takie filmowe przeboje jak "Czarny Czwartek. Janek Wiśniewski padł", "Układ zamknięty" czy "Kamerdyner", za którego w 2018 roku odebrała Srebrne Lwy podczas 43. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Od wielu lat pracuje w Trójmieście, a w 2019 roku zadebiutowała jako reżyserka dokumentalnego filmu o grupie Kult. Z Olgą Bieniek rozmawiamy o kulisach pracy producenta filmowego, który musi kalkulować jak sprawny matematyk, a przy tym marzyć jak niepoprawny romantyk.



Tomasz Zacharczuk: Spotkałem się ze stwierdzeniem, że producent filmowy często hamuje artystyczne zapędy reżysera czy aktorów. Brzmi co najmniej niewdzięcznie, zapewne też krzywdząco. Jak jest w rzeczywistości? Czy faktycznie producent filmowy w Polsce ma tak znaczący wpływ na finalny kształt filmu i sposób jego tworzenia?

Olga Bieniek: Ja też spotkałam się z takim twierdzeniem i pewnie gros reżyserów potwierdzi, że w istocie tak jest. Zastanówmy się, dlaczego. Najczęściej jest tak, że to producent zaprasza do projektu reżysera, wierząc w jego umiejętności, artystyczną wrażliwość, wyjątkową zdolność budowania narracji i poprowadzenia bohaterów tak, jak sobie to producent wyobraził. Co więcej, daje reżyserowi całkiem sporo swobody, pozostając w przeświadczeniu, że jego wybór był najlepszy z możliwych dla projektu. I to jest sytuacja marzeń, kiedy współpraca odbywa się właśnie tak, ma swój rytm i bazuje na wzajemnym zaufaniu.

Czasem jednak zdarza się tak, że reżyser, mając jak najlepsze intencje, rozpędza się w kreowaniu filmowej rzeczywistości, a co za tym idzie, w oczekiwaniach. Zazwyczaj przekłada się to na konieczność ponoszenia dodatkowych kosztów i to niemałych. Oczywiście nie jest tak, że producent niszczy każdy przejaw reżyserskiej inicjatywy. Przeciwnie, przecież wybieramy go, zapraszamy do projektu, chcemy jego pomysłów i inwencji, jednak jako jednostka nadzorująca i odpowiedzialna, musimy te złotówki liczyć, bo przecież nie są nasze.

Nie sposób nie wspomnieć więc, że istnieją dwa nazwane modele produkowania filmów: reżyserski i producencki. Reżyserski to taki, w którym reżyser przychodzi do producenta z pomysłem i chce być głównym decydentem, a producencki to ten, gdzie producent jak płaci, to decyduje. Ja jestem zwolennikiem hybrydy, systemu producencko-reżyserskiego, kiedy obie strony osiągają kompromis i grają do jednej bramki. Naprawdę da się to zrobić. Wymaga to umiejętności komunikacyjnych i kompromisów, ale jak najbardziej jest to możliwe.

Olga Bieniek o dokumencie "Kult. Film"



Kadr z filmu "Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł"
Kadr z filmu "Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł" fot. materiały prasowe
Obalmy jeszcze jeden mit mówiący o tym, że producent filmowy wykłada pieniądze i właściwie tylko na tym jego rola się kończy. Czy rzeczywiście, by zostać producentem, trzeba mieć gruby portfel? A może to właśnie na szukaniu takich grubych portfeli polega ten zawód?

Producent to ten, co podejmuje ryzyko. Kupuje prawa do scenariusza, gromadzi pieniądze, ekipę twórców i rzemieślników, nadzoruje proces powstania filmu. Dba o relacje i atmosferę, płaci, rozlicza. Ta praca polega na metodycznym przejściu przez każdy element wytwarzania filmu, od pomysłu do projekcji w kinie. Producent podejmuje ryzyko, zakłada, że projekt jako produkt finalny przyniesie zysk. Zachęca do partycypowania w nim koproducentów, głęboko wierząc, co poprzedza badaniami, że odniosą wspólny sukces. Czasem jednak ponosi fiasko, traci zaufanie. Przegrywa.

Jakimi cechami powinien według pani charakteryzować się sprawny producent filmowy?

Pyta mnie pan o teorię czy o moje cechy? (śmiech). Sprawny producent filmowy powinien być uczciwy i wytrwały, cierpliwy, spokojny i empatyczny, życzliwy dla innych, powinien łączyć w sobie cechy psychologa i negocjatora. Powinien wiedzieć, że od jego stosunku do ludzi zależy powodzenie projektu, bo ryba psuje się od głowy. Przede wszystkim powinien lubić to co, robi, a problemy traktować jak sprawy do rozwiązania.

Gdy myślę o producencie filmowym, często kojarzy mi się ta funkcja z taką hybrydą matematyka i architekta. Z jednej strony są dokładne kalkulacje ukierunkowane na to, aby film zaliczył sukces komercyjny. Z drugiej - to skrupulatne projektowanie całego filmowego przedsięwzięcia w najmniejszych detalach. Czy rzeczywiście takie analityczne myślenie i organizacyjne planowanie ułatwia pracę w tym zawodzie?

Nie tyle ułatwia, co moim zdaniem jest konieczne. Jest jeszcze trzecia strona - wyobraźnia. Przecież zabierając się za projekt mamy jakieś o nim wyobrażenie. Znakomicie jest wtedy, gdy okazuje się, że zaproszeni przez nas do projektu twórcy wznoszą to nasze wyobrażenie na takie wyżyny, do których nasza wyobraźnia sama nie sięgała wcześniej. Planowanie i organizacja to podstawa, ale chyba nie tylko w pracy producenta to cechy ułatwiające życie. Najważniejsze to nie zapomnieć, że otaczamy się żywymi ludźmi, zbiorami cech charakteru, wrażliwości, że trzeba się z nimi komunikować, bo bez dobrych relacji nic się nie uda.

- "Kamerdyner" to największe do tej pory zawodowe wyzwanie, z jakim przyszło mi się mierzyć i to na własne życzenie - mówi Olga Bieniek, która w 2018 roku podczas festiwalu w Gdyni za kaszubską sagę odebrała Srebrne Lwy.
- "Kamerdyner" to największe do tej pory zawodowe wyzwanie, z jakim przyszło mi się mierzyć i to na własne życzenie - mówi Olga Bieniek, która w 2018 roku podczas festiwalu w Gdyni za kaszubską sagę odebrała Srebrne Lwy. mat. prasowe/ Rafał Pijański
Przygotowanie filmowego projektu, etap zdjęć, moment postprodukcji i promocji filmu - w którym z tych trzech etapów producent filmowy ma najwięcej pracy i na czym te obowiązki polegają?

Trudno powiedzieć w którym najwięcej. Każdy z tych etapów to zupełnie inny "pakiet" działań do wykonania. Przygotowanie, rozwój projektu to wszelkie prace związane z "ukształtowaniem projektu". To czas na pozyskiwanie finansowania z jednej strony, ale z drugiej na prace scenariuszowe i główne decyzje artystyczne. Okres zdjęciowy - wiadomo, wojna (śmiech). Inżynieria finansowa, logistyka, psycho i socjologia. Postprodukcja to kolejny etap, który ma wykonawczy wpływ na ostateczny wygląd dzieła. Film powstaje na stole montażowym, zyskuje warstwę dźwiękową, barwową, z larwy wyłania się motyl. Nie ma więcej czy mniej obowiązków, są inne. Wszystkie absolutnie pasjonujące choć bywają wyczerpujące.

W przypadku aktora kariera zaczyna się od szkół filmowych, podobnie u reżysera. A jak to jest z producentem? Jak to się zaczęło w pani przypadku?

W przypadku producenta też teoretycznie od szkoły. Są wydziały produkcji w szkołach filmowych. Jednak jako absolwentka łódzkiej filmówki oraz praktyk od lat wiem, że nic nie przygotuje do zawodu tak, jak z pracą obcowanie. Ja zaczęłam w telewizji, potem szkoła filmowa, a w końcu film.

Pracowała pani przy dużych filmowych projektach, u boku wielkich sław polskiej reżyserii. Jak wspomina pani produkcję takich przedsięwzięć, jak choćby "Czarny czwartek" czy "Kamerdyner"? Czy praca nad takimi filmami częściej w pani przypadku wymagała pójścia na kompromis czy żelaznej konsekwencji i producenckiej determinacji?

Wie pan jak to jest ze wspomnieniami - wraz z upływem czasu pamiętamy te dobre chwile. Pewnie, że bywało różnie. "Czarny Czwartek" to pierwszy film fabularny, którego produkcją kierowałam. Szkoła zawodowego życia, konfrontacja z różnicami między produkcją filmową a telewizyjną, którą doskonale znałam, a jest tych różnic naprawdę dużo. Z jednej strony totalna ekscytacja i świadomość, że właśnie teraz spełniają się moje marzenia, z drugiej - metodyka i dochodzenie do każdego etapu. Do dzisiaj opowiadamy anegdotę jak nie miałam pojęcia po co przyjechać ma z Warszawy dyżurny planu i to jeszcze ciężarówką, co on tam niby przywozi, nie może przyjechać pociągiem? (śmiech).

"Kamerdyner" to największe do tej pory zawodowe wyzwanie, z jakim przyszło mi się mierzyć i to na własne życzenie. Mój wspólnik, Mirek Piepka, scenarzysta, myślał o tym temacie w kontekście dokumentalnym. Błagałam o fabułę, otumaniona wyobraźnią pięknych pałacowych ogrodów, trudów wojny, miłosnych uniesień, wspaniałych dekoracji i kostiumów. No i wybłagałam (śmiech). To najpiękniejsze moje zawodowe dokonanie, ale zdecydowanie najtrudniejsze.

Recenzja filmu "Kamerdyner"



W 2019 roku Olga Bieniek zadebiutowała jako reżyserka dokumentalnego "Kult. Film", w którym pokazała codzienne funkcjonowanie legendarnej grupy.
W 2019 roku Olga Bieniek zadebiutowała jako reżyserka dokumentalnego "Kult. Film", w którym pokazała codzienne funkcjonowanie legendarnej grupy. mat. prasowe
Zawodowo od wielu lat jest pani związana z Trójmiastem, a jak wiemy, centrum filmowego przemysłu zlokalizowane jest bardziej w stolicy. Czy miejsce zamieszkania w pani przypadku w jakiś sposób utrudnia pracę producenta? A może jest wręcz przeciwnie? Wszak największe projekty, przy których pani pracowała silnie związane są z Pomorzem i Trójmiastem.

Nie jestem w jakiś ideologiczny sposób przywiązana do ojcowizny, ale lubię uprawiać lokalny patriotyzm. Przecież tu jest pięknie, mamy morze, jeziora, lasy łąki, bogactwo architektoniczne obiektów i lokacji. Miasta są tak różnorodne, że zdarzało nam się udawać Berlin wschodni, znajdować dzikie porośnięte mokradła, ascetyczne nadmorskie wybrzeża i luksusowe dzielnice. Mieszkam tu i tu pracuję, ale nie tylko oczywiście. Fakt mieszkania w Trójmieście nic nie utrudnia. Czy ułatwia? Może mam więcej dystansu po prostu. Jest bardzo dobrze tak, jak jest.

Kiedy możemy spodziewać się kolejnego projektu sygnowanego nazwiskiem Olgi Bieniek i co to będzie?

Bardzo niedługo. Mamy kilka projektów na różnych etapach realizacyjnych. Pierwszy pewnie już jesienią, ale nie chcę zapeszać, więc po prostu trzymajcie kciuki.

Opinie (11)

  • Kulisa

    W świat produkcji i reżyserii wprowadził nas, widzów, pan Adaś Miauczyński, którego nie spotkało w życiu nic śmiesznego

    • 11 0

  • Kierownikiem produkcji był Krzysztof Kowalewski

    W obu filmach zagrał kierownika celująco

    • 9 2

  • Film o Kulcie bardzo nudny (1)

    Niestety, nieudany debiut pani Olgi. Można to było zrobić dużo lepiej. Na ekranie niewiele się dzieje.

    • 12 7

    • Sama jesteś nudna

      Film jest niesamowity. Przez całą projekcję czułem się jak bym był na grubej imprezie z Kazikiem.

      • 4 4

  • Kamerdyner SUPER :-)

    I oby więcej takich filmów o Kaszubach...........

    • 7 5

  • Ciekawe kulisy pracy producenta filmowego. Prawda jest taka, że życie każdego z nas osobna jest świetnym tematem na film. Nieważne czy bujne i kolorowe, czy też domator. Szumna młodość czy skromność do śmierci. Każdy z nas pisze swój scenariusz... Tępy wzrok, nostalgia...

    • 1 7

  • Brawo Olga!

    Tylko tak dalej! Świetnie sobie radzisz, jesteś wspaniałym przykładem wytrwałości. To co robisz, robisz bardzo dobrze, trzymaj się! Powodzenia

    • 9 5

  • I dlatego nie ma dobrych lub nieszkalujących Polskę filmów obyczajowych, wojennych czy historycznych bo łapę na produkcji trzyma postkomuna z, małymi wyjatkami

    • 0 3

  • Jest ciężko nie ukrywam

    Najgorzej dam 50 euro potem z górki

    • 0 0

  • Pracuję u jednego producenta

    chaos i bezsens. Nawet umowy na czarno. :D :) Dla C+

    • 0 0

  • UG na takim kierunku produkuje 30 bezrobotnych co roku.

    Nie wierzycie sprawdźcie buhahahahaha

    • 0 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.