• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

Nietrafiona diagnoza, błędne leczenie. Recenzja filmu "Żyć nie umierać"

Tomasz Zacharczuk
28 sierpnia 2015 (artykuł sprzed 8 lat) 

Jak w zaledwie kilka miesięcy naprawić życie, które systematycznie przez dwadzieścia lat popadało w ruinę? Między innymi na to pytanie musi odpowiedzieć sobie główny bohater "Żyć nie umierać". Słodko-gorzka opowieść o człowieku podejmującym w obliczu śmiertelnej choroby ostatnią próbę naprostowania błędów przeszłości miała być wyrafinowanym filmowym daniem. Okazała się jednak estetycznie podaną, ale jednak dość nieświeżą przystawką.



Historia aktora, Tadeusza Szymkowa, o którego losy oparto opowieść w "Żyć nie umierać", stanowiła świetny materiał na równie świetny film o nietuzinkowej postaci. I choć nazwisko pierwowzoru bohatera odgrywanego przez Tomasza Kota niekoniecznie znane jest szerokiej publiczności, to twarz zmarłego przed sześcioma laty artysty może już dać znaczącą podpowiedź. Popularny Jerzyk z "Psów", Piotr Boruń z "Demonów wojny wg Goi" czy Wojtek Szymczak z serialowej "Ekstradycji" błyszczał przede wszystkim na drugim planie. I choć nie zrobił takiej kariery, jaką mu wieszczono, przez wielu zapamiętany został jako niezwykle uzdolniony, pogodny i dowcipny człowiek, skrywający poza kamerą własne problemy i słabości (leczył się z alkoholizmu).

To, co wydawało się będzie napędzać ekranową fabułę i nadawać jej kolorytu, niestety przybrało kształt ciężkiej kuli, która spętała nogi reżysera, Macieja Migasa. I choć Tadeusza Szymkowa świetnie na ekranie odwzorował Tomasz Kot, to filmowa opowieść na przemian gubi tempo, razi emocjonalną mozaiką i w efekcie zwyczajnie nudzi.

Pytanie więc, dlaczego "Żyć nie umierać" jest tak nierównym filmem? Odpowiedzialnością muszą podzielić się reżyser Maciej Migas i scenarzysta Cezary Harasimowicz (prywatnie bliski przyjaciel Szymkowa).

Pierwszy z nich przeszarżował z eksperymentowaniem konwencją. Migas za wszelką cenę chciał upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Pokazać podupadłego artystę chałturzącego w supermarketach i lichych telewizyjnych programach, który w charakterystyczny dla siebie luźny i prześmiewczy sposób walczy z rakiem. Przy okazji naświetlić widzowi, jak straszną osobistą tragedią jest choroba nowotworowa i z jakim ogromnym trudem odbudowuje się niemal całkowicie zniszczone relacje z bliskimi. Po dodaniu jednego do drugiego otrzymujemy, kolokwialnie mówiąc, "pomieszanie z poplątaniem".

Główny bohater "Żyć nie umierać", Bartosz Kolanko, szydzi ze śmiertelnej choroby po to, by w następnej scenie czekać na torach na nadjeżdżający pociąg. I tak go właśnie reżyser przerzuca - ze skrajności w skrajność, z ignorancji w rozpacz, z komizmu w dramat. Przez to cały film jest jak koń na biegunach, bujający widza na dodatek w nierównym tempie. Wątki poszczególnych postaci są pourywane, niepełne, ledwie naszkicowane, ale właśnie tu przejawia się widmo niezbyt dobrego scenariusza.

Swoje trzy zardzewiałe grosze bowiem do tej opowieści dorzuca Cezary Harasimowicz, który ewidentnie poprzez postać głównego bohatera stara się postawić pośmiertny pomnik swojemu zmarłemu przyjacielowi. I być może słusznie, ale jednocześnie burzy to ekranowy porządek. Bartosz Kolanko staje się przez to człowiekiem, którego czynów nie poznajemy na ekranie. Widzimy tylko przykre konsekwencje w postaci samotności, wrogości i oziębłości córki, obojętności byłej żony, a nawet aktualnej kochanki. Jedynie przyjaciel Żuk (Janusz Chabior) i osiedlowy pijaczek przejawiają jakąkolwiek sympatię do głównego bohatera. Wszystkie te postaci jednak nie dość, że niewiele wnoszą, to najzwyczajniej w świecie nudzą. A wynika to głównie z bardzo ubogich dialogów, momentami zatrważająco płytkich. Zaskakująco przeciętnie wypada nawet mistrz drugiego planu, Janusz Chabior.

"Żyć nie umierać" pozostaje więc widowiskiem w stylu "one man show", a błyszczy tradycyjnie Tomasz Kot. Kapitalnie oddaje na ekranie lekkość Tadeusza Szymkowa. Nawet wizualnie zbliża się do swojego pierwowzoru. Samemu jednak ciężko pociągnąć całą filmową machinę, aczkolwiek już niejednokrotnie okazało się, że produkcje z Tomaszem Kotem zawsze niemal spadają na cztery łapy. Zapewne będzie tak i tym razem.

Twórcy "Żyć nie umierać" postawili błędną diagnozę, a przez to wybrali nietrafione metody leczenia. Mylnie wyszli z założenia, że można rozbujać film w dwa przeciwstawne bieguny i zachować przy tym jednolitą narrację. Wystarczyło wybrać jedną konwencję - albo konsekwentnie trzymać się ryzykownej zabawy w berka z poważnym tematem, albo skupić się na ujmującym za serce dramatem jednostki.

W efekcie "Żyć nie umierać" w jeszcze jednym aspekcie pozostanie wierne życiu Tadeusza Szymkowa. Podobnie jak niedoceniony aktor, tak i film Migasa pozostanie na (co najmniej) drugim planie polskiej kinematografii. Naprawdę wielka szkoda.

OCENA: 5/10

Film

5.3
126 ocen

Żyć nie umierać (5 opinii)

(5 opinii)
Biograficzny, Fabularny

Opinie (34) 1 zablokowana

  • Bardzo polecam (1)

    Widzialem pokaz przedpremierowy.
    Nie bedziecie zalowac?

    • 11 14

    • Nie wiemy...

      • 8 1

  • (3)

    Pójdę w czasie festiwalu w Gdyni

    • 6 9

    • (2)

      Niech mi ktoś wytłumaczy czym się kierują ludzie minusujący taką wypowiedź...

      • 7 0

      • widzą "Gdynia" = minusują (1)

        • 2 0

        • Bo sa z Gdanska.
          To tlumaczy wszystko...

          • 0 0

  • "ale właśnie tu przejawia się widmo" (1)

    ech, kolejny mistrz języka polskiego na tym portalu. Te "trzy zardzewiałe grosze" też nie bardzo, nie tędy droga.

    • 33 0

    • Janek

      Jak dobrze, że język polski ma takiego ambasadora i obrońcę jak Ty. Na pewno byś napisał recenzję lepiej, tylko Ci się nie chce.

      • 0 3

  • ludzie z nowotworami mają stany depresyjne co może powodować gigantyczne

    wahania nastroju. I tak, raz chce się zabić a za chwile może żyć pełną parą by za 3 godziny znowu popaść w skrajność

    • 46 1

  • Czy ktoś przeczytał tekst przed publikacją? (2)

    "zwyczajnie nudzi" - liczne powtórzenia, pojawia się za często. Wystarczyłoby raz.

    • 25 1

    • ` (1)

      rzeczywiście, autor recenzji powinien dostać 3 z dwoma i przyjść z rodzicami, stylistycznie ok?

      • 1 2

      • 3 z dwoma?

        Jedynkę najwyżej, totalna pała.
        Jakość recenzji można złożyć na karb młodego wieku autora, ale to nie usprawiedliwia... Może redakcja powinna rozpisać konkurs wśród pracowników na recenzję i w drodze konkursu wyłonić i opublikować lepszy tekst...

        • 1 0

  • Recenzuj kreskówki (1)

    Jak można zawiesić na stronie takiego gniota. Komu przy sponsorowaliście bilet do kina. FILM JEST ŚWIETNY. Przedstawia prawdziwy obraz osoby chorej i samotnej, pozostawionej w chorobie. Bo takie są polskie realia. Trzeba się delikatnie otrzeć o sprawy onkologiczne, żeby to zrozumieć. Chłoptaś zajęty popcornem nie zrozumiał przekazu.

    • 41 7

    • słaby

      Gniot!I Nic więcej. Jedynie Kot się broni.

      • 0 1

  • Kot z roli na role coraz lepszy (1)

    za każdym razem gra na 100% nawet jak gra w takim gniocie jak disco polo. W polskim kinie na dzień dzisiejszy brakuje takich aktorów ze zamiast wczuwać sie w film człowiek myśli "o szyc ma inne włosy". Co do filmu noe zgadzam sie absolutnie z recenzja - każdy kto ma mgliste pojęcie o chorobach przewlekłych/nowotworach wie doskonale ze ci ludzie popadają w takie skrajnosci. Mój brat chory na raka rozpędzał sie w nocy na pustej drodze do 200 i zamykał oczy, a na drugi dzień pełen zycia człowiek. Wygrał z choroba ale to co dla nas niepojęte dla nich jest jakimś bodźcem.

    • 29 1

    • nie zgadzam się

      Kot owszem jest dobry w rolach wrażliwych ludzi, w rolach bohaterów jest beznadziejny. Przykład "Stawka większa niż śmierć". I nie jest to wyjkątek w jego karierze. TO jest wrażliwy roześmiany człowiek, jest w takich rolach po prostu nieprzekonywujący. Kładzie nawet niezłe scenariusze.
      Religa, Riedel, ww. film -zgoda. Jednak daleko mu do Gajosa, Seniuk czy Fronczewskiego, którzy mogą zagrać mafioza, dziwkę lub wiertarkę udarową.
      Pozdrawiam, Szkuner.

      • 0 0

  • Typowe polskie kino (3)

    Czyli dramat i zgrzytanie zębami. U nas lotne tematy to tylko: alkoholizm, patologia, choroby, galerianki, wynaturzenia, kibole, holokausty itp Czesi produkują piękne obyczajowki o życiu. O życiu prostych ludzi którzy nie są depresujacymi skrajnościami. U nas wszystko po bandzie, aby zgnebic kinomana przygnębiające jak dług publiczny historia.

    Zygac się chce polskim kinem

    • 16 13

    • Takie jest polski kino?

      nie to nie jest polskie kino, to sr*czka umysłowa reżysera. Pomieszanie a poplątaniem. Żeby bawić się konwencjami trzeba być wybitnym twórcą, a tutaj tego zabrakło.

      • 2 2

    • Czechy czy Polska mają wyższy PKB na głowę i bardziej dramatyczną historię?

      • 1 2

    • czeski film

      Co do Czeskich filmów, oglądałeś/aś coś nowego z ich twórczości, bo chętnie bym się zrelaksował ... ?

      • 1 0

  • Szkoda było czasu, weźcie zgnite pomidory.

    Dobra gra Tomasza Kota, film beznadziejny - banalny w swojej wypowiedzi. Oto człowiek, który pije a potem umiera na raka - człowiek jakich tysiące. Chałturzy w marketach, ale nigdzie w filmie nie jest powiedziane, że jest wybitnym aktorem.
    Pije - jak innych tysiące, reżyser (a może scenarzysta) nie pokazał jego zmagania z chorobą alkoholową - ot pewnego dnia przestaje pić, być może dlatego że zwolnili go z teatru gdzie odgrywał rolę w przedstawieniu dla dzieci(ten "wzięty aktor"). Chce naprawić relacje rodzinne. Pewno każdy na jego miejscu by chciał - nie udaje się. Trudno.
    Umiera - równie banalnie.

    • 7 8

  • żal (1)

    Żal tyłek ściska, jak się czyta te komentarze. Chyba większość po prostu nie zrozumiała recenzji i faktu, że facet recenzuje film, a nie chorobę. Jeszcze może oskarżcie go o to, że nie choruje na raka, to i g... wie. Typowa masówa - jak film o raku, ooo to nie można złego słowa napisać, wszystko cacy i takie piękne, takie wzruszające. Film mi się średnio podobał, pewnie trochę bardziej od autora recenzji, ale w pełni rozumiem jego argumenty. On przynajmniej jakieś ma, komentatorzy nie za bardzo

    • 14 8

    • .....

      Oglądając ten film co chwile musiałam zamykać oczy i nie patrzeć bo łzy same cisnęły się do oczu a dlaczego?
      Ogólnie to był mój pierwszy i ostatni film opowiadający o tej chorobie.
      Za dużo wspomnień wróciło i szczerze później ryczałam jak bóbr poza kinem.
      Film był dobry i dobrze odwzorowywał tą chorobę... Człowiek chory na nią ze względu na chemie i narkotyki był jak tykająca bomba raz szczęśliwy pełen nadziei a drugiego podłamany. Żona i córka relacje jakie miały miejsce między nimi świetnie odwzorowały relacje moje z moim tatą... jeden z momentów w których musiałam zamknąć oczy.. A to że wyzdrowiał? Prawda. To cholerstwo znika a później nie wiadomo kiedy wraca w najmniej spodziewanym momencie.
      Oglądając ten film zastanawiałam się co mógł czuć mój tata i aż się przeraziłam. Nie wiedziałam, że miał raka. Myśleliśmy, że popadł w alkoholizm bo tak wyglądał.
      A tak naprawdę cierpiał.. Bartek w filmie nie popełnił samobójstwa .. jedyna różnica.
      Mam cholernie bliską styczność z tym potworem. Tata, dziadkowie, wujkowie, i babcia przy której siedziałam do ostatniej jej tchu.
      Recenzja beznadziejna pokazująca tylko jak bardzo autor nie zna się na realiach tego świata.

      • 5 0

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Wydarzenia

Studenckie poniedziałki w Kameralnym

12 zł
projekcje filmowe

W ułamku sekundy - Klub Filmowy Kosmos

9 zł
impreza filmowa, projekcje filmowe

NT Live: Romeo i Julia

30 zł
spektakl dramatyczny, projekcje filmowe