Nasze recenzje

stat

Nie trzeba rozpaczać. Recenzja filmu "Kursk"


Osiemnaście lat temu głuchego stukania w kadłub zatopionego kolosa nasłuchiwała nie tylko rosyjska marynarka, lecz również cały świat niecierpliwie wyczekujący ratunku dla załogi "Kurska". Tragedię uwięzionych w głębinach marynarzy na wielki ekran przenosi teraz Thomas Vinterberg. Duńczykowi bez zbędnego efekciarstwa udało się zilustrować przebieg i okoliczności zatonięcia łodzi podwodnej, która już na zawsze pozostanie smutnym symbolem zdeformowanej rosyjskiej dumy.



"Nie trzeba rozpaczać" - tak brzmiały ostatnie słowa pożegnalnego listu Dmitrija Kolesnikowa, jednego z 23 ocalałych marynarzy, którzy uwięzieni na rufie "Kurska" nie doczekali się ostatecznie ratunku. Rozpaczać nie trzeba, na szczęście, nad filmem Thomasa Vinterberga. Duńczyk, choć na wielu płaszczyznach porusza się dość asekurancko i czasami ma wyraźny problem z zaakcentowaniem pewnych emocji, wykonuje solidną, rzemieślniczą pracę, która pozwala dość kompleksowo poznać okoliczności i konsekwencje tragedii na Morzu Barentsa. Filmowy "Kursk" nie opada na dno, ale fragmentami może przypominać przyrdzewiałą, awaryjną i zdekompletowaną rosyjską marynarkę wojenną pamiętającą jeszcze radzieckie linie produkcyjne.

Duńskiemu reżyserowi, który w pamięci znawców kina zapisał się przede wszystkim znakomitym "Polowaniem", zależało na tym, aby nie przykleić "Kurskowi" łatki efektownej, bezdusznej historycznej rekonstrukcji. Stąd też w filmie duży nacisk Vinterberg kładzie na ludzkie oblicze podwodnej katastrofy. Przykładny mąż i ojciec, a zarazem imponujący opanowaniem i doświadczeniem oficer (Matthias Schoenaerts) desperacko walczy o przetrwanie garstki marynarzy uwięzionych w dziewiątym przedziale. Wysłuchująca na lądzie zdawkowych telewizyjnych komunikatów żona Michaiła (Lea Seydoux) stara się przezwyciężyć strach i łapie się wszelkich sposobów, by walczyć o szacunek i przede wszystkim o pomoc dla ocalałych.

Bohaterami "Kurska" są członkowie załogi, która w sierpniu 2000r. wypłynęła na rosyjskie manewry na Morzu Barentsa. To właśnie w tych wodach doszło do dwóch potężnych eksplozji na pokładzie łodzi podwodnej, w wyniku czego zginęło ponad stu marynarzy. Kilkunastu z nich jeszcze kilka dni po wybuchu czekało na pomoc, która nadeszła zbyt późno.
Bohaterami "Kurska" są członkowie załogi, która w sierpniu 2000r. wypłynęła na rosyjskie manewry na Morzu Barentsa. To właśnie w tych wodach doszło do dwóch potężnych eksplozji na pokładzie łodzi podwodnej, w wyniku czego zginęło ponad stu marynarzy. Kilkunastu z nich jeszcze kilka dni po wybuchu czekało na pomoc, która nadeszła zbyt późno. mat. prasowe/ Kino Świat
Wpatrujący się zrozpaczonym wzrokiem w bezkresne morze rosyjski admirał (Peter Simonischek), świadomy uciekającego bezlitośnie czasu, robi co może, by dotrzeć do marynarzy, choć przestarzały i rozsypujący się sprzęt ratowniczy nie pozostawia większych nadziei na sukces. Jest jeszcze palący się do pomocy brytyjski komandor (Colin Firth), który być może nawet wbrew politycznym układom ambitnie próbuje zorganizować misję ratunkową. Każda z postaci, czy to w admiralskiej kajucie, czy w sterylnym komandorskim gabinecie, czy w rosyjskim porcie wśród blokowisk, czy w końcu w klaustrofobicznym pomieszczeniu z nadmiarem wody i niedoborem tlenu walczy jednak z tym samym wrogiem - bezduszną, kłamliwą, zatrutą jadowitą dumą rosyjską administracją o twarzy nieśmiertelnego na wielkim ekranie Maxa von Sydowa.

I właśnie od ilustracyjnego do niemal wręcz oskarżycielskiego tonu w swojej opowieści przechodzi Vinterberg. Wypełniony skrajnymi już emocjami finałowy kwadrans przypomina wielkie filmowe działo nakierowane na Kreml. Ten sam Kreml, któremu na zachowaniu militarnych tajemnic i pielęgnowaniu wizerunku samowystarczalnego imperium zależało bardziej niż na międzynarodowej współpracy w celu uratowania grupki ocalałych marynarzy. Na ten Kreml, który za pomocą szorstkich wojskowych twarzy mamił w mediach opinię publiczną rzekomymi postępami akcji ratunkowej i wprost oszukiwał marynarskie rodziny. Wiele jest w "Kursku" dosadnych scen obnażających radziecki (wciąż) model sterowania państwem i jego obywatelami, i to zarówno tymi żywymi, jak i już nawet martwymi. Być może dlatego właśnie tak mocno wybrzmiewa również kobiecy manifest żon, matek, sióstr i córek solidarnie domagających się ratunku dla najbliższych.

Walka, rzecz jasna, głównie z uciekającym czasem, przeraźliwym chłodem, ponurymi ciemnościami i kończącym się tlenem trwa także wewnątrz niewielkiego pomieszczenia, do którego ewakuowała się garstka ocalałych na pokładzie "Kurska". Vinterbergowi za pomocą prostych filmowych środków udało się nakreślić dramat zwykłych ludzi zamkniętych w stalowej pułapce w stumetrowych głębinach. Klimat osaczenia, ucisku, desperackiej walki o przetrwanie czuć niemal pod skórą. Na tyle dobrze, że ogarnia nas chłód, a pod stopami czujemy lodowatą wodę. Wizyta w tym podwodnym gigancie na pewno nie należy do najprzyjemniejszych i tak właśnie miało być.

"Kursk" Thomasa Vinterberga na pewno zadowala tempem opowieści, dbałością o szczegóły, wielopłaszczyznowym ujęciem tematu. Brakuje jednak pogłębionej krytyki władz i analizy samych postaci. Dużym plusem są także kreacje aktorskie.
"Kursk" Thomasa Vinterberga na pewno zadowala tempem opowieści, dbałością o szczegóły, wielopłaszczyznowym ujęciem tematu. Brakuje jednak pogłębionej krytyki władz i analizy samych postaci. Dużym plusem są także kreacje aktorskie. mat. prasowe/ Kino Świat
W "Kursku" zresztą wiele drobnych filmowych elementów składa się na co najmniej poprawną całość. Oszczędność, ale i zarazem precyzja efektów specjalnych (kapitalnie zilustrowane eksplozje na pokładzie łodzi) służą tylko rozwojowi fabuły, a nie przykryciu scenariuszowych mielizn. Dbałość o tło (portowe blokowiska, wnętrza mieszkań, wyposażenie łodzi podwodnej, kostiumy, a nawet ... złote zęby niektórych postaci) pozwalają sądzić, że żaden z filmowców nie wykonał swojej roboty tylko na pół gwizdka. W sukurs idą również aktorzy (bardzo dobry Schoenaerts, świetny von Sydow, jeszcze lepsza Seydoux), którzy nawet jeśli muszą zmierzyć się z płytkim i przesadnie emocjonalnym tekstem, robią to z takim wyczuciem, że nasz dyskomfort staje się niemal nieodczuwalny.

Na pokładzie filmowego "Kurska" zapalają się jednak od czasu do czasu awaryjne lampki. Bohaterów nakreślono przy linijce, co do centymetra. Brakuje więc nieco głębi, przełamania schematu, wyjścia poza ściśle narzucony przez twórców model. Filmowe postaci działają w systemie zero-jedynkowym, są albo czarne, albo białe. Nie ma niezwykle interesującego zawsze dla widza środka. Vinterberg, choć stara się wypełnić swój film bogatą treścią, korzysta także z filmowych trocin, jakimi są zazwyczaj wysuszone z realizmu akty patosu. To ryzyko było jednak wliczone w koszty. Wszak trudno całkowicie uniknąć takich emocjonalnych chwytów, opowiadając dramat ponad setki zatopionych na morskim dnie marynarzy. Równie mocno razi też łamana angielszczyzna, która nieudolnie imituje rosyjski język, którego niestety w filmie właściwie nie słychać. Szkoda, bo przy takiej dbałości o szczegóły wydawałoby się to dobrym posunięciem.

Vinterberg w swoim obrazie skupia się przede wszystkim na krytyce Kremla, który uporczywie nie chciał przyjąć międzynarodowej pomocy, chociaż rosyjska marynarka nie dysponowała odpowiednim sprzętem ratunkowym. Gotowi pomóc byli choćby Brytyjczycy na czele z komandorem Russellem (w tej roli Colin Firth).
Vinterberg w swoim obrazie skupia się przede wszystkim na krytyce Kremla, który uporczywie nie chciał przyjąć międzynarodowej pomocy, chociaż rosyjska marynarka nie dysponowała odpowiednim sprzętem ratunkowym. Gotowi pomóc byli choćby Brytyjczycy na czele z komandorem Russellem (w tej roli Colin Firth). mat. prasowe/ Kino Świat
"Kursk" Thomasa Vinterberga jest właściwie takim filmem, jakiego można było oczekiwać i powoduje to ambiwalentne odczucia. Z jednej strony dobrze, że Duńczyk nie podporządkował się hollywoodzkiej modzie na łzawą, egzaltowaną wręcz symbolikę i uniknął przeładowania filmu emocjami i efektami. Z drugiej zaś doskwiera nieco scenariuszowa surowość, brak głębszej analizy - i bohaterów, i kremlowskiej polityki. Filmowy okręt, lekko poobijany i zarysowany, dobija jednak bezpiecznie do portu, wracając z przygnębiającego rejsu oraz oddając jednocześnie honor tym, którym morze (hipokryzji, arogancji, manipulacji) do portu wrócić już nie pozwoliło.

OCENA: 7/10

Film

Kursk

Kursk (16 opinii)

6.0
produkcja
Belgia
premiera
14 grudnia 2018
czas trwania
1 godz. 57 min.

Opinie (64) 10 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Gdynia

Rumia

DKFy

Premiery

18.10.2019 r.

11.10.2019 r.

Zapowiedzi