Nasze recenzje

stat

Miłosna baśń warta Oscarów. Recenzja filmu "Kształt wody"


Baśniowy surrealizm posłużył meksykańskiemu reżyserowi do stworzenia niezwykle krzepiącej i uroczej historii miłosnej, w której pozornie tylko absurdalne uczucie łączy dwoje samotników pochodzących z różnych światów. 12 lat po przełomowym w jego karierze "Labiryncie fauna" del Toro udało się nakręcić jeśli nie najlepszy, to z pewnością swój najbardziej kompletny film, od którego bije wręcz hollywoodzka magia.



Jest w "Kształcie wody" scena, w której dwoje kochanków dość nieoczekiwanie odnajduje siebie w starym, opustoszałym kinie, gdzie milczącymi uczestnikami projekcji są jedynie wyliniałe i podziurawione fotele. Seans najnowszego filmu Guillermo del Toro przypomina wizytę właśnie w dawnym iluzjonie, w którym wszelkie technologiczne niedociągnięcia rekompensuje niesamowita atmosfera i poczucie uczestniczenia w czymś wyjątkowym rodem z minionej epoki. Baśniowe love story osadzone w realiach zimnej wojny oferuje podróż wehikułem czasu do momentu, gdy o wartości filmu decydowały podstawowe kryteria: wyobraźnia twórców, aktorstwo, scenografia i muzyka. Dlatego woda firmowana nazwiskiem del Toro jest tak krystalicznie czysta i smakuje wybornie bez żadnych zbędnych zabarwiaczy.

Opowieść, wokół której oplatają się losy głównych bohaterów, przede wszystkim nie jest zmącona nadmiarem treści. To w gruncie rzeczy bardzo prosta, nieskomplikowana, a może nawet zbyt przejrzysta historia miłości dwojga samotników. Eliza (Sally Hawkins) pracuje jako sprzątaczka w rządowym laboratorium, w którym amerykańscy naukowcy prowadzą tajne badania mające zwiększyć szanse Amerykanów w wyścigu zbrojeń ze Związkiem Radzieckim. Codzienne życie skromnej, samotnej kobiety wypełniają te same rytuały i osobliwe przyzwyczajenia. W nasączonej konserwatyzmem i rasowymi uprzedzeniami rzeczywistości znajduje własną, barwną niszę wypełnioną ciszą. Eliza jest bowiem niemową.

Eliza (Sally Hawkins), pracując w tajnym laboratorium jako sprzątaczka, poznaje istotę z innego świata - monstrum (Doug Jones) zdolne do uczuć i zasługujące na życie. Empatia głównej bohaterki zainicjuje cykl nieprawdopodobnych zdarzeń, które zmienią losy wielu osób.
Eliza (Sally Hawkins), pracując w tajnym laboratorium jako sprzątaczka, poznaje istotę z innego świata - monstrum (Doug Jones) zdolne do uczuć i zasługujące na życie. Empatia głównej bohaterki zainicjuje cykl nieprawdopodobnych zdarzeń, które zmienią losy wielu osób. mat. prasowe/ Imperial-Cinepix
Rutynę niespodziewanie przełamuje pojawienie się w laboratorium tajemniczego osobnika, hybrydy człowieka i amfibii (nie mylić z rodzajem pojazdu), który poddawany jest okrutnym eksperymentom pod nadzorem Stricklanda (Michael Shannon). Potwora czeka niechybna zagłada, dlatego wrażliwa na los przybysza Eliza zapragnie uwolnić go spod kontroli naukowców, mając u boku wierną przyjaciółkę, Zeldę, i zdziwaczałego sąsiada, Gilesa. Między ofiarą a wybawczynią zaczyna tlić się, pozornie absurdalne, zakazane i skazane na klęskę, uczucie.

Del Toro, jakby wbrew dotychczasowym dokonaniom, zaskakująco sprawnie i swobodnie odnajduje się w konwencji nieszablonowego romansu. Intuicyjnie podsyca emocje na wielkim ekranie i starannie dozuje naszą ciekawość. Przemyślany scenariusz i reżyserska ogłada Meksykanina sprawiają, że nagle, nie wiedzieć kiedy, dajemy się zupełnie bezbronnie wciągnąć w wir filmowych wydarzeń. Magia tej modernistycznej w formie, a klasycznej w brzmieniu baśni hipnotyzuje niemal od początkowego kadru.

Dalej jest nawet jeszcze lepiej, bo w "Kształcie wody" del Toro kapitalnie potrafi bawić się filmowymi gatunkami. W baśniowy romans zupełnie naturalnie wplata elementy szpiegowskiego thrillera (świetnie rozpisanego pomiędzy postaci odgrywane przez dwóch Michaelów: Shannona i Stuhlbarga), czarnej komedii, gorzkiej satyry i kina zaangażowanego społecznie. Pomiędzy kadrami bowiem Meksykanin doskonale szkicuje obraz Ameryki lat 60. - wciągniętej w zimną wojnę, uwikłanej w konflikty rasowe i społeczne, zdominowanej przez domowy patriarchat i niechęć wobec odmienności.

Twórcom "Kształtu wody" doskonale udało się połączyć wiele filmowych konwencji i stworzyć harmonijne dzieło wypełnione magią, optymizmem i nadzieją. Główna w tym zasługa nie tylko Guillermo del Toro, ale również speców od scenografii, kostiumów, zdjęć czy muzyki. Każdy z tych elementów prezentuje wybitny poziom.
Twórcom "Kształtu wody" doskonale udało się połączyć wiele filmowych konwencji i stworzyć harmonijne dzieło wypełnione magią, optymizmem i nadzieją. Główna w tym zasługa nie tylko Guillermo del Toro, ale również speców od scenografii, kostiumów, zdjęć czy muzyki. Każdy z tych elementów prezentuje wybitny poziom. mat. prasowe/ Imperial-Cinepix
Z tej natomiast, podobnie jak choćby w przypadku "Labiryntu Fauna", meksykański reżyser czyni naczelny oręż. "Kształt wody" subtelnie nobilituje jednostki myślące wbrew obowiązującym konwenansom. Inność jest darem, niejednoznacznym, ale jednak błogosławieństwem, pomysłem na życie zgodne z własnym sumieniem. Bohaterowie del Toro podążają pod prąd, ale wolą się zachłysnąć wodą, a nawet utonąć, aniżeli biernie płynąć z nurtem i bezwładnie dobić do brzegu, gdzie nikt na nich nie będzie czekać. I jeśli tylko przełkniemy dość pretensjonalny ton przebijający się od czasu do czasu z ekranu i chwilowe scenariuszowe uproszczenia, to odnajdziemy w "Kształcie wody" niesamowicie krzepiącą siłę, nadzieję i niepoprawny optymizm.

Najnowsze dzieło Guillermo del Toro to także sentymentalny filmowy hołd złożony sztuce kinowej, której tak wielki niedobór towarzyszy hucznym widowiskom, jakie nieustannie bombardują współczesne multipleksy. Meksykaninowi przy wsparciu prawdziwych wirtuozów w swoim fachu udało się stworzyć harmonijną całość, której każdy element wynosi "Kształt wody" na wybitny poziom. Dzięki fenomenalnej scenografii udało się odwzorować nawet najdrobniejsze szczegóły artystycznego mieszkania Gillesa czy nowoczesnego (jak na ówczesne czasy) laboratorium. Kunszt widać w każdym rekwizycie, kostiumie czy kadrze. Magiczna jest również ścieżka dźwiękowa Alexandre'a Desplata, który nastrojowe kompozycje rodem z francuskich kawiarenek skonfrontował z surową, spowitą mgłą amerykańską prowincją. 13 nominacji do Oscara to nie przypadek. Statuetki za muzykę, scenografię czy reżyserię to wręcz obowiązek.

Nie zaskakują również prawdziwe peany na cześć aktorów, którzy w "Kształcie wody" dają iście genialny popis. Bez słów, a jedynie za pomocą mimiki i gestów znakomicie osobowość Elizy udało się oddać Sally Hawkins. Aktorce z naturalnym wdziękiem i uroczą nieporadnością przyszło zmierzyć się z rolą flegmatycznej romantyczki, która z marszu zdobywa sympatię i doping widowni. Kolejny raz na dalszym planie nienagannie spisuje się Olivia Spencer, choć rola trajkocącej "kobiety z jajem", która potokiem słów potrafi autentycznie rozbawić, to już niemal alter ego czarnoskórej aktorki. Błyszczy także Richard Jenkins w roli podstarzałego homoseksualisty, a u boku Sally Hawkins tworzy jednocześnie bardzo energetyczny i świetnie zbilansowany duet. Michael Shannon udowadnia natomiast, że nie ma sobie równych w Hollywood, jeśli chodzi o kreację czarnych charakterów. Jego Strickland równie mocno fascynuje, co przeraża.

Zasługą reżysera rodem z Meksyku jest świetne wyważenie proporcji. "Kształt wody" potrafi rozbawić, wzruszyć, rozczulić, ale i trzymać w napięciu, a nawet zszokować. Tak emocjonalne mozaika to również wysiłek świetnie dopasowanych do ról aktorów.
Zasługą reżysera rodem z Meksyku jest świetne wyważenie proporcji. "Kształt wody" potrafi rozbawić, wzruszyć, rozczulić, ale i trzymać w napięciu, a nawet zszokować. Tak emocjonalne mozaika to również wysiłek świetnie dopasowanych do ról aktorów. mat. prasowe/ Imperial-Cinepix
Baśniowe love story podkoloryzowane szpiegowskim kryminałem i okraszone często groteskowym humorem pozwala na dwie godziny zanurzyć się w magicznej miksturze starannie przygotowanej przez twórcę "Labiryntu Fauna". Del Toro, jak w żadnym ze swoich wcześniejszych filmów, udało się idealnie wyważyć proporcje, a przede wszystkim kolejny raz udowodnić, że jest reżyserem z nieprzeciętną wyobraźnią. I co najważniejsze, również ze zdolnością do zarażania nią widzów. Ci nieco bardziej wrażliwi z dużą dozą prawdopodobieństwa wyjdą z seansu oczarowani i upojeni "Kształtem wody".

OCENA: 8/10

Film

Kształt wody

Kształt wody (22 opinie)

3.4
produkcja
USA
gatunek
Dramat, Fantasy, Przygodowy
premiera
16 lutego 2018
czas trwania
1 godz. 59 min.
Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (35)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Gdańsk

Sopot

Gdynia

Rumia

DKFy

Premiery

07.12.2018 r.

06.12.2018 r.

30.11.2018 r.

Zapowiedzi